Kamil Grosicki o zrezygnowaniu z gry w kadrze: „Wiek nie jest problemem”

Mateusz Borek udzielił ostatnio głośnej wypowiedzi. Jasno przyznał, że chciałby powrotu Kamila Grosickiego do reprezentacji Polski. Sam zainteresowany zdecydował się odnieść do całego zamieszania na kanale „Prawda Futbolu”.




Grosicki znajduje się w świetnej formie w bieżącym sezonie. Do tej pory uzbierał po 7 goli i asyst w 22 rozegranych meczach. Po spotkaniu z Górnikiem Zabrze, kiedy „Grosik” ustrzelił dublet, Mateusz Borek w zdecydowanych słowach przyznał, że chce powrotu zawodnika do reprezentacji Polski.

„Wiek nie jest problemem”

36-latek zdecydował się odnieść do słów dziennikarza. Podczas rozmowy z Romanem Kołtoniem na kanale „Prawda Futbolu” przyznał, że po meczu z Górnikiem dostał dużo pochwał. Podkreślił również, że wiek nie jest problemem.




– W piątek, po meczu z Górnikiem, z gratulacjami zadzwonił do mnie prezes Kulesza. Wiadomo, przyjaźnimy się, znamy się bardzo dobrze i mówił mi „Kamil, czemu ty tę karierę reprezentacyjną skończyłeś, jak jesteś w takiej formie?” – tak pół serio, pół żartem, ale na drugi dzień dostałem też SMS-a od trenera Probierza z gratulacjami. Później Mati Borek dał swoją wypowiedź. […] Fajnie powiedział, tak widać, że od serca, to, co myśli, on zna się dobrze na piłce. I ja też podpisuję się pod tym, że wiek nie jest problemem w tym, żeby grać. Jak jest się zdrowym i gra na dobrym poziomie, to nie można skreślać zawodników starszych, bo oni tych młodych jeszcze pociągną do tego, żeby byli lepsi – ocenił Grosicki.

Jakub Moder wychwalany po meczu z Milanem! „Polska marka odkurzaczy”

Jakub Moder zadebiutował w środę w Lidze Mistrzów. Przeciwko Milanowi (1-0) zaliczył swoje pierwsze pełne 90 minut od meczu z Francją na Euro 2024. Za swój występ zebrał masę pochwał w holenderskich mediach i nie tylko.




Feyenoord pokonał wczoraj AC Milan (1-0) w pierwszym meczu 1/16 Ligi Mistrzów. Holendrzy, mimo gry na własnym boisku, byli raczej skazywani na porażkę. Udało im się jednak odnieść zaskakujące zwycięstwo, a cały mecz na murawie spędził Jakub Moder.

Pochwały

Dla Polaka spotkanie z Milanem było istotne z kilku powodów. Przede wszystkim był to jego debiut w Lidze Mistrzów. Ponadto, dzięki rozegraniu go od deski do deski, pierwszy raz od meczu z Francją na Euro 2024, zagrał pełne 90 minut.

Za swój występ zebrał masę pochwał. Holenderskie media nie mogą się go teraz nachwalić. Portale voetbalprimeur.nl, voetbalzone.nl oraz vi.nl przyznały Moderowi ocenę 8,5 w dziesięciostopniowej skali.




– Moder dobrze odczytywał grę i był wszędzie na boisku.

Silny fizycznie i zachowywał spokój przy piłce. Jak dotąd był to jego najlepszy występ w barwach zespołu z Rotterdamu – pisano o występie.

Zachwyceni są także kibice Feyenoordu. Wielokrotnie podczas meczu na Twitterze porównywano Polaka do Sergio Busquetsa za najlepszych czasów. Nazywano go także „odkurzaczem” czy „buldożerem”.




– Nigdy wcześniej nie słyszałem o firmie Moder, ale wydaje mi się, że to polska marka odkurzaczy – pisał jeden z kibiców.

– Moder najlepszy mecz w historii, Timber z kolei najgorszy – pisał kolejny.

Zapadł wyrok w sprawie Kewina Komara! Znamy decyzję sądu

Sąd Okręgowy w Tarnowie wydał wyrok w sprawie Kewina Komara. Bramkarz Puszczy Niepołomice został uniewinniony i oczyszczony z zarzutów.




