Lukas Podolski krytykuje nową generację piłkarzy. „Śmiać mi się chce. Leży, płacze z byle powodu”

Lukas Podolski przejechał się po nowej generacji piłkarzy. Zarzucił im brak charakteru i słaby mental.




Mimo 40 lat na karku, Podolski wciąż gra w piłkę. Spełnia przy tym obietnicę, złożoną lata temu. Nadal reprezentuje Górnik Zabrze, do którego trafił w 2021 roku.

„Śmiać mi się chce”

Podolski nigdy nie słynął z miękkiej gry. Od zawsze cechowała go waleczność na boisku. Często wykazywał się charakterem, ale i niebezpiecznymi faulami na rywalach, również podczas meczów towarzyskich.




W rozmowie z „WP Sportowe Fakty” nie zamierzał jednak za to przepraszać. Wręcz przeciwnie. Wyśmiał nową generację piłkarzy, twierdząc, że brakuje im właśnie podobnej mentalności i upartości w meczach.

– Nie patrzę na ludzi obok, nie przejmuję się tym, co oni gadają. Mogą mnie nazywać ch***m albo chuliganem. Wychodzę na boisko i krzyczę, walczę, bo gram dla klubu i kibiców. Taki jestem przez całą karierę. Jak idę wślizgiem, to biorę ryzyko, że mogę trafić w nogi. Faule były, są i będą. Ale nie robię ciosów jak Maradona czy Cantona – zaznaczył Podolski.

– Patrzę na mental w dzisiejszej piłce i śmiać mi się chce. Wielu zawodników leży na boisku, płacze z byle powodu. Mam swój styl, charakter. Chcę dać z siebie maksimum, by na koniec wygrać mecz. Czasem trzeba zrobić faul taktyczny, żeby nie padł gol. Czasem to boli, trudno. Z sędzią też kłócę się tu i teraz, bo po meczu będzie za późno. Walczę o swoje. Czasem trzeba być „ciulem” na boisku – podsumował.

Źródło: WP Sportowe Fakty.

Kolejne zmiany w Widzewie Łódź! Rośnie frustracja po falstarcie sezonu

Nie tak działacze Widzewa wyobrażali sobie początek sezonu 2025/26. Według portalu meczyki.pl, w klubie szykuje się prawdziwe trzęsienie ziemi. Zapowiada się na ogrom zmian.




Po zakończeniu sezonu 2024/25 do Widzewa wszedł nowy inwestor. Większościowym właścicielem klubu został Robert Dobrzycki. Latem łodzianie przeznaczyli masę pieniędzy na nowych zawodników.

Trzęsienie ziemi

Zmiany nie przełożyły się jednak na wyniki. Widzew wszedł w sezon słabo, zaliczając tylko dwa zwycięstwa w 9 kolejkach Ekstraklasy. Po drodze zwolniony został zresztą Żeljko Sopić, a jego miejsce zajął Patryk Czubak.

Mimo to, Widzew wciąż rozczarowuje i zajmuje dopiero 12. miejsce w tabeli. Kibice są już wściekli, bo przed sezonem mówiło się, że doinwestowana drużyna będzie bić się o awans do europejskich pucharów.




Portal meczyki.pl podaje, że atmosfera w klubie jest bardzo napięta. Niebawem ma dojść do trzęsienia ziemi. Do Widzewa ma dołączyć Piotr Burlikowski, który w przeszłości pracował w Cracovii i Zagłębiu Lubin jako dyrektor sportowy. W Łodzi ma teraz poniekąd pełnić funkcję wiceprezesa.

– Burlikowski był także wieloletnim doradcą w PZPN Zbigniewa Bońka, legendy Widzewa, którego opinii lubi posłuchać Dobrzycki. Powrót „Zibiego” do Łodzi? Na pewno pojawią się takie plotki… – czytamy na meczyki.pl.

