Szczęsny z refleksją po czerwonej kartce. „Uwielbiam tę grę”

Wojciech Szczęsny nie wytrwał na murawie do końca meczu z Realem Madryt po czerwonej kartce za faul na Kylianie Mbappé. Polski bramkarz przerwał milczenie w mediach społecznościowych, gdzie podzielił się refleksjami na temat tego zdarzenia.

Zwycięstwo „Dumy Katalonii” w spektakularnym stylu

FC Barcelona znacząco poprawiła nastroje po końcówce ubiegłego roku. W finale Superpucharu Hiszpanii pewnie pokonała Real Madryt. Mecz zakończył się wynikiem 5:2. To już drugie imponujące zwycięstwo Barcelony nad „Królewskimi” w tym sezonie. W październiku, w ligowym El Clasico, „Blaugrana” triumfowała 4:0.

Wojciech Szczęsny i jego czerwona kartka

Wojciech Szczęsny rozpoczął mecz w podstawowym składzie, jednak jego udział zakończył się w 56. minucie. Po analizie VAR otrzymał czerwoną kartkę za faul na Kylianie Mbappé. Po zejściu Szczęsnego między słupkami stanął Iñaki Peña. Mimo starań młodego golkipera, Real Madryt zdołał zdobyć bramkę z rzutu wolnego.

W wyniku czerwonej kartki Szczęsny został zawieszony na jeden mecz. Nie weźmie udziału w zaplanowanym na środę starciu Barcelony z Realem Betis w ramach pucharu kraju. Polski bramkarz odniósł się do całej sytuacji na swoim Instagramie.

„Tak, podjąłem złą decyzję i zostałem wyrzucony z boiska w moim pierwszym El Clasico! Tak, to nie jest szczególnie przyjemne uczucie. Ale doświadczenie pozwala mi spojrzeć na rzeczy z innej perspektywy.

We wrześniu zakończyłem karierę piłkarską i cieszyłem się życiem na plażach i polach golfowych Marbelli. 4 miesiące później mogłem zagrać w grę, którą wcześniej mogłem oglądać tylko w telewizji lub grać w FIFA. I nigdy nie zamierzałem się ukrywać i grać w tę grę, bojąc się podejmowania trudnych decyzji i podejmowania ryzyka.

Można by pomyśleć, że to właśnie ta postawa spowodowała moją czerwoną kartkę. Wolę myśleć, że to właśnie ta postawa doprowadziła mnie do tego miejsca, w którym jestem teraz, i to dzięki mojej czasami nieuzasadnionej odwadze mogę teraz cieszyć się swoim pierwszym trofeum jako piłkarz Barcelony!

Życie bez strachu może czasami sprawić, że poczujesz się zraniony, ale uwierz mi, w zamian otrzymasz niesamowitą przygodę! Uwielbiam tę grę!”

Czerwona kartka nie przesłoniła Szczęsnemu radości z pierwszego trofeum zdobytego w barwach Barcelony. Nie wiadomo jednak, jaka będzie sytuacja Polaka po odbyciu kary.

Źródło: Instagram

Kulesza wskazał problemy reprezentacji. „Trener Probierz dziś nie ma zbyt dużego wachlarza możliwości”

Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej w rozmowie z TVP Sport podsumował mijający rok z perspektywy występów polskiej reprezentacji. Kulesza wskazał kluczowe problemy, z którymi zmaga się kadra narodowa. Podkreślił również wyzwania, jakie stoją przed kadrą w nadchodzących meczach.

Problemy z regularną grą kadrowiczów

Jednym z głównych tematów rozmowy była sytuacja polskich piłkarzy w klubach. Według Kuleszy zbyt wielu reprezentantów nie gra regularnie, co przekłada się na ich formę i możliwość zaprezentowania pełnego potencjału podczas spotkań w barwach narodowych.

