To jednak nie koniec kariery Agüero? Xavi zdementował plotki. „Nic o tym nie wiem”

Wciąż nie wiemy, co dalej ze sportową karierę Sergio Agüero. Doniesienia sprzed kilku dni mówiły, że Argentyńczyk będzie chciał zakończyć karierę, jednak na wczorajszej konferencji prasowej plotki zdementował Xavi Hernández.

Początek przygody Sergio Agüero na Camp Nou nie wyglądał najlepiej, a wszystko to za sprawą problemów zdrowotnych. Argentyńczyk opuścił pierwszą część sezonu z powodu kontuzji łydki, przez co na debiut musiał czekać aż do października. Kiedy już 33-latek uporał się z problemami mięśniowymi i wydawało się, że wszystko wraca na dobre tory, to 30 października w spotkaniu z Deportivo Alaves musiał przedwcześnie opuścić boisko, gdyż odczuwał problemy z oddychaniem. Po kilku dniach spędzonych w szpitalu stwierdzono u niego problemy z sercem.

Przecieki

Jeszcze kilkadziesiąt godzin temu hiszpański dziennikarz Gerard Romero przekazał, że Sergio Agüero zdecydował się zakończyć karierę. Z tego tytułu w najbliższych dniach miała odbyć się specjalna konferencja prasowa. Jak się jednak teraz okazuje, nic jeszcze nie jest pewne.

Xavi dementuje

Wczoraj Xavi Hernández zadebiutował w roli trenera FC Barcelony. Zespół dowodzony przez Hiszpana pokonał w derbach Barcelony niżej notowany Espanyol 1:0. Na pomeczowej konferencji prasowej hiszpański szkoleniowiec został zapytany o przyszłość Sergio Agüero. Nowy trener Blaugrany przyznał, że nic nie wie o końcu kariery Kuna.

– Rozmawiałem z nim ostatnio i nie wiem nic o zakończeniu kariery. Informacje, które pojawiły się w prasie, są nieprawdziwe – skomentował Xavi.


źródło: fcbarca.com
fot. FC Barcelona

Poznaliśmy powód spóźnienia Ousmane’a Dembele na trening. Francuz… pomylił godziny

Ousmane Dembele nie należy do najbystrzejszych piłkarzy na świecie. Ostatnio Francuz nie pojawił się na porannym treningu w Barcelonie, gdyż myślał, że zajęcia mają odbyć się po południu.

Trwająca już ponad 4 lata przygoda Ousmane’a Dembele w FC Barcelonie nie należy do najbardziej udanych. Od czasu dołączenia do klubu z Katalonii Francuz rozegrał 119 spotkań, zdobywając w nich 30 bramek. Na przeszkodzie do dojścia i utrzymania formy często stawały kontuzje, które stały się utrapieniem dla zawodnika, ale także dla klubu. Do tego Dembele kilkukrotnie udowodnił, że ma problem z trzeźwym myśleniem.

Xavi wprowadził zmiany

Na początku listopada nowym trenerem FC Barcelony został Xavi Hernández. Hiszpan już na starcie wprowadził kilka istotnych zmian, o których więcej napisaliśmy TUTAJ. Jedną z największych reform był obowiązek pojawienia się w ośrodku treningowym półtorej godziny przed rozpoczęciem zajęć. Zaledwie kilka dni później dowiedzieliśmy się, że doszło do pierwszego spóźnienia. Przewinienia dopuścił się nie kto inny jak Dembele.

Przyczyny spóźnienia

Minęło już kilka dobrych dni od tego wydarzenia, ale dowiedzieliśmy się już o przyczynie spóźnienia Francuza. Hiszpańskie media podały, że sztab Barcelony skontaktował się z piłkarzem, by zapytać, dlaczego nie pojawił się na porannym treningu. Dopiero wtedy Dembele zdał sobie sprawę, że trening jest rano, a nie po południu.

fot. FC Barcelona

Robert Gumny skomentował zwycięstwo z Bayernem Monachium. „Nie dali z siebie 100%”

FC Augsburg pokonał w meczu 12. kolejki Bundesligi Bayern Monachium 2:1. Pełne 90 minut w tym spotkaniu rozegrał Robert Gumny, który po meczu podszedł do wywiadu dla stacji „Viaplay”.

Wczorajszego wieczoru FC Augsburg podejmował na własnym obiekcie Bayern Monachium. Faworytami tego pojedynku bez dwóch zdań byli Bawarczycy, którzy się nie zatrzymują i zmierzają w kierunku kolejnego mistrzostwa Niemiec. Z kolei drużyna Rafała Gikiewicza oraz Roberta Gumnego będzie w tym sezonie walczyć jedynie o utrzymanie. Przed wczorajszym starciem Augsburg zajmował 16. lokatę w ligowej tabeli.

Porażka Bayernu

Piłka nożna ponownie nam przypomniała, jak bardzo jest nieprzewidywalnym sportem. Występujący w swoim najmocniejszym składzie Bayern przegrał na wyjeździe 1:2. Kolejną bramkę w tym sezonie zdobył Robert Lewandowski, jednak to nie pozwoliło, by wywieźć z WWK Areny choćby jeden punkt. Bramki dla gospodarzy zdobyli Mads Pedersen oraz Andre Hahn. Pełne 90 minut rozegrali wszyscy trzej Polacy, Lewandowski, Gikiewicz oraz Gumny.

„Mecz na chodzonego”

Po meczu o wywiad został poproszony Robert Gumny, który podszedł do kamer stacji „Viaplay”. Obrońca Augsburga podzielił się swoimi odczuciami na temat meczu. Polak przyznał, że Bayern nie zagrał na miarę swoich możliwości.