– Wszystko wskazuje na to, że zmiany mogą być znacznie głębsze – dotyczące kadry zarządzającej, ale i sportowej. Zwłaszcza pozycja prezesa Widzewa, Michała Rydza, nie jest w tym momencie mocna – nie tylko po ostatnich słabych wynikach, ale też po tym, jak zarządzał kryzysem wizerunkowym klubu – dodaje Tomasz Włodarczyk.

Źródło: meczyki.pl.

Nowy trener Pogoni rozmawiał z Nielsem Frederiksenem. Ujawnił, co mu powiedział

We wtorek pierwszą konferencję prasową w roli trenera Pogoni Szczecin odbył Thomas Thomasberg. Duńczyk przyznał między innymi, że rozmawiał z Nielsem Frederiksenem.




Całkiem niedawno z Pogoni został zwolniony Robert Kolendowicz. Jego miejsce tymczasowo zajął natomiast Tomasz Grzegorczyk. Jednocześnie działacze działali jednak nad znalezieniem nowego, nominalnego szkoleniowca.

„Pokonam go”

Tym finalnie został Thomas Thomasberg. 50-letni Duńczyk do niedawna pracował w FC Midtjylland. Z tym klubem zdobył zresztą mistrzostwo swojego kraju.

We wtorek odbyła się pierwsza konferencja prasowa z udziałem Thomasberga. Zapytano go między innymi o kibiców Pogoni.




– Widziałem ostatnio wiele nagrań, jak to wygląda na stadionie Pogoni. Miałem również okazję przekonać się na własnej skórze, jak prezentuje się niesamowita atmosfera w Polsce, grając z Legią Warszawa. (…) Wydaje mi się, że Polska jest krajem futbolu, w którym kibice stanowią jego bardzo dużą część – przyznał 50-latek.

– Wiem, jak bardzo ważne dla kibiców jest zwyciężanie i jak ważna jest Pogoń. Ale proszę mi wierzyć, że dla mnie to również jest bardzo ważne. Chcę wygrywać. Dla mnie to będzie trochę inne wyzwanie w porównaniu do tego, co było w Danii, ale chcę prowadzić Pogoń do zwycięstw – dodał.

Thomasberg zaznaczył także, że odbył krótką rozmowę z Nielsem Frederiksenem. Miał mu przekazać, że przy najbliższym starciu z Lechem Poznań, to Pogoń będzie świętować wygraną.

– Miałem krótką rozmowę z trenerem Lecha Poznań Nielsem Frederiksenem. Przekazałem mu, że pokonam go przy najbliższej nadarzającej się okazji – oznajmił z uśmiechem.

Źródło: YouTube – PogonSzczecinSA / Fot. YouTube, Screen – PogonSzczecinSA

Zbigniew Boniek tonuje nastroje wobec Oskara Pietuszewskiego. „Mieliśmy już kilku takich chłopaków”

Oskar Pietuszewski swoimi występami miał zapracować na zainteresowanie ze strony Jana Urbana. 17-latek może liczyć na powołanie na październikowe zgrupowanie reprezentacji Polski. Entuzjazm tłumi jednak Zbigniew Boniek.




Już w zeszłym sezonie kilka razy Pietuszewski pokazywał, że ma spore umiejętności. Obecnie stał się jednak dużo ważniejszym zawodnikiem w składzie Jagiellonii Białystok. W bieżących rozgrywkach rozegrał już 15 meczów licząc Ekstraklasę i eliminacje Ligi Konferencji, w których strzelił 2 gole i dołożył asystę.

„Mieliśmy już kilku”

Coraz głośniej mówi się, że 17-latek może zadebiutować w reprezentacji Polski. W październiku „Biało-Czerwoni” zmierzą się z Litwą oraz towarzysko z Nową Zelandią. Właśnie wtedy Jan Urban miałby dać szansę piłkarzowi Jagiellonii.




