Widzew z kolejnym reprezentantem? Nowe nazwisko na stole

Widzew Łódź nie zamierza poprzestać na Bartłomieju Drągowskim, ponieważ w gabinetach przy Piłsudskiego trwają intensywne rozmowy o kolejnym reprezentancie Polski. Na stole leży nowe, zaskakujące nazwisko.

Bereszyński dołączy do Drągowskiego

Ostatnie tygodnie jasno pokazały, że Widzew chce wykorzystać zimowe okno transferowe, aby realnie wzmocnić skład. Sprowadzenie Bartłomieja Drągowskiego nie ma być jedynym ruchem z kategorii głośnych nazwisk, dlatego w klubie rozważane są kolejne opcje. Początkowo wszystko wskazywało na Przemysława Wiśniewskiego, ale sytuacja zaczęła się komplikować.

Gdy Drągowski zapytany na kanale Meczyki.pl, czy namawia Wiśniewskiego na przeprowadzkę do Łodzi, odpowiedział „pomidorem”, stało się jasne, że temat jest poważny. Niedługo później pojawiły się informacje, że obrońca Spezii rzeczywiście jest otwarty na powrót do Ekstraklasy, jednak jego transfer wciąż nie został przesądzony.

Powód jest prosty, ponieważ Igor Jovićević czeka na rozwój innego kierunku. Szkoleniowiec Widzewa monitoruje możliwość pozyskania piłkarza z północy Europy, dlatego rozmowy z Wiśniewskim nie mają jeszcze finału. To jednak nie oznacza, że w Łodzi nie pojawi się inny reprezentant Polski.

Tomasz Włodarczyk z portalu Meczyki.pl przekazał, że Widzew rozważa sięgnięcie po Bartosza Bereszyńskiego. Obrońca występuje obecnie w Palermo na poziomie Serie B, a jego nazwisko pojawiło się w kontekście transferu do Łodzi jako realna alternatywa.

Taki ruch byłby sporym zaskoczeniem, ale jednocześnie logicznym wzmocnieniem. Bereszyński ma doświadczenie z gry w Serie A, występował między innymi w Sampdorii i Napoli. Mógłby więc wnieść do zespołu jakość oraz boiskowy spokój. Z drugiej strony nie wiadomo, jak poważne jest zainteresowanie i czy Widzew jest gotów na konkretną ofertę.

W trwającym sezonie Bereszyński zanotował 11 występów w barwach Palermo, a w listopadzie otrzymał powołanie od Jana Urbana. Co istotne, selekcjoner wcześniej nie korzystał z jego usług. Dlatego to powołanie było dla wielu sygnałem, że obrońca wraca do gry na poważnie.

Jeśli ten transfer doszedłby do skutku, Drągowski mógłby trenować w Łodzi z kolejnym kolegą z reprezentacji. Widzew buduje projekt ambitnie, ale jednocześnie ostrożnie. Wiele wskazuje więc na to, że okno transferowe w Łodzi jeszcze się nie skończyło.

Źródło: Meczyki.pl

Rybus wraca na polskie boisko. Zagra charytatywnie

Maciej Rybus po latach znów zagra w Polsce, ale jego powrót wywołał mieszane reakcje. Były reprezentant wystąpi w turnieju charytatywnym, a organizator wydarzenia jasno odniósł się do pojawiających się wątpliwości.

Powrót po rosyjskich latach

Maciej Rybus przez dwanaście lat był związany z rosyjskimi klubami. Reprezentował Terek Grozny, Lokomotiw Moskwa, Spartak Moskwa i Rubin Kazań, dlatego jego nazwisko przez długi czas nie pojawiało się w kontekście polskiej piłki.

Po rozstaniu z Rubinem nie znalazł nowego klubu, ale nie zdecydował się na zakończenie kariery. Przez wiele miesięcy grał w zespole FC 10 w rosyjskiej Media Football League, jednak później znów zniknął z boisk. Od pewnego czasu pozostawał bez aktywności, dlatego informacja o jego powrocie była zaskoczeniem.

36-letni obrońca weźmie udział w turnieju charytatywnym Gwiazdy na Gwiazdkę. W przeszłości był współtwórcą i patronem tego wydarzenia, ale po ataku Rosji na Ukrainę przestał się w nim pojawiać. Teraz, mimo trwającej wojny, znów zagra w Polsce, a to wywołało sporo komentarzy.