– Jeśli dziś patrzymy na naszą reprezentację, to tylko czterech kadrowiczów gra w klubach pełne 90 minut, pozostali w klubach nie grają, lub grają bardzo mało. Wiemy, że gdy piłkarz nie gra, to później ciężko odnaleźć mu się na boisku podczas meczu reprezentacyjnego. Taki piłkarz nie ma możliwości pokazania się ze swojej najlepszej strony, bo po prostu nie pozwala mu na to między innymi jego kondycja. Rytm meczowy jest w tym przypadku bardzo ważny – powiedział prezes PZPN.

Według 62-latka brak regularnej gry zawodników utrudnia selekcjonerowi Michałowi Probierzowi odpowiednie przygotowanie drużyny. Kulesza podkreślił, że piłkarze spędzają w klubach około 300 dni w roku, a z reprezentacją jedynie 20 dni, co ogranicza jego możliwości treningowe.

Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej odniósł się także do sytuacji selekcjonera Michała Probierza.

– Michał Probierz dziś nie ma zbyt dużego wachlarza możliwości. Patrząc historycznie, na mistrzostwa Europy w Niemczech, to w spotkaniu z Austrią po stronie naszych rywali było 14 zawodników, którzy grali regularnie w Bundeslidze. Naszych piłkarzy z takim dorobkiem zbyt wielu w składzie nie było, widzimy więc, jak duże są to różnice. Później kibice wymagają od Michała Probierza, od zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej, żeby nasi piłkarze grali. My też tego chcemy – stwierdził.

W nadchodzącym roku polską reprezentację czeka start eliminacji mistrzostw świata. Biało-Czerwoni zmierzą się m.in. z Holandią lub Hiszpanią, a także z Finlandią, Litwą i Maltą. Pierwsze mecze eliminacyjne reprezentacja rozegra 21 i 24 marca.

– W 2025 roku życzyłbym sobie, żebyśmy uzbierali jak najwięcej punktów w eliminacjach mistrzostw świata, bo zdajemy sobie sprawę z tego, jak to jest ważne dla związku, dla rozwoju polskiej piłki, ale przede wszystkim dla kibiców polskiej reprezentacji – zakończył.

Źródło: TVP Sport

Lech Poznań złożył ofertę za piłkarza Olympiakosu. Padła kwota

Lech Poznań kontynuuje przygotowania do rundy wiosennej Ekstraklasy. Po zakontraktowaniu Islandczyka Gísliego Thórdarsona za pół miliona euro, klub nie zwalnia tempa w poszukiwaniu kolejnych wzmocnień. Według portalu Sportowy Poznań, Kolejorz złożył ofertę za greckiego obrońcę. Padła również kwota umieszczona w propozycji.

Lech z konkretną ofertą za piłkarza Olympiakosu

Jak donosi Maksymilian Dyśko z portalu Sportowy Poznań, Lech Poznań złożył ofertę za greckiego obrońcę Apostolosa Apostolopoulosa.

Według wspomnianego źródła propozycja wynosi 700 tysięcy euro za sam transfer podstawowy, do którego mogą dojść bonusy oraz procent z przyszłej sprzedaży.

Apostolopoulos to zawodnik uniwersalny, mogący grać na lewej i prawej obronie, a także jako środkowy obrońca. Taka wszechstronność byłaby cennym atutem dla układanki trenera Nielsa Frederiksena.

Grecki obrońca mógłby stanowić wartościowe uzupełnienie składu i alternatywę dla Michała Gurgula.

Apostolopoulos rozegrał w bieżącym sezonie łącznie osiem spotkań dla Olympiakosu. Spędził na boisku 480 minut. Jego kontrakt z greckim klubem obowiązuje do 30 czerwca 2026 roku.

Źródło: Sportowy Poznań

Kosecki z szokującym wspomnieniem z Niemiec. „Policja przetrzepała mi cały samochód”

Jakub Kosecki w programie „To jest Sport.pl”podzielił się jedną z najbardziej nietypowych sytuacji, jakie spotkały go w trakcie kariery piłkarskiej. „Kosa” powiedział o swoich doświadczeniach z czasów gry w niemieckim SV Sandhausen i konfrontacji z policją.