Zwolennikiem takiego pomysłu zdecydowanie nie jest Zbigniew Boniek. Były prezes PZPN przestrzega przed nadmiernym pompowaniem talentu Pietuszewskiego. Podkreśla, że w przeszłości mieliśmy już podobne przypadki.

– Wiemy doskonale, że ma charyzmę, pewność siebie i mocne nogi. 17-latek strzelił naprawdę pięknego gola. My lubimy takie rzeczy, lubimy, jak zawodnicy w taki sposób wspinają się szczyt, ale jesteśmy dopiero na początku – ocenił Boniek w „Prawdzie Futbolu”.

– Nie myślmy, że Oskar już jest piłkarzem na pierwszą reprezentację, tak jak mówią niektórzy w Polsce. Spokojnie, niech to wszystko idzie pomału do przodu. Natomiast to pokazuje, że dobry, utalentowany chłopak może zaistnieć w naszej Ekstraklasie, i to nie jest żaden problem – zaznaczył.

– To jest prospekt na bardzo dobrego piłkarza. Mieliśmy już kilku takich chłopaków, gdzie wydawało się, że w wieku 17-18 lat mogą już coś zawojować. By zrobić karierę, potrzeba wielu elementów: charakteru, zdrowia i pewności siebie – podsumował.

Lewandowski ani myśli o odejściu z Barcelony! Zamierza walczyć o przedłużenie kontraktu

Robert Lewandowski ma ważny kontrakt z FC Barceloną zaledwie do 2026 roku. W umowie jest jednak klauzula przedłużenia o jeszcze jeden rok. Według medialnych informacji, 37-latek jest zdecydowany, aby wywalczyć sobie jej aktywowanie.




Minionej niedzieli FC Barcelona wygrała 2-1 z Realem Sociedad. Decydującego gola dla Blaugrany strzelił Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski dopisał sobie tym samym już czwarte trafienie w tym sezonie, rozgrywając tylko 253 minuty.

Zdeterminowany

37-latek jest piłkarzem Barcelony od 2022 roku, ale jego kontrakt jest jeszcze ważny zaledwie przez rok. W umowie jest jednak zapisana klauzula, która pozwoli na jej przedłużenie do 2027 roku. To, czy zostanie aktywowana, zależy już od decyzji klubu.




Kataloński „Sport” jest całkowicie przekonany, że Lewandowski ma jasny plan. Celem napastnika jest namówienie działaczy do przedłużenia umowy. Ma w tym celu zresztą podjąć konkretne działania.

– 37-letni Polak jest przekonany, że stać go na dalszą grę na najwyższym poziomie. Jego celem jest przekonanie władz klubu, by umożliwiły mu pozostanie w Barcelonie jeszcze przez jeden sezon – pisze „Sport”.

Pogoń Szczecin wybrała nowego trenera. Obejrzy mecz z Legią z trybun

Portal meczyki.pl przekazał, że Pogoń Szczecin znalazła następcę Roberta Kolendowicza. Zostać ma nim Thomas Thomasberg, który ma obejrzeć dzisiejsze spotkanie z Legią z poziomu trybun.




Niedawno Pogoń rozstała się z Robertem Kolendowiczem. Dziś „Portowcy” mierzą się z kolei z Legią Warszawa przy Łazienkowskiej. Na trybunach ma pojawić się ich potencjalny nowy szkoleniowiec.

Ciekawy ruch

Według portalu meczyki.pl, w Warszawie obecny będzie Thomas Thomasberg. Duńczyk niedawno rozstał się z FC Midtjylland, który prowadził w 115 meczach. Razem z nim obecni będą dwaj asystenci.




Tomasz Włodarczyk podaje, że Thomasberg podpisze trzyletni kontrakt. Sztab szkoleniowy nie ulegnie przy tym znaczącym zmianom.

