Dziennikarz wieszczy transfer gwiazdy Wisły do Jagiellonii? „Widziałbym go tam”

Ángel Rodado wzbudza coraz większe zainteresowanie na rynku transferowym. Napastnik Wisły Kraków wzbudza zainteresowanie wśród czołowych klubów Ekstraklasy. Według Mateusza Rokuszewskiego z CANAL+ Sport, Hiszpan powinien trafić do Jagiellonii Białystok.

Gdzie trafi gwiazda Wisły Kraków?

Rodado odegrał kluczową rolę w zdobyciu przez Wisłę Pucharu Polski, choć jego bramki nie wystarczyły do wywalczenia awansu do Ekstraklasy.

Mimo to Hiszpan zdecydował się pozostać w Krakowie i pod koniec lipca przedłużył kontrakt z Wisłą do 2027 roku, z opcją przedłużenia o kolejny rok.

Pomimo słabszej formy pod koniec rundy jesiennej, napastnik utrzymuje świetne statystyki. Ma na swoim koncie już 20 trafień, a Wisła liczy, że jego bramki pomogą drużynie w powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Rodado na celowniku Lecha i Rakowa, ale może trafić też do Jagiellonii

Skuteczność Hiszpana nie umyka jednak czołowym zespołom z Polski. Według medialnych doniesień Raków Częstochowa i Lech Poznań są zainteresowani sprowadzeniem napastnika do siebie.

Z kolei Mateusz Rokuszewski uważa, że Rodado mógłby pasować idealnie do Jagiellonii. Dziennikarz twierdzi, że prędzej widziałby Hiszpana na Podlasiu, niż w Poznaniu.

– Plotki łączące Rodado z Lechem Poznań są jak najbardziej uzasadnione. To jest piłkarz, którego byśmy w Ekstraklasie bardzo chętnie zobaczyli. Ale z tego co słyszałem, to Jagiellonia Białystok będzie też szukała napastnika. Nie dlatego, że jest niezadowolona z Afimico Pululu. […] Będzie poszukiwanie kogoś, kto może z przodu poszerzyć wachlarz umiejętności. I z tej perspektywy też by mi Rodado bardzo mocno pasował. Gdybym miał wybrać, gdzie bym go widział, to chyba właśnie bardziej w Jagiellonii Białystok niż w Lechu Poznań – powiedział dziennikarz CANAL+ Sport.

Nie wiadomo, jak do samej decyzji podejdzie piłkarz Wisły Kraków. Sytuacja w ataku Lecha Poznań na trudniejszą w przebiciu się do składu, ponieważ Kolejorz nie gra tylu spotkań co Jagiellonia Białystok. Ponadto w kadrze poznaniaków znajduje się Mikael Ishak, którego ciężko wyobrazić sobie na ławce przez większą część sezonu.

Zimą szykuje się zatem zacięta walka o podpis Hiszpana. Rodado od momentu dołączenia do Wisły Kraków rozegrał w tym klubie 95 spotkań. W tym czasie strzelił 56 bramek i zanotował 15 asyst.

Źródło: CANAL+ Sport

Rybus coraz bliżej końca kariery. „Straciłem już rok”

Maciej Rybus od ponad sześciu miesięcy pozostaje bez klubu. Były reprezentant Polski w rozmowie z rosyjskim portalem Football24.ru przyznał, że jeśli nie otrzyma oferty z profesjonalnej drużyny, to wówczas rozważy zakończenie swojej kariery.

Został w Rosji, a teraz nie ma klubu

Po wybuchu wojny na Ukrainie Rybus podjął kontrowersyjną decyzję o pozostaniu w Rosji. Polak kierował się względami rodzinnymi – jego żona jest Rosjanką, a dzieci posiadają tamtejsze obywatelstwo.

Choć jego wybór spotkał się z krytyką w Polsce, piłkarz pozostał konsekwentny w swoich działaniach. Po odejściu z Lokomotiwu Moskwa, Rybus trafił do Spartaka Moskwa, a wcześniej występował w Rubinie Kazań, jednak obie przygody okazały się nieudane.

Po tym czasie sytuacja Rybusa się pogorszyła. Polski piłkarz nie mógł znaleźć przez długi czas nowe klubu i ostatecznie wylądował w amatorskiej lidze.

