Edward Iordanescu chce odejść z Legii! Co na to władze klubu?

Według medialnych doniesień, Edward Iordanescu miał zgłosić władzom Legii swoją chęć zakończenia pracy w stołecznym klubie. Jaka czeka go przyszłość?

Przygoda Edwarda Iordanescu w Legii Warszawa od samego początku nie wygląda zbyt kolorowo. O ile jeszcze na początku udało mu się zrealizować cel, jakim był awans do fazy ligowej europejskich pucharów, o tyle ostatnie tygodnie w wykonaniu Legii są fatalne. Zespół prowadzony przez Rumuna przegrał 3 ostatnie mecze. Poza słabymi wynikami Iordanescu podpadł kibicom swoimi kilkoma nie przemyślanymi decyzjami, jak chociażby wystawienie rezerw na mecz Ligi Konferencji przeciwko Samsunsporowi.




Już od dłuższego czasu w mediach zaczęto spekulować, czy Legia nie powinna pożegnać się z Iordanescu. Doniesienia z ostatnich godzin sugerują, że wkrótce Rumun może zakończyć swoją pracę w Warszawie. Piotr Kamieniecki z „TVP Sport” pisze, że Iordanescu miał zadeklarować gotowość odejścia z klubu, podając się tym samym do dymisji. Co ciekawe, z Kamieniecki pisze, że Legia nie przystała na propozycję swojego szkoleniowca.

– Iordanescu był i jest gotów pożegnać się z pracą w Legii. Klub na razie nie przystał na ofertę szkoleniowca. W tej chwili Rumun ma normalnie pracować, choć nie jest wykluczone, że do czwartkowego meczu z Szachtarem w Lidze Konferencji coś się jeszcze zmieni – pisze Piotr Kamieniecki.

– My także słyszymy, że Iordanescu nie zamierza na siłę trzymać się roli trenera w stołecznym klubie. Rumun jest gotowy na odejście, choć przy Łazienkowskiej wciąż jest pewna wiara w szkoleniowca – dodał dziennikarz.

Nieco wcześniej podobną informację przekazał Piotr Koźmiński z „goal.pl”. To każe nam sugerować, że faktycznie coś może być na rzeczy. W swoim artykule Koźmiński pisze, że Iordanescu zgłosił gotowość rozwiązania kontraktu, argumentując to dobrem drużyny.





źródło: TVP Sport
źródło: goal.pl

Deco o Szczęsnym: „Został z nami za to, co dał Barcelonie”

Dyrektor sportowy FC Barcelony wyjaśnił, dlaczego Wojciech Szczęsny pozostał w drużynie mistrzów Hiszpanii. Portugalczyk przyznał, że Polak zasłużył na nowy kontrakt nie tylko dobrą grą, lecz także postawą w szatni.

Szczęsny po kolejnym udanym meczu

Wojciech Szczęsny rozegrał kolejny bardzo dobry mecz w barwach FC Barcelony. Zespół mistrza Hiszpanii wygrał przed własną publicznością z Gironą 2:1 po golu Ronalda Araujo w 93. minucie.

– Zagraliśmy poniżej naszego poziomu. Ostatni mecz z Sevillą był tragiczny, dziś też zagraliśmy poniżej naszego poziomu – powiedział po spotkaniu były reprezentant Polski.

Deco zdradził kulisy decyzji

W ostatnich dniach na temat Wojciecha Szczęsnego wypowiedział się dyrektor sportowy FC Barcelony, Deco.

– Przedłużyliśmy kontrakt z Wojciechem Szczęsnym za to, co dał nam w poprzednim sezonie, oraz za jego wpływ na szatnię i codzienną dynamikę zespołu. Dlatego został na kolejny rok z opcją przedłużenia na kolejny sezon – przyznał działacz.

Portugalczyk odniósł się też do sytuacji bramkarzy w klubie i decyzji o wypożyczeniu Inakiego Peny.