Źródło: meczyki.pl

Michał Żewłakow potwierdza! Legia chciała przeprowadzić hitowy transfer

Latem Legia Warszawa była łączona z transferem syna legendarnego Gheorghe’a Hagiego. Ianis finalnie do Polski nie trafił. Michał Żewłakow zdradził, co stanęło na drodze finalizacji tej transakcji.




Na Łazienkowską minionego lata trafiło sporo mocnych nazwisk. Wśród nich znaleźli się choćby reprezentanci Polski – Damian Szymański, Kamil Piątkowski czy Kacper Urbański. Obok nich pojawił się także Mileta Rajović, ściągnięty za bardzo duże pieniądze.

Ogromne oczekiwania

Przez długi czas mówiło się także o Ianie Hagim, synu legendarnego Gheorgha. W rozmowie z „Weszło” potwierdził to Michał Żewłakow. Zdradził także, że transfer nie odszedł do skutku przez ogromne oczekiwania 26-latka.




– Trener mówił, że Ianis Hagi to wielki piłkarz, ale miał swoje problemy w ostatnim czasie i nie przechodzi obecnie przez okres przygotowawczy. Gdyby ten transfer był fizycznie możliwy do wykonania poprzez to, że oczekiwania samego Hagiego byłyby niższe, to wydaje mi się, że przez dwa miesiące byłby przygotowany i wnosiłby wartość dodaną – przyznał dyrektor Legii.

– Różnica między jego oczekiwaniami a naszymi możliwościami była duża. Sam kontrakt był taki, że Legia chyba jeszcze nigdy takiego nie oferowała nikomu. Do tego prowizje menedżerskie – zdradził.

Gdy Legia starała się o Hagiego, był on jeszcze piłkarzem szkockiego Rangers FC. Latem udało mu się ostatecznie zmienić barwy. Od początku sezonu reprezentuje turecki Alanyaspor.

Polacy zachwycili w czwartkowych meczach! Żelazny duet z Porto, świetny Lewandowski i nie tylko

W czwartek odbyło się kilka meczów z udziałem polskich piłkarzy. Teraz w mediach pojawiają się oceny ich występów. Zdecydowana większość z nich, jest pozytywna.




Kolejny pewny występ duetu w FC Porto, trzecie trafienie Lewandowskiego, obroniony rzut karny Skorupskiego i Świderski niczym Ibrahimović. Tak bawili się polscy piłkarze w czwartkowy wieczór.

Mur

Jan Bednarek i Jakub Kiwior ponownie rozegrali po 90 minut dla Porto. Tym razem nasi reprezentanci mierzyli się z RB Salzburg (1-0) w Lidze Europy. Ponownie zachowali czyste konto i zebrali znakomite recenzje.




– Niemal nie do przejścia. U boku swojego „bliźniaka” Kiwiora skutecznie zamykał każdą lukę, która mogłaby zagrozić bramce Diogo Costy. Strzelił nawet gola, ale ten został anulowany po ręce Samu Aghehowy. Jest jak mur w centrum niebiesko-białej defensywy – pisze o Bednarku „A Bola”.

– Zna swojego „bliźniaka” Bednarka jak nikt inny, dlatego notuje bardzo solidne występy. Świetnie zagrał w pierwszej połowie: intensywnie, imponująco, zamykając wolne ścieżki w kierunku bramki – dodano przy Kiwiorze.

Dla Bednarka był to już siódmy występ dla Porto w tym sezonie. Kiwior z kolei rozegrał trzecie spotkanie. Obaj otrzymali od „A Boli” ocenę „7” w dziesięciostopniowej skali.

„Nie ma drugiego takiego”

Bardzo dobre noty zbiera także Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski rozpoczął mecz z Realem Oviedo na ławce i pojawił się na murawie w 65. minucie przy wyniku 1-1. Już po chwili wyprowadził jednak Barcelonę na prowadzenie.




Kataloński „Sport” docenił wkład 37-latka w pobudzenie Blaugrany. Rozpływało się nad nim także „Mundo Deportivo”.