W rozmowie z mediami Rybus otwarcie przyznał, że obecnie nie posiada żadnych propozycji od profesjonalnych drużyn. Polak nie ukrywa, że jego kariera dobiega powoli końca.

– W tej chwili nie mam żadnych ofert z profesjonalnych klubów. Obecnie jestem zawodnikiem FK 10 i przygotowuję się do nowego sezonu. Zobaczymy, co będzie się działo w styczniu. Rozważę każdą ofertę, mam 35 lat, nie mam zbyt dużego wyboru. Moja kariera dobiega końca, ale chciałbym grać na wyższym poziomie. Najprawdopodobniej zakończę karierę zawodową tej zimy, jeśli nie znajdę klubu. Straciłem już rok. Teraz planuję polecieć do Polski i odpocząć – powiedział Maciej Rybus.

Źródło Football24.ru

Boniek reaguje na wpadkę PZPN podczas gali 105-lecia. Zdziwienia nie krył nawet prezydent UEFA

Podczas gali z okazji 105-lecia PZPN zaprezentowano film upamiętniający kluczowe momenty w historii polskiej piłki nożnej. W materiale zabrakło jednak Zbigniewa Bońka, który uchodzi za jedną z najważniejszych postaci w historii polskiego futbolu. Teraz były prezes PZPN zareagował na całe zamieszanie, i co ciekawe, o pomyłkę federacji dopytywał się także Aleksander Ceferin.

Zaskakujące pominięcie Bońka

Podczas uroczystości z okazji 105. rocznicy powstania Polskiego Związku Piłki Nożnej wyświetlono krótki film ukazujący najważniejsze momenty dla polskiego futbolu. W klipie zabrakło jednak Zbigniewa Bońka. Cała sytuacja zaskoczyła nie tylko zgromadzonych gości, ale także samego zainteresowanego. Boniek odniósł się do tego w programie „Pogadajmy o piłce” na kanale Meczyki.

– Mali ludzie żyją złośliwościami, czują się niepewnie i robią błędy. Na tej gali kilku ludzi czuło się nieswojo. Jeżeli przyjeżdża dwóch wiceprezydentów UEFA, byłych prezesów PZPN, byłych selekcjonerów, to musisz powitać ich imiennie. Takie są zasady. Ale zrobili, jak zrobili – powiedział Zbigniew Boniek.

Cezary Kulesza tłumaczył tę sytuację podczas gali. Podkreślił, że również był zaskoczony ostatecznym efektem filmu.

– Klip zobaczyłem dopiero na gali. Sam byłem zaskoczony. Słabo wyszło. Nie powinno tak być – ocenił prezes PZPN.

Z kolei Tomasz Kozłowski, dyrektor Departamentu Komunikacji i Mediów, tłumaczył pominięcie Bońka jako niedopatrzenie. Na to wszystko Boniek zareagował w swoim stylu.

– Moje nazwisko jest w FIFA, UEFA, a ci, co mnie wygumkowali, to ich nazwiska są tylko w książce telefonicznej. I to jest ta różnica – podsumował.

Aleksander Ceferin również zdziwiony

Co ciekawe, cała sytuacja nie umknęła uwadze Aleksandra Ceferina. Prezydent UEFA osobiście zapytał Bońka o przyczyny jego nieobecności w filmie.

– Zapytał mnie: 'Zibi, co ty, podpadłeś im?’ – relacjonował były prezes PZPN.

Źródło: Meczyki.pl, Przegląd Sportowy Onet

Szymon Marciniak kontruje doniesienia Mateusza Borka. Stanowcza odpowiedź sędziego

Szymon Marciniak stanowczo odniósł się do informacji przekazanych przez Mateusza Borka na temat jego sytuacji kontraktowej. W odpowiedzi podkreślił, że jego umowa z federacją jest ważna.

Mateusz Borek o sytuacji Szymona Marciniaka

W ostatnich dniach Mateusz Borek ujawnił, że Szymon Marciniak prowadzi mecze Ekstraklasy bez profesjonalnego kontraktu.

