Ładny gest Lamine Yamala. Dlatego poprosił o zmianę

FC Barcelona rozbiła w środę Borussię Dortmund aż 4-0. W końcówce meczu na murawie pojawił się Ansu Fati, dla którego były to pierwsze minuty od wielu miesięcy. Jak się okazuje, na taką zmianę naciskał Lamine Yamal.

Blaugrana nie zostawiła żadnych złudzeń w meczu z Borussią. Barcelona wygrała pierwszy mecz 4-0 po bramkach Raphinhi i Yamala oraz dublecie Roberta Lewandowskiego. Są tym samym w bardzo komfortowej sytuacji przed rewanżem.

Miły gest

Spotkanie było jednak szczególne dla Ansu Fatiego. Hiszpan pojawił się na murawie w 86. minucie, ale co najważniejsze – był to jego pierwszy występ od styczniowego meczu z Barbastro.

22-latek zastąpił Lamine Yamala. Według Toniego Juanmarti, to właśnie gwiazdor Barcelony chciał takiej zmiany. Pod koniec spotkania poprosił o zmianę, aby jego kolega mógł zebrać chociaż kilka minut na boisku.

Caicedo się nie popisał. Tyle jego zdaniem wynosi odległość z Londynu do Warszawy

W czwartek Chelsea zagra w Warszawie z Legią w ćwierćfinale Ligi Konferencji Europy. Przed spotkaniem na oficjalnym profilu „The Blues” pojawił się materiał, w którym wystąpił między innymi Moises Caicedo. Kibice byli zażenowani jego występem.

Przed Legią bardzo trudne wyzwanie. Do Warszawy przyleci Chelsea, która jest zdecydowanym faworytem ćwierćfinału.

Popis wiedzy

Na oficjalnym kanale Chelsea na TikToku pojawił się materiał, w którym zawodnicy mieli oszacować odległość od Londynu do Warszawy w milach. Film pokazał jednak duże braki z wiedzy geograficznej.

Faktyczna odległość, dzieląca obie stolice, wynosi 900 mil (1450 kilometrów). Najbliżej poprawnej odpowiedzi był Jadon Sancho. Oszacował odległość na 700 mil.

Reszta była jednak dużo dalej od poprawnej odpowiedzi. Moises Caicedo uznał, że Londyn i Warszawę dzieli jedynie… 20 mil. Kibice byli dla niego bezlitośni. W komentarzach często pojawiają się wypowiedzi w stylu: „Dziękuj Bogu, że umiesz grać w piłkę”.

Tragedia bohatera Interu tuż przed meczem z Bayernem. Dlatego płakał po golu

Inter Mediolan wygrał ostatni mecz w Lidze Mistrzów z Bayernem Monachium 2-1. Bohaterem Włochów okazał się Davide Frattesi. Jak się okazało, tuż przed meczem przydarzyła mu się przykra sytuacja.

Po pierwszych meczach ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów, Inter Mediolan znajduje się w niezłej sytuacji. Wygrał pierwsze spotkanie z Bayernem Monachium (2-1). Bohaterem „Nerazzurrich” okazał się Davide Frattesi, który pojawił się na murawie w 74. minucie, a w samej końcówce strzelił decydującego gola.

Śmierć przed meczem

Bohater Interu tuż przed spotkaniem doświadczył bardzo przykrej sytuacji. Zaledwie dzień przed rywalizacją z Bayernem, odeszła babcia Frattesiego. Dlatego po strzeleniu bramki, 25-latek zalał się łzami.

– Zawsze uważałem, że moją największą siłą jest głowa. Myślałem, że nic mnie nie złamie. Ale kiedy zmierzyłem się z tym, co wydarzyło się z moją babcią, kompletnie się pogubiłem. Byłem zbyt związany emocjonalnie. To było trudne, nie byłem przygotowany, by widzieć ją w takim stanie. Myślę, że dziś miała w tym swój udział. Na pewno krzyczała na mnie z góry, bym się ogarnął – przyznał dla „Sky Sports”.

