Ponad 3,5 mln złotych dla piłkarzy od miasta. Tyle Radom przeznaczy na stypendia dla Radomiaka

Magistrat miasta Radom opublikował listę stypendystów na pierwsze półrocze 2025 roku. Piłkarze Radomiaka łącznie mogą liczyć na aż 3,52 miliona zł na przestrzeni 10 miesięcy.




Radomiak nie radzi sobie najlepiej w bieżącym sezonie Ekstraklasy. Klub z Mazowsza zajmuje dopiero 15. miejsce w ligowej tabeli i ledwo utrzymuje się nad strefą spadkową.

Stypendyści

Choć na boisku Radomiakowi nie idzie, to piłkarze mogą i tak być zadowoleni. Magistrat miasta Radom opublikował listę stypendystów na pierwsze półrocze 2025 roku. Miesięcznie klub otrzymuje od miasta w tej formie 352 tysiące zł.




„Radomiak S. A. (piłka nożna Ekstraklasa) – Mateusz Cichocki – 15000 zł, Damian Jakubik -20000 zł, Leandro Rossi Pereira – 10000 zł, Bruno Jordao – 20000 zł, Jonathan Luiz Moreira Rosa Junior – 20000 zł, Pedro Henrique Perotti – 20000 zł, Michał Kaput – 20000 zł, Paulius Golubickas – 20000 zł, Wiktor Koptas – 5000 zł, Roberto Alves – 20000 zł, Jan Grzesik – 10000 zł, Christos Donis – 10000 zł, Steve Kingue – 20000 zł, Paulo Henrique Rodrigues Cabral – 20000 zł, Francisco Neto Ramos – 15000 zł, Maciej Kikolski – 5000 zł, Osvaldo Pedro Capemba – 20000 zł, Rahil Mammadov – 22000 zł, Zie Ouattara – 20000 zł, Rafael Barbosa – 15000 zł, Guilherme Zimovski – 3000 zł, Joao Henriques (trener) – 22000 zł”

Rocznie Radomiak ma otrzymać od miasta Radom aż 3,52 miliona zł. Stypendia są przyznawane przez 10 miesięcy (bez lipca i sierpnia).

Flick tłumaczy się ze zmiany Lewandowskiego. Jasne słowa niemieckiego trenera

FC Barcelona wykorzystała szansę na powrót na szczyt La Ligi i po trudnym spotkaniu pokonała Rayo Vallecano 1:0. Jedyną bramkę zdobył Robert Lewandowski, który skutecznie wykorzystał rzut karny przyznany po analizie VAR. Mimo wygranej polski napastnik nie krył rozczarowania, gdy w końcówce meczu został zdjęty z boiska przez trenera Hansiego Flicka.

Lewandowski niezadowolony ze zmiany

Spotkanie rozgrywane na stadionie olimpijskim miało kluczowe znaczenie dla układu tabeli. „Duma Katalonii” była świadoma, że zwycięstwo pozwoli jej wyprzedzić Real Madryt i Atletico.

Sytuacja na boisku nie była jednak łatwa – Rayo Vallecano prezentowało solidną postawę w defensywie, a Barcelona miała problemy ze strzeleniem bramki. Przełom nastąpił w 28. minucie, gdy sędzia po analizie VAR podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do piłki podszedł Robert Lewandowski i pewnym strzałem pokonał bramkarza rywali.

Mimo prowadzenia Barcelona nie zdołała podwyższyć wyniku, a przewaga jednej bramki oznaczała nerwową końcówkę. W 81. minucie Flick zdecydował się na zmianę. Niemiec ściągnął z boiska Lewandowskiego i wprowadził Ferrana Torresa.

Decyzja ta nie przypadła do gustu polskiemu napastnikowi, który opuszczając murawę, wyraźnie okazał swoje niezadowolenie. Kamery uchwyciły moment, w którym rzucił bidonem.

Flick komentuje decyzję

Po meczu niemiecki szkoleniowiec odniósł się do tej sytuacji. Podkreślił, że decyzje personalne należą do niego i muszą być akceptowane przez zawodników. 

– Zmiana Lewandowskiego? To normalne, że się złości, bo chce strzelać gole, ale decyzja należy do mnie. Zmieniam zawodników, kiedy uznam to za stosowne i muszą to zaakceptować – powiedział Flick, cytowany przez SER Catalunya.

Szkoleniowiec zaznaczył jednak, że najważniejszy jest końcowy rezultat i kolejne trzy punkty na koncie drużyny.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z tych trzech punktów, nie było łatwo wygrać. Bycie liderem w tabeli niczego nie zmienia, idziemy krok po kroku – dodał Flick.

Dzięki poniedziałkowemu zwycięstwu FC Barcelona zgromadziła 51 punktów i ponownie objęła prowadzenie w tabeli La Ligi. To pierwszy raz od dwóch miesięcy, kiedy kataloński klub wrócił na fotel lidera. Mimo to sezon pozostaje otwarty. Do rozegrania pozostało bowiem jeszcze 14 kolejek.

