„Gorące” powitanie Jagiellonii w Serbii. Kibice Novi Pazar dali o sobie znać jeszcze przed meczem [WIDEO]

Jagiellonia Białystok rozpoczyna dziś walkę w eliminacjach Ligi Konferencji Europy. W pierwszym meczu zmierzy się na wyjeździe z FK Novi Pazar. Serbscy kibice nie czekali jednak do pierwszego gwizdka. Już w nocy dali o sobie znać pod hotelem polskiego zespołu.

Jaga obudzona w środku nocy

Po udanym poprzednim sezonie w europejskich pucharach, Jagiellonia Białystok ponownie staje do walki o fazę ligową Ligi Konferencji Europy. Pierwszym rywalem mistrza Polski jest FK Novi Pazar.

Mecz odbędzie się w Serbii, gdzie,jak można się było spodziewać, już od pierwszych chwil panuje gorąca atmosfera. Kibice gospodarzy dali o sobie znać jeszcze przed spotkaniem, organizując głośne „powitanie” pod hotelem, w którym zakwaterowana jest drużyna z Białegostoku.

– Atmosfera jest gęsta. Pod hotelem skandują. Poproszono nas o nie wychodzenie z pokojów – relacjonował wczoraj wieczorem na portalu X prezes Jagiellonii, Ziemowit Deptuła.

Dziś rano przekazał kolejne szczegóły.

– Było grubo. Policja przekazała nam, że pod hotelem było ok. 2000 osób. Było głośno, skandowanie i petardy. Hotel był przerażony, ale stanął na wysokości zadania. Będzie dzisiaj gorąco. I dosłownie i w przenośni – przyznał.

W sieci pojawiły się nagrania z nocnych wydarzeń. Widać na nich tłum kibiców Novi Pazar, skandujących hasła w kierunku polskiej drużyny. Nie zabrakło wulgaryzmów i wyzwisk, w tym okrzyków „Jagiellonia k*rwa”.

Źródło: X, Weszło

Kosecki o opasce kapitańskiej reprezentacji: „To powinno zostać rozwiązane w szatni”

Roman Kosecki zabrał głos w sprawie kapitańskiej opaski w reprezentacji Polski. Były kadrowicz uważa, że Robert Lewandowski powinien odzyskać funkcję kapitana, ale przestrzega przed medialną burzą wokół decyzji Jana Urbana.

Kosecki o Lewandowskim, Zielińskim i atmosferze w kadrze

We wrześniu reprezentacja Polski rozegra dwa mecze: z Holandią (4 września) i Finlandią (7 września). Dla Jana Urbana będzie to debiut w roli selekcjonera. Jednym z tematów, które musi rozwiązać jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, jest kwestia kapitana drużyny narodowej.

– To nie jest miejsce, abyśmy rozwiązywali ten problem, który rzeczywiście powstał. Mam nadzieję, że znajdziemy rozwiązanie, bo to jest potrzebne. Dobra atmosfera jest niezbędna. Muszę spotkać się z kilkoma zawodnikami i potem podejmiemy odpowiednią decyzję – mówił Urban na konferencji prasowej po objęciu stanowiska.

Głos w sprawie opaski zabrał Roman Kosecki. W podcaście Eurosportu były reprezentant podkreślił, że decyzja powinna zapaść wewnątrz drużyny, bez udziału mediów.

– Dla mnie jest naturalne, że Lewandowski ma najwięcej występów, tyle lat prowadził kadrę, że powinien prowadzić kadrę i być jej kapitanem. To powinno być rozwiązane w szatni, nie może nic wyjść. Będzie wybór. Jak zostanie Robert, to wszyscy się rzucą na Zielińskiego i tych, którzy byli przeciwko. Jak będzie Piotr, wszyscy się rzucą na Lewandowskiego. Wiadomo, taki jest świat mediów – powiedział.

Zdaniem Koseckiego selekcjoner powinien porozmawiać z liderami kadry i zapobiec eskalacji niepotrzebnych emocji.

– Wszystkich na pewno czeka rozmowa w szatni, usiądą, spotkają się. Może Urban ma inny pomysł, będzie dzwonił i rozmawiał, jak gdzieś pojedzie. Myślę, że to nie jest najważniejsze. Jak my będziemy się kłócić o opaskę przed meczem z Holandią, wyjdziemy tam i dostaniemy 0:5, to będziemy o tym mówić, że Lewandowski nie wyszedł z opaską? Tego nie życzę chłopakom. To nie powinien być główny temat przed meczem z Holandią, nie powinni sobie zaprzątać tym głowy – zaznaczył.