Wspomnienia Koseckiego z Niemiec

Jakub Kosecki grał w SV Sandhausen przez dwa sezony – najpierw w ramach wypożyczenia z Legii Warszawa, a później na stałe po transferze definitywnym. Jak wspomina, kultura dyscypliny i punktualności w niemieckim futbolu była niezwykle rygorystyczna.

– Często mówi się, że Niemcy są jak roboty. Porządek, czystość, grafik, nie można się spóźniać. (…) Tak jak w różnych klubach się spóźniałem, tak w Niemczech nigdy. Trener potrafił cię usadzić na ławce na kilka meczów za jakąś głupotę jak spóźnienie na obiad czy do autokaru. Wszystko musiało odbywać się punktualnie – relacjonował Kosecki w Sport.pl.

Pewnego ranka, jadąc na trening z Mannheim do Sandhausen, Kosecki został zatrzymany przez niemiecką policję.

– Wsiadłem wcześniej, mówię: „posłucham muzyczki”. Jadę, ograniczenie do 80 km/h, ja jechałem około 70 km/h. Przede mną w takim samym tempie jechała policja. I już myślę: „coś mi tu nie gra, zaraz będzie jakiś problem – wspominał Kosecki.

Policja zatrzymała go do kontroli, przeszukała samochód, a także wykonała testy na obecność narkotyków. Kosecki musiał zadzwonić do klubu, by poinformować o spóźnieniu. Dla własnego bezpieczeństwa robił zdjęcia i filmy na dowód sytuacji.

Mimo nietypowych okoliczności trener SV Sandhausen nie zaakceptował wyjaśnień piłkarza.

– Oczywiście się spóźniłem, wpadłem do klubu, a trener tylko spojrzał na zegarek. Przysięgam, że przez trzy mecze nie podniosłem się z ławki. Trener powiedział mi, że to ja jeżdżę samochodem i to moja wina. Jego nic nie interesowało tylko punktualność – podsumował Kosecki.

Źródło: Sport.pl

Dziennikarz zdradził kulisy ostatnich wydarzeń z udziałem Szczęsnego. „To nie jest farmazon”

Wojciech Szczęsny niespodziewanie znalazł się w wyjściowym składzie FC Barcelony na mecz Superpucharu Hiszpanii. Łukasz Wiśniowski na kanale Foot Truck wyjaśnił kulisy decyzji Hansiego Flicka.

Wiśniowski zdradza kulisy ostatnich wydarzeń z FC Barcelony

Według informacji przekazanych przez hiszpańskie media, Inaki Pena spóźnił się na przedmeczową odprawę. To zdenerwowało Hansiego Flicka. W rezultacie wychowanek Barcy został pominięty w wyjściowym składzie na półfinałowy mecz Superpucharu Hiszpanii.

– Rzeczywiście tak było, Inaki Pena spóźnił się na odprawę. Wprawdzie bardzo, bardzo niewiele, ale Hansi Flick to człowiek, który tego typu niesubordynacji bardzo nie lubi – powiedział Łukasz Wiśniowski.

Obecnie wszystko wskazuje na to, że Wojciech Szczęsny wystąpi także w niedzielnym finale Superpucharu Hiszpanii, w którym Blaugrana zmierzy się z Realem Madryt.

– Pytanie, czy Hansi Flick nie szukał trochę haków, alibi, żeby taką decyzję podjąć. Odnosił się do casusu Wojtka Szczęsnego po meczu, mówił o tym, że to była po prostu jego decyzja. Nie potwierdził doniesień Heleny Condis. Natomiast wiemy, że rzeczywiście z tym spóźnieniem to nie jest farmazon – dodał Wiśniowski.

– Czy Inaki Pena może sobie pluć w brodę? Pewnie tak, choć z drugiej strony on już w El Clasico zagrał w tym sezonie, on pewnie zagra jeszcze dużo ciekawych meczów – podsumował dziennikarz.

Źródło: Foot Truck/Meczyki.pl

Hiszpanie chwalą Szczęsnego. „Nieoczekiwany gość stał się kluczem do zwycięstwa”

Hiszpańskie media rozpisują się o Wojciechu Szczęsnym. Polak swoim występem w meczu FC Barcelona z Athletikiem w Superpucharze Hiszpanii udowodnił, że jest bramkarzem najwyższej klasy.

