Mourinho tnie kadrę Fenerbahce. Szymański na wylocie z klubu

W Fenerbahce nadciąga kadrowa rewolucja. Jose Mourinho planuje gruntowne zmiany, a aż dziewięciu piłkarzy ma pożegnać się z klubem. Wśród nich znalazł się Sebastian Szymański, który jeszcze niedawno był jednym z ulubieńców kibiców w Stambule.

Zaufanie wygasło

Szymański zachwycał fanów Fenerbahce w sezonie 2023/2024. Strzelał efektowne gole i odpowiadał za kreatywność w środku pola. Jednak ostatni sezon przyniósł spory spadek formy. Polak przestał odgrywać kluczową rolę, a jego akcje w oczach klubu systematycznie malały. Już od kilku miesięcy tureckie media sugerowały, że pomocnik nie ma przyszłości w zespole.

Według najnowszych doniesień władze Fenerbahce nie zamierzają się zatrzymywać. Po rozczarowującym finiszu ligi i zajęciu drugiego miejsca, Mourinho rozpoczął porządki. Klub już rozstał się z takimi nazwiskami jak Edin Džeko, Dušan Tadić, Filip Kostić czy Allan Saint-Maximin. A to dopiero początek.

Szymański na liście transferowej

Według dziennika „Turkiye Gazetesi”, Mourinho osobiście poinformował trzech zawodników: Emre Mora, Lincolna Henrique i Mihę Zajca, że nie znajdą się w kadrze na przyszły sezon. Szkoleniowiec oczekuje, że poszukają sobie nowych klubów.

Równolegle Fenerbahce szykuje się do sprzedaży sześciu kolejnych graczy, by zarobić około 65 milionów euro. Na tej liście znaleźli się: Diego Carlos, Sofyan Amrabat, Alexander Djiku, Rodrigo Becão, Cengiz Ünder i właśnie Sebastian Szymański.

Co dalej z reprezentantem Polski?

Kolejne doniesienia z Turcji jasno wskazują, że transfer Szymańskiego to kwestia czasu. Kierunek? W grze pozostaje kilka interesujących opcji. Atalanta Bergamo ma środki po sprzedaży Mateo Reteguiego do Arabii Saudyjskiej i według włoskich źródeł poważnie rozważa pozyskanie Polaka. W mediach pojawiały się również informacje o zainteresowaniu ze strony Napoli, Lazio, Tottenhamu oraz Bayeru Leverkusen.

Według Mariusza Piekarskiego Szymański nie wróci do Rosji. Portal „Fanatik” informował niedawno o możliwej ofercie z Zenitu Petersburg, ale agent piłkarza stanowczo zdementował te plotki.

Źródła: Turkiye Gazetesi, Fanatik, Sport.pl

Hajto dyrektorem reprezentacji? „Idealny kandydat”

W reprezentacji Polski zapowiada się mała rewolucja. Po objęciu stanowiska selekcjonera przez Jana Urbana (wszystko wskazuje na to, że to właśnie on obejmie tę posadę – przyp. red.), zmiany mają objąć także pion organizacyjny kadry. W grze o stanowisko dyrektora reprezentacji pojawiło się kilka nazwisk. Według Bożydara Iwanowa dobrym kandydatem na to stanowisko byłby Tomasz Hajto.

Mierzejewski faworytem

Według najnowszych doniesień, PZPN oficjalnie przedstawi nowego selekcjonera biało-czerwonych w czwartek na PGE Narodowym. Jan Urban, którego nominację ma ogłosić związek podczas specjalnej konferencji prasowej, już szykuje się do budowy nowego sztabu.

Jednym z kluczowych ruchów ma być powołanie dyrektora reprezentacji. Taką informację z kolei podał Mateusz Borek.

Głównym kandydatem do tej roli jest Adrian Mierzejewski. Niewykluczone jednak, że to nazwisko jeszcze się zmieni. Według dziennikarza w sztabie znajdą się także Jacek Magiera, Józef Młynarczyk, Marcin Prasoł i Grzegorz Staszewski.