Były reprezentant przypomniał także przykład z Cristiano Ronaldo i drużyny Portugalii. Przytoczył sytuację z jego drugiego pobytu w Manchesterze United, kiedy Portugalczyk publicznie skrytykował atmosferę w szatni. Bruno Fernandes miał być wyraźnie poirytowany tą wypowiedzią i nie podał mu ręki. Mimo napięcia, to właśnie Ronaldo pozostał kapitanem reprezentacji Portugalii.

Źródło: Eurosport

Lech Poznań zdeklasował rywala w eliminacjach Ligi Mistrzów. Islandzkie media: „Breidablik upokorzony”

Lech Poznań rozpoczął eliminacje Ligi Mistrzów w imponującym stylu. Mistrz Polski rozgromił Breidablik Kopavogur aż 7:1. Islandzkie media nie miały wątpliwości: ich zespół praktycznie pożegnał się z marzeniami o grze w Lidze Mistrzów.

Rozstrzygnięcie już w pierwszym meczu?

Po inauguracji sezonu Ekstraklasy przyszedł czas na europejskie puchary. W drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów Lech Poznań zmierzył się z Breidablikiem Kopavogur. Pierwszy mecz rozegrano we wtorek na stadionie przy Bułgarskiej i zakończył się wysokim zwycięstwem gospodarzy 7:1.

Breidablik zdołał wyrównać w 28. minucie, ale sytuacja na boisku zmieniła się diametralnie po czerwonej kartce dla Viktora Oerna Margeirssona. Faul na Mikaelu Ishaku sprawił, że goście musieli kończyć mecz w osłabieniu. Lech wykorzystał przewagę w pełni, zdobywając aż siedem bramek.

Hat-trickiem popisał się Mikael Ishak, a do siatki trafiali też Antonio Milić, Joel Pereira, Leo Bengtsson i Filip Jagiełło.

Po spotkaniu pojawiły się pierwsze komentarze w islandzkich mediach. Na portalu mbl.is napisano, że Breidablik poniósł dotkliwą porażkę i prawdopodobnie zagra w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy.

Bardziej krytyczny ton przyjął serwis visir.is, który skomentował mecz słowami:

„Breidablik praktycznie odpadł z eliminacji Ligi Mistrzów po rozczarowującym występie w Polsce. Wynik był remisowy do czerwonej kartki. Gospodarze strzelili następnie cztery gole przed końcem pierwszej połowy. Ostatecznie zakończyli mecz i pojedynek w drugiej połowie trzema kolejnymi golami”.

Dziennikarze zwrócili także uwagę na wyraźną przewagę Lecha.

„Lech rozpoczął dziś mecz lepiej i dobrze utrzymywał się przy piłce, podczas gdy Breidablik był nieco nerwowy, miał problemy ze znalezieniem partnerów z drużyny”.

Z kolei portal dv.is zatytułował swoją relację „Breidablik upokorzony w Polsce”, dodając, że drużyna z Islandii nie poradziła sobie z siłą polskiego mistrza.

„Wygląda na to, że Breidablik nie zagra w Lidze Mistrzów po dzisiejszym meczu z polskim klubem Lechem Poznań. Nasz zespół miał trudne zadanie w rundzie wstępnej, ale Lech ma niezwykle silny zespół i dziś okazał się zbyt dużym wyzwaniem” — oceniono.

„Musimy się uczyć gry z VAR-em”

Po meczu głos zabrał także trener gości, Halldor Arnason. Przyznał, że jego drużynie trudno było poradzić sobie po czerwonej kartce i decyzjach sędziego.

– Źle weszliśmy w mecz, choć pierwsze 30 minut nie było takie złe. Umieliśmy grać z piłką przy nodze, radziliście sobie po odbiorze piłki, wyrównaliśmy po karnym, a potem straciliśmy gola. Cały czas musimy się uczyć z gry z VAR-em, bo u nas w kraju go nie ma. Dziś cierpieliśmy grając w dziesięciu, chcieliśmy jak najlepiej poradzić sobie z tą sytuacją. Później gospodarze dostali prezent gwiazdkowy od sędziego, Lechowi nie należał się rzut karny, po którym posypała się nasza gra. Za nami trudny mecz, trudna druga połowa, jesteśmy po tym spotkaniu w ciężkiej sytuacji — powiedział szkoleniowiec.