– Mając czterech bramkarzy, jeden musiał odejść, by grać. Inaki Pena jest młody i mamy do niego duże zaufanie, podobnie jak do Andera Astralagi – dodał Deco.

Dyrektor sportowy Barcelony zdradził również kulisy pozyskania Joana Garcii, który stał się numerem jeden między słupkami po kontuzji Marca-André ter Stegena.

– W tym momencie mamy bramkarzy na światowym poziomie. Od urazu Ter Stegena zaczęliśmy obserwować młodych bramkarzy mogących być teraźniejszością lub przyszłością. Kontuzja Marca sprawiła, że musieliśmy przyspieszyć nasze działania. To uruchomiło alarm. Garcię obserwowaliśmy od dwóch lat. Nie lubię mówić o „okazjach rynkowych”, bardziej chodzi o to, że w odpowiednim momencie jego wola przyjścia do Barcelony była kluczowa. Przychodził przecież z klubu rywalizującego w tym samym mieście, więc decyzja wymagała wielkiej osobowości – podkreślił Deco, cytowany przez fcbarca.com.

Co dalej?

W tym sezonie Wojciech Szczęsny wystąpił w czterech meczach, w których wpuścił osiem bramek. Nadal czeka na pierwsze czyste konto. Łączny bilans Polaka w barwach Barcelony to 34 spotkania, 44 stracone gole i 14 meczów bez straty bramki.

We wtorek FC Barcelona zagra w Lidze Mistrzów z Olympiakosem. Początek spotkania o godz. 18:45. W niedzielę zespół Hansiego Flicka zmierzy się na wyjeździe z Realem Madryt (godz. 16:15).

Źródło: fcbarca.com, sport.pl

Anglicy zachwyceni Mattym Cashem. Jego podanie zrobiło furorę [WIDEO]

Matty Cash znalazł się w centrum uwagi po zwycięstwie Aston Villi z Tottenhamem. Reprezentant Polski popisał się kapitalnym podaniem, które rozpoczęło akcję na wagę trzech punktów. Angielski serwis The Athletic poświęcił mu osobny artykuł, pełen pochwał i… anegdot z szatni.

Z autokaru prosto na czołówki mediów

Po meczu z Tottenhamem piłkarze Aston Villi wracali do Birmingham w świetnych nastrojach. Matty Cash długo nie wychodził z autokaru, co szybko zauważył John McGinn.

– Cashy, wciąż oglądasz swoje podanie? – zażartował kapitan zespołu.

To właśnie to zagranie Polaka rozpoczęło akcję bramkową, która dała Aston Villi zwycięstwo 2:1. Takich podań nie oglądamy często, zarówno w Premier League, jak i w europejskim futbolu.

Była 77. minuta meczu Tottenham – Aston Villa, a na tablicy wyników widniało 1:1. Cash posłał z własnej połowy dalekie, mocne i idealnie wymierzone podanie do Lucasa Digne’a. Francuz od razu zagrał do Emiliano Buendíi, który trafił do siatki. Ta akcja zapewniła ekipie z Birmingham komplet punktów.

– Przykucnął nisko, pochylając głowę nad piłką i przebijając ją. Jego technika przypominała raczej półwolej niż kopnięcie w górę – opisuje The Athletic.

Krytykowali go, a teraz chwalą

Angielski serwis zwraca uwagę, że Cash nie zawsze cieszył się uznaniem wśród kibiców. Wielu sympatyków Aston Villi uważało, że klub potrzebuje prawego obrońcy o większych umiejętnościach. Jednak włodarze drużyny mają inne zdanie, ponieważ od kilku lat nie sprowadzili zawodnika na jego pozycję.

Zadowolenia z formy reprezentanta Polski nie krył też menedżer Unai Emery.

– Cash gra teraz na równym poziomie przez 90 minut. Czasami, gdy grał kilka meczów z rzędu, miał problemy fizyczne i doznawał kontuzji. Teraz utrzymuje bardzo dobrą formę i przez pełne 90 minut gra na równym poziomie. To fantastyczne – stwierdził szkoleniowiec.