– No na pewno wygrać z Bayernem to jest sztuka dla wielu drużyn w tej lidze, także dla nas. My potrzebowaliśmy tych punktów, więc to fenomenalna sprawa dla naszych głów i tabeli. Nie możemy pozwolić, by rywale odskoczyli, bo my mamy jakość, pokazaliśmy, że potrafimy pograć w piłkę. W drugiej połowie trochę to siadło, wynik i presja, wiadomo przeciw komu graliśmy, ale udało się to dowieźć – ocenił Robert Gumny.

– Muszę przyznać, że trochę byłem ich postawą zaskoczony. Mecz na chodzonego, nie dali z siebie 100% i my ich skarciliśmy za to – zauważył obrońca Augsburga.

Decydujące miesiące dla Dawida Kownackiego. „Musi odpalić w drugiej połowie sezonu”

Kariera Dawida Kownackiego z pewnością nie potoczyła się tak, jakby chciał tego sam zawodnik. Co prawda polski napastnik jest obecne kontuzjowany, jednak gdy już wróci do gry, to będzie musiał „odpalić”. Niemiecki „Bild” pisze, że włodarze Fortuny Düsseldorf powoli tracą nadzieje względem Polaka.

Jeszcze kilka lat temu Dawid Kownacki uchodził za jeden z największych talentów w polskiej piłce. Napastnik dość szybko zadebiutował w Ekstraklasie, z której odszedł w wieku 20 lat na rzecz transferu do włoskiej Sampdorii Genua. We Włoszech dostawał całkiem sporo szans na grę, jednak później został najpierw wypożyczony, a następnie sprzedany do niemieckiej Fortuny Düsseldorf.

Słabe liczby

W Niemczech Kownacki ma problem z regularnym strzelaniem i asystowaniem nawet na poziomie drugiej Bundesligi. Do tej pory Polak w drugiej Bundeslidze rozegrał w sumie 32 mecze, strzelając w nich 7 bramek. W obecnym sezonie w lidze rozegrał 5 spotkań i nie zdołał w nich zdobyć choćby jednej bramki.

Kontuzja

Kownacki po raz ostatni pojawił się na boisku w ligowym meczu 28 sierpnia, kiedy rozegrał 5 minut w starciu z Schalke. Później Polakowi przytrafiła się kontuzja, która nadal nie pozwoliła mu wrócić na murawę. Przypomnijmy, że Dawid zerwał więzadła podczas jednego z klubowych treningów.

Czas na zmiany?

Nowe wieści ws. dalszej przyszłości Dawida Kownackiego przekazał niemiecki „Bild”. Dziennikarze wspomnianego dziennikarza nazwali Polaka „napastnikiem-niewypałem”. Najnowsze informacje wskazują, że Dawid będzie przygotowywał do rundy wiosennej wraz z resztą zespołu. To właśnie druga część sezonu ma zadecydować o dalszych losach piłkarza.

– Musi odpalić w drugiej połowie sezonu – przekazał „Bild”.

– Rozpoczął rehabilitację w Polsce, bardzo blisko swojego domu. Jesteśmy w bliskim kontakcie z lekarzami. Dawid przyjeżdża na nasze domowe mecze, a potem jest tu badany – zdradził trener Fortuny.

źródło: sport.pl

Sztab reprezentacji Polski znał wagę meczu z Węgrami! Mamy zakulisowe materiały [WIDEO]

Jakub Kwiatkowski, rzecznik prasowy Polskiego Związku Piłki Nożnej, opublikował na swoim Twitterze nowe materiały ws. ostatniego zamieszania wokół reprezentacji. W nieopublikowanych wcześniej kulisach możemy zauważyć, że Paulo Sousa i jego sztab zdawali sobie sprawę z wagi meczu przeciwko Węgrom.

Wciąż nie kończy się dyskusja nt. ostatniego zamieszania wokół reprezentacji Polski, Paulo Sousy oraz Roberta Lewandowskiego. Selekcjoner reprezentacji Polski ostatnio nas zaskoczył i w poniedziałkowym meczu z Węgrami dał odpocząć Kamilowi Glikowi, Piotrowi Zielińskiemu oraz Robertowi Lewandowskiego. Decyzja nie spodobała się kibicom tym bardziej, że to spotkanie zakończyło się porażką naszej reprezentacji.

Brak rozstawienia

Mimo że przed spotkaniem z Węgrami mieliśmy zapewniony udział w barażach, to nie był to „mecz o pietruszkę”. Polacy potrzebowali co najmniej remisu, by zagwarantować sobie rozstawienie w losowaniu marcowych baraży. Niestety, pojedynek z niżej notowanymi Węgrami zakończył się naszą porażką. W związku z tym reprezentacja Polski w marcu zmierzy się z teoretycznie silniejszym przeciwnikiem.

Nowe informacje

Po meczu kibice i eksperci zarzucali Paulo Sousie, że ten po prostu „odpuścił” mecz z Węgrami, gdyż nie zdawał sobie sprawy z jego wagi. Wątpliwości rozwiał jednak Jakub Kwiatkowski. Rzecznik prasowy PZPN opublikował na swoim Twitterze niepublikowane wcześniej kulisy meczu z Węgrami. Na filmie widzimy fragment odprawy przed spotkaniem, na którym Sousa tłumaczy swoim piłkarzom, jak ważny jest to pojedynek.

Nowe kulisy zamieszania wokół Lewandowskiego. W tle sesja dla „France Football” i kręcenie filmu

Z każdym dniem dowiadujemy się coraz więcej nt. ostatniego zamieszania wokół Roberta Lewandowskiego. Nowe wieści dostarczył tym razem portal „meczyki.pl”, z których dowiadujemy się, że kapitan reprezentacji Polski w czasie zgrupowania miał m.in. kręcić sceny do filmu dokumentalnego o swojej karierze, a także brać udział w sesji zdjęciowej dla „France Football”.

