Tak kibice Wolfsburga zareagowali na ogromny błąd Grabary. Świetne zachowanie [WIDEO]

Kamil Grabara popełnił fatalny błąd w meczu z RB Lipsk. Choć wpuścił tym samym kuriozalnego gola, kibice Wolfsburga okazali mu wsparcie. Podobnie postąpił kapitan „Wilków”, Max Arnold.




Grabara świetnie odnalazł się w Wolfsburgu. W niedzielę przeciwko Lipskowi ponownie pokazywał wysoką dyspozycję. Popełnił jednak fatalny błąd w 70. minucie, który doprowadził do straty gola.

W obronę

Mimo pomyłki, Grabara został szybko wsparty przez kibiców. Po ostatnim gwizdku sędziego, trybuny długo skandowały nazwisko Polaka. Wsparcie okazał koledze również kapitan „Wilków”, Max Arnold.




– Kamil był znakomity przez cały sezon. Moim zdaniem ten jeden incydent nie jest wart nawet wzmianki – powiedział pomocnik Wolfsburga.

To mogła być hitowa transakcja! On chciał kupić Legię Warszawa?!

Bardzo ciekawe informacje przekazał Tomasz Włodarczyk. Dziennikarz portalu meczyki.pl ustalił, że Michał Świerczewski miał być chętny na kupienie Legii Warszawa. Sam zainteresowany jednak tego nie potwierdził.




Legia znajduje się w dramatycznym miejscu swojej historii. Widmo spadku staje się coraz bardziej realne dla stołecznej drużyny. Nie pomogło nawet zatrudnienie Marka Papszuna, który w trzech dotychczasowych meczach odnotował porażkę i dwa remisy.

Chętny na kupno?

W całym tym chaosie coraz częściej mówi się o ewentualnej sprzedaży klubu przez Dariusza Mioduskiego. Cena ma być jednak zaporowa. Ostatnio pojawiła się informacja o zawrotnych 200 milionach euro.




Co ciekawe, jeszcze przed poznaniem dokładnej kwoty, chętny na kupienie Legii miał być jeden z polskich biznesmenów. Finalnie wycofał się po jej poznaniu. Pierwsze tropy miały prowadzić do Rafała Brzoski, założyciela InPostu.

Inne światło rzuca jednak Tomasz Włodarczyk. Dziennikarz ustalił, że mogło chodzić o… Michała Świerczewskiego, czyli właściciela Rakowa Częstochowa.

– Pierwsza myśl to jest kto? Pewnie Rafał Brzoska. Środowisko wskazuje jednak kogoś innego – Michała Świerczewskiego. Trzeba to traktować w kategoriach plotek środowiskowych. Od razu jednak zaznaczam, że druga strona odpowiedziała tylko, że nie potwierdza, ale też nie zaprzecza – powiedział Włodarczyk.

– Realnie na dziś Legia nie jest na sprzedaż – uzupełnił.

Piotr Zieliński zapisał się w historii Serie A. Rozgrywa kapitalny sezon

Minionej soboty Piotr Zieliński kolejny raz znalazł się na ustach całych Włoszech. Polski pomocnik strzelił pięknego gola na wagę zwycięstwa hitowego starcia z Juventusem. Przeszedł tym samym do historii Serie A.




Wczoraj odbyło się hitowe starcie we włoskiej ekstraklasie. Po emocjonującym boju, Inter Mediolan wygrał z Juventusem 3-2. Decydującego gola na wagę zwycięstwa w doliczonym czasie gry, strzelił Piotr Zieliński.

Przeszedł do historii

„Zielu” tym samym zanotował 49. trafienie w Serie A. Zrównał się pod tym względem z Arkadiuszem Milikiem. Obaj są najskuteczniejszymi Polakami w historii włoskiej ekstraklasy.