– Dostałem informację, że najlepszy polski sędzia i jeden z najlepszych na świecie Szymon Marciniak prowadzi mecze Ekstraklasy bez kontraktu zawodowego. Ma płacone od meczu – powiedział Borek w Kanale Sportowym.

Odpowiedź Marciniaka

Szymon Marciniak nie pozostał obojętny wobec tych doniesień. Postanowił więc zabrać głos i zdementować plotki o braku kontraktu. Wyjaśnił, że umowa z federacją jest obowiązująca, jednak jej szczegóły objęte są klauzulą poufności.

– Dementuję informacje, które pojawiły się dzisiaj (16.12) w przestrzeni medialnej. Kontrakt z federacją jest ważny i w związku z tym, że nie mogę rozmawiać o jego szczegółach – reguluje to klauzula poufności. To mój jedyny komentarz do tej sprawy – powiedział w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty.

Źródło: Kanał Sportowy, WP Sportowe Fakty

PZPN otrzyma premię za awans Polek na EURO 2025. Boniek zdradził informacje

Polska kobieca reprezentacja piłkarska po raz pierwszy w historii zagra na mistrzostwach Europy. Awans wywalczony w barażach z Austrią przynosi nie tylko prestiż, ale również korzyści finansowe dla Polskiego Związku Piłki Nożnej. Szczegóły decyzji UEFA ujawnił Zbigniew Boniek.

Historyczny awans Polek na EURO 2025

Polskie piłkarki zapisały się na kartach historii, pokonując Austrię w dwumeczu barażowym i zapewniając sobie udział w mistrzostwach Europy w 2025 roku. To pierwszy raz, gdy biało-czerwone wystąpią na tak prestiżowym turnieju.

W związku z tym Zbigniew Boniek poinformował o decyzji europejskiej federacji dotyczącej nagród finansowych za awans.

– PZPN otrzyma 1,8 mln euro za awans naszych dziewczyn na EURO 2025. Komitet Wykonawczy podjął decyzję, że minimum 30 procent tej sumy jest dla zawodniczek – napisał na portalu X były prezes polskiej federacji.

Już w najbliższy poniedziałek polskie piłkarki poznają swoje rywalki na EURO 2025. Turniej rozpocznie się 2 lipca, a finał zaplanowano na 27 lipca w Bazylei.

Źródło: X

Śląsk Wrocław przeprasza kibiców w oficjalnym komunikacie. „Wszyscy musimy się zjednoczyć”

Śląsk Wrocław zamyka tabelę Ekstraklasy 2024/2025 po dramatycznie słabej rundzie jesiennej. W specjalnym oświadczeniu klub przeprosił kibiców za rozczarowujące wyniki i zapowiedział intensywne działania.

Fatalna runda w wykonaniu wicemistrzów Polski

Śląsk Wrocław zmaga się z ogromnym kryzysem sportowym. Po 18 kolejkach Ekstraklasy sezonu 2024/2025 zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, zaledwie z jednym zwycięstwem i 10 punktami na koncie.

Miniony weekend przyniósł kolejne rozczarowanie. W zaległym meczu z Radomiakiem Radom drużyna prowadzona przez Michała Hetela przegrała 1-2. W obliczu fatalnych wyników zarząd Śląska Wrocław wystosował oświadczenie skierowane do kibiców.

„Zdajemy sobie sprawę, że za nami całkowicie nieudana runda w PKO BP Ekstraklasie. W imieniu klubu chcemy Was przeprosić za to, jak dużo przyniosła Wam ona rozczarowań, a jak mało powodów do radości, na którą zasługujecie.

W całym domowym 2024 roku domowe mecze Śląska odwiedziło 369 223 kibiców. Wielu z was wspierało drużynę również na spotkaniach wyjazdowych w Polsce i Europie. Udowodniliście, że jesteście ze swoim klubem zarówno gdy walczy on o najwyższe cele, jak i wtedy, gdy znajduje się w dole tabeli. Wy spisywaliście się na medal przez cały rok. Dziękujemy!”

Władze klubu poinformowały, że trwają rozmowy na temat zatrudnienia nowego trenera. Ma to być kluczowy krok w walce o utrzymanie. Plan przygotowań do rundy wiosennej już powstał, jednak szczegóły zostaną przedstawione dopiero po ogłoszeniu nowego sztabu szkoleniowego. W komunikacie znalazły się również ambitne zapowiedzi dotyczące przyszłości klubu.

