Absolutny HIT! Trener przeprowadził rozmowę motywacyjną z kibicami [WIDEO]

Do niecodziennych scen doszło w Rzeszowie. Jeden z trenerów Resovii skrytykował swoich kibiców za zbyt słaby doping. Takiej wersji rozmowy motywacyjnej w polskiej piłce jeszcze chyba nie było.




W minioną niedzielę Resovia Rzeszów gościła na swoim obiekcie Wartę Poznań. Spotkanie zakończyło się wygraną przyjezdnych wynikiem 2:0. Tym samym po 17 kolejkach Warta jest wiceliderem tabeli II Ligi, z kolei Resovia okupuje dopiero 10. lokatę.

Trener wściekły na kibiców

Po tym meczu w mediach ukazało się bardzo ciekawe nagranie. Widać na nim, jak trener asystent wykrzykuje coś do kibiców. Aleksander Adamus, bo o nim mowa, w mocnych słowach wyraził swoje niezadowolenie z dopingu kibiców Resovii. Jego zdaniem, mniejsza grupka kibiców Warty była zdecydowanie bardziej słyszalna.

– Ku**a, w 15 przyjechali, w 15 ku**a i bardziej ich słychać niż Was – wykrzyczał Aleksander Adamus.

Dłuższe nagranie

Szerszy obraz sytuacji widać na poniższym nagraniu. Można na nim usłyszeć okrzyki kibiców oraz dłuższą wypowiedź trenera.

– W 15 przyjechali k***a. (…) Cały mecz k***a krzyczą. A wy krzyczycie najgłośniej k***a po meczu – dodał trener Adamus.

Decyzja klubu

Niedługo po zakończeniu meczu Resovia Rzeszów na swoich mediach społecznościowych poinformowała o decyzji odnośnie trenera Aleksandra Adamusa. Jak się okazało, decyzją zarządu szkoleniowiec został czasowo odsunięty od prac z pierwszą drużyną.




Co grozi reprezentacji Polski za rzucone race przez kibiców? Delegat UEFA ujawnia możliwy scenariusz

Kazimierz Oleszek ujawnił, co może grozić reprezentacji Polski i PZPN-owi w związku z wyrzuconymi przez kibiców racami. Zdaniem delegata UEFA, możliwy jest w zasadzie jeden rodzaj kary.

Za nami pierwszy mecz reprezentacji Polski podczas listopadowego zgrupowania. W piątek Biało-Czerwoni mierzyli się na Stadionie Narodowym z reprezentacją Holandii. Po dobrej grze Polacy wywalczyli remis 1:1. Przed nami ostatni mecz w elimanacjach MŚ 2026 – w poniedziałek Polacy zagrają na wyjeździe z Maltą.

Przy okazji wspomnianego meczu nie zabrakło wątków pozasportowych. Już przed startem meczu w mediach gruchnęła informacja odnośnie zakazu wniesienia oprawy na jeden z sektorów polskich kibiców. To spowodowało złość u tych najbardziej zagorzałych sympatyków, którzy w trakcie meczu wyrzucili race na murawę, przez co mecz musiał zostać na chwilę wstrzymany.

Czy reprezentację Polski, a w zasadzie PZPN, mogą spotkać negatywne konsekwencje tego wydarzenia? Okazuje się, że niestety tak. Szczegóły ujawnił Kazimierz Oleszek na łamach PAP. Zdaniem delegata UEFA, bardzo możliwa jest kara finansowa. Nie powinno jednak być mowy o zamknięciu stadionu lub jego części.

– PZPN grozi wysoka kara finansowa, tym bardziej że nie był to pierwszy raz, kiedy polscy kibice dali znać o sobie, a w przypadku „recydywy” kwoty idą w górę. Nie ma mowy jednak o tym, żeby z takiego powodu doszło do zamknięcia stadionu czy choćby sektora. To nie było zachowanie podszyte jakimiś względami politycznymi czy rasistowskimi, a w takich wypadkach UEFA jest bardzo restrykcyjna – przekazał Kazimierz Oleszek.

źródło: PAP/TVP Sport

Szef stowarzyszenia kibiców uderza w MSWiA. Mocny przekaz miał wywołać chaos przed meczem z Holandią

Mateusz Pilecki, lider stowarzyszenia „To My Polacy!”, ujawnił kulisy napięć przed spotkaniem Polska – Holandia. Według niego do PZPN miał trafić przekaz z MSWiA, który zaważył na decyzjach służb i doprowadził do eskalacji konfliktu z kibicami.