Rewanż odbędzie się w środę o godzinie 20:30 na Islandii. Lech jest już jedną nogą w trzeciej rundzie eliminacji. Jeśli przypieczętuje awans, jego rywalem będzie zwycięzca pary Lincoln Red Imps – Crvena Zvezda Belgrad. Wiele wskazuje jednak na to, że to Serbowie będą tym rywalem. Jest to zdecydowany faworyt tego dwumeczu, a po pierwszym spotkaniu Crvena Zvezda prowadzi 1:0. Drugi mecz zagrają u siebie, co tym bardziej ułatwia im zadanie.

Źródło: Interia Sport, visir.is, mbl.is, dv.is

Zamieszanie po zmianach w hiszpańskim komitecie sędziowskim. Wśród nowych twarzy zadeklarowany fan Realu Madryt

Hiszpańska federacja ogłosiła nowy skład Komitetu Technicznego Sędziów. Funkcję przewodniczącego objął Francisco Soto Balirac. Jednym z członków został Chema Alonso, znany ze swojej sympatii do Realu Madryt.

Nowy skład CTA i technologia z madryckim akcentem

W Hiszpanii ruszają przygotowania do nowego sezonu ligowego. Zmiany dotyczą również struktur sędziowskich. Ogłoszono skład nowego Komitetu Technicznego Sędziów. Za poprawę jakości pracy arbitrów odpowiadać ma Francisco Soto Balirac, który został mianowany nowym szefem CTA.

Wraz z jego nominacją zaprezentowano cały skład komitetu. Wśród członków znalazł się między innymi Chema Alonso. Jego zadaniem będzie wdrażanie innowacji technologicznych związanych ze sztuczną inteligencją.

Alonso w przeszłości zamieszczał w mediach społecznościowych liczne wpisy i zdjęcia, w których wyraźnie okazywał przywiązanie do Realu Madryt. W jednym z postów napisał, że jego jedyną wadą jest kibicowanie największemu klubowi w historii, kończąc wiadomość słowami „Hala Madrid” (poniżej wspomniany wpis z kwietnia 2011 roku).

Hiszpańscy kibice nerwowo zareagowali na tę nominację. Niektórzy z nich zarzucają federacji nawet korupcję. Wiele wskazuje więc na to, że sprawa będzie dość szeroko omawiana na Półwyspie Iberyjskim.

Klub z Madrytu rozpocznie nowy sezon 19 sierpnia meczem przeciwko Osasunie.

Źródło: MARCA, Meczyki.pl

Lech walczył o pomocnika z LaLiga 2. Rutkowski: „Wysyłaliśmy ofertę za ofertą”

Lech Poznań mocno zabiegał o sprowadzenie Aritza Aldasoro z Racingu Santander. Mimo wielu prób transfer nie doszedł do skutku, ale jak ujawnił Pablo Rodríguez sam zawodnik byłby zachwycony możliwością dołączenia do „Kolejorza”. Poznański klub nie mówi jednak ostatniego słowa.

Aldasoro poza zasięgiem

Lech Poznań oficjalnie zainaugurował sezon Ekstraklasy od prezentacji kolejnych dwóch nowych piłkarzy – Timothy’ego Oumy oraz Pablo Rodrígueza.

To właśnie ten drugi został sprowadzony z myślą o wzmocnieniu środka pola i potencjalnym zastąpieniu Afonso Sousy, który może pożegnać się z klubem. W kulisach transferu Rodrígueza pojawiło się jednak inne nazwisko, które wzbudziło niemałe emocje wśród kibiców.

Z opublikowanego przez Lecha materiału wideo dowiadujemy się, że na liście życzeń poznaniaków od dłuższego czasu znajdował się Aritz Aldasoro. To 24-letni pomocnik Racingu Santander.

– Rozmawiałem wczoraj z Aldasoro, jakieś 30 minut. Bardzo by się cieszył, gdyby tutaj trafił – zdradził Pablo Rodríguez w oficjalnym nagraniu klubu.

