Sebastian Szymański w końcu z golem dla Fenerbahce ⚽️
— Oskar Mochnik (@Oskar_M04) February 9, 2025
Jest to bramka nr. 4000 dla Fener w historii występów ligowych, więc śmiało można powiedzieć, że zapisał się w historii klubu 🙂pic.twitter.com/hpOJ3cFTe5
Kamil Walczak
Piłkarz Śląska chciał pobić swojego kolegę. Rzucił się na niego po meczu
Śląsk Wrocław w sobotę doznał kolejnej wpadki. Tym razem wicemistrzowie Polski wypuścili z rąk zwycięstwo z Radomiakiem Radom. Na boisku piłkarzom zaczęły puszczać nerwy, czemu wyraz dał Rafał Leszczyński.
„Wojskowi” nadal muszą czekać na drugiego zwycięstwo w tym sezonie Ekstraklasy. W sobotę byli blisko dopisania trzech punktów, ale mimo prowadzenia od 10. minuty, Radomiakowi udało się uratować remis w doliczonym czasie gry.
Nerwy pusciły
Spora w tym zasługa Sylvestera Jaspera. Bułgar pojawił się na boisku 81. minucie i już po chwili zobaczył żółtą kartkę. Na domiar złego w okolicy 89. minuty zmarnował kapitalną okazję na ustalenie wyniku.
Po ostatnim gwizdku do Jaspera ruszył Rafał Leszczyński. Bramkarz Śląska miał ewidentne pretensje do kolegi. Sam później nie ukrywał, że gdyby nie szybka reakcja reszty zespołu, mogłoby dojść do rękoczynów.
– Był jedną z tych osób, która mogła zamknąć mecz. Gdyby nie trener, to mogłoby dojść między nami do mocniejszych rzeczy. W szatni się zakotłowało, powiedzieliśmy sobie kilka gorzkich słów, ale na koniec przybiliśmy sobie piątkę – przyznał Leszczyński po meczu.
Rafał Leszczyński o spięciu z Sylwestrem Jasperem: – Był jedną z tych osób, która mogła zamknąć mecz. Gdyby nie trener, to mogłoby dojść między nami do mocniejszych rzeczy. W szatni się zakotłowało, powiedzieliśmy sobie kilka gorzkich słów, ale na koniec przybiliśmy sobie… pic.twitter.com/PWaqcanPx2
— Bartosz Wieczorek (@Bart_Wieczorek) February 8, 2025
Sędzia Myć prawie znokautował zawodnika Rakowa. Łokcie były dozwolone? [WIDEO]
Brawo panie Myć, w ryj i na glebę 🤣#RCZGKS pic.twitter.com/vqEfhFgFlB
— Wjtek (@wojtek_NT) February 8, 2025
Hansi Flick zdecydował. Wiadomo, co z występem Lewandowskiego z Sevillą
W Hiszpanii pojawiły się ostatnio dyskusje pod adresem Roberta Lewandowskiego. Występo Polaka stanął przed znakiem zapytania. Hansi Flick rozjaśnił sytuację i wprost powiedział, na kogo postawi w niedzielnym starciu.
Robert Lewandowski ostatni mecz Barcelony z Valencią (5-0) w Pucharze Króla, przesiedział na ławce. W jego miejscu pojawił się Ferran Torres, który godnie zastąpił snajpera. Hiszpan kończył pierwszą połowę z hat-trickiem na koncie.
Nic się nie zmienia
Naturalne więc było, że po takim występie w Hiszpanii pojawiła się dyskusja, kto powinien zagrać w niedzielę z Sevillą. Część głosów wskazywała na Polaka, zaś część – na będącego w gazie Torresa. Hansi Flick rozjaśnił sytuację na konferencji prasowej.
Niemiec nie zamierza zmieniać hierarchii napastników. Lewandowski wciąż pozostaje numerem „1” w ataku Blaugrany. To właśnie on rozpocznie niedzielne starcie z Sevillą od pierwszej minuty.