W sierpniu 2023 roku doszło do ogromnej afery. Kewin Komar został pobity, a jako sprawców wskazał kibiców Wisły Kraków. Do incydentu doszło podczas festynu w Małym Wiśniczu.

Z czasem na jaw wyszły jednak nowe fakty, które rzuciły nowe światło na sprawę. Wówczas to Komar został oskarżony o sprowokowanie sytuacji. Bramkarz został oskarżony o pobicie, a sprawa trafiła do sądu.

Wyrok

12 lutego 2025 roku poznaliśmy zakończenie tej burzliwej historii. Sąd Okręgowy w Tarnowie uniewinnił Komara i oczyścił go z zarzutów. Kancelaria Adwokacka Cholewa & Cichy poinformowała, że piłkarz działał w obronie koniecznej.




Z wielką satysfakcją informujemy, że Sąd Okręgowy w Tarnowie wydanym dziś wyrokiem uwzględnił w pełnym zakresie naszą apelację i uniewinnił bramkarza ekstraklasowej MKS „Puszcza” Niepołomice Kewina Komara od zarzutów postawionych mu przez Prokuraturę Rejonową w Bochni. Sąd Okręgowy w Tarnowie podzielił argumentację apelacji obrony w szeroko opisywanej przez media sprawie wydarzeń na festynie strażackim w Wiśniczu Małym uznając, że Kevin Komar niewątpliwie działał w warunkach obrony koniecznej, odpierając bezpośredni, bezprawny zamach napastników. Wyrok jest prawomocnyprzekazała w mediach społecznościowych kancelaria, która reprezentowała Komara.

Warto podkreślić, że mimo poważnych oskarżeń i toczącej się sprawy, Puszcza nie zrezygnowała z Komara. Klub wspierał swojego zawodnika i wciąż konsekwentnie na niego stawiał. 21-latek w bieżącym sezonie rozegrał 18 meczów w Ekstraklasie.

Robert Lewandowski wskazał, z kim grało mu się najlepiej. „Wiedziałem, gdzie zagra piłkę”

Robert Lewandowski może pochwalić się bardzo bogatą karierą. W swoim CV ma grę z wieloma wybitnymi piłkarzami. Zdradził, z kim grało mu się do tej pory najlepiej.




Lewandowski obecnie gra między innymi z Lamine Yamalem, Raphinhą czy Pedrim. Gros swojej kariery spędził jednak w Bundeslidze. W Borussii Dortmund miał okazję dzielić szatnię z Jakubem Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem, zaś w Bayernie z Arjenem Robbenem czy Franckiem Riberym.

„Czułem z nim specjalną więź”

Nawet sprzed telewizora widać było jednak, jak dobrze dogaduje się na boisku z Thomasem Muellerem. Lewandowski sam nie ukrywa, że to właśnie z legendą „Die Roten” grało mu się najlepiej.

– Myślę, że było wielu takich, z którymi dyskutowałem na temat futbolu, ale kimś, z kim poczułem na boisku specjalną więź do tego stopnia, że widziałem, gdzie zagra piłkę i dlaczego ją tam zagra, że szuka mnie, był Thomas Mueller. Samo to, że patrzył na mnie, sprawiało, że rosła moja gotowość. Rozumieliśmy się bardzo dobrze, bo rozumiemy piłkę nożną – przyznał dla tygodnia „Piłka Nożna”.




Obecnie jednak coraz lepiej dogaduje się z kolegami z Barcelony. „Lewy” przyznaje, że z biegiem czasu bardziej rozumie, jak grać chociażby z Yamalem, Pedrim czy Raphinhą.

– Ale przyznam szczerze, że Lamine Yamal, mimo młodego wieku, zaczyna szybko się uczyć. Porównując go z pierwszym rokiem, kiedy zaczynał grać w Barcelonie, to dużo łatwiej mi się z nim gra, dużo lepiej go rozumiem. Widzę, że on też coraz lepiej rozumie piłkę. Dużo łatwiej jest mu jakąś kwestię taktyczną wytłumaczyć. Tymczasem zdarza się, że wielu młodych zawodników w Barcelonie myśli, że to ktoś na boisku czegoś nie zrobił tak, jak powinien w określonej sytuacji, podczas gdy tak naprawdę to oni wówczas zachowali się niewłaściwie. Górę bierze gorąca głowa, a nie wiedza taktyczna. Źle patrzą, źle coś widzą. Stąd rozmowy z nimi, ponieważ czasami trzeba ich po prostu jeszcze wyprowadzać z błędu – zaznaczył.