Zainteresowanie „Kolejorza” nie było jedynie plotką transferową. Prezes Lecha, Piotr Rutkowski, wprost potwierdził, że klub z Poznania wyszedł z konkretną inicjatywą.

– Próbowaliśmy… próbowaliśmy z Santander, ale to nie było wykonalne. Nie było nawet szans, żeby zacząć rozmowy. Chcieliśmy zacząć negocjacje. Wysyłaliśmy ofertę, ofertę, ofertę. I nic. To było naprawdę nie do zrobienia. Może w kolejnym roku – powiedział Rutkowski.

Aldasoro to piłkarz wychowany w akademii Realu Sociedad. W 2022 roku, bez debiutu w pierwszym zespole, przeniósł się definitywnie do Racingu Santander. Od tego czasu stał się jedną z kluczowych postaci drużyny z północy Hiszpanii. Do tej pory uzbierał niemal 120 występów.

Źródło: Lech Poznań, transfery.info

Rajd zakończony… na komendzie. Czwartoligowy piłkarz w rękach policji

Czwartoligowy piłkarz, który niedawno zasłynął z brawurowego rajdu po publicznych drogach, został zatrzymany przez policję. Zgromadzony materiał dowodowy trafi teraz do sądu.




Przed kilkoma dniami w polskich mediach zrobiło się bardzo głośno o piłkarzu jednego z 4-ligowych klubów. A wszystko za sprawą rajdu, który urządził sobie po publicznych drogach. Na opublikowanych w sieci nagraniach widać, jak w terenie zabudowanym pędzi z prędkością 175 km/h. Poza terenem zabudowanym prędkość ta była jeszcze wyższa. Szerzej opisywaliśmy sprawę TUTAJ.

Komunikat policji

W poniedziałkowy wieczór do sprawy ustosunkowała się dolnośląska Policja. Funkcjonariuszom udało się ustalić personalia mężczyzny. W poniedziałek o godzinie 18 stawił się on wraz z Panią adwokat na Komendzie Powiatowej Policji w Miliczu. Zostało mu zatrzymane prawo jazdy. Materiał dowodowy zgromadzony w tej sprawie ma zostać przekazany do sądu.

„Skuteczne policyjne czynności doprowadziły do ustalenia mężczyzny przemieszczającego się w powiecie milickim w sposób zagrażający bezpieczeństwu innych uczestników ruchu drogowego. Dziś, po godzinie 18:00, stawił się on do Komendy Powiatowej Policji w Miliczu z Panią adwokat. Teraz trwają policyjne czynności z jego udziałem.”

„Zostało mu już zatrzymane prawo jazdy, a pełen materiał dowodowy zgromadzony przez policjantów w tej sprawie zostanie przekazany do sądu.”





źródło: dolnośląska Policja

Urban szuka zaskoczeń. Bramkarz z jednym występem w Ekstraklasie na radarze selekcjonera?

Nowy selekcjoner reprezentacji Polski nie traci czasu i już na początku kadencji rusza w teren. Jak donosi zabrzański portal Roosevelta81, uwagę szkoleniowca miał zwrócić sensacyjny kandydat do powołania. To bramkarz Górnika Zabrze Marcel Łubik, który dopiero co zadebiutował w Ekstraklasie.

Nowa kadra, nowe twarze?

Początek sezonu PKO BP Ekstraklasy to nie tylko start ligowej rywalizacji, ale też czas intensywnej obserwacji dla sztabu reprezentacji. Jan Urban pojawił się już na kilku stadionach. I jak sam zapowiadał, nie wyklucza zaskakujących powołań.

– Chciałbym, żeby was zaszokowało. Nie wiem, czy z Ekstraklasy, ale zmieniało się ostatnio wielu trenerów, ja jestem piątym za czasów Cezarego Kuleszy i tak naprawdę, jak popatrzysz, to wszyscy obracali się wokół tym samych zawodników. Reprezentacja grała w jednym meczu tak, w drugim tak. Rotacji były dużo, ale często były wymuszone. Ja sobie życzę, by był taki komfort, że dziewięciu z tych jedenastu gra w klubie – mówił Urban na antenie Kanału Sportowego.