– Potrzebował bardzo niewiele, by zdobyć fantastyczną bramkę, która okazała się kluczowa w odrabianiu strat. Jego strzał głową przy golu na 2:1 to zagranie godne najlepszych snajperów w historii futbolu. Mógł zdobyć bramkę na 3:1 po świetnym uderzeniu. Nie ma drugiego napastnika z takim instynktem do strzelania goli – podkreśla „Sport”, oceniając Polaka na „dziewiątkę”.

– „Golazo” po strzale głową w pierwszej akcji, z idealnym wyskokiem i obrotem szyi. Potem miał okazję po dośrodkowaniu. Gdy wchodzi z ławki, potrafi zaszkodzić przeciwnikowi – dodaje MD.

Obroniony rzut karny i gola à la Zlatan

Doskonałe noty, mimo porażki Bolognii z Aston Villą (0-1), zbiera także Łukasz Skorupski. Polski bramkarz obronił rzut karny Watkinsa i już od początku pokazywał się jako pewny punkt swojej drużyny.

– W pierwszej połowie zapobiegł katastrofie. Obronił strzał Guessanda na początku meczu, a potem trzy razy interweniował po uderzeniach Malena. Na koniec zatrzymał rzut karny wykonywany przez Watkinsa. Fenomenalny wieczór – pisze calciomercato.web, które przyznało Polakowi „ósemkę”.

– Wielokrotnie ratował kolegów z drużyny przed niebezpieczeństwem. Wisienką na torcie był obroniony rzut karny. To zwieńczyło wspaniały mecz – dodaje Eurosport, który przyznał Skorupskiemu „7,5”.




Udany występ ma za sobą także Karol Świderski. Polak zadebiutował w rozgrywkach Ligi Europy, a jego Panathinaikos rozbił na start fazy ligowej Young Boys Berno (4-1). „Świder” już po 10 minutach cieszył się z gola, i to jakiego!

Wiadomo, ile będzie pauzować Arsenić. Luis Palma oficjalnie przeprosił gracza Rakowa

Raków potwierdził, jaka przerwa czeka Zorana Arsenicia. Chorwat doznał kontuzji po brutalnym wejściu Luisa Palmy. Gracz Lecha zdążył już opublikować przeprosiny.




Arsenić nie dograł do końca meczu z Lechem Poznań (2-2). Już po 10 minutach od rozpoczęcia drugiej połowy spotkania, został sfaulowany przez Luisa Palmę. Honduranin zobaczył czerwoną kartkę, natomiast piłkarz Rakowa musiał opuścić murawę.

Długa przerwa i oświadczenie

Raków potwierdził, jakiego urazu doznał Arsenić, a także, jak długo będzie pauzować. Kapitan „Medalików” ma złamaną kość strzałkową i według wstępnych diagnoz, jego przerwa od gry potrwa od 6 do 8 tygodni.

Na Instagramie oficjalne przeprosiny postanowił wystosować z kolei Palma. Gracz Lecha publicznie skierował się do Arsenicia, zapewniając, że nie chciał zrobić rywalowi krzywdy.




– Po pierwsze, chciałbym szczerze przeprosić sztab trenerski, kolegów z drużyny i wszystkich kibiców Lecha za to, co się wczoraj wydarzyło, a co pozostawiło zespół bez jednego zawodnika – zaczął Palma.

– Po drugie, chciałbym publicznie przeprosić i zapewnić, że moją intencją nie było zrobienie krzywdy Zoranowi Arseniciowi – zaznaczył.

– Niestety, spowodowałem kontuzję, czego nigdy nie chciałem. Szczerzę życzę mu szybkiego i pełnego powrotu do zdrowia oraz siły dla niego, jego rodziny i całej drużyny – podsumował.

Fot. Screen – Canal+ Sport

Dembele zażartował z Karima Benzemy po gali Złotej Piłki [WIDEO]

Ousmane Demebele po odebraniu Złotej Piłki dostał sporo pytań. W odpowiedzi na jedno z nich, nawiązał do Karima Benzemy.