Ostatnio w Polsce ponownie zrobiło się niezwykle głośno o reprezentacji Polski. Tym razem niestety rozgłos miał negatywny wydźwięk. Całą burzę wokół drużyny narodowej wywołała decyzja Paulo Sousy o zrezygnowaniu z usług Roberta Lewandowskiego w poniedziałkowym meczu z Węgrami. Mecz ten był o tyle istotny, gdyż decydował on o naszym rozstawieniu w marcowych barażach o Mundial.

Niezrozumiała decyzja Sousy i Lewandowskiego

Paulo Sousa mocno przekombinował ze swoimi wyborami na mecz z Węgrami. Selekcjoner zrezygnował z usług Kamila Glika (zagrożenie zawieszeniem w kolejnym meczu), Piotra Zielińskiego (ławka rezerwowych) oraz Roberta Lewandowskiego (brak piłkarza w kadrze na mecz). O ile pierwsze dwa wybory jeszcze jakoś można zrozumieć, o tyle zrezygnowanie z Lewandowskiego wywołało w kraju ogromną dyskusję jeszcze przed meczem. Co prawda Sousa tłumaczył się, że decyzja została podjęta po konsultacjach z naszym kapitanem i wynikała z troski o regenerację piłkarza, jednak kibice i eksperci nie zdołali zaakceptować takiego argumentu. Całkiem duża dyskusja przeistoczyła się w ogromną burzę po meczu, wszystko za sprawą porażki w spotkaniu z Węgrami. Porażki, która praktycznie przekreśliła nasze szanse na rozstawienie. Po zakończeniu wtorkowych gier w el. MŚ było już pewne, że reprezentacja Polski w losowaniu baraży będzie nierozstawiona.

Oświadczenie Lewandowskiego

Wczorajszego wieczoru na portalu „Łączy Nas Piłka” pojawił się specjalny komunikat, który zawierał słowa Roberta Lewandowskiego. Możemy się domyślić, że wpis miał na celu ocieplenie wizerunku zarówno piłkarza, jak i całej reprezentacji, jednak na niewiele się to zdało. Z komunikatu nie dowiedzieliśmy się praktycznie niczego nowego, a kibice tak jak byli źli na całą sytuację, tak nadal są źli. Oświadczenie możecie przeczytać TUTAJ.

Nowe informacje

W czwartkowe popołudnie nowe wieści ws. całego zamieszania przekazał Tomasz Włodarczyk z portalu „meczyki.pl”. Dziennikarz ujawnił nieznane nam wcześniej kulisy meczu z Węgrami. Z tekstu Włodarczyka wynika, że inni reprezentanci byli źli z powodu nieobecności Lewandowskiego w tak istotnym spotkaniu. Dowiadujemy się także, że w poniedziałek Lewandowski miał wziąć udział w krótkiej sesji dla „France Football”. Ponadto wcześniej tego samego dnia miał kręcić sceny do serialu.

– Piłkarzom nie tylko nie podobało się, że Lewandowski odpocznie w ważnym meczu, ale też to co działo się wokół tego odpoczynku. Reszta siedziała skoszarowana w hotelu Double Tree by Hilton. Tymczasem ich kapitan był obok, ale nie z nimi. Przyszedł na poniedziałkowe rozbieganie. Pojawił się też w szatni – tu znów zdziwienie części zawodników – a potem na ławce rezerwowych przed którą został wpuszczony fotoreporter France Football, aby zrobić mu zdjęcia. Francuzi zgłosili swoją obecność na ostatnią chwilę, ale pracowali na uprzywilejowanych warunkach – czytamy.

– Wcześniej w poniedziałek napastnik jeździł po Mazowszu i dogrywał sceny do filmu dokumentalnego o swojej karierze dla Amazon Prime, który ma ukazać się w przyszłym roku – napisano dalej.

Dariusz Szpakowski podsumował eliminacje do MŚ. „To jest problem, bo nie widać postępu w naszej grze”

Za nami europejskie eliminacje do Mistrzostw Świata 2022. Polska zakończyła rywalizację na drugim miejscu w swojej grupie, dzięki czemu w marcu powalczy w barażach o Mundial. Komentator „TVP Sport”, Dariusz Szpakowski, podsumował dotychczasową pracę Paulo Susy jako selekcjonera reprezentacji Polki.

Zakończyły się się europejskie eliminacje do przyszłorocznych Mistrzostw Świata, które odbędą się w Katarze. Reprezentacja Polski niestety nie zdołała wywalczyć bezpośredniego awansu na Mundial, ale dzięki zajęciu drugiego miejsca w grupie „I” już w marcu powalczy w barażach. Żeby awansować na Mistrzostwa Świata, Biało-Czerwoni będą musieli wygrać aż dwa spotkania. Rywali Polaków poznamy pod koniec listopada.

Brak rozstawienia w barażach

We wspomnianych barażach reprezentacja Polski będzie miała nieco utrudnione zadanie. Wszystko z powodu braku rozstawienia, które Biało-Czerwoni wypuścili z rąk za sprawą poniedziałkowej porażki z Węgrami. W mediach wylała się ogromna fala krytyki w kierunku Paulo Sousy, który w tym meczu postanowił oszczędzić najważniejszych piłkarzy z Lewandowskim na czele.

– Wypadliśmy z rozstawionej „szóstki” i zrobił się spory kłopot. Straciliśmy mecz u siebie, zagramy z dużo silniejszym rywalem. Sami strzeliliśmy sobie w nogę… – ocenił Dariusz Szpakowski.