Iwanow: Hajto to najlepszy wybór

W medialnej debacie dotyczącej dyrektora coraz głośniej wybrzmiewają alternatywy. Głos w sprawie zabrał m.in. Bożydar Iwanow z Polsatu Sport. Jego zdaniem idealnym kandydatem byłby ktoś z zupełnie innej bajki – Tomasz Hajto.

– Dla mnie Tomasz Hajto byłby idealnym dyrektorem kadry. Nie boi się mówić, nie da sobie wejść na głowę, zna dziennikarski świat od drugiej strony, więc mógłby poukładać niektóre elementy. Charakter Tomka wydaje mi się tutaj najbardziej pasujący – powiedział Iwanow na kanale Meczyków.

Hajto dzisiaj słynie głównie z ostrych komentarzy w telewizji. Były obrońca regularnie ocenia grę reprezentacji jako ekspert.

Źródła: Meczyki, Kanał Sportowy

Co dalej z reprezentacją Polski? Kamiński: „Przekroczyliśmy granicę niezadowolenia”

Według WP SportoweFakty najbliżej posady selekcjonera jest Jan Urban. Jakub Kamiński, w rozmowie z tym samym portalem nie ukrywał sympatii wobec potencjalnego wyboru.

– To trener, który zasłużył, by dostać szansę objęcia kadry po wynikach w Legii, Lechu czy Górniku Zabrze. Zobaczmy, ilu młodych zawodników rozwinął i wypromował. Bardzo bym się cieszył na taką współpracę – podkreślił zawodnik FC Koeln.

Burza po Finlandii

Reprezentacja Polski przegrała w czerwcu z Finlandią, a wokół kadry zrobiło się wyjątkowo głośno. Powodem był m.in. konflikt o opaskę kapitańską – Robertowi Lewandowskiemu odebrano ją w kontrowersyjnych okolicznościach. Kamiński nie kryje, że cała sytuacja miała wpływ na zespół.

– Za dużo rzeczy wydarzyło się w ostatnim czasie wokół drużyny i trudno to zaakceptować. Decyzja z opaską? Byłem zaskoczony. Wszystko wydarzyło się dynamicznie, na dzień przed meczem. Staraliśmy się odciąć, ale na boisku zawiedliśmy – przyznał pomocnik.

Zawodnik FC Koeln przekonywał, że drużyna była świadoma presji, jaka na niej ciąży.

– Były między nami rozmowy, wiele meczów wcześniej. Mówiliśmy sobie, że czas pokazać nasz potencjał, żeby w końcu zaczęło to wyglądać dobrze, pod względem stylu gry i wyników. Wiem, że stać nas na to. Mamy bardzo dobrych piłkarzy. Myślę, że przekroczyliśmy pewną granicę niezadowolenia – zaznaczył.

Wrzesień kluczowy

Przed reprezentacją Polski dwa kluczowe spotkania eliminacyjne: najpierw z Holandią, później z Finlandią. Ewentualna strata punktów może przekreślić szanse na wyjazd na mistrzostwa świata.

Źródło: WP Sportowe Fakty

Pogoń Szczecin szykuje transferowy hit. Były reprezentant Francji może trafić do Ekstraklasy

Luka po Gamboi może zostać zapełniona w wielkim stylu. Pogoń rozmawia z piłkarzem, za którego kiedyś Atletico Madryt zapłaciło 10 milionów euro.

Okno transferowe wciąż trwa, a w Szczecinie nie składają broni. Według najnowszych doniesień Pogoń szuka wzmocnień i jak się okazuje prowadzi rozmowy z Josuhą Guilavoguim, byłym reprezentantem Francji. To zawodnik z imponującym CV, który jeszcze niedawno grał w Bundeslidze i Championship.

Guilavogui w drodze do Szczecina?

Informacje o możliwym transferze 34-letniego pomocnika podał goal.pl. Guilavogui pozostaje obecnie bez klubu, a jego przyjście do Pogoni miałoby wypełnić lukę po odejściu Joao Gamboy, który przeniósł się do Jeonbuk Hyundai Motors w Korei Południowej.

– To defensywny pomocnik, a właśnie takiego gracza Pogoń pilnie teraz potrzebuje – podkreśla portal.