– Lamine zaś szybko łapie pewne rzeczy. To akurat trudno wytłumaczyć, ale zdarza się takie wewnętrzne połączenie między zawodnikami, którego nie widać, ale które istnieje. I zaczynam czuć podobne z Yamalem. Zresztą nie tylko z nim, bo i choćby z Pedrim. Każdy mecz powoduje, że lepiej rozumiem się także z Raphinhą – dodał.

– On bardzo mocno dogrywa piłkę. Tak mocno, że czasami brakuje czasu na reakcję. Więc tłumaczę: Rapha, lepiej lżej, ale w punkt, bo nawet jak zagrasz super piłkę, ale mocno, to napastnikowi ciężko ją skontrować, skontrolować, nawet dopasować kroki do uderzenia. I na szczęście widzę, że od początku tego sezonu, czyli mojego trzeciego w Barcelonie, zaczynamy rozumieć się coraz lepiej – zakończył.

Robert Lewandowski szczerze o grze reprezentacji. „Zawsze było mniej sytuacji”

Robert Lewandowski wielokrotnie powtarzał, że gra w klubie jest czymś zupełnie innym, niż gra w reprezentacji. W rozmowie z tygodnikiem „Piłka Nożna” ponownie zaznaczył, czym się to różni. „Zawsze było mniej sytuacji” – mówił kapitan.




Już od wielu lat Lewandowski pełni funkcję kapitana reprezentacji Polski. W narodowych barwach wielokrotnie strzelał ważne gole. Niestety 2024 rok był trudno dla całej kadry, nie oszczędzając także 36-latka.

„Zawsze było mniej sytuacji”

Napastnik FC Barcelony nigdy nie ukrywał, że gra w reprezentacji to dla niego wyzwanie. W każdym swoim klubie grał zupełnie inaczej, niż w biało-czerwonych barwach. Podczas rozmowy z „Piłką Nożną” wskazał największe różnice.




– Dla mnie zawsze był wyzwaniem przyjazd z klubu na kadrę. W reprezentacji zawsze było mniej sytuacji, mniej okazji do zdobywania bramek – przyznał.

– Nauczyłem się jednak tego. Nigdy nie oczekiwałem, że ta rzeczywistość będzie identyczna. Staram się pomagać drużynie narodowej tak czy inaczej, ale niewątpliwie jest to segment, który można poprawić, by być w polu karnym rywala częściej, by stwarzać sytuację napastnikowi – dodał „Lewy”.

– Choć mówiąc uczciwie, to w drugim meczu ze Szkotami, w Warszawie, te okazje już były. Jeśli ja, jako napastnik, mam sytuacje, to jest już super. Nawet jeśli się nie trafi, to trudno. Wolę mecz, w którym nie wykorzystam klarownej sytuacji, niż taki, w którym nie mam żadnej sytuacji – podsumował.




Reprezentacja Polski w 2024 roku spadła z dywizji A Ligi Narodów. Już w marcu rozpocznie jednak zmagania w eliminacjach mistrzostw świata. Na start „Biało-Czerwoni” zagrają z Maltą i Litwą. Oba mecze odbędą się w Warszawie.

Alex Haditaghi chce przejąć inny klub z Ekstraklasy! Potwierdził zainteresowanie

Alex Haditaghi był łączony z przejęciem Pogoni Szczecin. Ostatecznie do transakcji nie doszło, co nie oznacza jednak, że Kanadyjczyk zamierza odejść z polskiego rynku. Biznesmen potwierdził, że jest zainteresowany Śląskiem Wrocław.




Saga związana ze sprzedażą Pogoni Szczecin trwa od kilku tygodni. Jakiś czas temu bardzo głośno było o Alexie Haditaghim. Kanadyjczyk miał być już niemal w pełni dogadany w sprawie przejęcia „Portowców”, ale ostatecznie temat upadł. Problemem okazało się zadłużenie klubu i brak porozumienia z wierzycielami.