Według informacji portalu Roosevelta81, selekcjoner miał zwrócić szczególną uwagę na mecz Górnika Zabrze z Lechią Gdańsk. To właśnie wtedy na jego celowniku znalazł się Marcel Łubik, 21-letni bramkarz wypożyczony z FC Augsburg, który w Ekstraklasie rozegrał dopiero jedno spotkanie.

Urodzony w Polsce, ale wychowany w Niemczech, od czwartego roku życia mieszka za Odrą i reprezentuje barwy Augsburga. W kraju nad Wisłą pojawił się już wcześniej, najpierw na wypożyczeniu w GKS-ie Tychy, teraz w Górniku Zabrze.

Łubik może reprezentować aż trzy kraje. Ma obywatelstwo polskie i niemieckie, a dzięki ojcu również tureckie.

Źródło: Kanał Sportowy, Przegląd Sportowy Onet, Roosvelta81

Gorzki początek sezonu Pogoni. Grosicki z mocnymi słowami po blamażu w Radomiu

Pogoń Szczecin została rozbita w Radomiu aż 1:5, a Kamil Grosicki nie ukrywał rozczarowania. Kapitan Portowców w ostrych słowach podsumował występ drużyny.

„Jest mi wstyd”

Nowy sezon Ekstraklasy miał być dla Pogoni Szczecin początkiem czegoś większego,symbolem zmian i nowej jakości pod rządami nowego właściciela. Tymczasem inauguracyjne spotkanie z Radomiakiem przyniosło nie tylko porażkę, ale wręcz sportową kompromitację. Przegrana 1:5 stała się bolesnym sygnałem ostrzegawczym, a Kamil Grosicki po spotkaniu nie gryzł się w język.

Na kilka minut przed końcem spotkania, przy wyniku 1:5, Grosicki zwrócił się do sędziego Piotra Lasyka z wymownym gestem, zasugerował, by nie przedłużać już meczu. Chwilę później kapitan Pogoni stanął przed mikrofonami i otwarcie wyraził frustrację.

– Jest mi wstyd jako kapitan za to, co się wydarzyło na boisku. Można przegrać mecz, ale przynajmniej się starać. Początek mieliśmy niezły, ale po straconej walce nie potrafimy nawiązać walki w takim sensie, że za wszelką cenę chcemy wyrównać – powiedział.

– Czekamy na jakąś indywidualną akcję, żeby ktoś zrobił coś z niczego. Drugą bramkę tracimy po stałym fragmencie gry, gdzie trenujemy to, mówimy o tym, mieliśmy bardzo długą odprawę o stałych fragmentach gry w ofensywie i defensywie. Dużo analizujemy, ale nie przekładamy tego na boisko. Jest mi wstyd, że tak zaczynamy “nową erę” z nowym właścicielem, piłkarzami – ocenił bez ogródek Grosicki.

Źródło: Weszło

Popis wychowanka Śląska Wrocław. Jechał 175 km/h w terenie zabudowanym [WIDEO]

Wychowanek Śląska Wrocław pędził przez teren zabudowany z prędkością 175 km/h, uprzednio wyprzedzając pojazdy po podwójnej ciągłej. Sytuację uwiecznił jego kolega, który opublikował nagranie w sieci.




W sobotni wieczór internet obiegło nagranie z brawurową jazdą po polskich drogach młodego chłopaka. Sytuacja została nagrana przez kolegę kierowcy, który opublikował nagranie na swoim Instagramie. Internauci szybko odkryli, że kierowcą jest wychowanek Śląska Wrocław. 23-latek obecnie jest piłkarzem IV-ligowej Polonii Środa Śląska, a wkrótce miał zostać zawodnikiem Piasta Żmigród, donosi Marcin Torz.

Brawurowa jazda

Na nagraniu widać niezwykle niebezpieczną jazdę. Kierowca jechał blisko 200 km/h przeciwległym pasem. Nie robiły na nim wrażenia liczne zakręty. Pojazdy wyprzedzał na podwójnej linii ciągłej. Oznakowanie terenu zabudowanego również nic na nim nie zrobiło, bo jechał tam z prędkością 175 km/h.

Komentarze kierowcy

Relacja na Instagramie została usunięta po tym, jak w internecie zrobił się wielki szum. O ile autor filmu skłonił się do jakiejkolwiek refleksji, to nie można tego powiedzieć o kierowcy, który w mediach społecznościowych zamieścił kilka obraźliwych komentarzy w stronę krytykujących go osób.