Dobre wieści dla reprezentanta Polski

Według The Athletic, wkrótce Matty Cash może przedłużyć kontrakt z Aston Villą. Obecna umowa obowiązuje do czerwca 2027 roku, ale klub ma być gotowy na nowe negocjacje.

Źródło: The Athletic, Przegląd Sportowy Onet

Kibice Legii Warszawa ze specjalną przyśpiewką dla swoich piłkarzy. „Co wy robicie…” [WIDEO]

Legia Warszawa doznała kolejnej porażki. Po meczu z Zagłębiem Lubin piłkarze podeszli do kibiców i usłyszeli od nich kilka gorzkich słów.




Kluby wróciły do gry po przerwie reprezentacyjnej. Pierwszym rywalem Legii Warszawa było Zagłębie Lubin. Spotkanie rozgrywane w Lubinie zakończyło się wygraną gospodarzy wynikiem 3:1. Po tej wygranej Zagłębie wyprzedziło Legię w tabeli Ekstraklasy.

Legia wpadła w ogromny dołek. Porażka z Zagłębiem była trzecią klęską z rzędu. Po 11 meczach w Ekstraklasie Legia ma na swoim koncie tylko 15 punktów. To daje jej 9. miejsce w ligowej tabeli.

Cierpliwość kibiców Legii powoli się wyczerpuje. Po niedzielnej porażce sympatycy stołecznego zespołu odśpiewali przed swoimi piłkarzami specjalną przyśpiewkę: „Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie”.




To nie był udany mecz Piątkowskiego. Samobój, sprokurowany rzut karny i czerwona kartka [WIDEO]

Legia Warszawa przegrała w Lubinie z Zagłębiem 1:3, a fatalny występ zanotował Kamil Piątkowski. Obrońca „Wojskowych” strzelił gola samobójczego, sprokurował rzut karny i obejrzał czerwoną kartkę jeszcze przed przerwą.

Katastrofalny mecz w Lubinie

Kamil Piątkowski nie będzie dobrze wspominał wyjazdowego spotkania z Zagłębiem Lubin. Legia przegrała 1:3, a 25-letni obrońca miał udział przy dwóch bramkach rywali i wyleciał z boiska po nieco ponad 40 minutach gry.

W 32. minucie Piątkowski próbował przeciąć podanie Marcela Reguły, lecz niefortunnie skierował piłkę do własnej siatki. Kilka minut później jego sytuacja jeszcze się pogorszyła.

W 43. minucie zablokował ręką strzał Jakuba Dziewiatowskiego, za co sędzia podyktował rzut karny i pokazał mu czerwoną kartkę. Jedenastkę pewnie wykorzystał Leonardo Rocha, a Zagłębie prowadziło do przerwy 2:0.

Dobry początek oraz szybki upadek

Piątkowski wrócił do Polski pod koniec sierpnia. Legia zapłaciła za niego 1,5 mln euro, pozyskując go z Salzburga. Początek miał udany, ponieważ dobrze zaprezentował się w meczach z Radomiakiem i Rakowem, zbierając pozytywne opinie.

28 września nabawił się jednak kontuzji w starciu z Pogonią Szczecin. Problemy zdrowotne wykluczyły go z meczów z Samsunsporem i Górnikiem. W trakcie przerwy reprezentacyjnej defensor doszedł do pełni sił, dlatego Edward Iordanescu ponownie postawił na niego w spotkaniu z Zagłębiem.

Legia bez punktów

Legioniści po błędach Piątkowskiego nie zdołali odrobić strat. Gospodarze dołożyli trzeciego gola po przerwie i pewnie wygrali 3:1. Dla Piątkowskiego był to najtrudniejszy mecz od momentu powrotu do Ekstraklasy.