Organizator turnieju Krystian Cipiński nie unikał trudnych pytań i jasno podkreślił, że decyzja należała do samego piłkarza.

– Maciek podjął tę decyzję po kilku rozmowach. Jest dla nas bardzo ważną postacią i jego wola przyjazdu nas ucieszyła. Pierwsze edycje tego wydarzenia organizowaliśmy wspólnie. Mamy nadzieję, że obecność Maćka będzie początkiem jego powrotu na stałe do składów – powiedział w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.

Turniej odbędzie się w nadchodzącą sobotę, a cały dochód z wejściówek trafi na leczenie Marcelinki Muchy, która zmaga się z poważnymi problemami neurologicznymi.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

Zimny prysznic dla Ziółkowskiego. Włosi nie zostawili na nim suchej nitki

Jan Ziółkowski dostał szansę od pierwszej minuty w meczu Romy z Torino, ale boisko opuścił już w przerwie. Włoskie media są zgodne i podkreślają, że był to bardzo trudny wieczór dla polskiego obrońcy.

Bezlitosne oceny

Jan Ziółkowski wyszedł w podstawowym składzie Romy na wtorkowe starcie z Torino, jednak nie był to występ, który będzie wspominał z dumą. Polak miał ogromne problemy w pojedynkach z Giovannim Simeone, dlatego trener zdecydował się na zmianę już po pierwszej połowie.

Włoskie portale nie miały wątpliwości, że młody stoper nie radził sobie z tempem i ruchem rywala. Forzaroma.info ocenił jego występ na 4,5 w dziesięciostopniowej skali, wskazując przede wszystkim na braki w ustawieniu i koncentracji.

– Trzeba jeszcze zdjąć z niego sporo surowości i zachować większą czujność, zwłaszcza gdy rywal rusza zza jego pleców. Przez pierwsze pół godziny radził sobie z tym z wyraźnym trudem, co widać szczególnie w akcji, gdy nie utrzymał linii spalonego przy próbie Simeone – napisano.

Nieco wyżej, bo na „piątkę”, ocenił go serwis laroma24.it, jednak ton komentarza był równie krytyczny.

– Ależ trudności z napastnikami w Serie A. Ciągle w tarapatach, Gasperini jest zmuszony do zmiany – podkreślono.

Podobne wnioski pojawiły się także w innych mediach, chociaż niektóre były odrobinę łaskawsze, przyznając Ziółkowskiemu notę 5,5. Mimo to wszędzie przewijał się jeden motyw, czyli problemy w pojedynkach i spóźnione reakcje. Eurosport zwrócił uwagę na kluczową sytuację przy golu.

– Niefortunna interwencja przy strzale Adamsa, po której piłka trafia do siatki Svilara. Simeone często wprowadzał go w błąd i zmuszał do pustych reakcji – czytamy.

Dziennikarze Calciomercato również nie mieli litości i jasno wskazali na błąd przy trafieniu rywali.

– Zostawił zbyt dużo miejsca Adamsowi przy uderzeniu zakończonym golem. Podobnie jak Rensch, został oceniony negatywnie i zmieniony – zaznaczyli.

Źródło: WP Sportowe Fakty

W jakiej reprezentacji zagrałby syn Rogera? Ojciec nie ma złudzeń

Roger Guerreiro nie kryje dumy, gdy mówi o 11-letnim synu. Lorenzo stawia pierwsze kroki na boisku, a według jego ojca, piłkarskie marzenia syna coraz wyraźniej kierują się w stronę reprezentacji Polski. Były piłkarz Legii Warszawa opowiedział o swoim potomku w Kanale Sportowym podczas rozmowy z Dominikiem Piechotą.

Piłkarskie DNA i polski wybór

Roger Guerreiro w przeszłości 26 razy zakładał koszulkę z Orłem na piersi, dlatego temat reprezentacji Polski jest mu wyjątkowo bliski. Dziś podobne emocje zaczynają towarzyszyć jego synowi, który coraz śmielej radzi sobie na murawie, choć wciąż jest na początku drogi.