O co chodzi?

Pilecki stoi na czele ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kibiców Reprezentacji „To My Polacy!”, które odpowiada za oprawy oraz doping na meczach kadry. To grupa, która organizuje logistykę, sprzęt, nagłośnienie i oprawy wizualne, finansując je głównie z prywatnych środków oraz zbiórek kibiców. Dla wielu fanów to właśnie ta inicjatywa jest sercem sektora dopingującego Biało-Czerwonych.

To dlatego jego relacja z wydarzeń przy PGE Narodowym wzbudziła takie emocje. W Kanale Sportowym Pilecki ujawnił, że do PZPN miał trafić jednoznaczny komunikat z MSWiA, który zmienił dynamikę całego dnia. Według jego słów brzmiał on: jeśli się dogadacie z kibolami, to was zniszczymy.

Decyzje służb i narastająca frustracja

Pilecki podkreślił, że odmowa wniesienia oprawy nie była wynikiem nagłej decyzji.

– Jeśli policja robi jakieś inwigilacje, to nie robi tego w ostatni dzień i nie podejmuje decyzji w ostatni dzień. Mogli powiedzieć wcześniej. To był ewidentny prztyczek w nos – mówił.

Jego zdaniem przygotowywana przez tygodnie oprawa, kosztująca dziesiątki tysięcy złotych, została zablokowana bez uzasadnienia.

– Zostaliśmy potraktowani jak małe dzieci, gdy około godziny jedenastej czy dwunastej usłyszeliśmy: w sumie to nic nie wniesiecie. Czemu nie? Bo nie. Bo taka jest decyzja służb, policji – relacjonował.

Dodał również, że PZPN nie wspiera finansowo ich działań, co tylko zwiększyło poczucie frustracji.

W trakcie meczu doszło do kolejnej eskalacji. Race rzucone przez ultrasów spadły na murawę, a grupa prowadząca doping opuściła stadion w ramach protestu. PZPN w oficjalnym komunikacie potępił zachowania łamiące prawo i zapowiedział analizę działań służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

Ktoś przestraszył się kibiców?

Lider stowarzyszenia ocenił, że problem nie wynikał z samej oprawy, lecz z tego, że inicjatywa „To My Polacy!” zaczęła realnie jednoczyć środowisko kibiców.

– Wydaje mi się, że ci ludzie przestraszyli się tego, że nasza inicjatywa zaczęła nabierać tempa. Zjednoczyliśmy kibicowską Polskę. Jak komuś może przeszkadzać patriotyzm, polskość i to, że są ludzie chcący wspierać nasz kraj i piłkarzy? – komentował.

Po głośnym remisie z Holandią reprezentacja przygotowuje się do kolejnego meczu, który odbędzie się 17 listopada na Malcie.

Źródło: Kanał Sportowy

Oscar trafił do szpitala. Klub ujawnił nowe informacje o stanie zdrowia pomocnika

Oscar został pilnie przetransportowany do szpitala po tym, jak źle poczuł się podczas treningu Sao Paulo. Klub potwierdził, że 34-latek przechodzi pogłębioną diagnostykę kardiologiczną.

Nagłe omdlenie i zaskakujące wyniki badań

Oscar wrócił do Sao Paulo pod koniec poprzedniego roku. Niedawno chciał odbudować formę po złamaniu kręgu lędźwiowego i urazie łydki. We wtorek przerwał jednak zajęcia, ponieważ nagle poczuł się źle. Sytuacja wyglądała poważnie, dlatego wezwano pogotowie. Pomocnika od razu przewieziono do szpitala, gdzie wykonano szereg badań.

Lekarze odkryli niepokojące problemy kardiologiczne. Stan zawodnika był stabilny, ale klub poinformował, że wymagane są dalsze analizy. Sao Paulo wydało oświadczenie, w którym przekazało, że Oscar pozostaje w Einstein Hospital Israelita. Zdecydowano, że piątek będzie dniem specjalistycznego badania elektrofizjologicznego, dlatego piłkarz musi pozostać pod stałą opieką.

Zespół medyczny ustalił, że wtorkowe zdarzenie było omdleniem wazowagalnym. Nagła pionizacja postawy i odruchowe zwolnienie tętna mogły doprowadzić do zasłabnięcia, dlatego konieczne jest dokładne poznanie przyczyn.