W przeszłości Francuz reprezentował barwy takich klubów jak AS Saint-Étienne, Atletico Madryt, VfL Wolfsburg, Bordeaux, Mainz czy Leeds United. W 2013 roku mistrzowie Hiszpanii zapłacili za niego 10 milionów euro. Na swoim koncie ma również siedem występów w reprezentacji Francji.

Kolendowicz zapowiadał wielkie nazwisko

O potencjalnym hitowym transferze wspominał już wcześniej trener Pogoni, Robert Kolendowicz. W rozmowie z Kanałem Sportowym zdradził kulisy trwających negocjacji.

– Z Axelem Witselem nie rozmawiałem, ale rozmawiałem z zawodnikiem o potężnym nazwisku. Cztery dni temu mieliśmy video call – ujawnił szkoleniowiec.

Choć nazwiska nie podał wprost, wszystko wskazuje na to, że chodzi właśnie o Guilavoguiego. Jeśli transfer dojdzie do skutku, nastąpi to najpewniej już po pierwszej kolejce nowego sezonu Ekstraklasy.

Transferowa ofensywa Portowców trwa

Guilavogui nie byłby jednak jedynym nowym nazwiskiem w szczecińskiej drużynie. Latem do klubu dołączyli już m.in. Musa Juwara (Velje), Marian Huja (Petrolul), Jose Pozo (Śląsk Wrocław), Paul Mukairu (Kopenhaga), Jan Biegański (Sivasspor) i Mor Ndiaye (Kalithea).

Pogoń Szczecin rozpocznie sezon w niedzielę, 20:15, od wyjazdowego starcia z Radomiakiem Radom.

Źródła: goal.pl, Kanał Sportowy

Impreza Yamala wywołała burzę. Stowarzyszenie zapowiada działania prawne

Zakaz telefonów, celebryci i kontrowersje. Urodzinowa impreza Lamine’a Yamala, która miała być prywatną celebracją wejścia w dorosłość, stała się tematem ogólnokrajowej debaty w Hiszpanii. Młodemu piłkarzowi FC Barcelony może grozić nawet odpowiedzialność prawna.

18. urodziny pod lupą mediów i aktywistów

13 lipca 2025 roku Lamine Yamal wkroczył w dorosłość. Z tej okazji dzień wcześniej zorganizował wystawną imprezę w luksusowej willi w Olivelli. Na miejscu pojawiły się dziesiątki zaproszonych gości: znajomi z drużyny, celebryci, osoby z show-biznesu. Obowiązywał zakaz korzystania z telefonów, a organizatorzy przestrzegali również przed obecnością używek. Mimo to, lub właśnie dlatego, impreza szybko stała się ogniskiem medialnej burzy.

Największe kontrowersje wywołała informacja, że na wydarzenie zatrudniono osoby cierpiące na karłowatość. Jak ujawniło stowarzyszenie ADEE (Asociación de Personas con Acondroplasia y otras Displasias Esqueléticas con Enanismo), miały one zostać zaproszone wyłącznie w celach rozrywkowych. Zdaniem działaczy takie działania są nie tylko nieetyczne, ale wręcz niezgodne z prawem.

– Stowarzyszenie publicznie potępia zatrudnianie osób z karłowatością w ramach rozrywki na niedawnym przyjęciu z okazji 18. urodzin piłkarza Lamine’a Yamala. Organizacja oświadcza, że podejmie działania prawne i społeczne w celu ochrony godności osób z niepełnosprawnościami – czytamy w oficjalnym komunikacie.

Szefowa organizacji, Carolina Puente nie kryła oburzenia:

– Kiedy osoba o wpływie społecznym bierze udział w tego typu sytuacjach, szkody są jeszcze większe, ponieważ pokazuje społeczeństwu – zwłaszcza młodym ludziom – że dyskryminacja jest akceptowalna – zaznaczyła.

Tort z bronią i „modelki na zamówienie”?

Jakby tego było mało, hiszpański portal larazon.es ujawnił kolejne niepokojące szczegóły. Jednym z nich był kontrowersyjny tort. Przyozdobiono go replikami broni, żetonami kasynowymi i złotymi łańcuchami.