– Chyba zapomniał, że porażka zabiera nam rozstawienie. To dla nas duży kłopot. Przy odrobinie szczęścia na dzień dobry gralibyśmy z teoretycznie słabszym przeciwnikiem. Na silniejszego można trafić później, ale równie dobrze była szansa na dwa mecze na PGE Narodowym. Nie ruszasz się z miejsca, masz decydujące spotkania w domu. Lepiej być nie mogło, ale nie potrafiliśmy tego dopilnować – dodał dziennikarz.

Brak progresu?

Paulo Sousa pracuje z reprezentacją Polski od stycznia tego roku, kiedy zastąpił na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski Jerzego Brzęczka. Do tej pory Portugalczyk poprowadził naszą drużynę narodową w 15 meczach, w których średnia zdobytych punktów na mecz wyniosła 1,53. Dla porównania ta sama średnia zdobytych punktów na mecz pod wodzą Brzęczka wyniosła 1,71. Pod tym względem Portugalczyk jest najsłabszym selekcjonerem od czasu rządów Franciszka Smudy.

– Jestem zdziwiony faktem, że nasza reprezentacja nie robi progresu. Za kadencji Sousy wygraliśmy sześć spotkań, ale zadajmy sobie pytanie, z kim? Po dwa razy z San Marino, Albanią i Andorą. Z każdym z tych zespołów straciliśmy też bramkę. To jest problem, bo nie widać postępu w naszej grze – skomentował Szpakowski.

źródło: tvp sport

Paulo Sousa pożegna się z reprezentacją Polski? Otoczenie Kuleszy chce zwolnienia selekcjonera

Zaskakujące doniesienia donoszą dziennikarze portalu „sport.pl”. Według przekazanych przez nich informacji wynika, że Cezary Kulesza mocno zastanawia się nad przyszłością Paulo Sousy jako selekcjonera reprezentacji Polski. Ponadto dowiadujemy się, że osoby z otoczenia prezesa PZPN bezpośrednio po meczu z Węgrami domagały się zwolnienia Portugalczyka.

Za nami europejskie kwalifikacje do Mistrzostw Świata 2022. Reprezentacja Polski zajęła w swojej grupie drugie miejsce, dzięki czemu o awans na Mundial powalczy w marcowych barażach. Wcześniej Cezary Kulesza zapowiadał, że dopóki Biało-Czerwoni walczą o bilet na MŚ, to reprezentację będzie prowadził Paulo Sousa. Jak się jednak okazuje, na tę chwilę nic nie jest pewne.

Kulesza zmieni zdanie?

Poniedziałkowa porażka z Węgrami odbiła się w naszym kraju ogromnym echem głównie z powodu zaskakujących decyzji Paulo Sousy. Portugalski szkoleniowiec zdecydował się wystawić do boju dość mocno rezerwowy skład, który okazał się zbyt słaby na Węgrów. Po wczorajszej porażce szanse Polaków na rozstawienie w barażach drastycznie zmalały.

– Nadal jesteśmy w trakcie eliminacji. Mówiłem to wielokrotnie: trener ma jasny cel, czyli awans na mistrzostwa świata. A szans na awans jeszcze nie straciliśmy. Jest trudny moment, ale powinniśmy skupiać się tylko na meczach barażowych – mówił po meczu z Węgrami Cezary Kulesza.

Otoczenie prezesa chce zwolnienia

Dziennikarze portalu „sport.pl” przekazali najnowsze informacje ws. dalszej przyszłości Paulo Sousy. Według doniesień Cezary Kulesza miał być rozczarowany wczorajszymi decyzjami portugalskiego selekcjonera. Osoby z otoczenia Kuleszy miały na niego naciskać, by ten podziękował za współpracę Portugalczykowi.

– Prezes Kulesza ma wiele wątpliwości i już po spotkaniu nasłuchał się z ust wielu osób z otoczenia, że powinien wyrzucić Sousę. Czy to zrobi? Należy się spodziewać, że raczej nie. Po pierwsze – musiałby z kasy związku wypłacić Portugalczykowi i całemu jego sztabowi ogromne odszkodowanie. Po drugie – musiałby mieć pewnego kandydata na jego następcę. Obie kwestie są sporym problemem, gdyż po udanym wrześniu i październiku nikt w związku zupełnie się nie spodziewał porażki z Węgrami w takim stylu i takich okolicznościach – czytamy.

–  Prezes PZPN-u jest bardzo rozgoryczony tym, co wydarzyło się na Stadionie Narodowym. Kulesza uważa, że Paulo Sousa w swoich autorskich pomysłach posunął się o jeden most za daleko. Prezes związku zupełnie nie rozumie tego, że w meczu eliminacyjnym (który nie był bez stawki, bo decydował o rozstawieniu w barażach) selekcjoner zdecydował się świadomie osłabić zespół. A skoro to zrobił, to właśnie on jest odpowiedzialny za to, że tego spotkania Polacy nawet nie zremisowali i niemal na pewno (bo jeszcze w środowych meczach może dojść do cudu) bardzo utrudnili sobie awans na mistrzostwa świata – napisano dalej.

źródło: sport.pl

Tymoteusz Puchacz skomentował porażkę z Węgrami. „Tak to już jest w tej branży…”

Tymoteusz Puchacz zamieścił wpis na Instagramie, w którym podsumował to, co wydarzyło się wczoraj na boisku. Piłkarz Unionu Berlin przyznał się do błędów, a także podziękował tym, którzy okazali mu wsparcie.