Kolejne miejsca w rankingu zajmują Krzysztof Piątek (33) i Zbigniew Boniek (31). Topową piątkę zamykają natomiast Mariusz Stępiński (14) oraz Kamil Glik (12).

Zieliński prezentuje obecnie świetną formę. Łącznie strzelił już sześć goli i dołożył dwie asysty. W środę jego Inter zmierzy się z Bodo/Glimt w Lidze Mistrzów.

Fot. Screen – Twitter / @ELEVENSPORTSPL

Wielka awantura po meczu Radomiaka z Koroną. Ręce poszły w ruch. „Jakiś kretyn rzucił w nich butelką” [WIDEO]

Po meczu Korony Kielce z Radomiakiem Radom doszło do ogromnej awantury. Piłkarze obu drużyn skoczyły sobie do gardeł. W ruch poszły nawet ręce.




Jedyne dwa gole w Radomiu oglądaliśmy w pierwszej połowie. Już w 8. minucie wynik otworzył Wiktor Długosz, który wykorzystał błąd Filipa Majchrowicza. W 33. minucie prowadzenie Korony podwyższył Miłosz Pięczek.

Zadyma

Całe spotkanie aż kipiało od emocji. Po utracie drugiego gola, czerwoną kartkę zobaczył Goncalo Feio. Szkoleniowca oskarżono o kierowanie wobec sędziów zarzutów o charakterze korupcyjnym.




Emocje sięgnęły zenitu już po zakończeniu meczu. Gdy wybrzmiał ostatni gwizdek, piłkarze obu drużyn skoczyli sobie do gardeł. Doszło nawet do rękoczynów, a nagrania z zadymy obiegły media społecznościowe.

– Piłkarze Korony świętowali pod pustym sektorem gości. Trochę machania, trochę śpiewania i jakiś kretyn rzucił w nich butelką. Michał Siejak z Korony odprowadzony do karetki – rozcięta głowa – relacjonował Szymon Janczyk z „Weszło”.

Było ostro na linii Legia – Pogoń. Wiadomo, ile finalnie kosztował Rafał Adamski

Rafał Adamski został ogłoszony zawodnikiem Legii Warszawa. Napastnik został wykupiony z Pogoni Grodzisk Mazowiecki po długich negocjacjach. Tomasz Włodarczyk zdradził kulisy rozmów między stronami.




Wydawało się, że nic z tego transferu nie wyjdzie. Ostatecznie Legii udało się jednak dopiąć swego i ściągnęła nowego napastnika. Z Grodziska Mazowieckiego do Warszawy powędrował Rafał Adamski.

Burzliwe negocjacje

Rozmowy między klubami były trudne i dość zajadłe. O szczegółach poinformował Tomasz Włodarczyk z portalu meczyki.pl. Z jego ustaleń wynika, że Pogoń chciała podwyższyć pierwotne oczekiwania za swojego napastnika.




– Było gorąco między klubami. Pogoń Grodzisk Mazowiecki pierwotnie przyjęła propozycję 100 tys. zł, ale później zarząd uznał, że oferta powinna być większa i chciano 100 tys. euro – powiedział Włodarczyk.

Problematyczne też miały okazać się rozmowy Legii z samym zawodnikiem. „Wojskowi” mieli trudności z ustaleniem warunków kontraktu piłkarza. Dodatkowo miało to ponownie zaognić relacje na linii partnerskich klubów.

– Legia na początku nie mogła dogadać się ws. warunków kontraktu, ale czas gonił i trzeba było sprowadzić jakiegoś napastnika. Ostatecznie dogadano się ws. warunków, ale – z perspektywy Pogoni – Legia późno wróciła do stołu. Pierwszoligowiec miał pretensje o to, że z tego powodu będzie miał problem z zastąpieniem Adamskiego. Pojawiły się zgrzyty – Legia podniosła temat partnerstwa. W Pogoni jest obecnie czterech piłkarzy wypożyczonych z Legii i jeden zawodnik, Jakub Jędrasik, z transferu definitywnego – kontynuował.