Reakcja policji

Na powyższe wydarzenia zareagowała już Dolnośląska Policja. Jak czytamy, policjanci analizują opublikowanie w sieci materiały. Prowadzone są również czynności ustalania tożsamości kierowcy. Policja deklaruje, że „musi się liczyć z tym, że nie uniknie odpowiedzialności”.


źródło: Marcin Torz, Bandyci Drogowi

Wrexham bije własny rekord. Cacace nowym nabytkiem klubu amerykańskich aktorów

Wrexham AFC należący do Ryana Reynoldsa i Roba McElhenneya właśnie przeprowadził największy transfer w swojej historii. Sprowadzili do siebie Liberato Cacace z włoskiego Empoli.

Z Serie A do Walii

Za 24-letniego reprezentanta Nowej Zelandii klub zapłacił 2,5 miliona euro, a kwota może jeszcze wzrosnąć dzięki bonusom. Obrońca podpisał kontrakt do 30 czerwca 2028 roku, a jego obecność ma stanowić jedno z filarowych wzmocnień w walce o utrzymanie na zapleczu Premier League.

Cacace w europejskiej piłce pojawił się w 2020 roku, gdy trafił do belgijskiego Sint-Truiden. Dwa lata później przeniósł się do Serie A, gdzie w barwach Empoli wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Po spadku klubu do Serie B zdecydował się na kontynuację kariery na Wyspach.

Dla Wrexham to nie tylko kwestia sportowa, ale i wizerunkowa. Cacace to jeden z liderów reprezentacji Nowej Zelandii, która już zapewniła sobie udział w mistrzostwach świata w 2026 roku. Choć prym wiedzie Chris Wood z Nottingham Forest, Cacace jest równie ważną postacią drużyny z Oceanii.

Poprzedni rekord transferowy Wrexham należał do Sama Smitha. Anglik kosztował 2,4 mln euro i szybko spłacił zaufanie. Jego siedem bramek wiosną zapewniło klubowi historyczny awans do Championship.

Wszystko jednak wskazuje na to, że rekord Cacace nie przetrwa długo. Wrexham potrzebuje kolejnych wzmocnień, by utrzymać się w lidze, gdzie kwoty rzędu 10–15 milionów euro już nikogo nie dziwią.

Źródło: Wrexham AFC

Galatasaray z ambitnym planem. Kolejny wielki gracz na liście Turków

Galatasaray nie spuszcza z tonu. Po transferze Leroya Sane i finalizacji rozmów z Victorem Osimhenem, turecki gigant przystępuje do kolejnych rozmów transferowych. Według medialnych doniesień na ich celowniku znalazł się Ederson z Manchesteru City.

Brazylijski bramkarz trafi do Turcji?

W ostatnich tygodniach media na Półwyspie Iberyjskim spekulowały o możliwym transferze Marca-Andre ter Stegena do Stambułu. Temat jednak szybko upadł. Otoczenie bramkarza Barcelony jasno zdementowało doniesienia. Galatasaray nie zamierzało jednak rezygnować z planu wzmocnienia między słupkami.

Jak informuje francuski L’Équipe, podczas bieżącego weekendu mistrzowie Turcji złożyli Manchesterowi City ofertę za Edersona. Propozycja opiewa na trzy miliony euro. Angielski klub na razie nie podjął decyzji. Priorytetem dla działaczy z Etihad ma być najpierw znalezienie następcy 31-letniego golkipera.

Ederson trafił do Manchesteru City w 2017 roku z Benfiki i stał się jednym z filarów drużyny Pepa Guardioli. Rozegrał dla „The Citizens” aż 372 mecze, sięgając m.in. po sześć tytułów mistrza Anglii i wygrywając Ligę Mistrzów.

Źródło: L’Équipe

Lech z kolejny wzmocnieniem? Skrzydłowy Celticu ma dołączyć do mistrzów Polski

Lech Poznań nie spuszcza z tonu i nadal pracuje nad wzmocnieniami ofensywy. Po zakontraktowaniu Leo Bengtssona mistrzowie Polski są blisko sprowadzenia kolejnego skrzydłowego. Tym razem chodzi o zawodnika Celticu Glasgow – Luisa Palmę.

