Chirurg ocenił szanse Modera na wyjazd na mundial. „Teoretycznie to możliwe”

Jakub Moder do niedawna był pewniakiem Czesława Michniewicza w kwestii wyjazdu na mistrzostwa świata. Niestety 22-latek doznał poważnej kontuzji i obecnie jego gra na mundialu stoi pod wielkim znakiem zapytania. Doktor Robert Śmigielski na łamach „WP Sportowe Fakty” przyznaje jednak, że nie jest to niemożliwe. 

Moder był jednym z liderów kadry podczas meczu finałowego ze Szwecją (2-0). Pomocnik w meczu Brighton z Norwich 2 kwietnia zerwał jednak więzadła krzyżowe, co wykluczyło go z gry na najbliższe kilka miesięcy. Biorąc pod uwagę, że mistrzostwa świata w Katarze rozpoczynają się na przełomie listopada i grudnia, nie wiadomo, czy uda mu się wrócić do pełni sprawności.

Jest nadzieja

Ciężko określić, ile dokładnie trwa przerwa po zerwaniu więzadeł. Lekarze w większości przyznają, że każdy taki przypadek jest indywidualny. Uśredniając powrót do treningów trwa jednak mniej więcej sześć miesięcy.

– Do każdego pacjenta przy takiego rodzaju urazie należy podejść indywidualnie. U jednego to może trwać cztery, a u drugiego dziewięć miesięcy. Biorąc uśrednioną miarę, można powiedzieć, że po 6 miesiącach można wracać do treningów – przyznał dr Robert Śmigielski dla „WP Sportowe Fakty.

Doktor nie wyklucza, że Moder zdąży się wykurować na mundial. Istnieją różne metody, które mogą przyspieszyć proces rehabilitacji. Wiele jednak zależy od genetyki oraz organizmu kontuzjowanego zawodnika.

– Każdy przypadek jednak jest inny i należy go bardzo uważnie monitorować, szczególnie, gdy mówimy o wyczynowych sportowcach. Teoretycznie jest to możliwe, że pojedzie – wyznał.

– Jest kilka metod, żeby to zrobić, bo poprawa krążenia przyspiesza gojenie. Jednak to wszystko może przyspieszyć gojenie o 20-30 procent, a reszta już zależy od genetyki i jego organizmu – dodał chirurg.

PZPN opublikował ceny biletów na mecze Ligi Narodów. Spory wydatek dla kibiców

Polski Związek Piłki Nożnej ogłosił ceny biletów na nadchodzące mecze Ligi Narodów z udziałem reprezentacji. Kibice, chcący obejrzeć czerwcowe spotkania kadry, będą musieli przygotować portfele. Koszty są całkiem spore. 

W czerwcu „Biało-Czerwoni” zagrają dwa domowe mecze. 1 czerwca we Wrocławiu zmierzymy się z Walią, zaś 14 w Warszawie z Belgią.

Bilety udostępnione

PZPN ogłosił już, ile kosztować będą bilety na te mecze. Wejściówki na jedno i drugie spotkanie będą kosztować tyle samo. Najwięcej trzeba zapłacić za miejsca wzdłuż boiska. Kosztują one 240 złotych.

Bilety II kategorii, czyli miejsca za bramkami, lub na łukach górnej trybuny, kosztują 180 zł. Niżej znajdują się siedzenia III kategorii, które wyceniono na 120 zł.

W ofercie znajdują się również bilety rodzinne. Jedna taka wejściówka kosztuje 160 zł, a wejść może na nią opiekun oraz dziecko do 12. roku życia. Oprócz tego PZPN przygotował także bilety dla opiekunów kibiców niepełnosprawnych. W takim wariancie kosztują one 90 zł.

Rozpoczęcie sprzedaży biletów na mecz z Walią zaplanowano na 12 maja. Niemal dwa tygodnie później (25 maja) wystartuje sprzedaż wejściówek na spotkanie z Belgią.