Jeszcze więcej emocji wzbudziły relacje dotyczące rekrutowania kobiet na imprezę. Jedna z hiszpańskich modelek, Claudia Calvo, twierdzi, że kontaktowali się z nią organizatorzy wydarzenia.

– Szukali blondynek z określonym rozmiarem biustu – powiedziała.

– Proponowano od 10 do 20 tysięcy euro. Jedyne, o czym wiedziałaś, to to, że przekazali ci pieniądze. Nie wyjaśnili jednak, czego oczekują. Ujawnili tylko, że wszystko jest wliczone w cenę i że nie można wnieść telefonu.

Według relacji, takich kobiet miało być więcej. Zapewne w najbliższych dniach pojawi się jeszcze więcej informacji na temat tej imprezy.

Tymczasem sam Lamine Yamal wrócił już do klubowych obowiązków. W niedzielę pojawił się w ośrodku treningowym Barcelony, gdzie przeszedł testy medyczne wraz z resztą drużyny.

Źródło: Sport.pl, X, larazon.es

Zaskakujący zwrot ws. Feio. Mateusz Borek przekazał nowe informacje

Zaledwie 23 dni po podpisaniu kontraktu z USL Dunkerque Gonçalo Feio rozstał się z francuskim klubem. Według „L’Équipe” rozstanie miało burzliwy przebieg, ale Mateusz Borek twierdzi, że wszystko odbyło się pokojowo.

Feio zniknął z Dunkierki, zanim się pojawił

Po odejściu z Legii Warszawa Gonçalo Feio błyskawicznie znalazł nowe zatrudnienie. Na przełomie czerwca został oficjalnie zaprezentowany jako nowy trener USL Dunkerque. Słowa dyrektora sportowego klubu, byłego reprezentanta Senegalu, Demby Ba, sugerowały, że wybór Portugalczyka to przemyślany krok.

– Jesteśmy bardzo szczęśliwi. To profil trenera, który – jak sądzę – będzie dalej pomagał klubowi się rozwijać. Ma za sobą cenne doświadczenie w Polsce: krajowy puchar i udany występ w europejskich pucharach. Wniesie do zespołu jeszcze więcej pasji niż przez ostatnie dwa lata, a także dużo profesjonalizmu i wszechstronności. Nadal będziemy oglądać Dunkierkę dominującą przy piłce, ale zdolną również do urozmaicenia swojego stylu gry. Kontynuujemy obrany kierunek – mówił.

Kilka tygodni później te zapowiedzi straciły aktualność. Feio nie zdążył nawet poprowadzić zespołu w meczu. Po dokładnie 23 dniach rozwiązano jego umowę.

Dwa spojrzenia na jedno rozstanie

Według doniesień francuskiego „L’Équipe”, rozstanie miało być nerwowe. Feio miał otwarcie krytykować braki infrastrukturalne i organizacyjne Dunkierki. Klub zdaniem trenera nie spełniał standardów, które mu wcześniej obiecano.

Zupełnie inaczej sprawę przedstawia Mateusz Borek, który przekonuje, że nie było żadnego konfliktu.

– Gonçalo Feio poprosił o odejście z Dunkierki. Co inne miał obiecane, co innego się działo w klubie. Żadnych podtekstów, żadnej złej krwi. Portugalczyk sam poprosił o rozwiązanie umowy. Wiem , że trudno w to uwierzyć, ale takie są fakty – napisał na „X” dziennikarz.

Źródło: Mateusz Borek (X)

Świątek po wygranej w Wimbledonie. „Wymieniłabym to na medal w tym turnieju”

Iga Świątek w wielkim stylu wygrała Wimbledon, pokonując Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. To jej szósty tytuł wielkoszlemowy i historyczne zwycięstwo na trawie. Mimo tego sukcesu, Polka marzy o czymś więcej.

Bezbłędna w finale, ale w głowie już igrzyska

W sobotnim finale Wimbledonu Iga Świątek nie dała rywalce żadnych szans. Amerykanka Amanda Anisimova została zdominowana, a Polka sięgnęła po swój pierwszy tytuł na londyńskiej trawie.