Na razie nie wiadomo, czy Oscar jeszcze wróci na boisko. Kolejne dni zadecydują o tym, czy będzie mógł kontynuować grę.

Źródło: Sao Paulo

Lewandowski o Probierzu. „Nie mam żalu”

Robert Lewandowski zabrał głos w sprawie konfliktu z Michałem Probierzem. W rozmowie z „Faktem” podkreślił, że nie chowa urazy po głośnej aferze opaskowej.

Emocje wygasły

Lewandowski wrócił do reprezentacji za kadencji Jana Urbana. W czerwcu zdecydował się zrezygnować z gry w kadrze. Decyzja była radykalna, ale wynikała z wydarzeń, które narastały od dłuższego czasu.

Probierz odebrał mu opaskę kapitańską, dlatego wybuchł konflikt. Sytuacja skomplikowała atmosferę przed przegranym meczem z Finlandią, a później selekcjoner podał się do dymisji.

W Polsce długo dyskutowano o relacjach obu panów. Temat wrócił teraz, ponieważ Lewandowski został zapytany, czy podałby rękę byłemu selekcjonerowi. Odpowiedź była jednoznaczna.

– Tak, oczywiście. Nie jestem pamiętliwy. Decyzje, które podjął pod wpływem emocji i presji, były, jakie były. Oczywiście, że to mnie zabolało. Ale każdy mógł popełnić błąd. W chwili słabości mógł tak zdecydować. Ale nie, ja nie mam żadnego problemu, by podać Michałowi Probierzowi rękę i porozmawiać. Bo nie mam żalu do człowieka, po prostu. Czy mam żal do tamtej decyzji? Też nie mam. Ale nie mówię, że było to dla mnie łatwe – powiedział.

Urban szybko cofnął decyzję Probierza, dlatego od września Lewandowski ponownie jest kapitanem. Napastnik Barcelony znów skupia się na grze, chociaż jego nazwisko nie schodzi z nagłówków. Ostatnio stało się tak za sprawą jego wizyty w Nowym Jorku, która wywołała kolejną falę komentarzy.

Źródło: FAKT

Zaskakujące kulisy kariery Szczęsnego. Mógł zagrać w klubie rapera

Wojciech Szczęsny od dwóch sezonów broni barw Barcelony, ale niewiele brakowało, by wystąpił w zupełnie innym miejscu. Dziennikarze „Przeglądu Sportowego” ujawnili, że polski bramkarz rozważał udział w meczu B-klasowego klubu rapera Maty.

Od Camp Nou do Tajfuna Ostrów Lubelski?

Szczęsny po transferze do Barcelony niespodziewanie stał się numerem jeden. Początkowo miał być tylko zmiennikiem. Dziś rywalizuje w Lidze Mistrzów i La Lidze z najlepszymi, choć jego piłkarska ścieżka mogła na chwilę skręcić w zupełnie inną stronę.

W podcaście Ofensywni Piotr Wołosik i Łukasz Olkowicz zdradzili, że zanim bramkarz trafił do Barcelony, rozważał występ w… amatorskim klubie Maty.

– Wiesz, gdzie Wojtek Szczęsny mógłby zagrać, gdyby nie Barcelona? W Tajfunie. Tajfunie, klubie Maty – powiedział Olkowicz.

– Tak? To wszyscy raperzy mają teraz kluby? – odparł Wołosik.

Olkowicz doprecyzował, że temat nie był żartem.

– Quebo przejął Grześka Krychowiaka, a miał pierwotnie Mata przejąć Grześka. Miał Wojtek propozycję i myślał o tym, żeby sobie jeden mecz zagrać u Maty – ujawnił dziennikarz.

Michał Matczak, znany jako Mata, jest prezesem klubu LKS Tajfun Ostrów Lubelski, który występuje w lubelskiej B klasie.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

Matty Cash nauczy się języka polskiego? W tym celu chce znaleźć dziewczynę z Polski

W rozmowie z „WP Sportowe Fakty” Matty Cash przyznał, że chętnie związałby się z dziewczyną z Polski. Stwierdził, że dzięki temu mógłby nauczyć się języka polskiego.