Flick confirma que mañana jugará Lewandowski de inicio.
— Toni Juanmartí (@tjuanmarti) February 8, 2025
Wojciech Szczęsny zostanie w FC Barcelonie na dłużej? To bardzo możliwy scenariusz
Wojciech Szczęsny może zostać w Barcelonie na dłużej. Toni Juanmarti ze „Sportu” przekonuje, że możliwy jest scenariusz, w którym Polak podpisuje nowy kontrakt z Blaugraną.
Szczęsny to obecnie pierwszy wybór Hansiego Flicka w obsadzeniu bramki. Polak długo musiał czekać na przebicie się do składu i wygryzienie Inakiego Peni. Kiedy już tego jednak dokonał, nie oddaje miejsca między słupkami.
Dłuższa współpraca?
34-latek podpisał latem 2024 roku kontrakt tylko na rok. W czerwcu umowa ma wygasnąć. Jednak czy aby na pewno? Niewykluczone, że Szczęsny zostanie w Barcelonie na dłużej.
Toni Juanmarti z katalońskiego „Sportu” przekonuje, że sprawa jest rozwojowa. Zarówno Szczęsny, jak i działacze Barcelony, mają być otwarci na rozmowy w kwestii przedłużenia kontraktu.
Dziennikarz przekonuje, że do bramkarza miał wrócić dawny głód gry. Choć sam początkowo zakładał powrót na kilka miesięcy, obecnie ma mieć chęć kontynuowania kariery. Wpływ ma mieć na to nie tylko jego pozycja na boisku, ale również w szatni. Wielu młodych piłkarzy Blaugrany ma patrzeć na Szczęsnego jak na mentora.
Dawniej grał w Ekstraklasie, teraz szuka go policja. Ślad po nim zaginął
Michał Bartkowiak w przeszłości grał w kilku polskich klubach. Obecnie jednak nie ma po nim śladu. Portal o2.pl podaje, że policja prowadzi jego poszukiwania po tym, jak otrzymał zarzuty.
Bartkowiak występował w Ekstraklasie w latach 2014-2016. Był wtedy graczem Śląska Wrocław, dla którego na poziomie ligowym rozegrał 12 meczów. Uznawano go nawet za spory talent, ale zupełnie go nie wykorzystał.
Poza Śląskiem w CV ma także Miedź Legnicę czy Górnik Wałbrzych. Ostatnim jego klubem było SC Polonia Hannover, z którym rozstał się latem 2023 roku.
Poszukiwany
Wtedy także ślad po Bartkowiaku zaginął. Zniknięcie natomiast pokryło się z zarzutami, które usłyszał w lipcu 2023 roku. Według portalu o2.pl, 28-latek został skazany przez sąd w Świdnicy za:
„Spowodowanie naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia trwającego nie dłużej niż 7 dni, udział w bójce lub pobiciu, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, a także posiadanie środków odurzających lub substancji psychotropowych”.
Na ten moment polska policja nic nie może jednak zrobić, bo Bartkowiak najpewniej wciąż przebywa w Niemczech. Wciąż nie wydano europejskiego nakazu aresztowania.
Robert Lewandowskie niepotrzebny Barcelonie? „Nikt nie tęskni za Polakiem”
FC Barcelona rozbiła w czwartek Valencię (5-0) w ćwierćfinale Pucharu Króla. Robert Lewandowski całe spotkanie obejrzał z ławki rezerwowych. Ferran Torres, który zastąpił Polaka, ustrzelił przeciwko „Nietoperzom” hat-tricka i jest niezwykle chwalony w mediach.
Hansi Flick regularnie pozwala Lewandowskiemu na odpoczynek. Nie inaczej było w ćwierćfinale Pucharu Króla przeciwko Valencii (5-0). Polak całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych.