Polska-Walia:

Polska-Belgia

Kosta Runjaić wściekły po porażce z Rakowem. Niemiec odepchnął operatora kamery [WIDEO]

Pogoń Szczecin przegrała wczoraj bardzo ważny mecz w kontekście walki o mistrzostwo Polski. „Portowcy” ulegli na własnym stadionie Rakowowi Częstochowa (1-2). Tym samym szanse na zdobycie pucharu zostały drastycznie zmniejszone. Kibice nie kryli swojego niezadowolenia po ostatnim gwizdku. Po zawodnikach oraz samym Koście Runjaiciu również było widać nerwy z powodu utracenia takiej okazji. 

Spotkanie świetnie zaczęło się dla Pogoni. Kamil Grosicki popędził skrzydłem i w 25. minucie wyprowadził „Portowców” za prowadzenie. Po przerwie role się jednak odwróciły. Marek Papszun przeprowadził odpowiednie korekty i dzięki golom Gutkovskisa oraz Iviego Lopeza Raków ostatecznie wygrał mecz w Szczecinie. Tym samym usadowił się na fotelu lidera Ekstraklasy (taka sama liczba punktów, jak Lech, ale lepszy bilans bezpośredni).

Niezadowolenie

Dla Pogoni była to druga porażka z rzędu na własnym stadionie. 8 kwietnia szczecinianie ulegli Wiśle Płock (1-2) i mocno utrudnili sobie walkę o mistrzostwo Polski. Wczoraj natomiast niemal całkowicie zaprzepaścili swoje szanse na wygranie wyścigu z Lechem i Rakowem.

Kibice nie ukrywali swojej wściekłości na końcowy wynik. Po ostatnim gwizdku udzielili drużynie Kosty Runjaicia „mowę motywacyjną”. Sami piłkarze wraz ze szkoleniowcem również byli bardzo niezadowoleni. Widać to było na telewizyjnej transmisji.

Obecnie w tabeli Ekstraklasy przewodzi Raków Częstochowa, mający 59 punktów. Tyle samo „oczek” ma Lech Poznań, jednak „Kolejorz” ma gorszy bilans spotkań bezpośrednich z drużyną Marka Papszuna. Podium zamyka Pogoń z dorobkiem 56 punktów.

Odpalił turbo, powalił rywala i posłał rakietę. Grosicki otwiera wynik w meczu z Rakowem [WIDEO]

Kamil Grosicki z kolejnym golem w tym sezonie Ekstraklasy. 33-latek otworzył wynik w iście ważnym starciu z Rakowem Częstochowa! Skrzydłowy popisał się piękną akcją, zwodem i kapitalnym wykończeniem pod poprzeczkę. 

Eriksen wróci do Tottenhamu? „Koguty” zainteresowane Duńczykiem

Christian Eriksen obecnie występuje w barwach Brentford. Duńczyk spisuje się świetnie w Premier League, od czasu swojego powrotu. Według Fabrizio Romano wkrótce może czekać do transfer do lepszego klubu. O pomocnika ma zabiegać jego były pracodawca – Tottenham. 

Podczas ostatnich mistrzostw Europy Christian Eriksen miał atak serca. Na szczęście piłkarz wyszedł z całej sytuacji obronną ręką i mógł wrócić do gry z wszczepionym kardiowerter-defibrylator. Wówczas Duńczyk grał dla Interu Mediolan, ale zasady Serie A zabraniały występować zawodnikom z takimi urządzeniami.

Zimą Eriksen związał się więc z Brentford, występującym w Premier League. Z klubem związał się kontraktem tylko do końca sezonu, ale wiele wskazuje, że zostanie w lidze na dłużej. Świetne występy pomocnika zwróciły bowiem uwagę silniejszych klubów.

Powrót?

W tym gronie miał się znaleźć Tottenham. Fabrizio Romano podaje jednak, że władze „Spurs” nie podjęły jeszcze konkretnych działań ws. Eriksena. Po zakończeniu sezonu najpierw dojdzie do spotkania agenta zawodnika z przedstawicielami Brentford.