„Śląsk Wrocław to wielki klub, który tworzy zarówno pierwsza drużyna oraz przede wszystkim wiele tysięcy Was, kibiców. Wiemy, że w nowym roku wszyscy musimy się zjednoczyć, by utrzymać Ekstraklasę we Wrocławiu. Przed nami czas niezwykle intensywnej pracy podczas przerwy w rozgrywkach oraz ogromnie wymagająca runda wiosenna. Śląsk Wrocław nigdy się nie podda.”

Oświadczenie zostało podpisane przez kapitana drużyny Petera Pokorný’ego, prezesa klubu Patryka Załęcznego oraz dyrektora sportowego Rafała Grodzickiego.

Źródło: Śląsk Wrocław

Kontrowersja z meczu Realu Madryt wyjaśniona. „Nie było karnego”

Podczas meczu Realu Madryt z Rayo Vallecano doszło do sporej kontrowersji. Ekspert Radia Marca, Pavel Fernandez po spotkaniu rozwiał wątpliwości. Okazało się, że to Bellingham spowodował upadek Viniciusa.

Kontrowersje w meczu Królewskich

Mecz Rayo Vallecano z Realem Madryt (3:3) wzbudził ogromne emocje nie tylko na boisku, ale także poza nim. W centrum kontrowersji znalazła się sytuacja z udziałem Viniciusa Juniora, który upadł w polu karnym przy wyrównanym wyniku. Sędzia Juan Martinez Munuera nie zdecydował się jednak wskazać na jedenasty metr, co wywołało burzę wśród piłkarzy i sztabu szkoleniowego Realu.

Pavel Fernandez, ekspert Radia Marca, szczegółowo przeanalizował tę sytuację. Jak podkreślił, Vinicius Junior upadł nie w wyniku faulu przeciwnika, lecz… z powodu kontaktu z Jude’em Bellinghamem.

– Nie było karnego. Jako pierwszy w nogę Viniciusa uderzył Jude Bellingham. To on spowodował upadek Brazylijczyka. Do kontaktu między Muminem a Viniciusem doszło później. VAR zachował się dobrze, że nie wezwał sędziego głównego do monitora – powiedział ekspert Radia Marca.

Decyzja Martineza Munuery wywołała wściekłość wśród zawodników i sztabu „Królewskich”. Trener Carlo Ancelotti na konferencji prasowej jednoznacznie stwierdził, że faul na Viniciusie był „ewidentny”. W kulisach zaczęły pojawiać się spekulacje o celowej manipulacji i rzekomym spisku przeciwko Realowi Madryt.

Analiza wideo wykazała, że sytuacja była bardziej skomplikowana, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. W momencie walki o piłkę Jude Bellingham niefortunnie kopnął Viniciusa, co spowodowało jego upadek. Dopiero później doszło do kontaktu z obrońcą Rayo, Muminem. Ta wersja wydarzeń wyjaśnia decyzję arbitra.

Źródło: Radio Marca

Były dyrektor TVP Sport odchodzi z InPost i odpowiada na plotki. „Obrzydliwa manipulacja”

Marek Szkolnikowski ogłosił swoje odejście z InPost (o jego dołączeniu do firmy pisaliśmy TUTAJ). Były dyrektor TVP Sport będzie pełnił funkcję Head of International Sports Sponsorship w InPost do końca grudnia.

Odchodzi z InPost

Marek Szkolnikowski poinformował na LinkedIn o swoim odejściu z dotychczasowego miejsca pracy. Jak sam podkreśla, decyzja została podjęta w pełnym porozumieniu ze stroną pracodawcy. Powodem jest chęć skupienia się na innych projektach zawodowych, które obecnie pochłaniają większość jego czasu.

– Rafał Brzoska wymaga od swoich menedżerów 100% zaangażowania. Ze względu na moje plany zawodowe oraz inne projekty, postanowiliśmy rozstać się za porozumieniem stron i w zgodzie – napisał były dyrektor TVP Sport.