– Kwota transferu? Z tego, co wiem, ostatecznie wyniosła ona 40 tys. euro – dodał.

Źródło: meczyki.pl | fot. Instagram – Screen / @legiawarszawa

Cracovia znalazła następcę Stojilkovicia! Będzie musiała sporo zapłacić

Zimą z Cracovii odszedł Filip Stojilković. Tym samym „Pasy” muszą czym prędzej znaleźć nowego napastnika. Według informacji zagranicznych mediów, celownik miał skupić się na piłkarzu Lugano, Georgiosie Koutsiasie.




Stojliković pod koniec stycznia zamienił Cracovię na Pisę. Polski klub miał zarobić na sprzedaży swojego napastnika około trzech milionów euro. Sprawiło to jednak, że trzeba rozejrzeć się za nowym snajperem.

Trudne negocjacje

Według informacji „Blick”, wysoko na liście życzeń Cracovii ma się znajdować Georgios Koutsias. Grek jest obecnie piłkarzem szwajcarskiego Lugano, do którego trafił latem z Chicago Fire. Do tej pory rozegrał 21 meczów, w których strzelił 3 gole.




Cracovia miała już złożyć ofertę za 22-latka. Jak podaje „Blick”, propozycja transferu miała oscylować w okolicach 2-3 mln euro. Operacja może być natomiast dość trudna do przeprowadzenia.

Koutsias jest obecnie jednym z dwóch napastników Lugano. Poza Grekiem w klubie jest jeszcze tylko Kevin Behrens. Dodatkowo obaj pokłócili się podczas obozu przygotowawczego. Z tego powodu drugi z zawodników miał poprosić nawet o zgodę na odejście.

Wspaniały gest Wojciecha Szczęsnego! Zaprosił chorego chłopca na mecz Barcelony

Wojciech Szczęsny ponownie pokazał, że ma wielkie serce. Na jego zaproszenie, mecz FC Barcelony z trybun obejrzał poważnie chory chłopiec. Spełniło się tym samym jego marzenie.




FC Barcelona wygrała w weekend z Mallorcą (3-0). Jedną z bramek strzelił Robert Lewandowski, a wszystko z trybun mógł oglądać specjalny gość, który pojawił się na meczu na zaproszenie Wojciecha Szczęsnego.

Spełnione marzenie

Mowa konkretnie o Wojtku Feliksie. Młody chłopiec choruje na dysplazję kręgosłupowo-nasadową. Jest to bardzo rzadka wada wrodzona, która wpływa na rozwój kości i kręgosłupa.




Chłopiec marzył o spotkaniu ze Szczęsnym. Jego mama, Patrycja, opowiedziała w rozmowie z PAP, jak w ogóle doszło do tej sytuacji.

Jak mój Wojtek wyszedł ze szpitala, po wizycie kontrolnej, to nagrałam filmik. Na nim syn okazuje ogromną radość, że ma już proste nogi, może uprawiać sport. Na nim powiedział o swoim marzeniu, że chciałby się spotkać z Wojciechem Szczęsnym, jak i Robertem Lewandowskim. 24 godziny później zobaczyliśmy komentarz tego pierwszego, że zaprasza do przyjazdu do Barcelony i na meczmówiła mama Wojtka.

Chłopiec do Barcelony przyleciał z mamą oraz dziadkami, rodzicami pani Patrycji. Koszty pobytu oraz przelotu opłacił osobiście Szczęsny.

Dostaliśmy zgodę, aby zostać na całych zajęciach. Nie mogłam tylko cały czas nagrywać filmików, aby ewentualnie nie zdradzić taktyki. Mój Wojtek przywitał się ze wszystkimi zawodnikami, a nawet zatańczył z Lamine Yamalem. Od trenera Hansiego Flicka otrzymał piłkę, na której podpisali się zawodnicy, a od Wojciecha Szczęsnego koszulkę Barcelony, także z autografami graczyopowiedziała pani Patrycja.