Warto przypomnieć, że w Tottenhamie Eriksen rozegrał większą część swojej kariery. Łącznie dla „Kogutów” zanotował aż 305 występów, strzelając przy tym 69 goli i notując 90 asyst.

Czesław Michniewicz o spotkaniu z Gabrielem Sloniną: „Był bardzo wzruszony”

Czesław Michniewicz odwiedził w Stanach Zjednoczonych Gabriela Sloninę. Młody bramkarz Chicago Fire może wkrótce zadebiutować w reprezentacji Polski. Selekcjoner opowiedział kulisy rozmowy na antenie „Radia ZET”. 

17-latek cieszy się opinią ogromnego talentu. W obecnym sezonie w siedmiu występach zachował aż pięć czystych kont, broniąc dostępu do bramki Chicago Fire. Łącznie puścił tylko dwie bramki. Media w Ameryce uważają, że niebawem Slonina może opuścić MLS.

Rozdarcie

Na razie jednak bardziej skupia się uwagę na przyszłości reprezentacyjnej młodego bramkarza. Słonina ma bowiem zarówno amerykańskie, jak i polskie obywatelstwo. W przeszłości otrzymał już co prawda powołanie do dorosłej kadry USA, ale w niej nie zadebiutował. To daje szansę na przekonanie go do gry dla „Biało-Czerwonych”.

W tym celu ze Sloniną spotkał się sam Czesław Michniewicz. Selekcjoner reprezentacji Polski odbył rozmowę z 17-latkiem podczas swojej podróży do Ameryki. Niewykluczone, że 17-latek dostanie powołanie do naszej kadry już na najbliższe mecze Ligi Narodów.

Michniewicz opowiedział o spotkaniu z golkiperem w rozmowie z „Radiem ZET”. Selekcjoner wydaje się być optymistą, jeżeli chodzi o przyszłość Sloniny.

– Wręczyłem mu koszulkę reprezentacji z numerem jeden i orzełkiem. Był bardzo dumny i wzruszony naszą rozmową – oznajmił szkoleniowiec.

– On jest bardzo zainteresowany grą w reprezentacji. Wiemy, że USA także go kusi, by tam grać. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby u nas grał – dodał.

Mateusz Borek podsyca atmosferę wokół Lewandowskiego. „Jest blisko, coraz bliżej”

Saga z Robertem Lewandowskim w Barcelonie trwa od dobrych kilku tygodni. W dalszym ciągu brakuje oficjalnego potwierdzenia którejkolwiek ze stron. Mateusz Borek w programie „Moc Futbolu” zdradził jednak, że coś faktycznie jest na rzeczy. 

Media już od dawna niemal dzień w dzień informują o negocjacjach Roberta Lewandowskiego z działaczami FC Barcelony. Zwolennikiem transferu Polaka do Katalonii ma być Pini Zahavi. Agent pozostaje ponoć w ciągłym kontakcie z Joanem Laportą.

Z kolei według hiszpańskich i angielskich mediów temat Lewandowskiego nieco traci na sile. Zasługa w tym zainteresowania Barcelony innym napastnikiem. Blaugrana ma bowiem być chętna na wykupienie Gabriela Jesusa z Manchesteru City. Więcej o tym piszemy TUTAJ.

Ćwierkają wróble

Ponownie do sprawy wrócił jednak Mateusz Borek. Dziennikarz w programie „Moc Futbolu” na antenie „Kanału Sportowego” zdradził, że transfer jest coraz bliżej finalizacji. Wszystko dzięki pożyczce, jaką ma niebawem otrzymać Blaugrana.

– Gdzieś tam zaczynają ćwierkać wróble, że jest blisko, coraz bliżej. Barcelona ma otrzymać jakąś „arabską pożyczkę” na 10 lat – mówił Borek.