Źródło: CANAL+ SPORT

Były piłkarz Juventusu zakończył karierę w wieku 25 lat. Teraz pracuje na budowie

Jeszcze kilka lat temu trenował z Cristiano Ronaldo w Juventusie. Dziś Cendrim Kameraj ma 25 lat i nie gra już w piłkę. Były zawodnik „Starej Damy” rozpoczął pracę na budowie, a jego nagranie z nowego miejsca pracy stało się hitem internetu.

Z Juventusu na budowę

Jeszcze kilka lat temu Cendrim Kameraj trenował u boku Cristiano Ronaldo w Juventusie. Mimo wysiłku jego kariera nie potoczyła się tak, jak oczekiwano. Jako 25-latek odwiesił buty na kołku i wylądował na budowie.

Kameraj był w przeszłości uznawany za duży talent europejskiego futbolu. O jego usługi walczyły reprezentacje Szwajcarii oraz Kosowa. Jego potencjał dostrzegli także europejscy giganci.

W połowie 2017 roku skrzydłowy przeniósł się do akademii Juventusu. Spędził tam dwa lata. Próbował wspinać się po szczeblach juniorskich, jednak nigdy nie przebił się na szczyt.

Krótkie wspomnienie z Cristiano Ronaldo

Największym osiągnięciem Kameraja były treningi z pierwszym zespołem Juventusu. Trenował wtedy między innymi z Cristiano Ronaldo. Na TikToku pochwalił się wspólnym zdjęciem z portugalską gwiazdą. Kariery na jego miarę jednak nie zrobił.

Na początku 2019 roku piłkarz zmienił klub. Trafił do Lugano, ale tam również nie spełnił oczekiwań. W następnych latach grał w SC Kriens, KF Dukagjini i Zug 94.

W 2024 roku postanowił więc zakończyć karierę piłkarską. Kilka dni temu Kameraj pochwalił się zmianą zawodu. Wszystko wskazuje na to, że były piłkarz Juventusu rozpoczął pracę w budownictwie.

Źródło: X, Meczyki.pl

UEFA odrzuciła wniosek Eintrachtu Frankfurt. Kibice nie pojadą na mecz z Napoli

Eintracht Frankfurt nie rozegra wyjazdowego meczu Ligi Mistrzów z Napoli na neutralnym terenie. UEFA odrzuciła wniosek niemieckiego klubu, który domagał się zmiany miejsca spotkania po tym, jak lokalne władze w Neapolu zakazały wstępu kibicom gości na Stadio Diego Armando Maradony.

UEFA nie zgodziła się na zmianę miejsca meczu

Spotkanie Napoli – Eintracht Frankfurt w czwartej kolejce fazy zasadniczej Ligi Mistrzów odbędzie się 4 listopada w Neapolu. Prefekt miasta zakazał sprzedaży około 2500 biletów dla kibiców gości, powołując się na kwestie bezpieczeństwa.

W odpowiedzi niemiecki klub wystąpił do UEFA z wnioskiem o rozegranie meczu na neutralnym stadionie lub przy pustych trybunach. Argumentował to „niedociągnięciami w zakresie bezpieczeństwa i organizacji” na obiekcie włoskiego klubu.

– Podejście związków krajowych do meczów wysokiego ryzyka stało się realnym problemem dla europejskiej kultury kibicowskiej i integralności europejskich rozgrywek klubowych. To niedopuszczalne, że w większości miejsc kibice gości są mile widziani, pomimo poważnych wyzwań, podczas gdy w innych kibice gości są po prostu wykluczani przez władze pomimo identycznych okoliczności i ryzyka – przekazał członek zarządu Eintrachtu, Philipp Reschke.

Rosnąca liczba zakazów wstępu

Eintracht zwrócił uwagę, że od pierwszego zakazu udziału kibiców gości w Neapolu w 2023 roku w europejskich rozgrywkach odnotowano już 15 podobnych przypadków.

