Trudna sytuacja federacji z Europy. UEFA może wykluczyć ich z rozgrywek

Kosowska piłka znalazła się w trudnej sytuacji. Władze piłkarskie w Prisztinie otrzymały ostrzeżenie od UEFA. Może to skutkować całkowitym wykluczeniem ze struktur europejskiej federacji. Problemem jest brak realizacji kluczowych reform dotyczących sędziowania i przejrzystości finansowej.

Ultimatum z Nyonu

Kosowski Związek Piłki Nożnej (FFK) zmaga się z jednym z największych kryzysów w swojej krótkiej historii. UEFA wystosowała oficjalne ostrzeżenie do federacji z Prisztiny.

Może to oznaczać realne ryzyko zawieszenia członkostwa Kosowa w strukturach europejskiego futbolu. Co więcej, bośniacki portal SportSport.ba ujawnił kolejne informacje na ten temat.

Problemy FFK zaczęły się w 2023 roku. UEFA zgodziła się na tymczasowy system losowania sędziów w rozgrywkach ligowych. Jednak postawiła warunek, że od sezonu 2024/25 sędziowie muszą być delegowani przez specjalny komitet sędziowski.

Ponadto UEFA zażądała pełnej transparentności w zarządzaniu funduszami na organizację sędziowską. Dodatkowo FFK musiało powołać osobę odpowiedzialną za zarządzanie korpusem sędziowskim.

Brak realizacji tych reform wywołał natychmiastową reakcję UEFA. W czerwcu 2024 r. federacja wysłała oficjalne ostrzeżenie do Kosowskiego Związku Piłki Nożnej.

Stało się to tuż po odwołaniu Alexandru Deacona – byłego sędziego i członka komisji sędziowskiej UEFA. Od tego czasu FFK nie podjęło skutecznych działań.

Kosowski futbol formalnie powstał dopiero w 2016 roku. 3 maja Kosowo dołączyło do UEFA. Natomiast 10 dni później stało się członkiem FIFA.

Co dalej?

UEFA prowadzi bezkompromisową politykę wobec federacji, które nie przestrzegają jej zasad. W konsekwencji brak natychmiastowych działań FFK może skutkować najczarniejszym scenariuszem.

Kosowo może zostać wykluczone ze wszystkich rozgrywek organizowanych pod egidą UEFA. Oznaczałoby to również brak możliwości udziału w eliminacjach do Mistrzostw Europy i europejskich pucharach klubowych.

Źródło: SportSport.ba, Przegląd Sportowy Onet

Lech Poznań polował na napastnika z Norwegii. Rząsa zdradził kulisy

Lech Poznań zimą szukał napastnika, a celem był Aune Heggebø z Brann. Tomasz Rząsa w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” przyznał, że negocjacje się nie udały. Dlatego lider PKO Ekstraklasy planuje wrócić po snajpera latem.

Heggebø poza zasięgiem Lecha

Zima w Lechu Poznań upłynęła na poszukiwaniach napastnika. W efekcie do zespołu dołączył Mario González, ale tylko na wypożyczenie. Jednak to nie był pierwszy wybór „Kolejorza”. Tomasz Rząsa ujawnił w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” zdradził swój główny cel transferowy, czyli Aune Heggebø z Brann.

– Mogę potwierdzić, że tak. To młody, perspektywiczny piłkarz o dużym potencjale do rozwoju, ale nie udało nam się dojść do porozumienia – mówi.

Według 51-latka Lech złożył dobrą ofertę, jednak negocjacje z Norwegami się nie powiodły, ponieważ Brann ostatecznie zatrzymało swojego strzelca. Rząsa jest jednak zadowolony z transferów.

– Zrealizowaliśmy nasze założenia. Chcieliśmy pozyskać jakościowych piłkarzy, dzięki temu wzmocnić rywalizację na poszczególnych pozycjach i mam nadzieję, że nam się to udało. Rasmus Carstensen już to zrobił na bokach obrony, Gisli Thordarson w środku pomocy, liczymy też na Mario Gonzaleza w ataku – przyznał.

Latem Lech znów ruszy po napastnika

– Generalnie zima to nie jest dobry moment na ściąganie napastnika na stałe, bo większość lig jest w trakcie sezonu i kluby nie chcą pozbywać się graczy, którzy gwarantują im jakość. Dlatego tutaj niektóre tematy powinny wrócić latem, wtedy będzie większa szansa na sprowadzenie zawodników, którym się przyglądamy – podsumował.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

Cezary Miszta o kulisach odejścia z Legii: „Nie byłem szanowany”

Cezary Miszta w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” opowiedział o kulisach swojego rozstania z Legią Warszawa. Według byłego bramkarza Wojskowych nikt w klubie nie stanął w jego obronie.

Brak wsparcia w klubie

Były golkiper Legii liczył na wsparcie sztabu szkoleniowego lub zarządu, ale – jak mówi – nikt nie stanął w jego obronie.

– Był bramkarz i nie ma bramkarza. Przyznaję, że oczekiwałem reakcji ze strony różnych osób w klubie, członków sztabu. Że ktoś ze sztabu czy 'góry’ wstawi się za mną. Pójdzie do trenera i powie, nie wiem: 'Jak nie chcesz grać Misztą, to nie graj, ale chociaż szanuj go jako człowieka. Jest w Legii tyle lat i nigdy nie zawiódł’. A ja szanowany przez niego nie byłem – stwierdził Miszta.

Konflikt przez urlop?