Szkolnikowski odniósł się również do krążących w mediach spekulacji dotyczących jego odejścia. Zdecydowanie zaprzeczył, jakoby miało ono związek z rzekomymi nieprawidłowościami w umowach pomiędzy TVP a Polsatem. Nazwał te doniesienia „obrzydliwą manipulacją” mającą na celu publiczne zdyskredytowanie jego osoby.

Podczas swojej pracy w InPost, Marek Szkolnikowski wraz z zespołem osiągnął kilka sukcesów w dziedzinie sponsoringu sportowego. Udało im się stworzyć strategię sponsoringową na najbliższe lata, która w 2024 roku ma pobić dotychczasowe rekordy ekwiwalentów reklamowych. W szczególności dotyczy to współpracy z Polskim Związkiem Piłki Nożnej (PZPN) oraz całego Sport Teamu.

Efekty pracy zostały już docenione na arenie międzynarodowej. Projekty zespołu zdobyły nominacje do nagród, takich jak International Sports Convention oraz European Sponsorship Association.

W swoim oświadczeniu Szkolnikowski wyraził wdzięczność dla Rafała Brzoski za współpracę i możliwości rozwoju zawodowego.

– Jestem pewien, że jeszcze rozpakujemy razem jakąś fajną paczkę – podsumował.

Źródło: LinkedIn

Ważne informacje dla kibiców angielskiej piłki. Premier League od nowego sezonu zmienia stację

Rozgrywki angielskiej Premier League powracają na anteny Canal+ Sport. Nadawca ogłosił podpisanie trzyletniego kontraktu. Nowa umowa zapewnia polskim kibicom dostęp do wszystkich 380 spotkań w każdym sezonie od 2025/26 do 2027/28.

Historia zmagań o prawa transmisyjne

Do 2021 roku Canal+ był synonimem transmisji meczów Premier League w Polsce. Po tym, jak prawa zostały przejęte przez platformę streamingową Viaplay, kibice musieli zmienić swoje przyzwyczajenia.

Skandynawski nadawca miał pierwotnie transmitować te rozgrywki do końca sezonu 2027/28. Jednak Viaplay zapowiedziało, że wycofa się z polskiego rynku z końcem czerwca 2025 roku. Faworytem do przejęcia praw był Canal+, który wcześniej z sukcesem transmitował Premier League przez blisko 20 lat.

Jak się okazało, nadawca skutecznie powrócił do gry, co potwierdziła prezes i dyrektor generalna CANAL+ Polska, Edyta Sadowska.

– Jest mi niezmiernie miło poinformować, że nabyliśmy wyłączne prawa do transmisji wszystkich spotkań Premier League na terenie Polski w sezonach 2025/26, 2026/27 i 2027/28 – powiedziała.

Canal+ zapowiedział, że wszystkie mecze Premier League będą dostępne zarówno na tradycyjnych antenach telewizyjnych, jak i w aplikacji CANAL+.

W sezonie 2024/25 mecze Premier League będą jeszcze transmitowane przez Viaplay. Dwa spotkania z każdej kolejki będą jednak dostępne w Canal+ w ramach sublicencji. Viaplay nadal posiada prawa do transmisji niemieckiej Bundesligi i Formuły 1, jednak już od kolejnego sezonu te rozgrywki przejmie Eleven Sports.

Źródło: CANAL+ Sport

Nadzieja niemieckiej piłki z przekręconym licznikiem? „Odmłodziliśmy go o cztery lata”

Temat fałszowania wieku zawodników, szczególnie w przypadku afrykańskich piłkarzy, od dawna wzbudza kontrowersje w świecie futbolu. Ostatnio na świeczniku znalazł się Youssoufa Moukoko, którego wiek i tożsamość ponownie poddano w wątpliwość.

Youssoufa Moukoko przez lata uchodził za jeden z największych talentów niemieckiej piłki. W juniorskich drużynach Borussii Dortmund zdobywał niewiarygodną liczbę bramek. Jego przejście na poziom seniorski również zapowiadało się obiecująco, chociaż snajper miał problemy z przebiciem się do składu BVB.