Klub podkreśla, że takie decyzje wpływają negatywnie nie tylko na atmosferę meczów, ale także na sportową rywalizację.

– Przepisy UEFA nie zapewniają jeszcze klubom, które są jednostronnie dotknięte oficjalnymi zakazami wstępu na stadiony, żadnych środków przeciwdziałania. Zmiana będzie możliwa tylko wtedy, gdy kluby będące gospodarzami będą współodpowiedzialne za oficjalne ograniczenia w przyszłości. W ten sposób dbanie o kwestie bezpieczeństwa nie będzie już jednostronnie dyskryminować kibiców i drużyny gości – zaznaczył Reschke.

UEFA poinformowała, że analizuje rosnącą liczbę podobnych przypadków i rozważa zmianę przepisów. Jednocześnie federacja przypomniała, że decyzje dotyczące bezpieczeństwa należą do władz lokalnych.

Problem nie tylko we Włoszech

Kwestia ograniczeń dla kibiców gości dotyczy coraz większej liczby klubów. W czwartek Aston Villa poinformowała, że sympatycy Maccabi Tel Awiw nie zostaną wpuszczeni na mecz Ligi Europy 6 listopada. Powodem były obawy policji o bezpieczeństwo publiczne w związku z potencjalnymi protestami.

Dzień później premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer stwierdził jednak, że kibice izraelskiej drużyny nie powinni być wykluczani. Dodał, że mecz w Birmingham powinien odbyć się z ich udziałem.

UEFA w oficjalnym komunikacie podkreśliła z kolei, że chce, aby kibice mogli podróżować i wspierać swoje drużyny. Federacja zaznaczyła także, że mecze muszą odbywać się w bezpiecznym, chronionym i przyjaznym otoczeniu. Dodała również, że „władze lokalne pozostają odpowiedzialne za decyzje dotyczące bezpieczeństwa meczów rozgrywanych na ich terytorium”.

Źródło: UEFA, PAP

Miał trafić do Lecha za grube miliony. Teraz przeniesie się do ligi TOP 5

Ibrahim Diabate najprawdopodobniej pożegna się wkrótce ze szwedzkim GAIS. Napastnik, który latem znalazł się na liście życzeń Lecha Poznań, przyznał w rozmowie z portalem topmercato.com, że jego celem są przenosiny do Ligue 1.

Lech miał go na radarze

Lech Poznań przez wiele miesięcy poszukiwał napastnika, który mógłby zagwarantować drużynie regularne bramki. Ostatecznie klub sięgnął po Yannicka Agnero z Halmstads BK, bijąc przy tym rekord transferowy. Pozyskanie Iworyjczyka kosztowało 2,3 miliona euro, jednak jego występy do tej pory nie zachwycają. 22-latek zagrał w niebiesko-białych barwach sześć razy i nie wyróżnił się niczym szczególnym.

Tymczasem w tej samej lidze błyszczy inny zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej. Ibrahim Diabate w barwach GAIS zdobył w trwającym sezonie już 17 bramek i stał się jednym z najgorętszych nazwisk na skandynawskim rynku.

Jak ujawnił sam piłkarz, jego przygoda w Szwecji dobiega końca. W rozmowie z topmercato.com zdradził, że był bliski przeprowadzki już latem, gdy interesowały się nim kluby z Ligue 1.

– Rozmawiałem nawet z zarządem Le Havre. Miało się udać, ale ostatecznie się nie udało. Taka jest piłka nożna. Kontynuowałem pracę, pojawiły się inne możliwości i tyle. Auxerre ze swojej strony było w bezpośrednim kontakcie z klubem – tłumaczył snajper.

Zawodnik przyznał też, że francuski kierunek kusi go nie tylko sportowo, ale i językowo.