Lorenzo doskonale zna historię ojca, a niedawno przeżył moment, który mocno zapadł mu w pamięć. Otrzymał koszulkę i gadżety reprezentacji Polski od Klaudiusza Hirscha, selekcjonera kadry na Kings World Cup Nations 2026, które odbyły się w Brazylii. Ten gest zrobił na chłopcu ogromne wrażenie, ponieważ poczuł się częścią większej piłkarskiej historii.

– Jak teraz go zapytasz, dla kogo chciałby zagrać w przyszłości, to zdecydowanie wybrałby Polskę tak jak tata. Bardzo się cieszył z tego prezentu. Aż oczy mu się zaświeciły – przyznał Roger w rozmowie z Kanałem Sportowym.

Były pomocnik Legii Warszawa podkreśla jednak, że w domu nie ma presji, choć pasja do piłki jest wyraźna. Rodzice pozwalają Lorenzo rozwijać się naturalnie, ponieważ radość z gry jest dla nich ważniejsza niż szybkie sukcesy.

– Nie naciskamy na niego. Bardzo się cieszy grą w piłkę, a stylem gry jest podobny do mnie. To zostaje w DNA. Nie jest może tak szybki, ale wykazuje się dużą inteligencją na boisku. Dużo widzi, a poza tym może grać obiema nogami w przeciwieństwie do mnie.

Guerreiro porównuje również syna do siebie z tego samego wieku, chociaż robi to bez nadmiernych oczekiwań. Przyznaje, że Lorenzo już teraz prezentuje wyższy poziom, dlatego widzi w nim spory potencjał.

– Gdy porównam siebie z tego samego okresu, co Lorenzo, to uważam, że mój syn jest lepszy. Jest duży potencjał – dodał były reprezentant.

Źródło: Kanał Sportowy, Przegląd Sportowy Onet

Zwrot akcji w sprawie kontraktu Lewandowskiego? Wszystko przez słowa Deco

Jeszcze niedawno wszystko wskazywało na rozstanie, ale teraz sytuacja Roberta Lewandowskiego w Barcelonie nabiera nowych barw. Po finale Superpucharu Hiszpanii i słowach dyrektora sportowego Deco temat przedłużenia kontraktu znów jest otwarty.

Nowe otwarcie ws. kontraktu?

Przyszłość Roberta Lewandowskiego od tygodni elektryzuje kibiców, ponieważ kontrakt Polaka wygasa w czerwcu, a jasnej deklaracji ze strony klubu długo brakowało. Sygnały płynące z Katalonii sugerowały, że to ostatni sezon napastnika w Barcelonie, jednak ostatnie wydarzenia zmieniły ton dyskusji.

Finał Superpucharu Hiszpanii okazał się punktem zwrotnym, ponieważ Lewandowski zdobył ważną bramkę i pokazał, że wciąż potrafi decydować o losach meczów. To sprawiło, że katalońskie media zaczęły mówić o zmianie nastawienia władz klubu.

Decydujący głos zabrał dyrektor sportowy Barcelony. Deco w rozmowie z radiem Cadena SER podkreślił, że przyszłość Polaka nie jest przesądzona. Wiele również zależy od samego zawodnika.

– Robert powinien cieszyć się czasem spędzonym w Barcelonie. To jeden z najlepszych napastników ostatnich lat, kluczowy dla nas. To będzie zależało od niego. Będzie z nami jeszcze do końca sezonu. Nie wiemy jeszcze, jakie ma plany – zapewnił Portugalczyk.

Te słowa wyraźnie kontrastują z wcześniejszymi spekulacjami, dlatego wśród kibiców pojawiła się nadzieja na kontynuację współpracy. Deco zdradził także, że klub planuje rozmowy z Lewandowskim, choć nie chce robić tego w najgorętszym momencie sezonu.

– Będziemy musieli usiąść i wszystko omówić. Skupiamy się teraz na najważniejszych momentach sezonu, więc nie sądzę, żeby to był odpowiedni moment – dodał dyrektor sportowy.