Matty Cash zadebiutował w reprezentacji Polski w 2021 roku. Od jego pierwszego występu w biało-czerwonych barwach minęły dziś 4 lata. Przez ten czas rozegrał 22 mecze w drużynie narodowej, strzelając 4 bramki. Zagrał na Mistrzostwach Świata w 2022 roku.

Początkowo Matty zapowiadał, że nauczy się języka polskiego. Zaczął on brać nawet prywatne lekcje. Niestety, jego nauka nie potrwała zbyt długo. Urodzony w Anglii Matty przerwał naukę i obecnie zna jedynie pojedyncze polskie słowa. W wywiadach tłumaczył, że język polski jest dla niego zbyt trudny. 28-latek na co dzień mieszka w Anglii przez co faktycznie jest mu ciężko załapać obycie z naszym językiem.

Niewykluczone jednak, że wkrótce Matty pozna bardziej nasz język. Ma mu w tym pomóc… przyszła partnerka. 28-latek przyznał, że szuka dziewczyny z Polski, która mogłaby mu pomóc z nauką. Dodatkowo przyznał, że Polki bardzo mu się podobają.

– Zdecydowanie potrzebuję dziewczyny z Polski! Po pierwsze: są piękne, po drugie: może w końcu ruszę z nauką języka polskiego. Coś czuję, że dziewczyna z Polski byłaby dla mnie dobrą żoną – powiedział Matty Cash.

– Miałem kilka konwersacji na Instagramie, było spoko, ale dalej szukam! – uzupełnił.

– Teraz dostaję mniej wiadomości. Po niedawnym golu z Manchesterem City moja skrzynka na Instagramie była pełna! Żartuję. Jeśli jest tam gdzieś kandydatka na żonę z Polski, śmiało, napisz! – podsumował Matty.





źródło: wp sportowe fakty

Dżentelmeńskie zachowanie Iordanescu. Kołtoń ujawnił kulisy rozstania z Legią

Edward Iordanescu pożegnał się z Legią wyjątkowo spokojnie. Roman Kołtoń potwierdził, że Rumun nie walczył o wysoką odprawę, a zależało mu przede wszystkim na swoim sztabie.

Elegancki finał trudnej współpracy

Legia zakończyła współpracę z Iordanescu pod koniec października, jednak sposób jego odejścia mocno wyróżnia się na tle innych rozstań przy Łazienkowskiej. Rumun miał otrzymać odprawę w wysokości 400 tys. euro, ale postanowił z niej zrezygnować.

Klub nie wskazał jeszcze stałego następcy, a drużynę prowadzi Iñaki Astiz. Wyniki pozostają dalekie od oczekiwań, ponieważ Legia zajmuje jedenaste miejsce i ma zaledwie cztery punkty przewagi nad strefą spadkową.

Według Romana Kołtonia, Iordanescu nie zamierzał wykorzystywać swojej pozycji.

– Faktem jest, że wziął mało, pięćdziesiąt tysięcy euro. Nie walczył o te czterysta tysięcy. Powalczył jedynie o asystentów – powiedział na kanale Prawda Futbolu.

Kolejne spotkanie warszawiaków odbędzie się 22 listopada, kiedy Legia zagra z Lechią Gdańsk. Nie ma pewności, czy Astiz nadal będzie prowadził drużynę w tym meczu.

Źródło: Prawda Futbolu

Borek uderza w PZPN. Brak komunikacji wywołał burzę wokół Lewandowskiego?

Zamieszanie związane z wizytą Roberta Lewandowskiego w Nowym Jorku wywołało emocji. Mateusz Borek twierdzi, że winę ponosi przede wszystkim PZPN, który nie zadbał o jasny przekaz.

Chaos informacyjny

Brak kapitana reprezentacji na początku listopadowego zgrupowania wzbudził ogromne emocje. Lewandowski poleciał do Nowego Jorku, ponieważ wziął udział w uroczystej iluminacji Empire State Building.

Został pierwszym Polakiem wyróżnionym w ten sposób, dlatego wydarzenie miało wyjątkową rangę. Z drugiej strony pojawiły się wątpliwości. Kibice chcieli wiedzieć, dlaczego nie ma go z drużyną.

W sieci natychmiast ruszyła lawina komentarzy. Dziennikarze i eksperci różnie oceniali sytuację, chociaż wielu kierowało krytykę w stronę kapitana. Borek patrzy na sprawę inaczej. Jego zdaniem zabrakło przejrzystych ustaleń i komunikacji.