Źródło: TVP Sport | PAP

Kamil Grosicki zareagował na gwizdy kibiców. W środku nocy wstawił nagranie na story [WIDEO]

Kibice Pogoni Szczecin stracili cierpliwość do swojej drużyny. Oberwało się nawet Kamilowi Grosickiego, którego do tej pory omijały słowa krytyki. Reprezentant Polski postanowił zareagować w wymowny sposób w mediach społecznościowych.




„Portowcy” minionej niedzieli kolejny raz zawiedli oczekiwania. Pogoń zaledwie zremisowała (1-1) z walczącą o utrzymanie Termalicą. Tym samym ekipa ze Szczecina ma już tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową.

„Będziecie tego mogli żałować”

Kibice Pogoni już od dawna wylewają swoją frustrację. Zazwyczaj omijała ona jednak Kamila Grosickiego. Tym razem było inaczej. Kapitan „Portowców” został wygwizdany, gdy schodził z boiska.

– Kibice mają prawo wylewać frustrację. Po ostatnich miesiącach i tym, co się działo, spodziewałem się, że tak może być. Nie spodziewałem się jednak, że nastąpi to tak szybko – komentował po meczu.




Dołożył do tego jeszcze jeden komentarz, ale nie własnego autorstwa. W środku nocy Grosicki wstawił do mediów społecznościowych fragment programu „Liga+ Extra”. W udostępnionym nagraniu na temat 37-latka wypowiadał się Marek Jóźwiak.

– Kamil w każdej sytuacji jest główną postacią, ale on potrzebuje gości w polu karnym, którzy będą kończyć jego akcje. Byłem zdziwiony, bo usłyszałem po raz pierwszy gwizdy, kiedy Kamil schodził z boiska, co mi się bardzo nie podobało. Mam radę dla kibiców: cieszcie się Kamilem Grosickiem, póki jeszcze gra, bo później będziecie tego mogli bardzo mocno żałować, kiedy zakończy karierę – mówił.

Piotr Zieliński bez gola i asysty, a Włosi i tak zachwyceni. Co za słowa o Polaku! „Na zupełnie innym poziomie”

Kapitalny czas w Interze Mediolan przeżywa obecnie Piotr Zieliński. Choć w miniony weekend nie strzelił gola ani nie zanotował asysty, włoskie media nie mogą się nachwalić jego gry.




Inter minionej niedzieli przejechał się po Sassuolo i wygrał aż 5-0. Zieliński spędził na murawie 63 minuty, ale tym razem pozostawał w cieniu. Polak zszedł z boiska, nie mając na koncie ani gola, ani asysty.

Jak w zegarku

Choć „Zielu” nie dopisał sobie kolejnych liczb do statystyk, włoskie media i tak były pod wrażeniem jego występu. Dziennikarze kolejny raz podkreślili, jak ważny jest Polak w układance Christiana Chivu.




– Zwykła, czysta i esencjonalna reżyseria, bez zbędnych dodatków. To architekt, który nie znosi baroku i rysuje jasne, proste linie. Z „Zielo” jest przyszłość – pisze „La Gazzetta dello Sport”, która przyznała pomocnikowi „7”.

– Zawsze podejmuje trafne decyzje, nigdy nie popełnia błędów przy podaniu. Kontroluje grę z elegancją, która nigdy nie jest celem samym w sobie. Z nim Inter gra jak w zegarku – dodaje „TuttoMercatoWeb”.

– Wiedzieliście, że potrafi grać jako rozgrywający z głębi pola? I to jak! Jest na poziomie najlepszego Calhanoglu. Jego technika zawsze była cudowna, ale kondycja fizyczna, pewność siebie i wizja gry, jaką prezentuje w tym roku, są na zupełnie innym poziomie – podkreśla portal fcinter1908, oceniając Zielińskiego na „ósemkę”.