Zapewnione baraże

Zakończyły się eliminacje do Mistrzostw Świata 2020. W ostatnim meczu grupowym reprezentacja Polska zawiodła na całej linii i przegrała z reprezentacją Węgier 1:2. Mimo to Biało-Czerwoni i tak zdołali awansować do baraży, które odbędą się w marcu. Ucierpiała jednak atmosfera wokół reprezentacji, gdyż z wczorajszego meczu ciężko jest wyciągnąć jakiekolwiek pozytywy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Cezary Kulesza podsumował spotkanie z Węgrami. „Utrudniliśmy sobie drogę na mundial”

Pomeczowa krytyka

Po meczu z Węgrami mocno oberwało się Paulo Sousie, który postanowił wystawić wczoraj dość mocno odmieniony skład. Nie ma co jedna zrzucać całej winy na selekcjonera, gdyż wczoraj kilku piłkarzy – delikatnie mówiąc – się nie popisało. Jednym z taki zawodników był bez wątpienia Tymoteusz Puchacz, który poważnie zawinił przy utracie pierwszej bramki.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Porażka reprezentacji Polski na koniec eliminacji. Kilku zawodników dziś zawiodło [OCENY]

Wpis Puchacza

We wtorkowy poranek, kiedy emocje już nieco opadły, Tymoteusz Puchacz zamieścił wpis na Instagramie. Obrońca reprezentacja Polski przyznał się do popełnionych błędów, podziękował prawdziwym kibicom i najbliższym, a do tego zapowiedział, że on i jego koledzy zrobią wszystko, by awansować na Mundial.

– Zagraliśmy źle, popełniliśmy błędy, ja popełniłem błędy. Kluczowe błędy dla wyniku spotkania. Wiadomo, że teraz jestem najgorszy, nie umiem bronić i w ogóle nie umiem grać w piłkę. Tak to już jest w tej branży, że dziś się nie nadajesz, a za tydzień wszyscy Cię klepią po plecach – rozpoczął Tymoteusz Puchacz.

– W tej sytuacji chciałbym podziękować szczególnie prawdziwym. Prawdziwym ludziom, prawdziwym kibicom reprezentacji, którzy są na dobre i na złe. Możecie komentować, pisać artykuły jak bardzo się nie nadaje, jak bardzo słaby jestem nie grając w Bundeslidze. W wielu miejscach w których się znalazłem mnie nie widzieliście. W wielu miejscach w których mnie nie widzicie się znajdę – przekazał reprezentant Polski.

– Nie chce współczucia ani słów wsparcia, wchłonę wszystko i zamienię w siłę. Dziękuje moim bliskim, rodzinie i Bogu. Oni są ze mna na dobre i na złe. Zrobimy wszystko żeby Polska awansowała na mundial – zakończył.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Tymoteusz Puchacz (@puszka.27)

Porażka reprezentacji Polski na koniec eliminacji. Kilku zawodników dziś zawiodło [OCENY]

Nie tak wyobrażaliśmy sobie koniec eliminacji do Mistrzostw Świata w wykonaniu reprezentacji Polski. W ostatnim meczu grupy „I” Biało-Czerwoni polegli na własnym obiekcie z reprezentacją Węgier 1:2.

Do poniedziałkowego starcia reprezentacja Polski przystępowała w nieco zmienionym składzie. Mając na uwadze pewną grę w barażach, Paulo Sousa posadził na ławce m.in. Piotra Zielińskiego. Z kolei Kamil Glik oraz Robert Lewandowski otrzymali dziś wolne od selekcjonera.

Przez większość meczu to raczej Biało-Czerwoni byli stroną przeważającą. Niestety na niewiele się to zdało, gdyż skuteczniejsi tego dnia byli niestety Węgrzy. Strzelanie rozpoczęło się od głupio straconej bramki w 37. minucie meczu, kiedy Tymoteusz Puchacz zgrał piłkę głową do jednego z rywali, a ten nie miał do zrobienia nic innego jak po prostu wpakować futbolówkę do siatki. Na wyrównanie musieliśmy czekać do drugiej połowy, kiedy po lekkim zamieszaniu w polu karnym gola głową zdobył niezawodny Karol Świderski. Niestety, ale w 80. minucie meczu bramkę na 2:1 dla naszych rywali zdobył Daniel Gazdag i takim też wynikiem zakończyło się poniedziałkowe starcie.

Wojciech Szczęsny (4)

Niestety, nie pomógł przy żadnej ze straconych bramek, choć ciężko go za cokolwiek winić. Przy pierwszym golu dla Węgrów z pewnością najbardziej zaskoczyło go zgranie piłki przez Tymoteusza Puchacza. Przy drugiej bramce nie miał w zasadzie nic do powiedzenia. W całym meczu zanotował dwie interwencje. Szczególnie efektowna była ta z 53. minuty meczu, kiedy wyciągnął się jak struna po strzale jednego z Węgrów. W drugiej połowie niebezpiecznie wyszedł poza pole karne, co mogło skończyć się naprawdę źle.

Tomasz Kędziora (6)

Bardzo solidny występ obrońcy Dynama Kijów, szczególnie dobrze wyglądała jego gra w defensywie. Co prawda 27-latek nie ustrzegł się błędów, jednak żaden z nich nie był na tyle poważny, by bezpośrednio doprowadzić do utraty bramki. Na przestrzeni całego meczu skuteczność jego podań wyniosła 95%, z czego aż 10-krotnie zagrywał długą piłkę i aż 9 razy trafiała ona do adresata. Na duży plus trzy wygrane pojedynki w powietrzu z trzech jakie stoczył. Na tle trójki środkowych obrońców zanotował najwięcej wślizgów oraz przechwytów.

Jan Bednarek (5,5)

Pod nieobecność Kamila Glika wydawało się, że to on przejął rolę lidera defensywy. Przy bramce na 0:1 ciężko go za cokolwiek winić, jednak przy golu na 1:2 mógł zrobić zdecydowanie więcej. Mimo że nie zanotował asysty, to odegrał znaczącą rolę przy bramce Karola Świderskiego. Obrońca Southampton zresztą sam mógł zdobyć gola, gdyż w 19. minucie meczu dobrze dograł do niego piłkę Krzysztof Piątek.