– Poza tym mówię po francusku. Miałbym wiele atutów w adaptacji; tak, bardzo by mi się to podobało. Nie ma konkretnego klubu; interesuje mnie liga. To bardzo dobra liga. Mam lekką preferencję do Francji, ze względu na język, który ułatwiłby mi adaptację. Zobaczymy też, jakie projekty sportowe zostaną zaprezentowane. To dla mnie bardzo ważne. […] Do okna transferowego jeszcze sporo czasu. Zobaczymy, co się wydarzy – dodał.

Lech odpuścił przez cenę

W letnim oknie transferowym Lech faktycznie rozważał sprowadzenie Diabate, jednak temat szybko upadł. GAIS oczekiwał za swojego napastnika około 2,5 miliona euro, co w Poznaniu uznano za zbyt wysoką kwotę.

Źródło: topmercato.com, transfery.info

„Najgorszy trener, z jakim współpracowałem”. Były zawodnik Cracovii przejechał się po Probierzu

Mathias Hebo Rasmussen ostro wypowiedział się o Michale Probierzu. W rozmowie z duńskim Viaplay były piłkarz Cracovii przyznał, że współpraca z polskim szkoleniowcem była dla niego wyjątkowo trudna i rozczarowująca.

Duńczyk nie gryzł się w język

Michał Probierz od kilku miesięcy pozostaje bez pracy po rozstaniu z reprezentacją Polski. Media nie dają jednak o nim zapomnieć. Tym razem za sprawą wypowiedzi byłego podopiecznego. Mathias Hebo Rasmussen, który współpracował z Probierzem w Cracovii w sezonie 2021/2022, w wywiadzie dla Viaplay nie zostawił na nim suchej nitki.

– Mówiąc wprost, to prawdopodobnie najgorszy trener, jakiego kiedykolwiek miałem pod względem taktycznym. Jego zarządzanie drużyną również było beznadziejne. Nie dogadywałem się z nim dobrze. To staroświecki trener – przyznał 30-letni pomocnik, cytowany przez „Przegląd Sportowy”.

Wypowiedź Duńczyka odbiła się szerokim echem, ponieważ dotyczy szkoleniowca, który jeszcze niedawno prowadził reprezentację Polski. Rasmussen nie krył zdziwienia, gdy usłyszał o jego nominacji na selekcjonera.

– Kiedy ja i Otar Kakabadze, który jest jedyną osobą, która pozostała z moich czasów, zobaczyliśmy, że został trenerem reprezentacji Polski, poważnie myśleliśmy, że to ukryta kamera – wspomniał zawodnik Lyngby.

Rasmussen trafił do Cracovii latem 2021 roku i spędził pod wodzą Probierza zaledwie kilka miesięcy. Ich współpraca zakończyła się jeszcze w rundzie jesiennej tamtego sezonu.

W barwach „Pasów” Rasmussen rozegrał 41 spotkań, w których zdobył trzy bramki i zanotował dwie asysty. Po odejściu z Polski wrócił do ojczyzny, gdzie z czasem został kapitanem Lyngby.

Źródło: Viaplay, PS Onet

Adrian Siemieniec szczerze o trudnych początkach kariery. „Musieliśmy prosić babcię o kredyt”

Adrian Siemieniec w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą opowiedział o kulisach swojej drogi do sukcesu. W szczerym wywiadzie ujawnił, że zanim zdobył z Jagiellonią historyczne mistrzostwo Polski, żył w nieustannej niepewności, przenosił się z rodziną z miasta do miasta i musiał ratować się kredytami.

Od dzieciństwa bez ojca do spełnionego trenera

Zanim wzniósł puchar za mistrzostwo Polski, Siemieniec musiał zmierzyć się z trudnym dzieciństwem i dorastaniem bez ojca.

– Wychowywałem się w rodzinie, w której był ojciec, a później już nie. Rodzice się rozwiedli, byłem wychowywany przez dwa domy. To też nie było tak, że ojciec miał bardzo duży wpływ na mnie jako człowieka. Miałem 18 czy 19 lat, gdy straciłem już połowę swojej rodziny: tatę i dziadków od jego strony. Oni umarli. Musiałem bardzo szybko dorosnąć. Mama wychowywała mnie i brata – zdradził w rozmowie na kanale Tomasza Ćwiąkały.