W konsekwencji postanowił kontynuować karierę w OGC Nice na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu za kwotę wynoszącą od 15 do 18 milionów euro. Niestety, we Francji na razie nie spełnia pokładanych w nim nadziei i daleko mu do statusu gwiazdy ligi. Niedawno znów jest jednak o nim głośno.

Tym razem nie w kontekście wyników sportowych, a ponownie o wieku. Joseph Moukoko, w rozmowie z niemieckim „Bildem”, stwierdził, że napastnik urodził się nie w 2004 roku – jak wskazują oficjalne dokumenty, lecz 19 lipca 2000 roku.

– Zdobyłem dla niego fałszywy akt urodzenia w Yaoundé. Następnie poszedłem do ambasady, zdobyłem dla niego paszport i przywiozłem go do Niemiec jako mojego syna. […] W rzeczywistości urodził się 19 lipca 2000 roku. Odmłodziliśmy go o cztery lata – powiedział Joseph Moukoko.

Dodatkowo twierdzi, że nie jest biologicznym ojcem zawodnika. Jego wersję zdają się potwierdzać mieszkańcy Kamerunu, którzy wskazują, że prawdziwy ojciec gracza mieszka w willi oddalonej o dziesięć kilometrów od stolicy kraju.

Wiek Moukoko był już wielokrotnie kwestionowany w Niemczech. Tamtejszy związek piłkarski jednak nie stwierdził żadnych nieprawidłowości w swoim dochodzeniu.

Źródło: BILD

Problemy Cezarego Kuleszy! Wrzące kulisy spotkania z przedstawicielami klubów

Spotkanie Polskiego Związku Piłki Nożnej z przedstawicielami klubów Ekstraklasy i 1. Ligi w Jachrance, które od lat służyło jako platforma do wymiany opinii i zacieśniania współpracy, w tym roku przebiegło w burzliwej atmosferze. Dyskusje zamiast konstruktywnej wymiany zdań przerodziły się w iskrzące spory, a to może być ostrzegawczym znakiem dla Cezarego Kuleszy.

Wrzące kulisy spotkania z przedstawicielami klubów

Tegoroczne wydarzenie, na którym zgromadzili się czołowi działacze piłkarscy, już na starcie wywołało napięcia. Według relacji Jana Mazurka z Interii Sport prezes PZPN, Cezary Kulesza w swoim otwierającym przemówieniu podkreślił znaczenie programu Double Pass.

Zapowiedział także szybkie ukończenie centrum VAR oraz zasugerował możliwe zmiany w przepisach dotyczących młodzieżowców. Jednak zamiast aprobaty, jego słowa spotkały się z ostrą krytyką.

Dariusz Mioduski z Legii Warszawa skomentował w mocnym tonie, że temat przepisu o młodzieżowcu powinien być zakończony rok wcześniej. Kluby Ekstraklasy od dawna apelują o zniesienie tego wymogu, uznając go za ograniczenie w budowaniu konkurencyjnych składów.

Frustracja tym, że w tej kwestii nie podjęto zdecydowanych działań, przelała się podczas spotkania. Dyskusje zaostrzyły się, gdy głos zabrali Zbigniew Jakubas (większościowy udziałowiec Motoru Lublin) oraz Tomasz Stamirowski, reprezentujący Widzew Łódź.

Jakubas zwrócił uwagę na brak postępów w budowie centrum VAR, co uznał za niedopuszczalne w kontekście budżetu, którym dysponuje PZPN.

Z kolei Stamirowski podkreślił trudności związane z brakiem odpowiedniej infrastruktury wokół jego klubu, co można było odczytać jako apel o dodatkowe wsparcie finansowe. Największe emocje wzbudziła jednak wypowiedź Zbigniewa Jakubasa, który w odpowiedzi na wystąpienie Cezarego Kuleszy zażartował:

– Czarek, nie rozumiem tonu twoich wypowiedzi. Może powinniśmy zmienić nazwę z PZPN na PZPR? – powiedział.

Te słowa wywołały spore oburzenie i zostały odebrane jako sygnał walki o zmiany w PZPN.