Paweł Dawidowicz (6,5)

Przymiotniki, które jako pierwsze przychodzą nam do głowy przy tym nazwisku to „pewny” i „solidny”. W defensywie nie dopuścił się dziś żadnych rażących błędów. W pierwszej połowie bardzo często musiał asekurować Matty’ego Casha, który grał dziś bardzo ofensywanie. Jeśli jednak chodzi o ofensywę, to Dawidowicz przyzwyczaił już nas, że nie możemy od niego oczekiwać samotnych rajdów z piłką pod pole karne rywala. Warto jednak odnotować, że Paweł zaliczył dziś najwięcej kluczowych podań (2) w całej naszej reprezentacji.

Tymoteusz Puchacz (2,5)

Tymek jak to Tymek… Piłkarz Unionu Berlin już nas przyzwyczaił, że robi dużo szumu w ofensywie, jednak nie zawsze przekłada się to na konkrety, podobnie było i dziś. Węgrzy często nie nadążali za Puchaczem, przez co kilkukrotnie oberwały jego nogi. Do poprawy wciąż pozostają dośrodkowania, dziś było ich w sumie 5, z czego zaledwie jedno dotarło do kolegi z zespołu. Około 30. minuty w odstępie kilkudziesięciu sekund dwukrotnie niecelnie dogrywał w pole karne, najpierw kopnął piłkę zbyt lekko, chwilę później… zbyt mocno. Nie można zapomnieć o fatalnym zachowaniu przy bramce na 0:1. Naprawdę nie wiemy, jak Wam to opisać, więc najlepiej to zobaczyć samemu.

Matty Cash (2)

Z pewnością nie taki początek w biało-czerwonych barwach wymarzył sobie Matty Cash. Drugi występ Casha w reprezentacji Polski, pierwszy w wyjściowym składzie. Koledzy często go szukali i starali się przeprowadzać akcje głównie prawą stroną boiska. W pierwszej połowie tylko Puchacz i Moder mieli więcej kontaktów z piłką od Matty’ego. 24-latek grał bardzo ofensywnie, często znajdował się w polu karnym rywala, przez co w obronie czasami występowały luki na jego pozycji. Niestety, ale dziś wystąpił u niego syndrom Tymoteusza Puchacza – Matty Cash był aktywny pod bramką rywala, jednak nie wiele z tego wynikało. Paulo Sousa zmienił go już w przerwie.

Mateusz Klich (6,5)

Naszym zdaniem najlepszy ze środkowych pomocników. Był pod grą, starał się brać na siebie ciężar rozgrywania akcji, o czym świadczy liczba kontaktów z piłką, która wyniosła 74, ponad dwa razy więcej od Jakuba Modera. Czasami brakowało jednak efektu zaskoczenia i podjęcia próby niekonwencjonalnych zagrań. Na duży minus głupia żółta kartka, która wyklucza go z udziału w pierwszym meczu barażowym.

Karol Linetty (5,5)

Najniżej ustawiony środkowy pomocnik spośród tych, którzy wyszli dziś w wyjściowym składzie. Z tego też powodu nie zdołał pokazać się bardziej w ofensywie. Ciężar rozgrywania akcji częściej brali dziś na siebie Moder i Klich. Aż 4-krotnie musiał ratować się faulem, nikt w naszej drużynie nie popełnił aż tyle tego typu przewinień.

Jakub Moder (5,5)

Kilkukrotnie próbował przeprowadzić dwójkową akcję z Tymoteuszem Puchaczem przy lewej stronie boiska, co mogło podobać się polskim kibicom. Poza tym pozytywnych akcentów w ofensywie było raczej niewiele. Co prawda oddał 2 strzały na bramkę rywala, jednak żaden z nich nie był na tyle groźny, by Węgrom mogło zacząć szybciej bić serce. Aż 5-krotnie próbował dośrodkowywać i ani razu piłka nie trafiła do celu. Wychowanek Lecha przyzwyczaił nas, że czasem potrafi zrobić coś z niczego i zagrać piłkę w niekonwencjonalny sposób. Niestety, dziś tego zabrakło. Zszedł z boiska już po 45 minutach gry.

Krzysztof Piątek (2,5)

Zdecydowanie gorszy z dzisiejszego duetu napastników. Piątek jest raczej typem snajpera, który głównie finalizuje akcje wypracowane przez kolegów. Dziś napastnik Herthy często brał się za rozgrywanie piłki, co niestety nie wyglądało najlepiej. W pierwszej połowie był całkiem aktywny, jednak kiedy już dostawał piłkę, to często nie wiedział zbytnio co z nią zrobić. Najlepsze zagranie zanotował bodajże w 19. minucie, kiedy po jego dośrodkowaniu bliski zdobycia gola był Jan Bednarek.

Karol Świderski (7)

Jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy zawodnik dzisiejszego meczu. Wyglądał dużo pewniej z piłką przy nodze od swojego kompana z ataku. To na niego bardzo często były zagrywane długie piłki czy to przez Szczęsnego czy to przez obrońców. W sumie napastnik PAOK-u stoczył 4 pojedynki powietrzne i wszystkie wygrał. Aż 3-krotnie dał się sfaulować Węgrom. Na duży plus oczywiście bramka na 1:1, którą zdobył po uderzeniu piłki głową.

Rezerwowi

Kamil Jóźwiak (5,5)

Piotr Zieliński (6,5)

Arkadiusz Milik (5,5)

Przemysław Frankowski (5)

Obraniak apeluje ws. Casha. „Nie powinniście natychmiast domagać się wywiadów po polsku”

Ludovic Obraniak udzielił wywiadu portalowi „WP Sportowe Fakty”, w którym dał kilka rad Matty’emu Cashowi. Ponadto były reprezentant Polski zaapelował do Polaków, a w szczególności do dziennikarzy.