„Mamy potencjał”

Fiasko negocjacji z Pogonią nie oznacza, że Kanadyjczyk wycofa się z polskiego rynku. W rozmowie z Bartłomiejem Czetowiczem, Haditaghi przyznał, że interesuje go przejęcie Śląska Wrocław.




– Moje zainteresowanie Śląskiem Wrocław wynika z wiary w siłę dobrego zarządzania i podejmowania strategicznych decyzji zarówno na boisku, jak i poza nim oraz w ogromny potencjał, jaki oferuje ten zespół i miasto. Dzięki naszej jasnej wizji i naszemu czystemu wsparciu finansowemu jestem pewien, że mamy potencjał do zbudowania zwycięskiego zespołu, z którego miasto i kibice mogą być dumni – stwierdził biznesmen.

– Chociaż nie nawiązaliśmy jeszcze bezpośredniego kontaktu z prezydentem miasta, urzędnikami i innymi zainteresowanymi stronami w sprawie naszych zamiarów, nasze podejście jest przejrzyste i koncentruje się na długoterminowych korzyściach społecznych i gospodarczych. Nie mogę się doczekać możliwości wniesienia wkładu w dziedzictwo Śląska Wrocław i odkrywania szerszych możliwości we Wrocławiu i poza nim – dodał.

Wieczysta znowu zaszokuje? Na celowniku były piłkarz Legii Warszawa

Wieczysta Kraków zamierza dokonać kolejnego głośnego transferu. Portal meczyki.pl podaje, że klub prowadzi rozmowy z byłym graczem Legii Warszawa.




Wieczysta znana jest z przeprowadzania głośnych transferów, na które nie mogą pozwolić sobie innego drużyny z 2. Ligi. Klub należący do Wojciecha Kwietnia może pochwalić się kilkoma zawodnikami z przeszłością w Ekstraklasie i nie tylko. Krakowiacy wciąż nie powiedzieli ostatniego słowa.

Przeszłość w Legii

Nie tak dawno w kontekście Wieczystej mówiło się o Carlitosie. Hiszpan jednak nie trafi do Krakowa, ale możliwe, że zrobi to jego rodak i to inny, z którym kiedyś grał w Legii. Mowa konkretnie o Rafie Lopesie.

W przeszłości napastnik grał przy Łazienkowskiej, a także w stolicy Małopolski. Jednak w przeciwieństwie do Carlitosa, nie reprezentował on „Białej Gwiazdy”, a Cracovię. Obecnie 33-latek występuje natomiast w cypryjskim Anorthosisu Famagusta, dla którego strzelił 12 goli. Jest ponadto liderem strzelców całej ligi.




Według portalu meczyki.pl, Wieczysta próbuje skusić Lopesa na powrót do Polski. Trwać mają obecnie negocjacje między klubami.

Mateusz Borek widzi Kamila Grosickiego ponownie w reprezentacji. „Kładzie na du*ę 20-latków i się nimi bawi”

Reprezentacja Polski niebawem wróci do gry. W marcu „Biało-Czerwoni” rozpoczną zmagania w eliminacjach mistrzostw świata. Mateusz Borek jest zdania, że do kadry powinien wrócić Kamil Grosicki.

2024 rok nie był najlepszy w wykonaniu reprezentacji Polski. Kadra Michała Probierza pozostawiła po sobie głównie negatywne emocje. W ciągu ostatnich pięciu meczów, „Biało-Czerwoni” ani razu nie wygrywali. Ba, zaledwie raz udało się im zremisować. Na domiar złego spadliśmy z dywizji A Ligi Narodów.

Powrót weterana?

W marcu Michała Probierza czeka nowe rozdanie. Reprezentacja Polski rozpocznie grę w eliminacjach mistrzostw świata. Selekcjoner dał się poznać już z tego, że lubi powoływać nieoczywistych piłkarzy. Trudno zatem przewidzieć, kogo tym razem zobaczymy na zgrupowaniu.

Sporo mówiło się przede wszystkim o odmładzaniu kadry i o tym, że powoli powinniśmy wprowadzać nowych, obiecujących zawodników. Mateusz Borek jest jednak innego zdania. Dziennikarz uważa, że do reprezentacji powinien wrócić Kamil Grosicki.