Sytuacja Polaka jest o tyle interesująca, że mimo 37 lat na karku wciąż pozostaje ważną postacią zespołu. W bieżących rozgrywkach ma już 10 bramek i dwie asysty w 20 spotkaniach, a to liczby, które trudno zignorować. Barcelona potrzebuje doświadczenia, ale jednocześnie musi patrzeć w przyszłość, dlatego decyzja nie będzie prosta.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet, Cadena SER

Kibic chciał ratować Barcelonę z własnej kieszeni. Dał Laporcie pieniądze na transfery [WIDEO]

Finanse FC Barcelony wciąż budzą niepokój, a skala problemów jest tak duża, że do akcji wkroczyli nawet kibice. Jeden z fanów próbował wręczyć Joanowi Laporcie gotówkę na transfery.

Laporta nie chciał kasy na wzmocnienia

Sytuacja finansowa FC Barcelony pozostaje daleka od stabilności, ale w klubie liczą na stopniową poprawę. Letnie okno transferowe było tego najlepszym dowodem, ponieważ mistrz Hiszpanii wydał na wzmocnienia zaledwie 27 milionów euro. Do zespołu dołączyli Joan Garcia oraz Marcus Rashford, jednak Anglik trafił na Camp Nou tylko na zasadzie wypożyczenia z Manchesteru United.

W Barcelonie nie ukrywają, że ruchów kadrowych mogłoby być więcej, ale ograniczenia budżetowe skutecznie hamują zapędy działaczy. Klub nie może pozwolić sobie na transferowe szaleństwo, ponieważ w kasie wciąż brakuje środków.

Problemy są na tyle widoczne, że do sieci trafiło nagranie z niecodzienną sceną. Jeden z kibiców Barcelony próbował wręczyć Joanowi Laporcie kilka banknotów, ponieważ chciał pomóc w zakupie nowych piłkarzy. Prezes klubu zareagował natychmiast, podziękował za gest, ale zdecydowanie odmówił.

– Wiem, że w Barcelonie macie kłopoty z pieniędzmi, ale mam nadzieję, że sytuacja szybko się poprawi i będziecie mieć ich więcej. I chcę ci to dać na nowe transfery. Proszę, weź – powiedział fan.

– Jesteś bardzo uprzejmy, ale nie mogę tego przyjąć. Dziękuję ci bardzo – odpowiedział Laporta.

Źródło: X, Meczyki.pl

Majdan w ulicznej awanturze. Starł się z rowerowym aktywistą [WIDEO]

Radosław Majdan znalazł się na ustach opinii publicznej po nagraniu z warszawskiej ulicy Konstancińskiej, które obiegło internet. Były piłkarz wdaje się tam w ostrą wymianę zdań z aktywistą prowadzącym kanał „Samochodoza”.

Rower kontra SUV

Radosław Majdan został jednym z bohaterów filmu opublikowanego na kanale „Samochodoza”. Materiał pokazuje ostrą konfrontację przy ulicy Konstancińskiej w Warszawie. Kanał prowadzi Wojciech Galeński, który dokumentuje nieprawidłowe parkowanie.

Skupia się na kierowcach, którzy łamią przepisy, jednak często reagują agresją, gdy ktoś zwraca im uwagę. Autor określa to zjawisko jako uzależnienie od samochodu, dlatego nagrania mają pokazywać objawy i metody leczenia objawowego.

W najnowszym filmie Galeński poruszał się na rowerze, a według jego relacji Majdan zaparkował w miejscu niedozwolonym, utrudniając przejazd. Aktywista złożył więc lusterka w samochodzie byłego piłkarza oraz w aucie innej kobiety, ponieważ tak reaguje, gdy widzi złamane przepisy. Ta czynność wywołała gwałtowną reakcję, a słowna potyczka szybko przerodziła się w serię wulgarnych okrzyków.

– Dawaj k**wa policję, niech frajer k**wa płaci – słychać z ust Majdana.

– To nie pierwszy raz, to nie pierwszy k**wa raz. Tu jest k** szkoła. Poje** cię? – krzyczała kobieta, która awanturowała się jeszcze bardziej.

– Jesteś k*** zje***nym łbem? Jeszcze nagrywa… zobacz k**wa, co za… – dodawał były bramkarz.

– K**wa, debil je**ny. I się śmieje k**wa, dalej, śmiej się kut*** jeb*** – odpowiadała kobieta.

Autor nagrania podkreślił, że kobieta nie była żoną Majdana, a sam nie rozpoznał znanego piłkarza, ponieważ nie interesuje się piłką. To o tyle istotne, że w materiale nie ma śladu celowego ataku na celebrytę, lecz to zwykła uliczna sprzeczka.