Kolejne wyzwanie przed „Blaugraną” już w sobotę, 22 lutego. Zespół Hansiego Flicka zmierzy się na wyjeździe z Las Palmas.

Źródło: SER Catalunya, WP Sportowe Fakty

Pierwszy gol Neymara po powrocie do Santosu! Brazylijczyk chwalony w mediach [WIDEO]

Celebryta chciał nagrać relację z meczu Legii, ale kupił bilet na Żyletę. „Tyle mojej relacji” [WIDEO]

Mariusz Kozak, szerzej z programu telewizyjnego „Gogglebox. Przed Telewizorem”, postanowił wybrać się na mecz Legii. Wykupił miejsce na Żylecie i chciał nagrać materiał z trybuny. Nie przemyślał, że taki pomysł może nie przejść.




Nie od dziś wiadomo, że kibice nieprzychylnie patrzą na obecność telefonów na najzagorzalszych trybunach. Żyleta, Kocioł czy Torcida – niezależnie od klubu, zasada jest taka sama – nie ma nagrywania.

Najwidoczniej jednak, nie każdy o tym wie, lub pamięta. Mariusz Kozak, znany widzom telewizji „TTV” z programu „Gogglebox. Przed Telewizorem” postanowił wybrać się na mecz Legii. Kupił sobie jednak bilet na Żyletę, wobec czego relacji już nie nagrał.




– Kupiłem sobie bilet na Żylecie, no bo jak można inaczej. I koledzy uświadomili mnie, że na Żylecie nie wolno nagrywać. Tyle mojej relacji z meczu – powiedział Kozak, po czym materiał się zakończył.

Ostra krytyka po meczu Southampton. Bednarek oberwał od byłego napastnika

Jan Bednarek zaliczył jeden z najgorszych występów w tym sezonie. Polski obrońca miał udział przy wszystkich trzech golach Bournemouth, a Southampton przegrało 1:3. Krytyka spadła na niego ze wszystkich stron, a najbardziej dosadnie wypowiedział się były napastnik Watfordu, Troy Deeney.

Koszmar Bednarka w starciu z Bournemouth

Jeszcze niedawno Bednarek był bohaterem Southampton, gdy zdobył gola w meczu z Newcastle. Wówczas dał zespołowi cenne zwycięstwo 2:1. Tym razem jednak został jednym z głównych winowajców porażki.

Już w 14. minucie Polak popełnił pierwszy błąd, łamiąc linię spalonego przy dośrodkowaniu Ryana Christie. Pozwoliło to Dango Ouattarze otworzyć wynik spotkania. W kolejnych minutach jego niepewna gra przyczyniła się do utraty kolejnych bramek.

Troy Deeney, obecnie ekspert talkSPORT nie gryzł się w język podczas oceniania Bednarka i całego Southampton.

– Oni są naprawdę, naprawdę słabi. Siedziałem na trybunach z żoną i synem. Po meczu zapytałem pięciolatka, co myśli o Southampton, a on odpowiedział: „Są śmieciowi, tato'” – powiedział bez ogródek.

– Bednarek? Trzy lata temu biegałem wokół niego. Od roku nie trenuję, ale założyłbym się, że wciąż bym go objechał. Mówię całkowicie serio. To nie chodzi o to, by się wywyższać, po prostu tak to wygląda – dodał.

Drużyna prowadzona przez Russella Martina znajduje się na dnie tabeli Premier League. Święci mają tylko 9 punktów i tracą aż 11 „oczek” do bezpiecznej lokaty. Na osiem ostatnich meczów wygrali tylko jeden.

Jeśli defensywa Southampton nie poprawi swojej gry, szanse na utrzymanie będą tylko iluzoryczne.

Źródło: talkSPORT, Przegląd Sportowy Onet

Koniec pewnej ery w Pogoni. Grosicki dziękuje prezesowi

Kamil Grosicki publicznie podziękował Jarosławowi Mroczkowi za jego wieloletnie zaangażowanie w rozwój Pogoni Szczecin. Jego odejście to efekt trudnej sytuacji finansowej, która wymusiła zmianę właścicielską.

Koniec pewnej ery

Mroczek pełnił funkcję prezesa zarządu Pogoni Szczecin od 2010 roku. Przez lata klub umocnił swoją pozycję w Ekstraklasie, a w ostatnich sezonach regularnie walczył o najwyższe cele.

Jego pożegnanie nie mogło przejść bez echa, zwłaszcza wśród zawodników. Kamil Grosicki, który wrócił do Szczecina w 2021 roku nie krył wdzięczności za możliwość ponownej gry w ukochanym klubie.