– Na czym polega odmładzanie? Że bierzemy 34-letniego Tarasa Romanczuka i na Mistrzostwach Europy wystawiliśmy 34-letniego Salamona? To my tak odmładzamy. Rezygnujemy z gości, którzy zagrali na kilku turniejach, mają po 100 meczów w reprezentacji, a odmładzamy, że bierzemy dwóch, którzy nie mają praktycznie żadnego doświadczenia w reprezentacji, ale są dwa lata młodsi. Ja jako Polska chcę jechać na Mistrzostwa Świata. Jeśli dzisiaj Kamil Grosicki miałby mi pomóc w czterech meczach eliminacyjnych, to ja i tak Grosickiego biorę. Ja dzisiaj włączam Pogoń Szczecin dla Kamila Grosickiego – mówił w „Kanale Sportowym”.

– Nie dlatego, że się znamy prywatnie. Dlatego, bo mam przyjemność. Widzę inny dotyk piłki, że widzę kreatywność, widzę gościa, co ma ciąg na bramkę, widzę gościa, co kładzie na du*ę 20-latków i się nimi bawi. Jestem przekonany, że gdyby grał w Legii Warszawa albo Lechu Poznań, to grałby jeszcze lepiej. On cały czas jest lepszy od tych Fornalczyków i innych – uzupełnił.

„Nie trzeba dotknąć piłki, żeby spalić”. Były sędzia analizuje kontrowersyjnego gola Lechii

Nie milkną kontrowersje po zwycięstwie Lechii nad Lechem. Adam Lyczmański na antenie „Canal+” stwierdził, że gol Bobcka nie powinien zostać uznany.




Lech niespodziewanie przegrał w niedzielę z Lechią (0-1). Jedynego gola dla gospodarzy strzelił Tomas Bobcek. Sporo osób uważa jednak, że trafienie Słowaka nie powinno zostać uznane.

„Nie trzeba dotknąć piłki, żeby spalić”

Przypomnijmy, że gdy Bobcek oddawał strzał, na linii piłki między zawodnikiem a Mrozkiem, znalazł się Tomasz Neugebauer. Utrudnił on bramkarzowi Lecha obronę futbolówki. Według Adama Lyczmańskiego, sędziowie nie powinni uznać tego trafienia.




– Mamy tutaj przykład na sytuację, gdzie wcale nie trzeba dotknąć piłki, żeby spalić. Tutaj mamy zawodnika Lechii na pozycji spalonej, a pozycja spalona nie jest przewinieniem. Ona jest przewinieniem dopiero wtedy, kiedy zawodnik zagra piłkę albo wywrze wpływ na przeciwnika – analizował Lyczmański na antenie „Canal+”.

– I w mojej ocenie bramkarz Lecha Poznań piłki nie widzi. Zasłania mu tę piłkę zawodnik, który przebywa na pozycji spalonej. A wówczas mamy do czynienia ze spalonym, jest to wpływ na bramkarza poprzez zasłanianie. I moim zdaniem jest to na tyle blisko, że można by to uznać za przewinienie – stwierdził.

Kontrowersja w meczu Lecha Poznań! Gol Lechii nie powinien zostać uznany?

Lech Poznań sensacyjnie przegrał z Lechią Gdańsk (0-1) w ostatnim niedzielnym meczu Ekstraklasy. Pojawiło się jednak sporo wątpliwości wokół gola gospodarzy, który… nie powinien być uznany.

Czołówka Ekstraklasy w ten weekend całkowicie zawiodła. Zarówno Jagiellonia, jak i Raków oraz Legia, przegrały swoje mecze. Ich los podzielił w niedzielę również Lech Poznań, którego nieoczekiwanie ograła Lechia Gdańsk (1-0).




Niesłuszny gol?

Dla „Kolejorza” mecz od samego początku nie układał się dobrze. Już w 2. minucie żółtą kartkę otrzymał Alex Douglas. W 14. z kolei schodził już z boiska z czerwonym kartonikiem.

Na chwilę przed przerwą Lechia wykorzystała przewagę i błąd Milicia. Z ostrego kąta piłkę do siatki wpakował Tomas Bobcek. Wokół gola Słowaka pojawiła się jednak masa kontrowersji.




Na linii strzału Bobcka widać Tomasza Neugebauera, który znajduje się na pozycji spalonej. Mógł on utrudniać Bartoszowi Mrozkowi dostrzeżenie zachowania strzelca, co w konsekwencji doprowadziło do utraty bramki.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.