W drugiej części filmu Galeński wrócił na Konstancińską i wyjaśnił swoje zachowanie. Tłumaczył, że ulica jest jednokierunkowa, ale nie dotyczy to rowerów, dlatego ma prawo jechać pod prąd. Dodał też, że zaparkowane auta utrudniają przejazd, ponieważ rowerzysta musi przeciskać się między samochodami i nadjeżdżającymi pojazdami.

Źródło: Samochodoza, Weszło

Robert Podoliński ostro o obcokrajowcach w Polsce: „To jest mój kraj, będziesz funkcjonował tak, jak mi się podoba”

Robert Podoliński udzielił wywiadu na łamach Weszło. Były trener, a obecnie telewizyjny ekspert, poruszył kwestię obcokrajowców, pracujących w naszym kraju.

W przeszłości Robert Podoliński przez wiele lat pracował w polskiej piłce jak trener. Był w takich klubach jak Radomiak, Podbeskidzie czy Cracovia. Od wielu lat pracuje on już jednak tylko w telewizji, gdzie występuje jako ekspert.

Od dłuższego czasu Robert Podoliński jest kojarzony przez kibiców jako osoba promującą polskich piłkarzy i polskich trenerów. Wśród kibiców na ten moment zaczęły pojawiać się wręcz memy. Jeśli jednak pojawiają się w polskiej lidze obcokrajowcy, to Podoliński szybko wymaga od nich mówienia w języku polskim. O swoim podejściu do tych kwestii wypowiedział się w ostatnim wywiadzie na łamach Weszło. W swojej wypowiedzi Podoliński nie mówi tylko o piłkarzach, ale również o innych obcokrajowcach pracujących w naszym kraju.

– Jako Polak, płacący w złotówkach piłkarzom tu za pracę, nie mam prawa wymagać, żeby w moim kraju zawodnicy, kierowcy Bolta, sprzedawcy w sklepie mówili po polsku? To jest wyraz czego, mojej buty, nacjonalistycznych poglądów? – powiedział Robert Podoliński.

– Jesteś w tym kraju, to jest mój kraj, będziesz funkcjonował tak, jak mi się podoba. Zarabiasz tu pieniądze. Nie szanujesz tego, nie podoba ci się, to się pakuj chłopie. Przeszkadza ci bicie dzwonów, to się pakuj – skomentował 50-latek.

Robert Podoliński podzielił się również swoim nietypowym pomysłem. Jego zdaniem, piłkarze z zagranicy powinni mieć zapisany w kontrakcie obowiązek komunikacji w języku polskim.

– Ja bym to zastrzegał w kontraktach! Piłkarze z zagranicy muszą się komunikować w języku polskim. To dla nas powinno być ważne – ocenił Robert Podoliński.

Źródło: Weszło

Zalewski wreszcie w odpowiednim miejscu? Włoskie media jednogłośne po kolejnym występie Polaka

Nicola Zalewski coraz mocniej zaznacza swoją obecność w Atalancie Bergamo. Włosi nie mają już wątpliwości, że reprezentant Polski odnalazł rolę, w której daje drużynie realną wartość.

Palladino znalazł dla niego właściwą pozycję

Nicola Zalewski z tygodnia na tydzień rośnie w oczach kibiców Atalanty. 23-latek długo walczył o miejsce w wyjściowej jedenastce po transferze z Interu Mediolan. Początek nie należał do łatwych, bo uraz mięśnia dwugłowego uda wykluczył go z gry na kilka tygodni jesienią.

Systematyczna praca oraz kolejne wejścia z ławki stopniowo budowały jego pozycję. Przełom przyniosło spotkanie z AS Romą. Zalewski asystował wtedy przy golu Giorgio Scalviniego, a mimo że spędził na boisku 59 minut, włoskie media uznały go za jednego z najlepszych zawodników meczu.

Środowe starcie z Bologną było trzecim z rzędu, w którym trener Raffaele Palladino postawił na Polaka od pierwszej minuty. I znów się nie zawiódł, ponieważ Zalewski był aktywny i napędzał akcje ofensywne. Mógł też zaliczyć kolejną asystę, ale Ederson nie wykorzystał jego bardzo dobrego podania.