Ostatnie miesiące są dla Zielińskiego fenomenalne. Dziennikarze chwalą go niemal co każdy mecz, a jego formę potwierdzają także noty, które otrzymuje. W bieżącym sezonie rozegrał 21 meczów dla Interu, w których strzelił 5 gole i dołożył 2 asysty.

Kto ubierze reprezentację Polski po MŚ? PZPN dostał bardzo ciekawe oferty

Reprezentacja Polski wkrótce ma zmienić sponsora technicznego. Na razie nie wiadomo, kto dostarczy nowe stroje dla „Biało-Czerwonych”. Według medialnych informacji, PZPN ma mieć natomiast oferty od trzech firm – w tym jednej polskiej.




Już od osiemnastu lat za stroje dla reprezentacji Polski odpowiada Nike. To właśnie w trykotach od Amerykanów zagramy mecze barażowe o mistrzostwa świata. W przypadku wywalczenia awansu, na sam turniej także pojedziemy w strojach od Nike.

Idzie nowe

Po MŚ historia tej współpracy może się jednak zakończyć. Kontrakt między firmą a PZPN wygasa jeszcze w tym roku. Federacja ma mieć obecnie trzy opcje, które są obecnie sondowane w gabinetach pod kątem przyszłości.




Pierwszym scenariuszem jest przedłużenie umowy z Nike i kontynuowanie współpracy. Propozycja od Amerykanów ma być już zresztą na stole. Propozycja miała się także pojawić ze strony innego giganta – Adidasa, który niedawno stracił współpracę z rodzimą reprezentacją Niemiec.

Jak przekazuje „TVP Sport”, do gry miała nieoczekiwanie wejść polska firma. Mowa konkretnie o marce Keeza, należącej do Tomasza Szulca. Obecnie działa ona aktywnie w piłkarskim świecie i jest sponsorem technicznym wielu wojewódzkich związków. Od stycznia współpracuje także z Polskim Związkiem Hokeja na Lodzie i reprezentacją.

Keeza to mała firma w porównaniu do Nike czy Adidasa, która dopiero buduje swoją pozycję. Jeśli miałaby zostać sponsorem reprezentacji oczywiste jest, że musiałaby zaproponować dużo wyższą stawkę, bo przecież byłaby to dla nich forma promocjicytuje jednego z pracowników PZPN, portal sport.tvp.pl.




Inne medialne doniesienia sugerują, że do gry chciałaby wkroczyć jeszcze jedna polska firma. Mowa konkretnie o 4F. Potencjalnie do stołu mieliby także zasiąść działacze Pumy i Macron.

Źródło: TVP Sport

Pelle znowu w Ekstraklasie? Może dojść do bardzo niespodziewanego powrotu

Kilka lat temu w Cracovii grał Pelle van Amersfoort. Obecnie Holender gra w Katarze, jednak możliwe, że ponownie zobaczymy go w Ekstraklasie.




Amersfoort był solidnym napastnikiem, gdy grał w Cracovii. W sumie na przestrzeni 110 meczów strzelił dla „Pasów” 27 goli i dołożył 11 asyst.

Powrót do Polski?

Obecnie Holender gra w Katarze. Od 2024 roku jest zawodnikiem tamtejszego Al-Shahania. W obecnie trwającym sezonie strzelił trzy gole w 14 występach.




Niewykluczone, że wkrótce ponownie zobaczymy Holendra w Ekstraklasie, tym bardziej że jego kontrakt wygasa w czerwcu. Piotr Koźmiński podał, że sytuację Amersfoorta monitorują nasi ligowcy. Większość z nich byłaby nawet w stanie zapłacić kwotę odstępnego, żeby przyspieszyć transfer.

– Trzeba by zapłacić kwotę odstępnego, choć nie są to jakieś wielkie pieniądze. W zasadzie takie, na które mogłoby sobie pozwolić większość naszych ligowców – przekazał dziennikarz.