„Nikt nie tęskni”
Miejsce Lewandowskiego w składzie zajął Ferran Torres. Hiszpan spisał się znakomicie. Jeszcze w pierwszej połowie udało mu się skompletować hat-tricka.
Hiszpańskie media nie mogą się teraz nachwalić napastnika Barcelony. „Mundo Deportivo” poświęciło 24-latkowi masę czasu. Podkreślono, że Torres spisuje się znakomicie, gdy ma zastępować Lewandowskiego.
– Bogowie futbolu, zawsze tak kapryśni, chcieli, aby bohaterem wieczoru został były piłkarz Valencii, Ferran Torres, który jeszcze przed przerwą zdobył hat-tricka przeciwko drużynie swojego życia – oceniono.
– 24-latek dobrze robi, że nie celebruje tych goli. Kiedy zaczyna mecz w miejsce Lewandowskiego, nikt nie tęskni za Polakiem – zaznaczono.
Wielki klub chce Cezarego Misztę! Kariera Polaka w Portugalii nabiera zawrotnego tempa
Cezary Miszta od kilku tygodni jest pewnym punktem Rio Ave. Według „O Jogo”, Polakiem poważnie ma się interesować Sporting Lizbona. Niewykluczone, że kariera 23-latka w Portugalii rozpędzi się na dobre.
Na początku 2024 roku Miszta trafił do Rio Ave na zasadzie wypożyczenia z Legii Warszawa. Choć pełnił w klubie jedynie rolę rezerwowego, to Portugalczycy w lipcu postanowili go wykupić. „Wojskowi” otrzymali za bramkarza około miliona euro.
Zawrotne tempo
Po wykupie 23-latek nadal był głównie rezerwowym. Sytuacja zmieniła się jednak w starciu z Benfiką, kiedy Miszta pojawił się między słupkami. Zebrał wtedy bardzo dobre oceny i od tamtej pory nie oddał miejsca w bramce.
W ostatnim czasie nadal był chwalony za swoje występy. Ostatnio doceniono go za spotkanie przeciwko FC Porto (2-2). Co więcej, rosną plotki o jego potencjalnym, dużym transferze.
„O Jogo” twierdzi, że Misztę chce wykupić… Sporting Lizbona. Bramkarz miał się już nawet skontaktować z dyrektorem generalnym klubu, Bernardo Palmeiro. Co ciekawe, wcześniej pracował on właśnie w Rio Ave.
– Sporting obserwuje Misztę od jakiegoś czasu, ale teraz władze klubu zdecydowały się na ruch – pisze „O Jogo”.
Być może Sporting szuka zastępstwa za Vladana Kovacevicia. Bośniak stracił jakiś czas temu miejsce w bramce drużyny i postanowił odejść na wypożyczenie do Legii Warszawa.
Karol Klimczak zapowiada duże ruchy. „Lech zrobi transfer za 4 miliony euro”
Karol Klimczak zapowiada, że Lech Poznań będzie za jakiś czas w stanie przeprowadzać duże transfery. Kiedy stanie się to dokładnie? Nie wiadomo, ale prezes „Kolejorza” apeluje o cierpliwość i zapewnia, że prędzej czy później to nastąpi.
Legia Warszawa pobiła oficjalnie rekord transferowy Ekstraklasy. „Wojskowi” wykupili ze Sportingu Rubena Vinagre za kwotę 2,3 miliona euro. Jak na razie pozostałe tuzy naszej ligi, jak Lech czy Raków, nie dobiły do tej granicy.
„Chodzi o to, żeby transfery były czymś oczywistym”
Póki co takie transfery są na naszym podwórku rzadkością. Karol Klimczak jest jednak przekonany, że to tylko kwestia czasu. W rozmowie z meczyki.pl podkreśla, że potrzeba czasu, ale w końcu Lech także przeprowadzi transfer za grube miliony.