Bardzo dobrą pierwszą połowę zauważył mediolański dziennik „Il Giorno”, który przyznał Zalewskiemu notę 7 w dziesięciostopniowej skali.

Świetna pierwsza połowa jako ofensywny pomocnik, z kilkoma świetnymi okazjami. Zalewski staje się ważnym ogniwem w drużynie – podsumowała gazeta.

Jeszcze szerzej do tematu podszedł „L’Eco di Bergamo”, który opisał drogę Polaka do pierwszego składu.

Czasami stajesz przed problemem, który potem przeradza się w szansę. Dotyczy to nieobecności Lookmana i Kossounou, która otworzyła drogę do powrotu Scalviniego oraz odkrycia Palladino, które uwolniło Zalewskiego od taktycznego dylematu bycia bocznym obrońcą i umieściło go tam, gdzie staje się prawdziwym atutem, czyli w ataku – napisał dziennik z Bergamo.

Atalanta kolejne spotkanie rozegra w sobotę 10 stycznia, gdy do Bergamo przyjedzie Torino. Gospodarze chcą odrabiać straty do czołówki, ponieważ walczą o miejsca dające europejskie puchary. W tej chwili szóste Como ma 33 punkty, a Atalanta po 19 kolejkach zgromadziła o pięć mniej i rozegrała jeden mecz więcej.

Źródło: L’Eco di Bergamo, Il Giorno, Sport.pl

Topowy skaut bliżej Motoru niż Rakowa. Pracował w Manchesterze United

Jeden z najbardziej cenionych polskich skautów pracujących za granicą jest o krok od powrotu do Ekstraklasy. Jeszcze niedawno łączono go z Rakowem Częstochowa, ale wszystko wskazuje na to, że trafi do Motoru Lublin.

Motor wchodzi do gry

Piotr Sadowski ma w CV między innymi siedem lat pracy w Manchesterze United, dlatego jego nazwisko od dawna budzi zainteresowanie w Polsce. Jeszcze kilka tygodni temu wiele wskazywało na to, że dołączy do Rakowa Częstochowa, jednak ten scenariusz właśnie się rozsypuje.

Jak informuje Łukasz Olkowicz z „Przeglądu Sportowego Onet”, nowym pracodawcą Sadowskiego ma zostać Motor Lublin. Sam zainteresowany nie ukrywał, że myśli o pracy w kraju. Argumentował to m.in. rozwojem ligi.

Powrót do Polski nie był pierwotnym planem, ponieważ skaut pracował w Blackburn Rovers. Ze względów rodzinnych musiał jednak przerwać pobyt w Anglii, dlatego szybko znalazł się na radarze klubów z naszej elity. Wydawało się, że to Raków ma najlepszą pozycję, ale sytuacja wyraźnie się zmieniła.

Motor Lublin od dłuższego czasu szuka wzmocnienia w strukturach sportowych. Właściciel klubu Zbigniew Jakubas narzekał niedawno, że Pawłowi Golańskiemu nie udało się zbudować silnego działu skautingowego. Dlatego nazwisko Sadowskiego idealnie wpisuje się w aktualne potrzeby. Dla Motoru to może być ruch o strategicznym znaczeniu.

Sadowski dał się poznać jako specjalista od wyławiania talentów, ponieważ to właśnie dzięki jego rekomendacji do Manchesteru United trafił Amad Diallo. Polak opiniował także bardzo udane transfery Ardy Gülera do Realu Madryt oraz Jeremy’ego Doku do Manchesteru City. To tylko podkreśla jego pozycję w środowisku.

Motor w ostatnich miesiącach miał wyraźny problem z trafianiem wzmocnień. Właściwie tylko Karol Czubak okazał się jednoznacznym strzałem w dziesiątkę, dlatego klub pilnie potrzebuje świeżego spojrzenia na rynek.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

Lewandowski znów w pierwszym składzie? Hiszpańskie media widzą zmianę u Flicka

Robert Lewandowski może odzyskać miejsce w wyjściowej jedenastce Barcelony. „Marca” i „Sport” informują, że Hansi Flick poważnie rozważa postawienie na Polaka w półfinale Superpucharu Hiszpanii z Athletic Club. Nie wszyscy jednak tak uważają. Według AS, Lewandowski może znów usiąść na ławce.