Źródło: Interia Sport

Królewski wdał się w sprzeczkę z kibicem Wisły. „Panie od kebabów…”

Wisła Kraków regularnie korzysta z miejskiego stadionu przy ul. Reymonta w Krakowie. Jak się okazuje, koszt wynajmu tego obiektu jest dla klubu znaczącym obciążeniem finansowym, co ujawnił Jarosław Królewski. Po ujawnieniu kosztów doszło jednak do małej sprzeczki z innym kibicem.

Rekordowe koszty wynajmu stadionu w 2024 roku

W 2024 roku Wisła zapłaciła za wynajem stadionu 4,452 mln zł. Kwota ta obejmuje organizację 22 meczów, co oznacza, że za każdy z nich klub musiał wyłożyć aż 202 tys. zł.

Jest to zauważalny wzrost w porównaniu do poprzedniego roku, kiedy koszt pojedynczego spotkania wynosił nieco ponad 150 tys. zł.

W 2023 roku Wisła zapłaciła za użytkowanie stadionu 3,463 mln zł za 23 mecze. W ciągu ostatnich trzech lat klub wydał na wynajem stadionu ponad 10 mln zł. Jak podkreślił Jarosław Królewski, to nie jedyne wydatki związane z organizacją meczów.

Do kosztów należy doliczyć m.in. ochronę, zabezpieczenie medyczne czy przygotowanie infrastruktury. Jarosław Królewski nie ograniczył się jedynie do przedstawienia suchych liczb.

W mediach społecznościowych wywiązała się gorąca dyskusja pomiędzy właścicielem Wisły a jednym z kibiców. Internauta zapytał o szczegóły dotyczące kosztów dnia meczowego, w tym ochrony, mediów i zabezpieczenia medycznego.

Królewski początkowo ironicznie skwitował komentarz kibica, pisząc: „Panie od kebabów, to jest tylko infrastruktura. Czyli bez posypki.”

Gdy rozmówca nalegał na poważną odpowiedź, Królewski nie przebierał w słowach: „Jak Pan nie będzie idiotycznie komentował to nie będzie miał Pan idiotycznych odpowiedzi.”

Dodał również, że nie jest sekretarką użytkownika i zachęcił do samodzielnego poszukiwania danych. Kibic odpowiedział, że „nie zatrudniłby takiej sekretarki”, na co Królewski odparł z nutą ironii, że „Póki co, to w Simsach może pan pozatrudniać, ale trzeba marzyć.”

Na to wszystko kibic Daniel odpowiedział: „W Simsach też bym Pana nie zatrudnił Panie „nie spadniemy””.

Źródło: X

Trudne warunki pogodowe w Anglii. Piłkarz miał problem z wykonaniem rożnego [WIDEO]

Podczas minionego piłkarskiego weekendu w Anglii doszło do nietypowej sytuacji w trakcie meczu Coventry z Millwall. Warunki atmosferyczne były na tyle trudne, że jeden z piłkarzy nie był w stanie wykonać rzutu rożnego.

Problemy z wykonaniem kornera

Coventry pokonało na wyjeździe Millwall w minionej kolejce zaplecza Premier League. Więcej niż o samym wyniku mówiło się jednak o warunkach atmosferycznych w trakcie spotkania.

25-letni Victor Torp w pewnym momencie meczu podszedł do rzutu rożnego, jednak z powodu wiatru nie mógł go wykonać. Podmuchy powodowały, że ustawiona przez Duńczyka piłka ciągle mu uciekała.

Sytuację skomentował nawet oficjalny profil ligi, który odniósł się w żartobliwy sposób do wiatru nazwanego Burzą Darragh. To właśnie z tego powodu niedawno odwołano mecz Liverpoolu z Evertonem.

Kuriozalne doniesienia z Kielc. Prezes Korony wparował do szatni w przerwie meczu

Korona Kielce po pokonaniu Widzewa Łódź w Pucharze Polski znalazła się na ustach kibiców po niecodziennym incydencie. Doszło do niego podczas przerwy tego spotkania. Prezes klubu, Artur Jankowski, wparował do szatni, by w ostrych słowach skrytykować piłkarzy za ich grę.