– Powolutku nad kibicami Bundesliga zaczynają zbierać się czarne chmury. Jestem troszkę zszokowany. (…) „Kicker” pisze o 40 mln euro, które będą potrzebne do zatrudnienia Lewandowskiego Barcelonie. Ja nie uważam, że 40 mln wystarczy. Myślę, że to będzie kwota między 50 a 60 mln – dodał.

Jarmolenko dziękuje Fabiańskiemu za pomoc. Piękny gest polskiego bramkarza

Wojna w Ukrainie dotyka wszystkich, również piłkarzy. Łukasz Fabiański, występujący w West Hamie United gra w jednej drużynie z Andrijem Jarmolenko. Ukrainiec wyznał, że polski bramkarz pomógł w uratowaniu cioci jego żony. 

Już niemal dwa miesiące minęły, od kiedy rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę. Zbrojna inwazja dotknęła wszystkich mieszkańców tego kraju. Wojska Wladimira Putina nie skupiają się wyłącznie na strategicznych, wojskowych punktach. Cierpią także cywile, w tym kobiety czy dzieci.

Pomoc Fabiańskiego

Z Ukrainy wyjechało już ponad pięć milionów osób. Spora liczba uchodźców trafiła do Polski. Nasz kraj mocno angażuje się w pomoc dla ofiar wojny. Polacy przyjmują Ukraińców do swoich domów, lub angażują się w zbiórki odzieży czy innych potrzebnych rzeczy.

Łukasz Fabiański także przejął się losem naszych wschodnich sąsiadów. Golkiper nie chwalił się jednak swoimi czynami. Wyróżnił go natomiast Andrij Jarmolenko, jego klubowy kolega z West Hamu.

– Wielkie podziękowania należą się Łukaszowi Fabiańskiemu. Pomógł uratować ciocię mojej żony – wyznał piłkarz w rozmowie z rosyjskim, antyrządowym YouTuberem, KraSawa.

– Rosjanie zabili ojca, zgwałcili i zabili matkę, zostawili dziecko. Jak to dziecko ma teraz żyć? Wam nie jest wstyd za to? – mówił Jarmolenko, odnosząc się do zbrodni, których dopuszczają się rosyjscy żołnierze. 

– Niektórzy się śmieją, że tak z nami trzeba. Jak was tam wychowują? Jeżeli wam mówią, że walczycie z Banderą albo, że Ukraina wymyśliła Covid, albo trenuje ptaki, albo że Ukraińcy zabijają dzieci mówiące po rosyjsku, to pomyślcie, jak głupi jesteście – dodał.

https://twitter.com/Buckarobanza/status/1516099011492691979?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1516100515066753032%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es2_&ref_url=https%3A%2F%2Fsportowefakty.wp.pl%2Fpilka-nozna%2F995967%2Fpiekny-gest-fabianskiego-jego-ukrainski-kolega-zdradzil-szczegoly

PZPN zarobił setki tysięcy euro na odejściu Sousy. Portugalczyk zapłacił karę związkowi

Kilka miesięcy temu Paulo Sousa niespodziewanie opuścił reprezentację Polski. Portugalczyk przyjął ofertę z Flamengo i przedwcześnie zerwał swój kontrakt z PZPN. Oznaczało to oczywiście karę, którą szkoleniowiec musiał uiścić na rzecz związku. Sport.pl podaje, że odszkodowanie trafiło już na konto. I to znacznie większe, niż się spodziewano. 

Na trzy miesiące przed meczami barażowymi Sousa zdecydował się zerwać współpracę z reprezentacją Polski. Cezary Kulesza postawił wówczas sprawę jasno – Portugalczyk będzie musiał zapłacić karę za rezygnację z umowy. Nie do końca było jednak wiadomo, jaką kwotę obejmie rekompensata dla PZPN.

Setki tysięcy euro dla związku

Szkoleniowiec w sprawie zerwania kontraktu kontaktował się z jedną z renomowanych portugalskich kancelarii. Pierwotnie wydawało się, że karę zapłaci Flamengo. Tak się jednak nie stało i 51-latek musiał sięgnąć do własnej kieszeni.