Statystyki stoją po stronie Polaka

W ostatnich tygodniach Hansi Flick rotował obsadą ataku, dlatego Lewandowski częściej zaczynał mecze na ławce rezerwowych. Teraz jednak sytuacja sprzyja Polakowi, ponieważ jest wypoczęty i ma za sobą bardzo dobre liczby w rozgrywkach o Superpuchar.

Tak przynajmniej twierdzą „Marca” i „Sport”, które wskazują go jako jednego z głównych kandydatów do gry od pierwszej minuty w środowym półfinale rozgrywanym w Arabii Saudyjskiej.

Hiszpańskie media podkreślają, że przewaga Lewandowskiego nad Ferranem Torresem wynika nie tylko z doświadczenia, ale też z historii jego występów w tych rozgrywkach. Od momentu dołączenia do Barcelony zagrał we wszystkich sześciu meczach Superpucharu. W pięciu z nich trafiał do siatki i dorzucił dwie asysty.

Zdobywał bramki w półfinałach edycji 2023 i 2024 z Betisem i Osasuną oraz w trzech finałach z Realem Madryt. Jedyny raz nie trafił przeciwko Athletic Club w styczniu 2025 roku, o czym przypomina „Marca”.

Rywal z Bilbao należy jednak do tych, przeciwko którym Polak czuje się pewnie. Lewandowski grał z Athletic Club osiem razy i strzelił sześć goli. To może dodatkowo wzmocnić jego argumenty przed nadchodzącym półfinałem.

Nic więc dziwnego, że „Sport” pisze o uprzywilejowanej pozycji kapitana reprezentacji Polski w wewnętrznej rywalizacji. Ciekawą kontrę stawia „AS”, który przewiduje, że Flick ponownie posadzi Lewandowskiego na ławce.

Statystyki turniejowe również działają na korzyść Polaka. Lewandowski zajmuje szóste miejsce w klasyfikacji strzelców wszech czasów Superpucharu Hiszpanii. Jego pięć goli daje mu pozycję za Leo Messim, Karimem Benzemą, Raulem, Hristo Stoiczkowem i Aitorem Begiristainem. Co istotne, w obecnej edycji rozgrywanej w Arabii Saudyjskiej nikt nie zdobył więcej bramek niż on.

W trwającym sezonie La Ligi Lewandowski ma na koncie dziewięć goli.

Źródło: Marca, Sport, AS, Przegląd Sportowy Onet

Boniek o szansach Polski na awans. „Teoretycznie jesteśmy faworytami”

Reprezentacja Polski nie zdołała wywalczyć bezpośredniego awansu na mundial, ale wciąż pozostaje w grze. O szansach Biało-Czerwonych w barażach wypowiedział się Zbigniew Boniek, który nie ukrywa umiarkowanego optymizmu. Były prezes PZPN w audycji „Radio Anch’io Sport” uznał Polaków za teoretycznych faworytów baraży.

Albania na start, potem wyjazd

Podopieczni Jana Urbana zajęli drugie miejsce w grupie G eliminacji mistrzostw świata 2026, dlatego o awans do turnieju w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych powalczą w dwustopniowych barażach. Pierwszym rywalem Polaków będzie Albania, a mecz półfinałowy zaplanowano na 26 marca.

O potencjalnej drodze Biało-Czerwonych mówił Zbigniew Boniek w audycji „Radio Anch’io Sport” na antenie Rai Radio. Jego słowa cytuje agencja ANSA.

– Mamy dwa wyrównane i trudne mecze: najpierw z Albanią u siebie, a potem ewentualnie ze Szwecją lub Ukrainą na wyjeździe – powiedział były prezes PZPN.

Boniek podkreślił, że zadanie nie będzie łatwe, ale widzi realne podstawy do wiary w sukces. Zaznaczył, że Polska teoretycznie powinna uchodzić za faworyta, podobnie jak reprezentacja Włoch w swojej ścieżce barażowej. Jednocześnie nie ukrywa, że piłka nożna często pisze nieprzewidywalne scenariusze.

Źródło: Rai Radio „Radio Anch’io Sport”, ANSA, Przegląd Sportowy Onet

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.