Zaskakująca zmiana w składzie i świetny mecz Polaka

Wojciech Szczęsny niespodziewanie znalazł się w wyjściowej jedenastce FC Barcelony na mecz półfinałowy z Athletikiem. Polak zastąpił Inakiego Penę. Decyzja trenera była efektem dyscyplinarnym wobec Hiszpana, który spóźnił się na zbiórkę drużyny. Jak zauważyło „Mundo Deportivo”, ta decyzja mogła być przełomowa dla polskiego bramkarza.

Zobacz także: Udany mecz Wojciecha Szczęsnego! Polak chwalony za granicą [REAKCJE]

Mecz zakończył się wynikiem 2:0 dla Barcelony, a Szczęsny odegrał w tym kluczową rolę. Polak po raz kolejny zachował czyste konto, co zdarzyło się dopiero drugi raz w tym sezonie w dwóch meczach z rzędu.

Hiszpańska prasa podkreślała, że Szczęsny był nie tylko pewnym punktem w bramce, ale także aktywnie uczestniczył w grze defensywnej, wielokrotnie wychodząc poza pole karne, aby neutralizować zagrożenia.

– Nieoczekiwany gość stał się kluczem do zwycięstwa. Szczęsny był bardzo uważny przez 90 minut. Wielokrotnie wychodził przed pole karne w najczystszym stylu ter Stegena, wybijał piłkę głową lub nogami w akcjach, które mogły stwarzać zagrożenie. Było nawet kilka sytuacji, w których bramkarz przedwcześnie opuścił pole karne i początkowo popełniał błąd, ale szybko wiedział, jak go skorygować i zniwelować zagrożenia Athleticu. W jednej z nich wykazał się szybkością samego Inakiego Williamsa – napisali w „Mundo Deportivo”.

Po tak udanym występie rodzi się pytanie, czy Wojciech Szczęsny zasłużył na miejsce w wyjściowym składzie na finał Superpucharu. Dziennikarze zastanawiają się, czy Hansi Flick zdecyduje się dać kolejną szansę Polakowi, czy wróci do Inakiego Peny.

Zobacz także: Wojciech Szczęsny vs Athletic Bilbao. Kompilacja kapitalnych interwencji [WIDEO]

– Teraz zadaniem Hansiego Flicka będzie zadecydowanie, czy Inaki Pena wróci do wyjściowego składu w niedzielnym wielkim finale przeciwko Mallorce lub Realowi Madryt, czy też Szczęsny zaliczył występ godny ponownego wyjścia na boisko w decydującym meczu o pierwszy tytuł w sezonie – pisze „Mundo Deportivo”.

Drugi półfinał pomiędzy Realem Madryt a Mallorcą odbędzie się już w czwartek, 9 stycznia, o godz. 20:00. Zwycięzca tego starcia zmierzy się z Barceloną w finale, który zaplanowano na niedzielę, 12 stycznia, również na godz. 20:00.

Źródło: Mundo Deportivo, Sport.pl

Legia chciała sprowadzić reprezentanta Polski! To byłby hit transferowy

Legia Warszawa myślała o wzmocnieniu składu Karolem Świderskim. Mariusz Piekarski potwierdził, że klub kontaktował się w sprawie transferu. Jednak zbyt wysokie koszty sprawiły, że stołeczny zespół musiał zrezygnować z tej opcji. Takie doniesienia przekazał Łukasz Olkowicz z „Przeglądu Sportowego Onet”.

Legia priorytetowo poszukuje napastnika

Warszawski klub intensywnie szuka nowego napastnika po nieudanych ruchach transferowych z lata. Zarówno Jean-Pierre Nsame, jak i Migouel Alfarela nie spełnili oczekiwań podczas rundy jesiennej.

W ostatnich tygodniach w mediach pojawiały się różne nazwiska potencjalnych wzmocnień. Karol Świderski wydawał się najciekawszym kandydatem.