Pamiętamy, jak przed kilkoma laty w reprezentacji Polski funkcjonowała całkiem liczna grupa tzw. farbowanych lisów. Jednym z nich był Ludovic Obraniak, który – co by nie mówić – w wielu meczach był wartością dodaną dla naszej reprezentacji, w przeciwieństwie do kilku innych naturalizowanych piłkarzy. W sumie Obraniak rozegrał w biało-czerwonych barwach 34 spotkania, zdobył 6 bramek oraz zanotował 5 asyst. Uczestniczył w EURO 2012.

W piątkowym meczu z Andorą w reprezentacji Polski zadebiutował Matty Cash. Przyznanie obywatelstwa 24-latkowi oraz wysłane mu powołanie na listopadowe zgrupowanie polskiej drużyny narodowej spotkało się z całkiem sporym zainteresowaniem wśród polskich kibiców. W poniedziałkowym meczu z Węgrami Cash ma zagrać od pierwszej minuty.

Wskazówki dla Casha

W rozmowie z portalem „WP Sportowe Fakty” Ludovic Obraniak odniósł się do ostatniego powołania dla Matty’ego Casha. Były reprezentant Polski wskazał swoje błędy podczas wejścia do drużyny i dał kilka wskazówek Cashowi.

– Jedną z najważniejszych rzeczy, których Cash musi unikać, to alienacja, chowanie się w pokoju, unikanie częstego kontaktu z innymi kadrowiczami. Czasem jest ku temu pokusa, ja tak miałem, po prostu ze strachu. Oczywiście wszystko wynika z braku znajomości języka. Teraz myślę, że to unikanie kontaktów było jednym z moich podstawowych błędów – ocenił Ludovic Obraniak.

– Teraz zachowywałbym się inaczej. Wręcz szukał tego kontaktu, cały czas kręcił się wokół innych piłkarzy, wokół całej ekipy. Jak mówię, ja czasem „bezpieczniej” czułem się za zamkniętymi drzwiami, bo bałem się, że w grupie coś nie zrozumiem, coś źle wyjdzie… Cash powinien też znaleźć, że tak powiem, mentora, kogoś kto wprowadzi go do zespołu. Ja takiego miałem, bo też nie było jednak tak, że ciągle siedziałem sam, w tym pokoju. Ja zawsze mogłem liczyć na pomoc Krychowiaka – dodał.

Obraniak apeluje

Ludovic Obraniak zaapelował także do Polaków, by ci nie wymagali natychmiast od Casha udzielania wywiadów w języku polskim. 37-latek uważa jednak, że nauka języka jest bardzo istotna.

– Co do Casha, tak – powinien się uczyć polskiego, ale nie powinniście go aż tak mocno naciskać. Nie powinniście natychmiast domagać się wywiadów po polsku, ogromnych postępów w krótkim czasie. Zrozumcie: dla piłkarza urodzonego poza Polską, poza tym kręgiem kulturowym, język polski jest ultratrudny. Powtarzam: ultra trudny. Dlatego dajcie Cashowi czas. Niech się uczy, ale nie sprawdzajcie co pięć minut jego postępów – powiedział Obraniak.

źródło: wp sportowe fakty

Problemy kadrowe reprezentacji Węgier! Rywal Biało-Czerwonych zagra bez swojej gwiazdy

Reprezentacja Węgier przystąpi do meczu z reprezentacją Polski bez swoich kilku podstawowych piłkarzy. Do Petera Gulacsiego oraz Laszlo Kleinheisler dołączył Dominik Szoboszlai, bez wątpienia największa gwiazda naszych dzisiejszych rywali. Na tym jednak lista nieobecnych piłkarzy się nie kończy.

Gulacsi

Już przed kilkoma dniami dowiedzieliśmy się, że w ostatnim meczu eliminacji do Mistrzostw Świata w drużynie Węgrów zabraknie Petera Gulacsiego. Bramkarz RB Lipsk jest podstawowym zawodnikiem reprezentacji Węgier, dla której rozegrał do tej pory 46 spotkań. 31-latek nabawił się urazu mięśni brzucha podczas ostatniego meczu z Borussią Dortmund, przez co w ogóle nie stawił się na listopadowym zgrupowaniu. Dziś Gulacsiego najprawdopodobniej zastąpi Denes Dibusz.

Kleinheisler

Nieco później węgierska federacja poinformowała o tym, że na listopadowym zgrupowaniu nie stawi się Laszlo Kleinheisler. 27-latek jest 41-krotnym reprezentantem swojego kraju. W drużynie narodowej Laszlo występował głównie w środku pola.

Orban i Sallai

Poza tym w dzisiejszym meczu najprawdopodobniej zabraknie Williego Orbana oraz Rolanda Sallai’a. Obaj panowie dali nam się we znaki podczas marcowego starcia, gdyż obaj strzelili nam po jednej bramce.

Szoboszlai

Do grona kontuzjowanych zawodników dołączył dziś Dominik Szoboszlai, o czym poinformowała na Twitterze węgierska federacja piłkarska. 21-latek jest bez wątpienia największą gwiazdą swojego zespołu. Węgier zagrał w ostatnim meczu przeciwko reprezentacji San Marino, w którym nawet zdobył dwie bramki. Niestety, podczas niedzielnego treningu piłkarz nabawił się urazu.

– Dominik Szoboszlai nie może grać z Polską. Po niedzielnym treningu poczuł ból mięśnia uda, który nie poprawił się do dzisiejszego popołudnia, więc wraca do swojego klubu RB Lipsk, aby jak najszybciej rozpocząć dalsze leczenie – przekazała węgierska federacja.