Do rewanżu między Interem a Bayernem dojdzie 16 kwietnia. Mediolańczycy nie dość, że mają zaliczkę przed drugim starciem, to będą tym razem grać na swoim terenie.

Mikel Arteta zachwycony Jakubem Kiwiorem. Co za słowa. „Wszedł i pokazał. To nie przypadek”

Arsenal rozbił we wtorek Real Madryt aż 3-0 w meczu Ligi Mistrzów. Całe spotkanie rozegrał Jakub Kiwior. Polak zebrał masę pochwał, w tym także od Mikela Artety.

We wtorek rozegrano pierwsze mecze ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów. W jednym z nich Arsenal rozbił Real Madryt aż 3-0. „Kanonierzy” mają tym samym solidną zaliczkę przed rewanżem na Bernabeu.

„To nie przypadek”

Całe spotkanie przeciwko „Królewskim” rozegrał Jakub Kiwior. Polak wskoczył ostatnio do składu Arsenalu, w obliczu kontuzji Gabriela. Wcześniej Mikel Arteta zapierał się, że nie chce puścić defensora na wypożyczenie, bo będzie mu potrzebny.

I faktycznie, udowodnił to. Hiszpan najpierw zaufał Kiwiorowi w meczach z Fulham i Evertonem, a teraz posłał go na bój przeciwko „Królewskim”. Po ostatnim gwizdku nie szczędził mu komplementów.

– Straciliśmy prawdopodobnie naszego najlepszego obrońcę na cztery miesiące. A Jakub Kiwior wszedł i pokazał, co potrafi. To nie przypadek – powiedział Arteta.

Brutalny atak na kibiców po meczu Ekstraklasy. Policja zatrzymała 7 kiboli z Lubina. Grozi im surowa kara

Aż siedmiu kibiców zostało zatrzymanych przez policję pod zarzutem rozboju. Grozi im nawet do 15 lat więzienia. W niedalekiej przyszłości o ich losach zdecyduje sąd.

W nocy z poniedziałku na wtorek doszło do zatrważających wydarzeń. Dwaj kibice, wracając z meczu Ekstraklasy, zostali brutalnie napadnięci. Napastnikami okazali się pseudokibice jednego z lubińskich klubów.

15 lat więzienia

Grupa kiboli miała podjechać do ofiar dwoma samochodami. Celem natomiast miały być klubowe barwy w postaci koszulek, szalików i proporczyka. Skończyło się jednak na pobiciu młodych mężczyzn oraz kradzieży ich przedmiotów osobistych.

Część z napastników miała założone kominiarki, co miało utrudnić ich identyfikację. Zaledwie kilkanaście godzin później do drzwi jednego z chuliganów zapukała policja. Sprawa poniosła się błyskawicznie. Szybko rozpoznano siedmiu napastników, a następnie dokonano ich zatrzymań.

Cała grupa usłyszała zarzut rozboju. Grozi im nawet do 15 lat pozbawienia wolności. O sprawie poinformowała w swoich mediach społecznościowych dolnośląska Policja.

Nieco wcześniej, ten sam profil, poinformował o udaremnieniu zamieszek, w których mogło wziąć nawet 300 osób. Kibole z Lubina mieli w porozumieniu z kibolami z Bydgoszczy i Bytomia, planować atak na pociąg, którym podróżowali sympatycy Miedzi Legnica.

Policji udało się ujawnić obecność kilkudziesięciu pojazdów z potencjalnymi napastnikami. Na pokładach samochodów miały znaleźć się miotacze gazu, pałki, bandaże, rękawice czy ochraniacze na zęby.

Robert Lewandowski wzorem dla gwiazdy Borussii Dortmund. „To pokazuje jego poziom. Nie musi niczego udowadniać”

W środę FC Barcelona zmierzy się z Borussią Dortmund w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Będzie to także okazja do rywalizacji Roberta Lewandowskiego z Serhou Guirassym. Napastnik BVB nie ukrywa, że stara się wzorować na Polaku.

Pojedynek Barcelony z Borussią będzie szczególny dla Roberta Lewandowskiego. Snajper właśnie w Dortmundzie wypłynął na szerokie wody europejskiej piłki. Na Signal Iduna Park grał w latach 2010-2014.