Legia kontaktowała się z agentem Świderskiego, by dowiedzieć się, czy istnieje możliwość potencjalnego transferu do polskiej ligi.

Ustalenia Łukasza Olkowicza z Przeglądu Sportowego Onet potwierdził agent piłkarza, Mariusz Piekarski. „Tak, Legia kontaktowała się z nami” – stwierdził.

Świderski nosi się z zamiarem opuszczenia Charlotte FC, a media spekulowały o jego możliwym powrocie do Hellasu Verona. Piekarski jednak zdementował te doniesienia. Agent podkreślił, że zawodnik nadal analizuje swoje opcje.

Na ten moment nie ma możliwości na transfer Świderskiego do Legii

Według doniesień Przeglądu Sportowego Onet transfer Świderskiego do Legii Warszawa nie dojdzie do skutku z powodu wysokich kosztów. Charlotte FC oczekuje za piłkarza około 3 milionów euro.

Dodatkowo, zarobki Świderskiego w Major League Soccer wynoszą około 2,2 miliona dolarów rocznie, co znacząco przewyższa standardy finansowe w Ekstraklasie.

Karol Świderski w przeszłości grał w Jagiellonii Białystok, gdzie wystąpił w 128 meczach. Zdobył w tym czasie 25 bramek i zanotował 9 asyst.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

(fot. Janusz Partyka/ Legia.com)

Boniek przejechał się po rządach Kuleszy. Mocne słowa byłego prezesa PZPN

Zbigniew Boniek w mocnych słowach skomentował dotychczasowe działania Cezarego Kuleszy w Polskim Związku Piłki Nożnej. Wiele wskazuje na to, że wygrana Kuleszy w nadchodzących wyborach nie będzie taka prosta do osiągnięcia.

Afery z udziałem PZPN-u

Cezary Kulesza objął stanowisko w 2021 roku. Choć ostatnie miesiące były relatywnie udane, nie można zapomnieć o kontrowersjach, które rzuciły cień na działalność federacji. Mowa tutaj m.in. o zatrudnieniu ochroniarza Dominika G., oskarżonego o związki z grupą przestępczą, skandalu z Mirosławem Stasiakiem w Kiszyniowie, czy nieudanym zatrudnieniu selekcjonera Fernando Santosa.

Nie można również zapominać o kwestiach takich, jak np. niewpuszczanie kibiców Wisły Kraków na mecze wyjazdowe czy niespełnione obietnice z przepisem młodzieżowca. Wszystkie te kwestie mogą wpłynąć na poziom poparcia dla Kuleszy w zbliżających się wyborach.

Ostre słowa Bońka

Były prezes Zbigniew Boniek, który odszedł ze stanowiska po dwóch kadencjach, pozostawał dotąd neutralny wobec działań swojego następcy. Ostatnio jednak zdecydował się na ostrą krytykę. Na kanale Prawda Futbolu nie szczędził gorzkich słów.

– Jak patrzę na te wybory, to bym zapytał: co wy żeście zrobili przez cztery lata? Oprócz tego, że macie budżet 60-70 mln większy dzięki spółkom skarbu państwa, bo poukładaliście się z politykami i dali wam pieniądze – stwierdził.

Boniek wytknął również współpracę PZPN z agencją reklamową Publicon. Były piłkarz Juventusu stwierdził, że firma nie posiada doświadczenia na poziomie wymagań związku.

Kluby zdecydują?

Zdaniem Bońka w nadchodzących wyborach kluczową rolę odegrają kluby ekstraklasy i pierwszej ligi, które odpowiadają za 60-70 proc. głosów.

– Jeżeli nie będą za obecnym prezesem, to Czarka nie ma, taka jest prawda. One stanowią prawie 40 głosów, do tego trzy-cztery wojewódzkie związki… – ocenił.

Były prezes federacji podkreślił także, że baronowie PZPN są podzieleni i ich wpływ na wyniki wyborów może być mniejszy niż w poprzednich latach.

Pominięty na gali

Na koniec Boniek odniósł się do grudniowej gali 105-lecia PZPN, gdzie według niego próbowano umniejszyć jego rolę w historii polskiej piłki nożnej.