Wparował w przerwie do szatni

Choć drużyna Korony Kielce zmaga się z trudnościami w Ekstraklasie, gdzie okupuje dolne rejony tabeli, to jej występy w Pucharze Polski są zdecydowanie bardziej udane. Po wyeliminowaniu Widzewa Łódź dzięki trafieniu Martina Remacle’a z rzutu karnego kielczanie awansowali do ćwierćfinału. Tam zmierzą się z pierwszoligowym Ruchem Chorzów.

Mimo tego sukcesu atmosfera wokół klubu daleka jest od spokojnej. Zamiast świętować awans, drużyna musiała zmierzyć się z niecodziennym zachowaniem swojego prezesa. Jak poinformował Damian Wysocki z wKielcach.info, prezes Artur Jankowski w przerwie meczu nie wytrzymał i postanowił osobiście wyrazić swoje niezadowolenie z postawy piłkarzy.

Doświadczeni piłkarze nie byli zadowoleni

Wparował do szatni bez zapowiedzi i w ostrych słowach zrugał drużynę. Szczególnie jeden z zawodników miał usłyszeć wyjątkowo mocne słowa krytyki, co spotkało się z reakcją bardziej doświadczonych graczy. Takie zachowanie prezesa także zaburzyło pracę trenera Jacka Zielińskiego, który zamiast skupić się na przygotowaniu zespołu do drugiej połowy, musiał radzić sobie z napiętą atmosferą.

Mimo tego drużyna pokazała charakter, co podkreślił sam szkoleniowiec w pomeczowej wypowiedzi uwiecznionej w kulisach na oficjalnym kanale klubu.

– Mamy swoje marzenia i będziemy je realizować, na przekór temu, co działo się w przerwie. Duże słowa uznania dla was. Wytrzymaliście ciśnienie i z olbrzymią determinacją zagraliśmy końcówkę – powiedział były trener Cracovii i Lecha Poznań.

Nie przeprosił za swoje zachowanie

Jak donosi Wysocki, napięcie nie opadło nawet dzień po meczu. Prezes Jankowski ponownie pojawił się w szatni, by porozmawiać z drużyną. Nie przeprosił za swoje wcześniejsze zachowanie, ale przyznał, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca i zapewnił, że nie zamierza powtarzać podobnych interwencji.

Wielu dziennikarzy oczekiwało, że Jankowski odniesie się do sprawy podczas konferencji prasowej Prezydent Kielc Agaty Wojdy oraz Rady Nadzorczej Korona S.A., dotyczącej audytu i sytuacji finansowej klubu. Jednak prezes zdecydował się nie zabierać głosu i zajął miejsce wśród publiczności.

Źródło: wkielcach.info

Spektakularny transfer Cracovii na wyciągnięcie ręki? Możliwy powrót byłego piłkarza

Mateusz Klich jest bliski powrotu do Cracovii. Jak donosi Łukasz Olkowicz z Przeglądu Sportowego Onet, rozmowy pomiędzy zawodnikiem a krakowskim klubem są zaawansowane, a porozumienie wydaje się na wyciągnięcie ręki.

Powrót do Polski?

Mateusz Klich był zawodnikiem Cracovii w latach 2008–2011. To właśnie tam młody pomocnik, wychowanek Tarnovii Tarnów, stawiał swoje pierwsze kroki na najwyższym poziomie polskiej Ekstraklasy.

W barwach „Pasów” rozegrał 58 spotkań. W tym czasie zdobył pięć bramek i zanotował 12 asyst. Jego dobra forma zwróciła uwagę zagranicznych klubów, co zaowocowało transferem do niemieckiego VfL Wolfsburg w 2011 roku.

Po opuszczeniu Cracovii Klich miał okazję grać w takich ligach jak Bundesliga, Eredivisie czy Championship. Największe uznanie zdobył w barwach Leeds United, z którym awansował do Premier League w sezonie.

Stał się wówczas kluczową postacią w drużynie Marcelo Bielsy. Obecnie występuje w DC United w MLS. Może jednak wrócić do Polski, o czym pisze Łukasz Olkowicz z Przeglądu Sportowego Onet. Według wspomnianego źródła klub toczy rozmowy ze swoim byłym piłkarzem.

Powrót Mateusza Klicha do Cracovii byłby dużym wzmocnieniem dla klubu. Pomocnik mógłby wnieść jakość, ale również ogromne doświadczenie.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.