– Każdy ma swoje zdanie na ten temat, mnie specjalnie to nie gryzie i mi nie przeszkadza. Najbardziej zabrakło mi takiego jasnego przedstawienia sprawy i komunikacji. Wyobraźcie sobie, że w tamtym tygodniu dostajemy komunikat, że w poniedziałek konferencja będzie wyjątkowo bez Roberta Lewandowskiego, bo „Lewy” zdecydował się pojechać do Nowego Jorku na prośbę konsula RP – powiedział w Kanale Sportowym.

Borek podkreśla, że brak komunikatu stworzył idealne warunki dla niejasności.

– Moim zdaniem w ogóle nie byłoby sprawy. Ale jest cisza i żadnego komunikatu. Cała ta zadyma zaczęła się od wpisu Ani. Uważam, że ten brak komunikacji, to jest grzech i zaniedbanie Polskiego Związku Piłki Nożnej. Znowu nie ustalono z kapitanem reprezentacji Polski i trenerem, jak to zakomunikować – dodał.

Komentator zwrócił też uwagę na możliwe skutki medialnego szumu. Jego zdaniem słabszy występ w meczu z Holandią mógłby rozkręcić narrację jeszcze bardziej.

– Bo zobacz, on przyjedzie we wtorek, i zamiast zająć się meczem, to znowu będzie pierd***nie kilka dni o tym, że pojechał, czy na pewno tylko po to pojechał, czy tylko wciskał guzik, czy nie było tam innych rzeczy… No ludzie! – zakończył Borek.

Wokół kadry powstał więc niepotrzebny hałas, ponieważ zabrakło prostego komunikatu. Jeśli drużyna nie poradzi sobie z Holandią, temat zapewne wróci ze zdwojoną siłą. Mecz z Holandią zaplanowano na 14 listopada o 20:45.

Źródło: Kanał Sportowy

Legia popełniła błąd? Rumuni twierdzą, że kibice żałują odejścia Iordănescu

Legia wciąż nie może znaleźć stabilizacji, dlatego w Rumunii ponownie wrócił temat Edwarda Iordănescu. Anonimowy agent stwierdził w tamtejszej prasie, że kibice zaczynają żałować jego pożegnania.

Problemy mają leżeć głębiej niż na ławce trenerskiej

Legia zakończyła współpracę z Iordănescu po porażce z Pogonią w pucharze. Drużynę przejął tymczasowo Iñaki Astiz, jednak sytuacja klubu się nie poprawiła. W niedzielę doszło do kolejnej wpadki, ponieważ Bruk-Bet Termalica wygrała przy Łazienkowskiej 2:1. Kibice są sfrustrowani, a Legia po czternastu kolejkach zajmuje jedenaste miejsce.

Rumuńskie media cały czas śledzą ten kryzys. Na łamach Prosport.ro wypowiedział się anonimowy agent związany z Ekstraklasą. Twierdzi, że sympatycy Legii zaczynają patrzeć na odejście Iordănescu inaczej niż kilka tygodni temu.

– W Legii panuje obecnie bezprecedensowe napięcie, zwłaszcza że kibice zaczynają wyraźnie dostrzegać, że prawdziwe problemy leżą u podstaw klubu, a nie mają nic wspólnego z trenerami czy zawodnikami. Mówiono o problemach w klubie, ale dopiero teraz wszyscy zaczynają zdawać sobie sprawę, do czego to doprowadziło, a kibice zaczynają żałować Rumuna, bo zapowiadał z wyprzedzeniem, że są duże problemy, a nikt mu nie wierzył – powiedział agent.

Najwięcej emocji wywołały jego słowa dotyczące polityki transferowej. Twierdzi on, że Iordănescu nie miał wpływu na ruchy kadrowe.

– Rumun nie miał nic do powiedzenia w sprawie transferów, tak się stało. Zawodnicy zostali przeniesieni ponad jego głowę i teraz ktoś będzie musiał odpowiedzieć przed właścicielem – dodał.

Według rozmówcy trenera przez długi czas nikt nie słuchał. Podkreśla, że Iordănescu kilka razy sugerował chęć odejścia. Klub nie reagował dostatecznie szybko, mimo że sygnały były wyraźne. Legia po przerwie reprezentacyjnej zagra u siebie z Lechią Gdańsk.

Źródło: Prosport.ro

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.