W poniedziałek odbyła się gala Złotej Piłki. Najlepszym zawodnikiem na świecie został wybrany Ousmane Dembele. Francuz do końca rywalizował z Lamine Yamalem, ale ostatecznie to on zdobył statuetkę.

„Tak często jak Benzema”

Po odebraniu trofeum, Dembele nie krył wzruszenia. Gdy emocje już opadły, humor nadal mu dopisywał. Za kulisami zdobył się także na kilka żartów.




W jednym z nich nawiązał do Karima Benzemy. Była to odpowiedź na pytanie, jak często zamierza publikować zdjęcia ze Złotą Piłką w social mediach.

– Ousmane! Jak często będziesz publikował Złotą Piłkę na swoim Instagramie? – zapytano Dembele.

– Tak często jak Benzema – odparł.

Mateusz Borek pod ogromnym wrażeniem Jagiellonii Białystok. „To musi budzić respekt”

Mateusz Borek nie ukrywa swojego zachwytu nad Jagiellonią Białystok. Projekt, który w ostatnich latach notuje znaczący progres, bardzo mu imponuje.




Jagiellonia przeszła sporą metamorfozę względem poprzedniego sezonu. Michał Masłowski, mimo odejścia kilku ważnych zawodników, zdołał jednak przeprowadzić ważne transfery. Dodatkowo udało mu się zatrzymać Afimico Pululu czy Sławomira Abramowicza, co odtrąbiono jako spory sukces.

Podziw

Od początku sezonu Jagiellonia uzbierała 16 punktów w siedmiu meczach Ekstraklasy. Dodatkowo awansowała do Ligi Konferencji. Projekt, który wspólnie budują Adrian Siemieniec i Masłowski, robi wrażenie na Mateuszu Borku.




– To jest projekt, który mi imponuje. Ja się trochę o wyniki Jagiellonii obawiałem, widząc, jak mocna jest przebudowa. To oczywiście było związane z pewną inżynierią kontraktową. Wiedzieliśmy, że ma niektórych zawodników tylko wypożyczonych na określonych warunkach, że to są piłkarze za drodzy w normalnych warunkach dla Jagiellonii. Został wykorzystany moment. To, co zrobili Łukasz Masłowski z Adrianem Siemieńcem. Jak oni szybko ten pożar ugasili. Jak ta drużyna szybko weszła na dobre tory. Ja myślałem, że to potrwa dłużej. A tutaj goście dalej czołówka Ekstraklasy, ponownie faza ligowa Ligi Konferencji. To musi budzić respekt – ocenił Borek na antenie Ekstraklasa TV.

Tak Gavi zareagował na informację o kontuzji. „O mało nie zemdlał”

FC Barcelona oficjalnie potwierdziła, że Gaviego czeka długa przerwa od gry. Diagnoza lekarzy miała mocno odbić się na 21-latku.




Gavi doznał niedawno kontuzji kolana. Pierwsze informacje wskazywały, że jego przerwa od gry może potrwać maksymalnie 5-6 tygodni.

Wstrząs

Niestety okazało się, że potrzebny będzie inwazyjny zabieg. Tym samym znacząco przedłuży się nieobecność Gaviego. Według oficjalnego komunikatu FC Barcelony, ta ma potrwać nawet 5 miesięcy.




Sam zawodnik nawet nie zakładał takiego scenariusza. Po usłyszeniu diagnozy od lekarzy, o mało miał nie zemdleć.

To niemiła niespodzianka dla wszystkich w klubie. Zaczynając od samego chirurga, który podczas artroskopii odkrył, że stan prawego kolana Gaviego jest znacznie gorszy niż zakładano. Zabieg musiał być zatem bardziej inwazyjnynapisał Javier Miguel z „AS”.