Dla 24-letniej liderki rankingu WTA to szósty triumf w turnieju wielkoszlemowym. Wcześniej cztery razy zwyciężyła we French Open (2020, 2022, 2023, 2024), a raz w US Open (2022). Wygrana w Wimbledonie oznacza, że Świątek została jedyną aktywną zawodniczką, która triumfowała na wszystkich trzech głównych nawierzchniach – mączce, twardym i trawiastym korcie.

– Myślę, że fakt, iż Wimbledon jest na trawie, z pewnością sprawia, że jest to bardziej wyjątkowe i bardziej nieoczekiwane. Z pewnością emocje są większe, ponieważ na Roland Garros wiem, że potrafię grać dobrze i wiem, że mogę to pokazać co roku. Tutaj nie byłam tego pewna. Musiałam to sobie udowodnić – przyznała na konferencji prasowej.

Wszystkie Szlemy równie ważne

Zapytana o hierarchię swoich sukcesów, Świątek odpowiedziała, że nie zamierza oceniać, który tytuł znaczy najwięcej.

– Nie będę ich klasyfikowała, ponieważ mam też ogromny szacunek do innych turniejów. Bardzo ciężko pracowałam, żeby wygrać wszystkie Szlemy. Nie ma sensu wybierać między nimi. Ten i US Open z pewnością wydają się po prostu lepsze, bo nikt się tego nie spodziewał – stwierdziła.

Jej największym sportowym marzeniem pozostaje jednak złoty medal igrzysk olimpijskich.

– Oddałabym jednego Szlema za złoty medal olimpijski – przyznała szczerze.

W ubiegłym roku Polka zdobyła brąz w deblu podczas igrzysk w Paryżu.

Makaron z truskawkami i taniec

Jednym z najbardziej uroczych akcentów tego turnieju okazało się danie, które dzięki Idze poznał cały świat – makaron z truskawkami. Świątek żartowała, że na świętowanie triumfu zasługuje jednak coś więcej:

– Myślę, że zaszaleję trochę bardziej niż makaron z truskawkami, ale podobno na razie czekają mnie dwie godziny obowiązków medialnych – dodała.

Nie wiadomo jeszcze, kto będzie towarzyszyć Polce na parkiecie podczas tradycyjnego tańca zwycięzców Wimbledonu. W finale mężczyzn zmierzą się dziś Carlos Alcaraz i Jannik Sinner. Jednego z nich zobaczymy u boku Świątek podczas oficjalnej kolacji po turnieju.

Źródło: PAP

Rodado odejdzie z Wisły? Może powalczyć o Ligę Mistrzów

Ángel Rodado może wkrótce opuścić Wisłę Kraków. Jak informuje Tomasz Włodarczyk, do klubu wpłynęła konkretna oferta z Łudogorca Razgrad. Na stole leży milion euro plus bonusy.

Łudogorec poważnie wchodzi do gry

Celem Wisły Kraków na poprzedni sezon był awans do Ekstraklasy. Drużyna Mariusza Jopa dotarła do barażów, ale tam uległa Miedzi Legnica. Po tej porażce pojawiły się pytania o przyszłość kluczowych zawodników, w tym Ángela Rodado.

Hiszpan, który ma ambicje gry na wyższym poziomie, wzbudza coraz większe zainteresowanie. Choć najgłośniej mówiło się ostatnio o Widzewie Łódź, to konkretne działania podjął Łudogorec Razgrad. Jak donosi Tomasz Włodarczyk z Meczyki.pl, mistrz Bułgarii złożył Wiśle ofertę opiewającą na milion euro plus bonusy w wysokości do 600 tysięcy euro.

Warunki te mają odpowiadać oczekiwaniom klubu z Krakowa. Decydujący ruch należy teraz do samego zawodnika. Media podkreślają, że Łudogorec jest mocno zdeterminowany, by sprowadzić Hiszpana, który ma im pomóc w walce o Ligę Mistrzów.

W grze jednak wciąż pozostaje Widzew, który, zdaniem Włodarczyka, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Rodado od początku pobytu w Polsce imponuje statystykami: w 109 meczach zdobył 66 bramek i zanotował 17 asyst.