„Nie musi niczego udowadniać”

Po odejściu z BVB, mierzył się wielokrotnie ze swoją byłą drużyną jako piłkarz Bayernu Monachium. Teraz znowu będzie mieć ku temu okazję, ale już jako zawodnik Barcelony.

Dla Lewandowskiego będzie to także okazja na strzelenie kolejnych goli w bieżącej edycji Ligi Mistrzów. Jak na razie ma ich na koncie dziewięć. O jedno trafienie więcej ma natomiast Serhou Guirassy.

Rywalizacja snajperów będzie zatem dodatkowym smaczkiem dla kibiców. Tym bardziej, że sam Guirassy przyznał, że Lewandowski jest dla niego niejako wzorem do naśladowania.

– Zdecydowanie. Szczególnie ze względu na jego regularność. Robi niesamowitą karierę. Ma 36 lat i nadal jest jednym z najlepszych napastników. To pokazuje jego poziom – ocenił Guirassy.

– Lewandowski jest świetnym piłkarzem, wszyscy o tym wiedzą. Nie musi już niczego udowadniać – dodał Gwinejczyk.

– Myślę, że sekret Lewandowskiego tkwi w ciężkiej pracy. Chodzi o poświęcenie, regenerację, odżywianie. Wszystko robi różnicę – zakończył.

Koulouris na oku 3 zagranicznych klubów. Haditaghi potwierdza

Pogoń Szczecin może wkrótce sprzedać swojego najlepszego napastnika. Ogromne zainteresowanie na rynku transferowym budzi Efthymis Koulouris. Grekiem zainteresowały się przynajmniej trzy znane zagraniczne kluby.

Koulouris przewodzi obecnie tabeli strzelców Ekstraklasy. W bieżącym sezonie uzbierał już 20 goli. Ostatnio zapewnił „Portowcom” zwycięstwo z GKSem Katowice (4-0), strzelając hat-tricka.

Duży zarobek

Znakomita forma 29-latka sprawiła, że zainteresowały się nim mocniejsze kluby. Według goal.com, chętne na Koulourisa są między innymi Besiktas, Torino i AEK Ateny. Zainteresowanie napastnikiem potwierdził także Alex Haditaghi.

– Ja bym ten kontrakt przedłużył z ogromną chęcią, myślę, że moi współpracownicy, Tan Kesler, trener i inne osoby myślą tak samo. To jeden z naszych liderów, wyjątkowy gracz. Urodzeni napastnicy nie trafiają się aż tak często. Zależy nam na nim, bo to nie tylko super strzelec, ale też wyjątkowa osoba – powiedział właściciel Pogoni na łamach „Goal”.

Koulouris ma kontrakt ważny do 2026 roku. Na razie nie wiadomo, czy uda się go przedłużyć. Jeśli jednak nie dojdzie do porozumienia, nadchodzące okno transferowe będzie ostatnią szansą, żeby Pogoń zarobiła na odejściu napastnika.

Dlatego Raphinha wściekł się na sędziego. Ustalono, co mu powiedział

Hiszpańskie media trąbią o wybuchu Raphinhi podczas meczu z Betisem (1-1). Brazylijczyk był wściekły na prowadzącego spotkanie, Jesusa Gila Manzano. Ujawniono, co powiedział.




FC Barcelona tylko zremisowała z Betisem (1-1) w sobotnim meczu La Ligi. Po ostatnim gwizdku Raphinha wprost wybuchł gniewem. Brazylijczyka nie był w stanie uspokoić ani Hansi Flick, ani Marc-Andre Ter Stegen.

„Nie mów mi”

Raphinha był wściekły na sędziów, którzy prowadzili mecz. Całą złość skierował z kolei na głównego arbitra, Jesusa Gila Manzano. Według katalońskiego „Sportu”, zawodnikowi chodziło przede wszystkim o słowa, jakich używał sędzia.




– Nie mów mi, żebym się zamknął! Jesteś źle wychowany! – krzyczał Raphinha.