Według Miszty jednym z powodów jego degradacji w zespole mogła być decyzja o krótkim urlopie po zgrupowaniu reprezentacji. Na pięciodniowy odpoczynek odesłał go jednak dyrektor sportowy klubu, Jacek Zieliński. Trener Runjaic miał odebrać to jako brak profesjonalizmu.

– Potrzebowałem odetchnąć. Po takim sezonie pod presją uważałem, że trochę wolnego dobrze mi zrobi, mimo wszystko. Tylko nie wiedziałem, że ten mój pięciodniowy odpoczynek będzie miał takie konsekwencje – podsumował.

Z podstawowego golkipera na margines zespołu

Cezary Miszta jeszcze kilka lat temu uchodził za jednego z najbardziej obiecujących bramkarzy w Polsce. W barwach Legii Warszawa rozegrał trudne, ale jednocześnie cenne dla swojego rozwoju miesiące.

Jednak za kadencji Kosty Runjaica jego sytuacja zmieniła się diametralnie – z podstawowego golkipera stopniowo spadał w hierarchii trenera. Ostatecznie latem ubiegłego roku przeniósł się do portugalskiego Rio Ave, najpierw na zasadzie wypożyczenia, a następnie za milion euro na stałe.

W rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” Miszta po raz pierwszy otwarcie opowiedział o tym, jak wyglądały jego ostatnie chwile w Legii. Jak przyznał, nie spodziewał się aż tak radykalnego traktowania ze strony szkoleniowca.

– Miałem za sobą najlepsze półrocze w karierze. Wymagające, bo broniliśmy się przed spadkiem. Grałem w najlepszym polskim klubie w najtrudniejszym momencie w jego historii. I ja to ciśnienie wytrzymałem. Z pierwszego bramkarza stałem się rezerwowym. Dalej trójką, a na koniec czwórką. Najpierw odsunięto mnie od zespołu, a pierwszy trener, pan Runjaic, nie podawał mi ręki i zabronił wchodzić do szatni – powiedział były bramkarz Legii.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

Zmiennik Lewandowskiego nie popisał się przeciwko Atletico. Krytyczne spojrzenie na Torresa

Robert Lewandowski znów rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, a jego miejsce w starciu z Atlético Madryt zajął Ferran Torres. Hiszpan miał dwie świetnie okazje, by przesądzić o losach spotkania, ale obie koncertowo zmarnował. Hiszpańskie media oceniły 24-latka dość łagodnie, lecz jeden z portali nie zostawił na nim suchej nitki.

Zmiennik „Lewego” zawiódł

Wtorkowy wieczór w Pucharze Króla nie należał do Ferrana Torresa. Robert Lewandowski, który rzadko ma okazję złapać oddech, usiadł na ławce.

Polski napastnik w czterech spotkaniach tego turnieju tylko raz wyszedł w podstawowym składzie, a wczoraj na murawie pojawił się jedynie na nieco ponad kwadrans. W jego miejsce szansę dostał Ferran Torres, który w tym sezonie ma już na koncie 11 bramek. W starciu z Atlético Madryt Hiszpan nie zdołał jednak powiększyć swojego dorobku.

Pierwsza szansa nadeszła już w 12. minucie. Barcelona ruszyła z szybkim kontratakiem: Pedri podał do Raphinhi, ten błyskawicznie odegrał prostopadle do Torresa, który znalazł się oko w oko z Juanem Musso. Hiszpan oddał strzał niemal prosto w bramkarza Atlético, a ten zdołał wybronić uderzenie.

Druga okazja pojawiła się w 32. minucie po fatalnym błędzie Marcosa Llorente. Obrońca „Los Colchoneros” podał piłkę wprost pod nogi Torresa, który minął Musso, ale mając przed sobą pustą bramkę nie trafił do siatki.

Reakcja kibiców była natychmiastowa – w mediach społecznościowych zawrzało od krytyki pod adresem 24-latka. Hiszpańskie media okazały się jednak bardziej wyrozumiałe. „Mundo Deportivo” napisało:

„Torres miał dwie klarowne sytuacje – jedną po podaniu Raphinhi, drugą dzięki własnej waleczności – ale nie wykorzystał żadnej. Posadzenie Lewandowskiego na ławce dało mu szansę, by potwierdzić swoją wartość, której nie wykorzystał”.

Z kolei „Sport” ocenił go na „6” w 10-punktowej skali i napisał:

„Miał dwie bardzo klarowne szanse, ale nie był dobry w ich wykończeniu. Był bardzo aktywny w poszukiwaniu wolnych przestrzeni. Widać, że był bardzo, bardzo zaangażowany i zmotywowany. Męczy się, ale daje wiele drużynie”.

Bardziej surowe spojrzenie miał „L’Esportiu”:

„Nieskuteczny. Wiele rzeczy zrobił dobrze, ale wszystkie były dalekie od celu, a wszystkie okazje, które miał wczoraj, marnował. Miał szanse na 1-2, a potem 3-2, w akcji wykreowanej przez siebie”.

Mimo słabego występu Ferran Torres raczej nie musi obawiać się o swoją pozycję w zespole. 24-latek jest pierwszym zmiennikiem Lewandowskiego, który od czasu do czasu potrzebuje odpoczynku.

W tym sezonie rozegrał już 1020 minut i z pewnością dostanie jeszcze wiele okazji, by się zrehabilitować.

Źródło: Sport, L’Esportiu, Mundo Deportivo

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.