– Po poprzednim sezonie ktoś mnie zapytał: „Czy Lech zrobi w przyszłości transfer za 4 mln euro?”. Tak, Lech zrobi transfer za 4 mln euro. Ale nie chodzi o to, by zrobić jeden taki ruch. Chodzi o to, by klub tak budował drużynę, żeby transfery za 1,5-2 mln euro były czymś oczywistym – przyznał Klimczak.
Źródło: Meczyki / YouTube
Tomasz Ćwiąkała wygrał sprawę z hejterem. W 2023 roku obrażał rodzinę dziennikarza
Tomasz Ćwiąkała poinformował za pośrednictwem swojego kanału na YouTube, że wygrał sprawę przeciwko hejterowi. Autor obraźliwych wpisów oraz głośnego filmu, został ukarany pracami społecznymi i karą finansową.
Blisko dwa lata temu, w czerwcu 2023 roku, użytkownik Twittera zaczepiał na tej platformie Tomasza Ćwiąkałę. Dziennikarz starał się wówczas nie reagować, ale czarę goryczy przelał głośny film. Autor nagrania obrażał w nim nie tylko samego Ćwiąkałę, ale i jego żonę oraz syna.
Wygrana i wyrok
Dziennikarz zapowiedział, że nie będzie więcej biernie wysłuchiwać obelg, w szczególności pod adresem swojej rodziny. Wytoczył wówczas pozew przeciwko hejterowi. Sprawa w końcu znalazła swój finał.
6 lutego 2025 roku Ćwiąkała opublikował na swoim kanale YouTube materiał pod tytułem: „PRAWA Z HEJTEREM Z 2023 ROKU – ZAPADŁ WYROK”. Dziennikarz podzielił się z widzami dobrą nowiną. Sprawa została przez niego wygrana, a autor obraźliwych komentarzy – ukarany.
Wiadomo już, że hejter będzie musiał pokryć koszty procesu w wysokości 4620 zł, a także przelać 15 tysięcy na cel charytatywny. Ponadto będzie musiał odbyć prace społeczne. Sąd skazał go na 6 miesięcy po 20 godzin.
– Jeśli będzie jakakolwiek powtórka i pojawi się coś takiego, co zahaczy albo o Karolinę [żona – przyp. red.], albo o Bruna [syn – przy. red.], to będzie powtórka. Nawet jeśli to ma trwać dwa lata. Nawet jeśli to ma trwać trzy lata albo cztery lata. Nawet jeśli mam być na tym stratny finansowo, nawet jeśli stracę na tym kilka tysięcy złotych, to po raz kolejny pójdę do sądu. Chcecie mnie obrażać, to mnie obrażajcie (…), ale szczerze mówią nie widzę sensu w zahaczaniu o moich bliskich – podkreślił na zakończenie.
Dziennikarz z Hiszpanii ostro krytykuje Szczęsnego. „Nigdy nie należał do najlepszych. Brak szacunku”
Dziennikarz katalońskiego „Sportu”, Ivan San Antonio, przejechał się po Wojciechu Szczęsny. Hiszpan próbuje ze wszystkich sił zdyskredytować Polaka w oczach czytelników w dedykowanym artykule. Artykuł został opracowany przez dziennikarza Weszło – Radosława Laudańskiego
Wojciech Szczęsny już oficjalnie jest pierwszym bramkarzem FC Barcelony. Polakowi trochę zajęło wywalczenie sobie miejsca w składzie. Początkowo nieoczekiwanie przegrywał z Inakim Peną, ale obecnie Hansi Flick nie zostawia złudzeń i konsekwentnie stawia na Polaka.
Dyskredytacja
Decyzja o odstawieniu Peni nie spodobała się części kibiców. Niezadowoleni wydają się być także niektórzy dziennikarze. Ivan San Antonio zdecydował się na napisanie obszernego artykułu. Zaczął w nim od wytknięcia Flickowi kłamstwa i oszukania swojego zawodnika.