Dziennikarze dodali także, że sytuacja nie wpłynęła negatywnie na relacje Brazylijczyka z Ter Stegenem i Flickiem. Nie poniosło się to także dalej po reszcie drużyny.

Smokowski opowiedział o konflikcie ze Stanowskim i odejściu z Kanału Sportowego. „Bardzo źle się stało” [WIDEO]

Tomasz Smokowski był w przeszłości jednym z czterech współtwórców Kanału Sportowego. Otworzył go wraz z Mateuszem Borkiem, Michałem Polem i Krzysztofem Stanowskim. O swoim odejściu z projektu opowiedział na antenie „Meczyków”.




Po odejściu Stanowskiego z Kanału Sportowego, ekipa założycieli zaczęła powoli się wykruszać. W ślad za byłym kolegą poszedł we wrześniu 2024 roku Tomasz Smokowski. Dziennikarz zrobił sobie przerwę.

„Tutaj nie było inaczej”

Ostatnio widzowie mogli jednak znowu zobaczyć Smokowskiego na antenie Kanału Sportowego. Wystąpił w Hejt Parku prowadzonym przez Michała Pola, gdzie opowiedział nieco o tym, co się u niego działo. Ostatnio odwiedził z kolei „Meczyki”. Na łamach portalu opowiedział o odejściu z projektu i konflikcie ze Stanowskim.




– Jesteśmy tylko ludźmi. Czy znasz jakiegoś dziennikarza sportowego, który nie miałby ego? Myślę, że sam fakt występowania przed kamerą świadczy o jakimś ego, bo inaczej niezręcznie byłoby występować. W Canal+ miałem takich pod sobą ze stu – każdy myśli o sobie jak najlepiej i ma do tego pełne prawo. Tutaj nie było inaczej – przyznał „Smok”.

– Myślę, że tarcia zawsze są wśród ludzi. Jesteśmy z czterech różnych środowisk, co było wielkim plusem na starcie – każdy z nas przyciągnął za sobą grupę widzów, którzy poszli za nim. Każdy z naszej czwórki był szefem w pewnym momencie, teoretycznie Mati nie był, ale wiadomo, że szara eminencja Polsatu i wiele rzeczy było tak, jak Mati powie. Teraz spotykają się czterej goście, gdzie w środowiskach, w których funkcjonowali wcześniej zazwyczaj ich zdanie było zdaniem wiążącym. A teraz musieliśmy się dogadywać. Mówiliśmy o tym wcześniej: “Panowie – wyciągnijmy brudy na stół, jeszcze przed startem wszystkiego. Pogadajmy jeśli będzie dwa dwa w głosach i jakiś pomysł nie zostanie przeforsowany. Co będzie jeśli np. duża marka samochodowa będzie chciała żeby np. Mati był ich twarzą i reklamował się na antenie Kanału Sportowego, co wtedy, jak się dzielimy zyskami”. Nigdy coś takiego nie miało miejsca, ale taki pomysł mi wpadł wtedy do głowy – dodał.

– Gdzieś tam się poróżniliśmy. Bardzo źle się stało, że potem to zostało pokazane w taki sposób, że było kilka dram w internecie – to było bardzo złe i wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę – dodał, zapytany o kwestie pieniężne.

Cytowany fragment od [24:14]:

Ter Stegen wypowiedział się o Szczęsnym. Piękne słowa Niemca

Marc-Andre Ter Stegen nie kryje swojego zachwytu nad Wojciechem Szczęsnym. Polski bramkarz zaimponował Niemcowi swoimi dotychczasowymi występami w FC Barcelonie.




We wrześniu Ter Stegen doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry niemal na cały sezon 2024/25. FC Barcelona postanowiła poszukać zastępstwa. W tym celu ściągnięto z emerytury Wojciecha Szczęsnego.

„Bardzo pomaga”

Szczęsny przez długi czas nie mógł jednak nawet zadebiutować w Blaugranie. W styczniu udało mu się odmienić sytuację i wygrał rywalizację z Inakim Peną na dobre. Obecnie to właśnie Polak jest pierwszym wyborem Hansiego Flicka.