To właśnie dzięki matce i własnej determinacji zdołał utrzymać kurs na marzenia. Jego dzieciństwo to nie treningi w akademiach, lecz podwórkowe mecze i codzienna walka o lepsze jutro. Początek pracy w zawodzie trenera nie miał nic wspólnego z piłkarskim splendorem. Siemieniec przez lata funkcjonował jako asystent, często zmieniając miejsce zamieszkania.

– Czekałem na to, co się z nami wydarzy. W tej historii jako rodzina w ciągu półtora roku trzy razy zmieniliśmy miejsce zamieszkania oraz szkoły i przedszkola. Nie mieliśmy swojego lokum aż do sezonu mistrzowskiego [2023/24]. Przez wszystkie te lata z żoną i rodziną funkcjonowaliśmy w oparciu o wynajmowanie mieszkań. Jeśli zmienialiśmy pracę, cały swój dorobek pakowaliśmy do samochodu i zmienialiśmy całe swoje życie. Zaczynaliśmy wszystko od nowa – wspominał szkoleniowiec Jagiellonii.

Pożyczka od babci

Przyznaje, że wielokrotnie musiał ratować się pożyczkami.

– Gdyby na pewnym etapie żona nas nie wsparła, to byłby problem z organizacją świąt i takich rzeczy. Był też taki moment, kiedy musieliśmy się zwrócić o pomoc do babci, która wzięła dla nas kredyt gotówkowy, żebyśmy mogli pospłacać pewne rzeczy. Wszystko, co musieliśmy kupić do wynajmowanego mieszkania – ujawnił.

Zdarzało się, że każdy nowy początek wiązał się z dodatkowymi kosztami.

– Wchodzisz do takiego mieszkania, musisz zapłacić kaucję. Kaucja plus wynajem to na starcie 6 tys. zł. Nie masz żadnej poduszki finansowej. Wchodzisz, a to mieszkanie jest puste. Dzieci nie mają telewizora. Musisz go kupić. Idziesz i bierzesz najtańszy, jaki jest, ale też 1000 zł musisz zapłacić. Ale nie masz tego tysiąca, bo klub zapłaci dopiero za miesiąc pierwszą wypłatę. Więc bierzesz kredyt czy pożyczkę – stwierdził.

– Masz jedną, drugą, trzecią… Jedziesz do następnego mieszkania, kredyt wisi, w tamtym mieszkaniu dawno cię nie ma, przewozisz te telewizory czy inne sprzęty. Z właścicielami też jest różnie. Czasem kaucję oddadzą, czasem połowę, czasem w ogóle, mimo że nic specjalnego się nie działo. Przecież na kurs UEFA Pro też nie mieliśmy pieniędzy – przyznał.

Siemieniec nie zrezygnował jednak z marzeń. Zdecydował się zaciągnąć kolejny kredyt. Tym razem po to, by ukończyć kluczowy kurs UEFA Pro.

– Byliśmy bardzo wdzięczni i szczęśliwi za tę całą sytuację i szansę, która przed nami stanęła, a dalsza część historii jest już znana. Potem był kredyt gotówkowy, bo pieniędzy kurs UEFA Pro nie było – wspomniał.

To właśnie dzięki tej decyzji został pierwszym trenerem Jagiellonii i doprowadził klub do największego sukcesu w jego historii.

– Na szczęście ta cała historia tak się potoczyła, że bardzo szybko było mi dane ten kredyt spłacić. Były bardzo duże odsetki i ta rata nam bardzo ciążyła. Okazuje się, że to była jedna z lepszych decyzji w naszym życiu – podsumował.

Źródło: Tomasz Ćwiąkała (YT), Przegląd Sportowy Onet

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.