I to dość głęboko. Sport.pl dowiedział się, ile dokładnie Sousa musiał przelać na konto PZPN. Kwota wyniosła aż 400 tysięcy euro. Rekompensatę szkoleniowiec przelał w dwóch ratach. Ta druga zbiegła się zresztą z awansem reprezentacji na mundial po zwycięstwie ze Szwecją (2-0).

Sprawa została tym samym zamknięta raz na zawsze. PZPN wyszedł z niej obronną ręką, osiągając przy okazji dodatkowe zyski. Jako że kwota odszkodowania uzgodniona została w euro związek otrzymał większe pieniądze, niż zakładano kilka miesięcy temu. Ostatnio kurs waluty wzrósł względem tego, ile wynosił w grudniu.

 

Barcelona rezygnuje z Lewandowskiego? Inny napastnik na oku Blaugrany

W ostatnich dniach, czy nawet tygodniach, narosło wiele plotek odnośnie przyszłości Roberta Lewandowskiego. Polak był łączony z transferem do FC Barcelony, ze względu na przedłużające się rozmowy z Bayernem Monachium. Według hiszpańskich i angielskich mediów Blaugrana ma jednak inny cel transferowy. Po nowego napastnika zamierzają sięgnąć do Premier League. 

FC Barcelona zaliczyła ostatnio zniżkę formy. Katalończycy odpadli z Ligi Europy po dwumeczu z Eintrachtem Frankfurt (3-4) oraz z Pucharu Króla. W La Liga zajmują co prawda drugie miejsce, ale w poniedziałek przegrali z 18. w tabeli Cadiz. Joan Laporta chciałby dokonać wzmocnień, które pozwolą jego klubowi wrócić na odpowiednie tory.

Jednym z przyszłych transferów miał być Robert Lewandowski. Barcelona chciała wykorzystać brak porozumienia między 33-latkiem a Bayernem Monachium i skorzystać z wygasającego w przyszłym roku kontraktu. Sprawa przeciąga się już od tygodni, ale nadal brakuje oficjalnych informacji.

Opcja angielska

Angielskie oraz hiszpańskie media podają teraz, że Barca objęła na cel innego napastnika. Potencjalnym wzmocnieniem może być Gabriel Jesus, piłkarz Manchesteru City. Brazylijczyk nie może liczyć na regularne występy w ekipie Pepa Guardioli. Formacja ataku jest bardzo konkurencyjna. Jesus musi rywalizować z Riyadem Mahrezem, Philem Fodenem, Raheemem Sterlingiem oraz sprowadzonym niedawno Jackiem Grealishem.

Dodatkowo w ostatnim czasie snajperowi przydarzyła się kontuzja, a Manchester City chce sprowadzić na Eithad Stadium Erlinga Haalanda. Wszystko wskazuje więc na to, że wkrótce Brazylijczyk opuści „Obywateli”. Jednym z kandydatów do jego ściągnięcia ma być właśnie FC Barcelona.

Według „Marki” koszt wykupienia zawodnika jest bardzo atrakcyjny. W przyszłym roku wygasa jego kontrakt, więc dałoby się go wyciągnąć za około 30 milionów euro.

Kompromitujące zagranie Lindsaya Rose. Piłkarz Legii asystował… Kądziorowi [WIDEO]

Legia Warszawa w poniedziałkowy wieczór przegrała na własnym boisku z Piastem Gliwice (0-1). „Wojskowi” nie zaprezentowali dobrego futbolu, co przełożyło się na wynik rywalizacji. Jedyną bramkę dla gości zdobył natomiast Damian Kądzior po fatalnym błędzie Lindsaya Rose. 

https://twitter.com/grocals/status/1516125791863595012?s=21&t=W6ceTrSDaX1FhUz9ZRCecA&fbclid=IwAR2x3TPaicZupdTNpX_yr44NoPvuW8srsA8F5wrfMUfwZ2ybqHHxtMkWn40

Pierwszy gol Krychowiaka w Grecji! Przytomne zachowanie Polaka [WIDEO]

Grzegorz Krychowiak strzelił dziś swojego pierwszego gola dla AEK-u Ateny! Polak już w 4. minucie otworzył wynik spotkania z Gianniną. Na boisku znajduje się również inny reprezentant Polski – Damian Szymański. 