– Hansi Flick podjął niesprawiedliwą i arbitralną decyzję. Potępił bramkarza z Alicante i skazał go na całkowity ostracyzm, co jest całkowicie niezrozumiałym wyborem. Niemiec oszukał Inakiego Penę, ponieważ powiedział mu prosto w twarz, że będzie bramkarzem numer jeden i znajdzie się wyżej w hierarchii niż Szczęsny. Później potwierdził to na konferencji prasowej – rozpoczął mocno San Antonio.
Dalej dziennikarz zaznacza, że Pena nie zasłużył na odstawienie od składu, bo prezentował się dobrze, pod nieobecność Ter Stegena. W jego opinii Szczęsny natomiast nigdy nie pasował do Barcelony.
– Trudno nie być nastawionym do tego źle, kiedy widzisz, że Ter Stegena zastępuje bramkarz, który siedział na emeryturze w Marbelli i potrzebował specjalnie przygotowanego okresu przygotowawczego, aby móc znów rywalizować. Nie była to decyzja sportowa, ponieważ braki widać za każdym razem kiedy Szczęsny opuszcza pole karne. Przez całą swoją karierę nie grał w takim systemie, jaki obowiązuje w Barcelonie. Jego nazwisko nigdy nie było brane pod uwagę jako potencjalne wzmocnienie kadry Blaugrany, dopóki nie zawiesił rękawic na kołku. Nigdy nie należał do najlepszych bramkarzy na świecie i jego profil nie pasował do Barcy – pisze.
– Co takiego złego zrobił Pena, że nie może grać? Na to pytanie Flick nie chciał odpowiedzieć. Szczęsny okazał brak szacunku do klubu kiedy zapalił papierosa kilka dni po transferze i było to znacznie poważniejsze przewinienie niż dwuminutowe spóźnienie – podsumował dziennikarz.
🔴 OPINIÓN SPORT
— Diario SPORT (@sport) February 5, 2025
🗣️ „Hansi Flick ha condenado al ostracismo más absoluto al alicantino en una elección incomprensible”
✍️ Ivan San Antoniohttps://t.co/uMkez1sWJj
Źródło i tłumaczenie: Weszło / Radosław Laudański
Legia sięgnie po byłego piłkarza FC Barcelony? Zaskakujący plan „Wojskowych”
Legia Warszawa pozostaje aktywna w kwestii transferów. „Wojskowi” wciąż potrzebują ofensywnego zawodnika. Według tureckich mediów, klub zwrócił uwagę na piłkarza, który może pochwalić się grą w FC Barcelonie.
Legię łączono ostatnio z kilkoma napastnikami. Zdecydowanie najgłośniej było natomiast o możliwym transferze Olego Saetera z Rosenborga. Transakcja nie doszła jednak do skutku, a sam piłkarz zdecydował o pozostaniu w Norwegii.
Były piłkarz Barcelony na celowniku?
„Wojskowi” tym samym w dalszym ciągu szukają wzmocnienia ofensywy. Dość niespodziewane informacje przekazał turecki dziennikarz Mustafa Ozgur Sancar. Z jego ustaleń wynika, że Legia zainteresowała się Yusufem Demirem.
21-latek jest obecnie zawodnikiem Galatasaray, ale piłkarsko kształcił się Rapidzie Wiedeń. W lipcu 2021 roku niespodziewanie trafił do FC Barcelony. Na wypożyczeniu spędził pół roku. Podczas sezonu 2021/22 rozegrał nawet 9 meczów w pierwszej drużynie.
Demir w CV ma jeszcze FC Basel. W bieżącym sezonie rozegrał łącznie 9 meczów dla Galatasary, w których nie strzelił jednak ani jednego gola.
Stanowski potwierdza sprzedaż Weszło. „Paradoksalnie będzie mnie… więcej”
Krzysztof Stanowski potwierdził plotki o sprzedaży udziałów w „Weszło”. Dziennikarz zapowiedział, że zostawi sobie 20 proc. udziałów, a pozostałe odkupią od niego zaprzyjaźnione z nim osoby. Co ciekawe, po dopięciu transakcji, na portalu pojawiać się będzie… częściej.