Nie wiadomo, które kluby dokładnie byłyby zainteresowane 29-latkiem. W tym gronie mogłaby się jednak z pewnością znaleźć Legia Warszawa, która ma gigantyczne problemy ze strzelaniem bramek.

Fot. Screen / YouTube – Ekstraklasa TV | źr. Piotr Koźmiński

Lata temu odchodził z Porto za wielką kasę. Dziś ma rady dla Pietuszewskiego. „Im szybciej zrozumie, tym lepiej”

Nazwisko Oskara Pietuszewskiego budzi obecnie wielkie emocje w świecie piłki nożnej. Transfer do FC Porto tylko podkręcił zainteresowanie młodzieżowym reprezentantem Polski. Radę dla 17-latka ma jednej z byłych piłkarzy „Smoków”.




Pietuszewski zimą odszedł z Jagiellonii i trafił do FC Porto. Portugalczycy zapłacili za niego około 8-9 mln euro. W sumie kwota może wzrosnąć i zbliżyć się do 10 mln.

„Im szybciej zrozumie, tym lepiej”

Skrzydłowy ma już za sobą debiut w barwach „Smoków”. Zagrał kilka minut przeciwko Vitorii Guimaraes i wywalczył rzut karny, a za faul na nim z boiska wyleciał jeden z rywali. Zebrał przy tym masę pochlebnych opinii.




Bacznie poczynania Pietuszewskiego śledzi Eliaquim Mangala. Lata temu Francuz odchodził z Porto do Manchesteru City za 45 mln euro. O swoich odczuciach co do umiejętności Polaka, wypowiedział się dla „Weszło”.

– Widziałem jego debiut z Vitorią. Bardzo obiecujący piłkarz, który pokazuje na boisku dużo ochoty do gry. Wiem, że choć jego kariera w Portugalii się dopiero zaczyna, to kibice już reagują na niego z dużym entuzjazmem – ocenił Mangala.

– Biorąc pod uwagę jego wiek, on ma wszystko, żeby się rozwinąć i żeby rosnąć. To już jest ekscytujące. Nie lubię porównywać piłkarzy. Każdy ma swój zestaw cech i Pietuszewski ma jeszcze wiele do poprawy. Szczerze mu życzę, żeby czerpał się przyjemność ze swojego doświadczenia i rozwijał się w Porto. Często oglądam ich mecze – dodał.

– Nie pracowałem nigdy z Francesco Fariolim, więc tutaj się nie wypowiem, ale poza boiskiem, to zdecydowanie moja droga, czyli zrozumienie specyfiki FC Porto i wymagań tego środowiska. Im szybciej Pietuszewski zrozumie, o co w tym klubie chodzi, tym lepiej. To mu ogromnie pomoże w przyszłości – podsumował.

Źródło: Weszło

PZPN zerwał współpracę z „To My Polacy”! Powodem zachowanie z meczu z Holandią

Polski Związek Piłki Nożnej poinformował o zakończeniu współpracy ze Stowarzyszeniem „To My Polacy”. Federacja wydała specjalny komunikat, w którym wyjaśnia decyzję.




W ubiegłym roku PZPN postanowił zareagować na opinie o słabej atmosferze podczas meczów reprezentacji Polski. Nawiązano w tym celu współpracę ze Stowarzyszeniem „To My Polacy”. Od tej pory przedstawiciele grupy byli obecni na każdym meczu „Biało-Czerwonych”, odpowiadając za zorganizowany doping.

Koniec

Stowarzyszenie możemy pamiętać najbardziej ze zremisowanego (1-1) meczu z Holandią na PGE Narodowym. Podczas drugiej połowy, spotkanie zostało przerwane, ze względu na rzucone na murawę race.




Ten incydent miał zdecydować o zakończeniu współpracy. PZPN opublikował oficjalny komunikat, w którym stawia sprawę jasno.