Ładny gest Arka Milika. Polak podpisał koszulkę kibicowi Marsylii, który przyjechał na mecz z Andorą [WIDEO]

Ładnym gestem popisał się Arkadiusz Milik przed ostatnim meczem przeciwko reprezentacji Andory. Napastnik reprezentacji Polski spotkał się z kibicem Olympique Marsylia, któremu podpisał koszulkę oraz obiecał, że przy najbliższej okazji wręczy mu on swój własny trykot.

Reprezentacja Polski pokonała w piątek reprezentację Andory 4:1. Jedną z bramek dla Biało-Czerwonych zdobył Arkadiusz Milik, który w 47. minucie meczu wykorzystał ładne zgranie Roberta Lewandowskiego. Po meczu na kanale „Łączy Nas Piłka” w serwisie youtube pojawiły się kulisy, w na których pokazano spotkanie polskiego napastnika z jego wiernym kibicem.

Specjalnie na piątkowy mecz z Andorą wybrał się Lionel, jeden z kibiców Olympique Marsylia, który jest zafascynowany karierą Milika. Francuzowi udało się spotkać ze swoim idolem, który podpisał mu koszulkę. Ponadto polski piłkarz obiecał, że przy okazji najbliższego meczu Marsylii wręczy swojemu kibicowi własną koszulkę. Z rozmowy obu panów dowiedzieliśmy się, że Lionel uwielbia styl gry Milika oraz całą jego karierę.

– Uwielbiam tego zawodnika. Przyjechałem do Andory specjalnie z Marsylii, żeby go zobaczyć. Dziś rano powiedziałem: „Ok, wsiadam w samochód i jadę do Andory, żeby go zobaczyć i żeby mi podpisał koszulkę” – usłyszeliśmy od kibica Arkadiusza Milika.

Początek całej historii od 08:17:

fot. Łączy Nas Piłka

Tymoteusz Puchacz o sytuacji w Unionie Berlin: „Mam nadzieję, że po tym zgrupowaniu nadejdzie moment przełomowy”

Sytuacja Tymoteusza Puchacza w Unionie Berlin wciąż nie jest kolorowa. Polski obrońca pomimo regularnej gry w reprezentacji Polski nadal nie zdołał zadebiutować w Bundeslidze.

W letnim okienku transferowym Tymoteusz Puchacz odszedł z Lecha Poznań na rzecz Unionu Berlin. Wówczas niemiecki klub zapłacić za 22-letniego lewego obrońcę 2,5 miliona euro. Tym samym Puchacz stał się drugim najwyższym transferem w historii Unionu. Dopiero w drugiej połowie lipca Polak spadł na trzecie miejsce w tej klasyfikacji z powodu pozyskania Taiwo Awoniyi’ego.

Problemy Puchacza

Tymoteusz Puchacz jest darzony dużym zaufaniem przez selekcjoner reprezentacji Polski, Paulo Sousę. 22-letni obrońca zadebiutował w narodowych barwach 1 czerwca w meczu przeciwko Rosji i od tamtej pory zdołał uzbierać w sumie 9 występów w seniorskiej reprezentacji. Mimo to trener Unionu Berlin wciąż nie jest zbytnio przekonany do polskiego obrońcy. Do tej pory Puchacz rozegrał 6 meczów w barwach Unionu, jednak nadal nie doczekał się debiutu w Bundeslidze.

– Ja trochę już jestem podmęczony tą sytuacją. Przyjeżdżasz tutaj (na zgrupowanie – przyp. red.), grasz, wszystko fajnie. Wracasz tam (do klubu – przyp. red.) i nie grasz. To nie jest łatwe, zobaczymy co to będzie i mam nadzieję, że to się niedługo zmieni – skomentował swoją sytuację Tymoteusz Puchacz.

– Mam nadzieję, że po tym zgrupowaniu, nadejdzie moment przełomowy. Ja robię wszystko, co mogę, żeby tam zacząć grać – dodał.

Są baraże, jest przedłużony kontrakt. Paulo Sousa z reprezentacją na kolejne miesiące

Paulo Sousa pozostanie selekcjonerem reprezentacji Polski co najmniej do końca marca. Kontrakt Portugalczyka z Polskim Związakiem Piłki Nożnej został automatycznie przedłużony po zapewnieniu sobie awansu do baraży.

Reprezentacja Polski pokonała wczoraj reprezentację Andory 4:1 i dopisała na swoje konto trzy punkty. W innym meczu „polskiej” grupy Anglia pokonała Albanię 5:0. Przed nami ostatnia kolejka gier, w której Biało-Czerwoni podejmą na własnym obiekcie Węgrów. W związku z powyższymi wynikami niezależnie od rezultatów w ostatniej kolejce podopieczni Paulo Sousy są już pewni gry w marcowych barażach.

Przedłużenie kontraktu

Paulo Sousa objął stery nad reprezentacją Polski po Jerzym Brzęczku w styczniu tego roku. Głównymi zadaniami stawianymi przed Portugalczykiem było wyjście z grupy na EURO, a także awans na Mundial w Katarze. Pierwszego celu nie udało się zrealizować, jednak drugi wciąż nie został rozstrzygnięty. Dotychczasowy kontrakt Sousy z PZPN obowiązywał do końca eliminacji, a z racji zakwalifikowania się do baraży, został on automatycznie przedłużony do marca przyszłego roku.

– Portugalczyk ma ważną umowę, w której jest taki zapis, że jeśli nie awansujemy na mistrzostwa świata, to kontrakt automatycznie się rozwiązuje. Do jesiennych meczów nie ma sensu niczego zmieniać, a jeśli potem nadal zachowamy szansę na awans przynajmniej do strefy barażowej, jestem zdania, że trener Sousa powinien dokończyć to, co zaczął – mówił w sierpniu tego roku Cezary Kulesza.

źródło: tvp sport

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.