– Oni żyją małymi tematami. Zapomnieli pokazać gola Bońka na gali 105-lecia, zapomnieli, że była drużyna Janusza Wójcika, która zdobyła srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie…. To wynikało z ich zawiści – podsumował.

Źródło: Prawda Futbolu, Sport.pl

Zaskakujące kulisy transferu Klicha. Mógł trafić do Cracovii

Według doniesień Interii Sport transfer Mateusza Klicha do Cracovii był bardzo bliski finalizacji. Na drodze stanęły jednak przepisy panujące w Major League Soccer. Łukasz Olkowicz z Przeglądu Sportowego dodaje jednak, że przeszkodą były także kwestie finansowe.

Hitowy transfer nie doszedł do skutku

Transfer Mateusza Klicha do Cracovii miał być jednym z najgorętszych wydarzeń zimowego okienka transferowego w polskiej Ekstraklasie. Po 13 latach gry w zagranicznych klubach wychowanek Tarnovii miał wrócić do klubu, w którym rozpoczęła się jego poważna kariera. Jednak zamiast wielkiego powrotu, 35-letni pomocnik postanowił kontynuować swoją przygodę w MLS, gdzie podpisał kontrakt z Atlantą United.

Mateusz Klich zadebiutował w Ekstraklasie jeszcze jako nastolatek, a dobre występy w barwach Cracovii otworzyły mu drzwi do reprezentacji Polski. Zagrał w niej jeszcze zanim ukończył 21 lat. Tuż po debiucie w biało-czerwonych barwach wyjechał za granicę, gdzie trafił do VfL Wolfsburg.

Choć w Bundeslidze nie zabłysnął, to później rozwinął skrzydła w holenderskiej Eredivisie. Bronił tam barw PEC Zwolle i Twente Enschede. Prawdziwy rozkwit kariery Klicha nastąpił w Leeds United. Po trudnym początku i krótkim powrocie do Holandii, pomocnik stał się kluczowym zawodnikiem drużyny. Pomógł Pawiom w awansie do Premier League. W angielskiej ekstraklasie rozegrał 82 spotkania, z kolei w reprezentacji Polski wystąpił 41 razy.

Po zakończeniu przygody z Leeds Klich przeniósł się do DC United. Podpisał wówczas dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia. W MLS rozegrał 63 mecze. Strzelił w tym czasie sześć bramek. Niedawno mógł jednak trafić do Cracovii.

Mógł trafić do Cracovii

Według doniesień Interii Sport pierwsze rozmowy między Klichem a Pasami rozpoczęły się już pół roku temu. Klub z Krakowa chciał sprowadzić pomocnika po zakończeniu sezonu w MLS. Zawodnik miał być ogromnym wzmocnieniem dla drużyny walczącej o podium Ekstraklasy.

Wspomniane źródło przekonuje, że na początku grudnia transfer wydawał się niemal pewny. Cracovia planowała już nawet organizację podróży dla Klicha do Polski. Jednak w ostatniej chwili do gry wkroczyła Atlanta United, która zaoferowała DC United wybór w pierwszej rundzie draftu oraz możliwość dodatkowej płatności w przypadku przedłużenia kontraktu na 2026 rok.

Na drodze stanęły przepisy i finanse

Zgodnie z zasadami obowiązującymi w MLS, jeśli nowy klub wyrówna ofertę obecnego zespołu zawodnika, piłkarz nie ma wyboru i musi przejść do nowej drużyny. To właśnie te regulacje sprawiły, że transfer do Cracovii nie doszedł do skutku.

Nieco inne światło na tę sprawę rzuca Łukasz Olkowicz. Dodatkowym czynnikiem miała być także różnica w oczekiwaniach finansowych. Dziennikarz Przeglądu Sportowego wyjaśnił, że Cracovia i Klich nie zdołali porozumieć się w tej kwestii.

– Prezes Dróżdż nie chce tworzyć kominów płacowych. Woli zaoszczędzić – powiedział Olkowicz na kanale Meczyki.pl.