Do tej pory Szczęsny ani razu nie zaznał smaku porażki w Barcelonie. Pod wrażeniem Polaka są kibice, koledzy z drużyny, sam Flick i Ter Stegen. Wracający do zdrowia bramkarz w rozmowie z „Mundo Deportivo” wychwalał kolegę z drużyny.




– Szczęsny gra bardzo dobrze. Ma wyjątkową osobowość i doświadczenie. Nie chodzi tylko o to, jakim jest bramkarzem, ale też człowiekiem. Bardzo pomaga młodszym zawodnikom w drużynie. Od początku łączą nas dobre relacje, nawet jeszcze przed tym, jak dołączył do Barcelony – powiedział Ter Stegen.

– Moja sytuacja? Pomysł jest taki, żebym mógł wrócić do gry w tym sezonie. Jeśli wszystko będzie w porządku, porozmawiam z trenerem i zobaczymy, co będzie najlepsze dla wszystkich – dodał.

Młody kibic poprosił gracza Liverpoolu o zdjęcie. Nagle kompletnie go rozbroił [WIDEO]

W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie z Curtisem Jonesem. Z gracza Liverpoolu zakpił jeden z młodych kibiców.




Minionej środy Liverpool wygrał derby z Evertonem (1-0). „The Reds” umocnili przewagę nad drugim w tabeli Arsenalem. Obecnie pewnie zmierzają po mistrzostwo Anglii z przewagą aż 12 punktów nad „Kanonierami”.

„Kopites”

Cały mecz na murawie w barwach Liverpoolu rozegrał Curtis Jones. 24-latek zebrał całkiem niezłe noty za swój występ. Dzień po derbach w mediach społecznościowych pojawił się z kolei film z jego udziałem.

Materiał został nagrany przez młodego kibica, który natknął się na Jonesa na jednej ze stacji benzynowych. Anglik zapozował do zdjęcia z fanem, a ten zaczął go nagrywać.




W pewnym momencie krzyknął: „Kopites są debilami!”, co odnosiło się do przydomka kibiców Liverpoolu. Jones zareagował na całą sytuację śmiechem, po czym wrócił do swojego samochodu.

Wróci wielki Widzew? Nowy właściciel zapowiada duże rzeczy. „Show musi być”

W niedalekiej przyszłości, Widzew Łódź może przejść przez spore zmiany. Robert Dobrzycki na łamach „Przeglądu Sportowego Onet” zdradził część swoich planów.




Przedsiębiorca niedawno został nowym właścicielem łódzkiego klubu. Nie ukrywa przy tym swoich kibicowskich konotacji.

Wróci wielki Widzew?

Jako kibic Widzewa, Dobrzycki chciałby przywrócić mu jego dawną chwałę. Mówił o tym otwarcie w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.

– Z punktu widzenia biznesowego to dobrze prowadzony klub i to miało olbrzymi wpływ na decyzję, by wejść do Widzewa. Ale też w znacznym stopniu kierowałem się sercem – zaznaczył biznesmen.

– Chcę, by Widzew wrócił wyżej niż w tej chwili, w historii, by wróciły lata 90., 80. Nie mogę tego gwarantować, ale liczę na to, że pomogę swoimi możliwościami – dodał.




Według medialnych informacji, Widzew może przeznaczyć nawet cztery miliony euro na transfery. Do tej kwestii także odniósł się Dobrzycki.

– Teraz czas na zmiany sportowe, w krótkim okresie. Co do organizacyjnych, będziemy się przyglądać. Na pewno sport na pierwszym miejscu, tutaj trzeba robić spore zmiany w krótkim okresie i one zaczęły się już wydarzać. I są pozytywne, idą w dobrym kierunku – oznajmił.

– Show też jest logiczny, ale najważniejszy jest wynik sportowy. To musi być wyważone. Jeśli będzie ktoś z nazwiskiem, a będzie wciąż miał jakość, to nie będziemy się tego bać. Show i marketing musi być, ale najważniejszy jest sport – podsumował.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.