– Polski Związek Piłki Nożnej informuje, że współpraca ze Stowarzyszeniem „To My Polacy” została definitywnie zakończona. Przedstawiciele organizacji zostali o tym poinformowani podczas dzisiejszego spotkania z Wiceprezesem PZPN Adamem Kaźmierczakiem w siedzibie federacji. Decyzja ta jest konsekwencją skandalicznych i niebezpiecznych wydarzeń, które miały miejsce podczas meczu kwalifikacji do MŚ 2026 Polska – Holandia, rozegranego 14 listopada 2025 roku na PGE Narodowym. Spotkanie zostało przerwane na kilka minut z powodu rażącego złamania regulaminu i skrajnie niebezpiecznego zachowania części osób, w tym użycia materiałów pirotechnicznych i wrzucenia ich na murawę – w kierunku dzieci podających piłki, fotoreporterów oraz samych piłkarzy. Takie działania bezpośrednio zagrażały zdrowiu i życiu uczestników wydarzenia. W wyniku tych incydentów federacja stanęła w obliczu realnego zagrożenia zamknięcia stadionu przed kolejnymi meczami barażowymi, a finalnie została ukarana przez UEFA dotkliwą karą finansową – napisał związek.

– Takie zachowania są absolutnie niedopuszczalne. Każdy mecz reprezentacji narodowej powinien być prawdziwym świętem piłki nożnej – miejscem bezpiecznym i przyjaznym dla wszystkich uczestników. Incydenty tego typu niosą ze sobą ogromne ryzyko: zagrożenie bezpieczeństwa, straty wizerunkowe i ryzyko utraty możliwości kibicowania polskiej drużynie. Nie możemy na to pozwolić. Reprezentacja Polski zasługuje na doping, który jednoczy, a nie dzieli – podsumował Adam Kaźmierczak, wiceprezes PZPN ds. organizacyjno-finansowych.

Reprezentacja Polski wróci do gry pod koniec marca. 26.03 zmierzy się na PGE Narodowym z Albanią w półfinale baraży mistrzostw świata. Jeśli „Biało-Czerwoni” wygrają, kilka dni później zmierzą się w finale z Ukrainą lub Szwecją.

Stępiński wbił szpilkę Legii po dublecie i wygranej. „To normalne zwycięstwo”

Mariusz Stępiński z przytupem wrócił do Ekstraklasy. Debiut w Koronie przeciwko Legii zwieńczył dubletem, który dał jego drużynie trzy punkty. Po spotkaniu na Łazienkowskiej wbił rywalom szpilkę.




Ekstraklasa wróciła od gry po przerwie zimowej. W Warszawie niewiele jednak zmieniło względem jesieni. Legia przegrała na własnym stadionie 1-2 z Koroną, a dublet zaliczył wracający do ligi Mariusz Stępiński.

„Normalne zwycięstwo”

Napastnik okazał się bohaterem Korony. To on wyprowadził ją na prowadzenie w 23. minucie, a później strzelił zwycięską bramkę. Po spotkaniu zdobył się na szpileczkę w rywali, w rozmowie z „Canal+ Sport”.




Byliśmy wyżej w tabeli, więc to normalne zwycięstwomówił Stępiński, po czym dodał To oczywiście pół żartem, pół serio. Inauguracja rundy to zawsze niewiadoma. Wszyscy chcą się jak najlepiej przygotować, ale podchodzą do tego z niepewnością jak to będzie wyglądać. Dlatego bardzo cieszymy się, że udało nam się wygrać.

Korona po wygranej przy Łazienkowskiej zajmuje już 7. miejsce w tabeli z dorobkiem 27 punktów. Legia natomiast znajduje się coraz bliżej ostatniego miejsca. Na koncie ma już zresztą tyle samo punktów, co ostatnia Termalica (19).

Fot. Screen – YouTube / Canal+ Sport

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.