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1516077664142077952

Kolejny pomysł na zmodernizowanie futbolu. To byłaby wielka rewolucja w piłce

Nieustannie toczą się dyskusje o zmianę przepisów w piłce nożnej. Jedni chcą usunięcia niektórych znanych od lat zasad, a inni ich modernizacji. Pierluigi Collina, były znakomity sędzia zdradził, że trwają rozmowy o wydłużeniu trwania czasu spotkań. 

Wszelkie zmiany mają jedno zadanie – uatrakcyjnienie futbolu. Niektóre środowiska uważają, że piłka nożna stała się w pewien sposób archaiczna i wymaga odświeżenia. Swego czasu sporo mówiło się o usunięciu spalonego. Ostatnio z kolei urosły plotki o wydłużeniu trwania czasu meczu.

Potwierdzenie

I jak się okazuje – faktycznie coś jest na rzeczy. Pierluigi Collina, były włoski arbiter zdradził, że toczą się dyskusje odnośnie wydłużenia spotkań. Obecnie podstawowy czas gry wynosi 90 minut, ale często sędziowie doliczają wiele minut. Głównie ze względu na symulacje piłkarzy, wybicia piłki poza boisko czy inne przerwy.

– Rozmawiamy o tym, czy nie byłoby dobrze, gdyby wszystkie mecze trwały tyle samo. Jeśli spojrzy się na statystyki, to widać, że są zespoły, w których przypadku czysty czas gry wynosi 43 minuty. Dla innych to 58 minut. Jeśli zsumuje się te liczby, to różnica jest zbyt duża – przyznał Collina, który obecnie należy do International Football Association Board, odpowiadającego za przepisy w piłce nożnej.

– Jest jeszcze jedna rzecz do przemyślenia. Kibic płaci za bilet na mecz albo dostęp do telewizji, żeby oglądać 90 minut futbolu. Zamiast tego widzi 45, 46 minut. Połowa ceny bilet jest za brak gry, za wykopy od bramki – dodał.

– Jeśli w jednej połowie padną trzy gole, to sama radość zabiera pięć minut. Później nikt już o tym nie pamięta. Gdyby być precyzyjnym, trzeba by do każdej połowy doliczać dziewięć minut. Dziś to jest coś niespotykanego – podsumował były arbiter.

Nie wiadomo, jakie dokładnie pomysły padły w kontekście wydłużenia czasu trwania meczów. Pasowałoby tu rozwiązanie stosowane np. w koszykówce, a więc zatrzymywanie zegara, kiedy w grze następuje przerwa.

Xavi wrócił do kompromitacji Barcelony z Eintrachtem. „Klub popełnił błąd”

Niedawna porażka FC Barcelony z Eintrachtem Frankfurt na Camp Nou odbiła się szerokim echem w piłkarskim środowisku. Odpadnięcia z Ligi Europy nie może przeboleć sam Xavi. Hiszpan wrócił do spotkania z niemiecką drużyną w bardzo ostrych słowach. 

Blaugrana do niedawna uchodziła za murowanego faworyta do wygrania Ligi Europy. W dwumeczu z Eintrachtem podział ról był więc jasny. Nawet pierwsze spotkanie we Frankfurcie zremisowane 1-1 nie popsuło optymizmu kibiców.

Na Camp Nou to jednak Eintracht rozdawał karty i do 90. minuty wygrywał z Barceloną 2-0. W doliczonym czasie gry Katalończycy nawiązali jeszcze walkę, ale ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 3-2 dla przyjezdnych. Warto przy tym dodać, że na trybunach zasiadło około 30 tysięcy kibiców drużyny z Bundesligi. Mogli się więc czuć niemal jak u siebie.