Poszukiwania skrzydłowego trwają

Kontuzja Daniela Hakansena mocno pokrzyżowała plany Lecha na początek sezonu. Klub zareagował szybko, ściągając Bengtssona, ale nie poprzestaje na jednym ruchu. Jak poinformował Pete O’Rourke z Football Insider, Kolejorz jest bardzo blisko finalizacji wypożyczenia Luisa Palmy.

Reprezentant Hondurasu trafił do Celticu w 2023 roku za 4,75 miliona euro. Szkocki klub wiązał z nim spore nadzieje, jednak Palma nie spełnił oczekiwań. Rundę wiosenną spędził w Olympiakosie Pireus, ale i tam nie zdołał się przebić. W Grecji zaliczył 12 meczów, strzelił jednego gola i dorzucił jedną asystę.

Palma na rok do Poznania

Władze Celticu nie widzą dla 25-latka miejsca w drużynie. Dlatego zaakceptowały plan wypożyczenia do Lecha Poznań. Klub ze stolicy Wielkopolski ma uzgodnić z Celtikiem warunki rocznego transferu czasowego, bez opcji wykupu. Palma jest wyceniany przez portal Transfermarkt na 3 miliony euro.

Jeśli transakcja zostanie sfinalizowana na czas, skrzydłowy z Hondurasu może zostać dopisany do kadry Kolejorza na eliminacje Ligi Mistrzów. Lech ma jeszcze dwa wolne miejsca do uzupełnienia i czas do poniedziałku, by zgłosić nowych graczy.

Równolegle pojawiły się dziś informacje o kolejnym transferze Lecha, tym razem do środka pola. Według doniesień czeskiego dziennika Sport, do Poznania trafić ma Timothy Ouma ze Slavii Praga. 21-letni reprezentant Kenii ma zostać wypożyczony na rok. Lech reaguje w ten sposób na uraz Radosława Murawskiego i chce zabezpieczyć kadrę na trudny start sezonu.

Źródło: Pete O’Rourke

Lech Poznań sięga po pomocnika Slavii Praga. Błyskawiczna reakcja mistrzów Polski na kontuzje

Mistrzowie Polski nie czekają z założonymi rękami. Po kontuzji Radosława Murawskiego Lech Poznań błyskawicznie ruszył na rynek transferowy i znalazł tymczasowe rozwiązanie w Czechach. Według najnowszych doniesień do stolicy Wielkopolski ma trafić reprezentant Kenii – Timothy Ouma.

Ouma ratunkiem po kontuzji Murawskiego

Lech jeszcze kilka dni temu nie planował wzmocnień w środku pola. Sytuacja zmieniła się, gdy Radosław Murawski doznał urazu, który wykluczył go z najbliższych spotkań. Klub musiał szybko znaleźć defensywnego pomocnika – i znalazł.

Jak poinformował czeski dziennik „Sport”, Lech zainteresował się 21-letnim zawodnikiem Slavii Praga. Ouma to nominalna „szóstka”, która zimą trafiła do Czech z IF Elfsborg za 2 miliony euro. Podpisał długoterminowy kontrakt (do końca czerwca 2029), ale nie zdołał przebić się do pierwszego składu. Zagrał jedynie w jednym meczu ligowym, dwa razy wystąpił w rezerwach.

Testy w piątek i kontrakt na rok

Slavia uznała, że najlepszym rozwiązaniem będzie wypożyczenie. Według informacji Piotra Koźmińskiego (Goal.pl), Ouma ma przejść testy medyczne w piątek. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, podpisze z Lechem umowę do końca sezonu. Co ważne, bez opcji wykupu. Czesi nie zgodzili się na taką klauzulę, żądając ponad 4 miliony euro.

Lech zaskoczył szybkością działania. Transfer Kenijczyka to nie jedyny ruch Kolejorza w końcówce okienka. Klub bliski jest także porozumienia z Luisem Palmą – ofensywnym skrzydłowym, który ma zwiększyć konkurencję w ataku.

Walka z czasem przed Ligą Mistrzów

Lech liczy, że obaj zawodnicy zostaną zgłoszeni do składu na eliminacje Ligi Mistrzów. UEFA pozwala na dopisanie dwóch piłkarzy do listy do poniedziałku.

Źródło: Sport.cz, Goal.pl

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.