Od kilku dobrych dni pojawiają się informacje, według których Krzysztof Stanowski miałby niebawem sprzedać „Weszło”. Do tej pory brakowało jednak jakiegokolwiek oficjalnego potwierdzenia. W końcu sam zainteresowany odniósł się do sprawy.
Warunki uzgodnione
Stanowski opublikował na Twitterze wpis, w którym potwierdza, że wszystko zmierza w kierunku odsprzedania udziałów w redakcji. Właściciel „Kanału Zero” zapowiada, że planuje zostawić sobie 20 proc. udziałów. Pozostałe 80 ma trafić do zaprzyjaźnionych z nim osób.
– W ostatnim czasie pojawia się sporo informacji, że w Weszło dojdzie do zmiany właścicielskiej. Rzeczywiście, wszystko wskazuje na to, że wkrótce zostawię sobie 20-procentowy pakiet udziałów, a 80 procent sprzedam zaprzyjaźnionym ze mną osobom, które poświęcą swój kapitał i przede wszystkim czas (tego mi zdecydowanie najbardziej brakuje) na rozwój serwisu – czytamy we wpisie.
W dalszej części Stanowski tłumaczy powody swojej decyzji. Te okazały się prozaiczne i dość łatwe do wywnioskowania. Najzwyczajniej – nie ma już tyle czasu, co wcześniej. Dużo bardziej absorbują go inne projekty.
– Serwis założyłem w 2008 roku, myślę, że to kawał fajnej historii sportowego internetu. Szkoda by było, żeby Weszło nie było należycie pielęgnowane, a ja niestety nie mam totalnie na to czasu. Projekt Zero i kilka innych projektów (o niektórych wiecie, o innych nie) tak mnie zassały, że od wielu miesięcy po prostu nie mam chwili nawet na to, by sprawdzić, o czym chłopaki na Weszło piszą. Jakikolwiek mój nadzór nad tym portalem stał się iluzoryczny, a na dłuższą metę to nie prowadzi do rozwoju. Chciałbym, żeby Weszło rosło, a do tego potrzebni są nie tylko świetni dziennikarze (których mamy), ale też ludzie, którzy dmuchną wiatr w żagle i będą sprawdzać, czy te żagle są dobrze rozwinięte – dodał.
Co ciekawe, „Stano” zapowiada, że jeśli już do sprzedaży udziałów dojdzie, to na „Weszło” będzie go… więcej. Zobowiązał się pisać przez minimum rok autorskie felietony oraz nagrywać „Stanowiska”, aby pomóc w nowym starcie redakcji.
– Paradoksalnie, oznacza to, że przez minimum rok będzie mnie na Weszło… więcej, ponieważ zobowiązałem się, że – skoro ma być dmuchnięcie w żagle – będę regularnie pisał felietony i nagrywał „Stanowiska” – podsumował.
W ostatnim czasie pojawia się sporo informacji, że w Weszło dojdzie do zmiany właścicielskiej. Rzeczywiście, wszystko wskazuje na to, że wkrótce zostawię sobie 20-procentowy pakiet udziałów, a 80 procent sprzedam zaprzyjaźnionym ze mną osobom, które poświęcą swój kapitał i przede…
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) February 5, 2025
Duży polski talent odszedł z Milanu po prawie 3 latach. Teraz ma pomóc w walce o awans do Bundesligi
Dariusz Stalmach po niespełna trzech latach rozstał się z Milanem. 19-letni talent odszedł z Włoch i trafił do 2. Bundesligi. Oficjalnie jest już zawodnikiem Magdeburga.