– Prezesie, dzięki Tobie mogę spełniać swoje marzenia po powrocie do ukochanego Klubu. Poczuć smak medalu, finału, reprezentować Pogoń w finałach MŚ i ME. Jesteś ważną częścią mojej historii. Także dla Ciebie chcę napisać jej kolejny rozdział. Dziękuję, Portowcu – napisał Grosicki na platformie X.

Zmiany w zarządzie stały się koniecznością. Klub wpadł w kłopoty finansowe, co doprowadziło do sprzedaży udziałów. Nowym właścicielem została firma Sport Strategy and Investment Limited z Nilo Efforim na czele.

W piątek formalnie przejęła kontrolę nad Pogonią, a jej zadaniem będzie stabilizacja finansów i zapewnienie stabilności na przyszłość.

Odejście Mroczka nie zmienia jednak jego wpływu na historię klubu. Pod jego wodzą Pogoń na stałe weszła do czołówki Ekstraklasy.

W sezonach 2020/2021 i 2021/2022 dwukrotnie zajęła trzecie miejsce, a w ubiegłym roku dotarła do finału Pucharu Polski. Na drodze do pierwszego trofeum w historii stanęła jednak Wisła Kraków.

Źródło: X

Kto zgarnie kasę z PJS za promowanie młodzieży? Spore pieniądze dla Lecha

Ekstraklasa już w pełnym biegu. Dzisiaj I liga dołącza do rywalizacji, a wkrótce startują rozgrywki II ligi. Kluby walczą nie tylko o awanse i uniknięcie spadków, ale także o premię finansową z Pro Junior System. Na ten moment na największą gratyfikację z tego tytułu zapracował sobie Lech Poznań.

Jak działa Pro Junior System?

Pro Junior System to program Polskiego Związku Piłki Nożnej, który premiuje kluby za regularne wystawianie w meczach młodzieżowców. W obecnym sezonie punktowane są występy zawodników urodzonych w 2004 roku lub później. Aby ich minuty zostały zaliczone do klasyfikacji, muszą oni rozegrać co najmniej 270 minut w co najmniej pięciu meczach. Co istotne, do rankingu nie są wliczane spotkania barażowe.

Punkty zdobyte przez kluby są podstawą do stworzenia tabeli PJS, według której na koniec sezonu przyznawane są nagrody finansowe. Im wyższa pozycja w rankingu, tym większa gratyfikacja. Premie przysługują jednak tylko zespołom z miejsc 1–7.

Które kluby najlepiej punktują?

Na poziomie Ekstraklasy liderem klasyfikacji po 20 kolejkach jest Lech Poznań, który zgromadził 6326 punktów. Drugą pozycję zajmuje Zagłębie Lubin (5672), natomiast trzecie miejsce przypada Widzewowi Łódź, który zgromadził 2946 punktów.

Jednak nawet lider PJS w Ekstraklasie nie może się równać z najlepszymi drużynami na niższych szczeblach. Stal Rzeszów, najlepsza pod tym względem w I lidze, uzbierała już 10 860 punktów w 19 meczach. Kolejne miejsca zajmują ŁKS Łódź (5476) oraz Chrobry Głogów (4190).

W II lidze najwięcej punktów zgromadził KKS 1925 Kalisz – 8494 punkty po 19 spotkaniach. Za nim plasują się Olimpia Grudziądz (6408) oraz BTS Rekord Bielsko-Biała (6292).

Ile można zarobić na młodzieży?

Zespoły, które zajmą czołowe miejsca w klasyfikacji PJS, mogą liczyć na pokaźne wpływy z PZPN. W Ekstraklasie nagrody finansowe prezentują się następująco:

  • 1. miejsce – 3,25 mln zł
  • 2. miejsce – 2,25 mln zł
  • 3. miejsce – 1,75 mln zł

W I lidze premie są nieco niższe, ale wciąż są poważnym zastrzykiem gotówki:

  • 1. miejsce – 1,6 mln zł
  • 2. miejsce – 1,3 mln zł
  • 3. miejsce – 1,1 mln zł

Tak zaś prezentuje się wsparcie w II lidze:

  • 1. miejsce – 1,1 mln zł
  • 2. miejsce – 800 tys. zł
  • 3. miejsce – 700 tys. zł

Pro Junior System jest atrakcyjnym sposobem na dodatkowe finansowanie dla klubów, szczególnie tych, które dysponują skromniejszymi budżetami. Premie z PJS mogą pomóc w stabilizacji finansowej oraz dalszym rozwoju akademii. Stawianie na młodych piłkarzy to jednak nie tylko sposób na zastrzyk gotówki, ale także na budowanie przyszłości klubu.

Im więcej klubów zdecyduje się na odważniejsze wprowadzanie młodych zawodników do pierwszych składów, tym większa szansa na to, że polska piłka będzie regularnie dostarczać utalentowanych graczy na najwyższy poziom. Nie każdy jednak korzysta z tego typu „zachęcaczy”, co dobitnie pokazuje przykład Rakowa Częstochowa.

Źródło: PZPN, Interia Sport

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.