Mateusz Klich pozostaje w MLS jako zawodnik Atlanty United. Według Interii Sport w krakowskim klubie na razie nie ma planów, by za rok ponownie starać się o sprowadzenie piłkarza.

Źródło: Interia Sport, Meczyki.pl

Luis Suarez z bohaterskim gestem. Włączył się w ratowanie mężczyzny

Luis Suárez w minioną sobotę udowodnił, że bohaterstwo nie ogranicza się do murawy. W urugwajskiej miejscowości Ciudad de la Costa piłkarz odegrał kluczową rolę w akcji ratunkowej mężczyzny, który groził popełnieniem samobójstwa. Dzięki zaangażowaniu Urugwajczyka i służb sprawa zakończyła się pomyślnie po trwających 20 godzin negocjacjach.

Kontrowersyjny zawodnik w nowym świetle

Luis Suárez przez lata wzbudzał liczne kontrowersje. Trzykrotne ugryzienie rywali przylgnęło do niego jako element jego boiskowego temperamentu. Jednak z wiekiem i doświadczeniem Suárez spokorniał. Świadczy o tym m.in. jego zachowanie sprzed kilku dni.

Do zdarzenia doszło w piątkowy wieczór, kiedy 49-letni mężczyzna wspiął się na sześciometrowe drzewo z liną zawiązaną wokół szyi. Groził, że odbierze sobie życie, jeśli nie pojawi się jego partnerka. Mężczyzna był objęty zakazem zbliżania się w związku z przemocą domową.

Na miejscu przez wiele godzin trwały negocjacje, w które włączyły się zarówno służby ratunkowe, jak i organizacje pozarządowe. Przypadkowo w okolicy spacerował Luis Suárez wraz z żoną. Widząc dramatyczną sytuację, postanowił zaangażować się w pomoc. W rozmowie z przedstawicielami mediów Andrea (reprezentująca organizację pozarządową) opowiedziała o wkładzie Suáreza.

– Suarez podszedł i wspólnie staraliśmy się w empatyczny sposób porozmawiać, aby nie przedłużać sytuacji. Dzięki wspólnym wysiłkom, około godziny 17:30 w sobotę, mężczyzna zgodził się zejść z drzewa – stwierdziła.

Mężczyzna po zejściu z drzewa został przekazany Specjalnej Jednostce ds. Przemocy Domowej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Tam zostanie poddany profesjonalnej ocenie i objęty niezbędną pomocą.

Źródło: X

Messi odpuścił spotkanie z prezydentem USA. Nie pojawił się na ceremonii wręczania wyjątkowego medalu

Lionel Messi zdobył kolejne indywidualne wyróżnienie. Argentyńczyk został uhonorowany Prezydenckim Medalem Wolności. To najwyższe cywilne odznaczenie w Stanach Zjednoczonych przyznawane za wybitne osiągnięcia w różnych dziedzinach życia. Messi jednak nie pojawił się na ceremonii. Inter Miami wydał oświadczenie wyjaśniające tę nieobecność.

Medal od Bidena

Prezydencki Medal Wolności przyznaje prezydent Stanów Zjednoczonych. Wyróżnienie wręcza osobom, które w szczególny sposób wpłynęły na rozwój kultury, nauki, sztuki, pokoju na świecie czy innych kluczowych dziedzin. W gronie wyróżnionych w przeszłości znaleźli się m.in. papież Jan Paweł II, Michael Jordan, Steven Hawking czy Walt Disney. Medal przyznaje się zarówno obywatelom USA, jak i cudzoziemcom.

W 2025 roku Prezydenckim Medalem Wolności odznaczono aż 19 osób. Wśród nich znaleźli się m.in.:

  • Bono – muzyk i działacz społeczny,
  • Hillary Clinton – była sekretarz stanu,
  • Michael J. Fox – aktor i działacz na rzecz walki z chorobą Parkinsona,
  • Earvin „Magic” Johnson – koszykarz i filantrop,
  • Jane Goodall – światowej sławy etolog i antropolog.