Bolesna porażka

Generalnie Eintracht powinien mieć do rozdysponowania pięć tysięcy wejściówek. Socios Barcelony odsprzedali jednak swoje bilety i dlatego na trybunach panowała taka sytuacja. Joan Laporta na gorąco po porażce przyznał, że w systemie sprzedaży muszą nastąpić zmiany.

Sytuacja nie spodobała się także Xaviemu. Szkoleniowiec Barcy w gorzkich słowach odniósł się do tego, co działo się w zeszły czwartek.

– Piłkarze nie czuli się tak, jakby grali u siebie. To nie jest wymówka, ale atmosfera na nas wpływała. Nie czuliśmy się komfortowo. Miałem złe przeczucia od chwili, gdy wsiedliśmy do autokaru – wyznał.

– Rzucali w nas wszystkim, piłkarze nie mogli zejść do tunelu. Zaraz na początku Eintracht miał rzut karny. To była fatalna noc pod każdym względem – sportowym i instytucjonalnym. Źle się zaczęło i źle się skończyło. Czujemy się okradzeni we własnym domu – dodał Xavi.

– Na pewno klub popełnił błąd. W pewnym momencie udzieli wyjaśnień, albo przynajmniej znajdzie rozwiązania, by nie doszło do powtórki – podsumował trener Blaugrany.

Oyedele dumny z debiutu w reprezentacji Polski. „Byłem zaszczycony i naprawdę mi się podobało”

17-letni Maximilian Oyedele zadebiutował w młodzieżowej reprezentacji Polski. Jak przyznał piłkarz Manchesteru United – był to dla niego zaszczyt. – Teraz mogę powiedzieć, że jestem polskim piłkarzem – oznajmił.

Oyedele jest synem Polski i Nigeryjczyka. Ze względu na swoje pochodzenie mógł grać zarówno dla jednej, jak i drugiej reprezentacji. Oprócz tego do wyboru miał także występy w angielskiej kadrze. 17-latek zdecydował się jednak na reprezentowanie „Biało-Czerwonych”.

Duma

Pomocnik otrzymał niedawno powołanie na zgrupowanie kadry do lat 18 i miał okazję zadebiutował w drużynie Marcina Brosza. Było to dla niego wielkie przeżycie, o czym sam mówił w rozmowie z TVP Sport.

– Byłem zaszczycony tym, że mogłem zagrać w polskich barwach i naprawdę mi się podobało. A potem wróciłem do klubu, wystąpiłem w kilku spotkaniach i strzeliłem gola. To były bardzo udane tygodnie – przyznał Oyedele.

– Wszystkie trzy państwa darzę uczuciem [Polskę, Nigerię i Anglię – przyp.red.]. Polska federacja była jednak pierwszą, która się do mnie zgłosiła. Tak jak powiedziałem, to dla mnie zaszczyt grać w polskiej kadrze. Chciałbym dostać kolejne powołania i mam nadzieję, że w przyszłości wciąż będę jej częścią. Wciąż jestem oszołomiony – teraz mogę powiedzieć, że jestem polskim piłkarzem. Ale oczywiście zobaczymy, co przyniesie przyszłość – dodał 17-latek.

Oyedele w przeszłości przyjeżdżał już do Polski, więc proces aklimatyzacji nie był dla niego utrudniony. Nastolatek przyznaje jednak, że debiut w juniorskiej kadrze to wielki krok w jego karierze.

– Przed pandemią regularnie odwiedzałem moją rodzinę w kraju. Potem, ze względu na obostrzenia i pogodzenie ich z treningami w klubie, nie mogłem sobie na to pozwolić. W towarzystwie kolegów z kadry poczułem się jednak jak wśród „swoich”. Chciałbym jeszcze udoskonalić mój polski, co na pewno by pomogło – przyznał.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.