Kiedy lekarze poinformowali o tym piłkarza, o mało nie zemdlał. Zdał sobie sprawę, że czeka go długa przerwa w grze, a jego szanse na udział w przyszłorocznym mundialu malejądodał.

Gavi nie wróci do gry wcześniej niż w lutym. I to w najlepszym przypadku. Przy założeniu, że nie będzie komplikacjipodsumował dziennikarz.

Ojciec Yamala grzmi po gali Złotej Piłki. „Krzywda moralna wyrządzona człowiekowi”

W poniedziałkowy wieczór Ousmane Dembele odebrał Złotą Piłkę. Do samego końca rywalizacja toczyła się między gwiazdą PSG a Lamine Yamalem. Ojciec zawodnika FC Barcelony nie krył rozgoryczenia takim rozstrzygnięciem.




Wczoraj odbyła się gala Złotej Piłki. Najlepszym zawodnikiem na świecie został wybrany Ousmane Dembele, który ma za sobą niesamowity sezon w barwach PSG. Francuz w sumie strzelił 35 goli i dołożył 16 asysty oraz przede wszystkim wygrał Ligę Mistrzów. Był przy tym zdecydowanym liderem paryżan.

„Krzywda moralna”

Wiele osób uważało, że Dembele jest zdecydowanym faworytem do wygrania Złotej Piłki. Część opinii miała jednak zdanie, że na nagrodę zasłużył Lamine Yamal. I faktycznie, Hiszpan zajął drugie miejsce, do samego końca rywalizując z Dembele.




Takie rozstrzygnięcie nie podoba się ojcu zawodnika Barcelony. Zepchnięcie syna na drugie miejsce nazwał „krzywdą moralną”.

– Myślę, że to jest największa… Nie powiem, że kradzież, ale krzywda moralna wyrządzona człowiekowi. Uważam, że Lamine Yamal jest zdecydowanie najlepszym piłkarzem na świecie, z ogromną przewagą. Nie dlatego, że jest moim synem, ale dlatego, że jest najlepszym piłkarzem na świecie. Myślę, że nie ma sobie równych. Musimy powiedzieć, że wydarzyło się tu coś bardzo dziwnego – cytuje ojca Yamala „El Chiringuito” [tłumaczenie za BarcaInfo].

Messi i jego ojciec rządzą w Interze Miami? Mocne oskarżenia: „To jest dramat. Ludzie stamtąd uciekają”

Mateusz Klich wrócił latem do Cracovii po zagranicznych wojażach. Ostatnie lata spędził w USA, gdzie zdążył poznać wiele klubów. Krytycznie wypowiada się o tym, co dzieje się w Interze Miami od przyjścia Leo Messiego.




Klich pożegnał się minionego lata z Atlantą United. Polak wrócił do kraju, zasilając swój były klub – Cracovię, na zasadzie wolnego transferu.

„Trenerzy uciekają, fizjoterapeuci też”

W rozmowie z „Foot Truckiem” Klich ocenił MLS. Wyraził przy tym swoje zdanie na temat kilku klubów. Polecił między innymi Nowy Jork, natomiast skrytykował zdecydowanie Inter Miami.




– Jaki klub bym polecał w MLS? Nowy Jork – Red Bull ma lepszy stadion, ale City buduje kozak stadion – przyznał Klich.

– Miami odradzam, przynajmniej dopóki Messi tam jest. To jest klub dramat. Ludzie stamtąd uciekają. W klubie rządzą Messi i jego tata – wyjawił.

– Wszyscy mówią po hiszpańsku, nie da się nic zrobić bez ich zgody. Trenerzy uciekają, fizjoterapeuci też. Klub też leży jakieś 50 minut od Miami – podsumował.

Messi trafił do USA w 2023 roku, odchodząc z PSG. Natychmiast stał się gwiazdą całej MLS. Jak na razie w barwach Interu Miami strzelił 64 goli i dołożył 31 asyst na przestrzeni 76 meczów.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.