Źródło: Tomasz Włodarczyk (Meczyki.pl)

Szokujące kulisy upadku Kotwicy. „Piłkarze pożyczali sobie na obiady”

Piotr Tworek, ostatni trener Kotwicy Kołobrzeg, ujawnił z jak dramatyczną codziennością mierzyli się piłkarze i sztab. Klub upadł, ale wcześniej… funkcjonował w warunkach, które trudno sobie wyobrazić.

Trudno uwierzyć, że to działo się w I lidze

Kotwica Kołobrzeg zakończyła sezon 2024/25 na 16. miejscu w tabeli pierwszej ligi. To oznacza spadek. W rzeczywistości jednak drużyna nie miała szans na dalsze istnienie – od miesięcy borykała się z poważnymi problemami finansowymi. 23 czerwca rozwiązano wszystkie kontrakty, a kilka godzin później złożono wniosek o upadłość.

Jak wyglądały kulisy końcówki działania klubu? Piotr Tworek w rozmowie z TVP Sport nie owijał w bawełnę.

– Piłkarze między sobą pożyczali pieniądze. Musieli przełamywać wstyd, opór wyciągnięcia ręki w trudnych chwilach. Takie rzeczy w klubach na żadnym szczeblu nie powinny mieć miejsca – powiedział szkoleniowiec.

Problemy dotyczyły wszystkiego: pensji, posiłków, podstawowych warunków do pracy.

– Klubowe obiady były, jednak płaciliśmy za nie z własnych pieniędzy lub pożyczanych. Nie wszyscy piłkarze uregulowali dług u naszego kucharza. Zdarzały się przykre sytuacje, że Krystian za swoją pracę domagał się pieniędzy, ale nie wszyscy mieli. W takich chwilach posiłek nas jednoczył. Wiedzieliśmy, że jeśli pieniądze pojawią się na naszych kontach, to uregulujemy wszystko – mówił Tworek.

Tworek wspomniał także, że w trudnych chwilach wsparcie okazywali lokalni przedsiębiorcy, którzy przygotowywali dla drużyny kanapki i drożdżówki na mecze wyjazdowe. Z ironią zauważa, że gdy dziś słyszy o takich sprawach jak „afera dronowa” czy ucieczka piłkarza z klubu z powodu stresu, pojawia się u niego uśmiech. Jego zdaniem osoby komentujące takie sytuacje nie miały do czynienia z prawdziwymi problemami.

Na gruzach Kotwicy Adama Dzika powstał już nowy klub, MKS Kotwica Kołobrzeg, zarządzany przez Sebastiana Staszczaka. Zespół ma wystartować od rozgrywek okręgówki.

Źródło: TVP Sport

Szczęsny oczarowany Hiszpanią. „To cała różnica między Polską a tym krajem”

Wojciech Szczęsny na kanale „Foot Truck” opowiedział historię, która jego zdaniem najlepiej pokazuje, skąd bierze się piłkarska przewaga Hiszpanów nad Polakami. Były bramkarz reprezentacji Polski podzielił się spostrzeżeniami z życia w tym kraju.

Dzieci grające w nocy

Bramkarz wrócił wspomnieniami do sytuacji, której doświadczył w Marbelli. Razem z żoną, Mariną, wybrał się późnym wieczorem do apteki. Była godzina 23:30. Wtedy zobaczył coś, co na długo zostało mu w pamięci.

– Powiedziałem wtedy Marinie: „Widzisz? Zrób zdjęcie. Jeśli ktoś cię zapyta, dlaczego Polska nie gra jak Hiszpania, to pokażesz im to zdjęcie” – przyznał Szczęsny w rozmowie z kanałem „Foot Truck”.

Na placu bawiło się około pięćdziesięciorga dzieci. Grały w piłkę mimo późnej pory. Co więcej, według Szczęsnego większość z nich nie miała jeszcze dziesięciu lat.

Nie tylko pogoda

Szczęsny nie ukrywał zachwytu, ale też jasno zaznaczył, że nie chodzi tylko o klimat.

– Oczywiście, pogoda tam sprzyja, ale dzieciom na ogół zła pogoda nie przeszkadza w graniu w piłkę. To kwestia kultury piłkarskiej w danym kraju – podkreślił.