W sierpniu 2022 roku Stalmach trafił do młodzieżowej drużyny Milanu. Ostatnio natomiast grywał w drużynie do 23. roku życia. Łącznie we wszystkich zespołach „Rossonerich” zaliczył 85 występów, strzelając 6 goli i notując 7 asyst.
Transfer
19-latek nigdy nie przebił się do pierwszej drużyny i nie zadebiutował w Serie A. Póki co także do tego nie dojdzie. Milan zdecydował się na sprzedanie Stalmacha do 2. Bundesligi, a konkretnie do Magdeburga.
Włoskie media przekonują, że główną motywacją do transferu była kończąca się umowa pomocnika. Kontrakt wygasał latem bieżącego roku. Strony miały nie dojść do porozumienia, co znalazło swój finał w dopięciu sprzedaży 19-latka.
#ACMilan comunica di aver ceduto a titolo definitivo le prestazioni sportive del calciatore Dariusz #Stalmach a FC Magdeburg. pic.twitter.com/7UClRpMMdp
— Milan Zone (@theMilanZone_) February 4, 2025
Luca Bendoni, dziennikarz współpracujący z Gianluką Di Marzio, przedstawił szczegóły dotyczące transakcji. Milan miał otrzymać za Stalmacha 250 tysięcy euro. Ponadto Włosi zapewnili sobie procent od kolejnego transferu Polaka.
Nie ma jednak mowy o klauzuli odkupu. W kontrakcie 19-latka z Magdeburgiem nie znalazła się klauzula, która pozwalałaby Milanowi jego ponowne wykupienie.
AC Milan will earn a fee in the region of €250k + potential add-ons from Dariusz Stalmach’s permanent sale to Magdeburg. No buy-back option and no sell-on clause included. 🔴⚫️ #ACMilan pic.twitter.com/jToOAftVBq
— Luca Bendoni (@LucaBendoni) February 4, 2025
Przed transferem do Milanu, Stalmach występował w Górniku Zabrze. Od początku prezentował całkiem duży talent. W seniorskiej drużynie zabrzan rozegrał w sumie 22 mecze i zanotował jedną asystę.
Magdeburg, w którym teraz będzie rozwijać się młody pomocnik, walczy o awans do niemieckiej elity. Obecnie zajmuje 3. miejsce w tabeli 2. Bundesligi. To premiowane jest grą w barażach. Tyle samo punktów ma jednak Hamburger (2.) oraz Kaiserslautern (4.).
Pijany turysta z Niemiec okradł piłkarzy polskiego klubu. Zawinął 8 i pół par butów
Do przykrej, ale i kuriozalnej sytuacji doszło podczas obozu Termaliki w Turcji. Piłkarze 1-ligowca padli ofiarą kradzieży. Ukradziono im… buty.
I Liga wraca do gry w przyszłym tygodniu. Spora część klubów przygotowywała się do wznowienia rozgrywek poza granicami kraju. Termalica Bruk-Bet Nieciecza trenowała w Turcji.
Ukradzione buty
To właśnie tam doszło do dość kuriozalnej sytuacji. „Przegląd Sportowy” poinformował, że piłkarzom ukradziono buty. W pierwszych dniach obozu z hotelu miało zniknąć dokładnie 8 i pół par korków.
Klub szybko zareagował i kradzież zgłoszono obsłudze hotelowej. Pracownicy szybko przejrzeli zapisy z kamer i okazało się, że obuwie ukradł… pijany turysta z Niemiec.
– Buty ukradł gość hotelowy z Niemiec, kiedy zawieruszył się przy pokojach piłkarzy Bruk-Betu. Jego stan wskazywał na to, że tamtej nocy nie spędził przy wodzie, a raczej drinkach i to nie jednym – pisze Łukasz Olkowicz w felietonie dla „Przeglądu Sportowego”.
Sprawa miała zakończyć się już kolejnego dnia po incydencie. Niemiec musiał spotkać się osobiście z piłkarzami, którym oddał skradzione buty. Poza tym zapłacił karę finansową.