I trudno się z nim nie zgodzić. Hiszpania to obecny mistrz Europy oraz wicemistrz Ligi Narodów UEFA. Jej piłkarze regularnie zasilają czołowe kluby na świecie. W aktualnym rankingu FIFA Hiszpanie zajmują drugie miejsce, tuż za Argentyną. Polska natomiast plasuje się dopiero na 37. pozycji.

Szczęsny kilka dni temu podpisał nowy kontrakt z Barceloną, który będzie obowiązywał do 2027 roku.

Źródło: Foot Truck, Przegląd Sportowy Onet

Linetty wciąż bez klubu. Co z jego powrotem do Lecha?

Po Gumnym i Skrzypczaku znów pojawił się temat powrotu byłego gracza „Kolejorza”. Tym razem chodzi o Karola Linettego. Ale przynajmniej na ten moment sprawa wygląda na trudną do zrealizowania. Najnowsze informacje w tej sprawie przekazał Tomasz Włodarczyk z Meczyków.

Lech szuka, ale Linetty patrzy za granicę

Latem do Lecha Poznań wrócili już dwaj byli zawodnicy – Robert Gumny i Mateusz Skrzypczak. Teraz w mediach pojawiły się doniesienia o możliwym powrocie Karola Linettego.

Pomocnik przez wiele lat grał we Włoszech, a ostatnio reprezentował Torino. Po zakończeniu sezonu 2024/2025 jego kontrakt wygasł, a Linetty został wolnym zawodnikiem.

Według Tomasza Włodarczyka z Meczyków, Lech nie prowadzi rozmów z piłkarzem.

– Na ten moment nie ma takiego tematu – przekazał dziennikarz.

Priorytetem 30-latka pozostaje dalsza gra za granicą. Linetty nie rozważa powrotu do Ekstraklasy. Zdecydowanie dementowane są też plotki o krótkoterminowej umowie – takie kontrakty są w Polsce niedozwolone.

W poprzednim sezonie Linetty rozegrał 28 spotkań w Serie A. Strzelił jednego gola i zaliczył jedną asystę. Portal Transfermarkt wycenia go na 1,8 mln euro. W przeszłości reprezentował barwy Lecha w latach 2006-2016.

Źródło: Meczyki.pl

Lech Poznań chce wzmocnić ofensywę. Może wrócić były zawodnik

„Kolejorz” wciąż myśli o kolejnych transferach. Według Dawida Dobrasza na liście mistrzów Polski znalazł się Kristoffer Velde.

Lech szuka skrzydłowego

Lech Poznań planuje w najbliższych tygodniach wzmocnić skrzydła. Jak informuje Dawid Dobrasz z Meczyków, klub prowadzi rozmowy w sprawie kolejnego ofensywnego zawodnika.

We wtorek wieczorem w szwedzkich mediach pojawiła się informacja o transferze nowego skrzydłowego do Lecha. To jednak nie koniec działań poznaniaków.

– Z moich informacji wynika, że cena wynosi 900 tysięcy euro. Ma to być piłkarz, który zastąpi Daniela Hakansa, którego uraz najprawdopodobniej się przedłuży – powiedział Dobrasz na kanale Meczyki.

Dziennikarz dodał, że Lech planuje jeszcze jeden transfer na skrzydło.

– To nie jest docelowy skrzydłowy, którego chce kupić Lech. „Kolejorz” zamierza iść po jakieś większe nazwisko – zaznaczył.

W tym kontekście pojawił się temat powrotu Kristoffera Velde. Norweg, obecnie gracz Olympiakosu Pireus, miał kontaktować się z klubem.

– Wczoraj usłyszałem, że Kristoffer Velde odzywał się do Lecha, ale klub nie był wówczas zainteresowany. Teraz, gdy Lech się odezwał, to sam Velde zaczął kręcić nosem – ujawnił Dobrasz.

Lech Poznań zacznie sezon od starcia z Legią Warszawa w ramach Superpucharu Polski. Spotkanie zaplanowano na niedzielę 13 lipca o godzinie 18:00 w stolicy Wielkopolski.

Źródło: Meczyki.pl

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.