Do tego grona dołączył również Lionel Messi. Jego działalność charytatywna i wpływ na młodzież oraz społeczności na całym świecie przyniosły mu wspomniane wyróżnienie.

Pomimo tego wyróżnienia Messi nie pojawił się na ceremonii. To oczywiście wywołało spekulacje. Inter Miami wydał oficjalne oświadczenie, które rzuca światło na tę sytuację. W komunikacie podkreślono, jak wielkim zaszczytem dla Messiego było otrzymanie Prezydenckiego Medalu Wolności. Wyjaśniono również, dlaczego nie mógł uczestniczyć w uroczystości:

– Przed wydarzeniem Messi przekazał Białemu Domowi, że otrzymanie tego odznaczenia jest dla niego ogromnym zaszczytem. Jednak ze względu na konflikt w harmonogramie i wcześniejsze zobowiązania nie mógł uczestniczyć w uroczystości. Docenił ten gest i zaznaczył, że ma nadzieję na spotkanie w najbliższej przyszłości.

Messi został odznaczony nie tylko za swoje dokonania sportowe, ale również za działalność poza boiskiem. Kapitan Interu Miami od lat angażuje się w liczne inicjatywy dobroczynne. Fundacja Leo Messiego wspiera programy zdrowotne i edukacyjne dla dzieci na całym świecie. Jest także Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF.

Źródło: Inter Miami, Interia Sport, X (Twitter)

Grosicki o proteście piłkarzy Pogoni. „Jest mi bardzo przykro”

Kamil Grosicki krótko skomentował zamieszanie dotyczące protestu piłkarzy Pogoni Szczecin. Kapitan Portowców wyraził swój smutek, że musiało dojść do takiej sytuacji.

Piłkarze Pogoni Szczecin protestują

4 stycznia 2025 roku miał być dniem, w którym zawodnicy Pogoni Szczecin wznowią treningi po przerwie zimowej. Planowane na godzinę 16:00 zajęcia rozpoczęły się jednak z opóźnieniem. Ich przebieg również odbiegał od normy. Po krótkim spacerze na murawie zawodnicy wrócili do szatni. Dlaczego?

Przed planowanym treningiem doszło do spotkania piłkarzy z władzami klubu. Według informacji przekazanych przez portal pogonsportnet.pl, decyzja o proteście zapadła bezpośrednio po rozmowach z zarządem. Głównym powodem tego kroku były narastające problemy finansowe klubu. Zawodnicy Pogoni wielokrotnie nie otrzymywali wynagrodzenia na czas. A to wywołało frustrację w drużynie.

Po wspomnianym „treningu” głos w mediach zabrał kapitan zespołu. Kamil Grosicki nie krył rozczarowania sytuacją w klubie.

– Jest mi bardzo przykro, że doszło do takiej sytuacji – powiedział Grosicki.

Sytuację finansową Pogoni dodatkowo komplikuje brak porozumienia w sprawie przejęcia klubu. W transakcję miał być zaangażowany kanadyjski biznesmen, Alex Haditaghi. Negocjacje, które miały przynieść stabilizację finansową, zakończyły się jednak fiaskiem. Haditaghi otwarcie mówił w mediach o szczegółach rozmów. To z kolei wywołało niezadowolenie wśród obecnych włodarzy klubu.

Teraz ten brak porozumienia oznacza, że Pogoń musi nadal samodzielnie zmagać się z problemami finansowymi, a to nawarstwia problemy. Kłopoty związane z pieniędzmi to nie jedyne wyzwanie stojące przed Portowcami. Pod względem sportowym zespół również nie zachwyca. Po rundzie jesiennej drużyna zajmuje ósme miejsce w tabeli.

Źródło: pogonsportnet.pl

Zimowe porządki w Lechu Poznań. Kilku zawodników może opuścić Kolejorza

Niels Frederiksen mocno zaznacza swoje oczekiwania wobec kadry Lecha Poznań przed nadchodzącą rundą wiosenną. W programie Okno Transferowe na antenie Meczyków padło sporo informacji na temat tego, że Duńczyk nie widzi przyszłości w klubie dla czterech zawodników. Piąty może zostać wypożyczony.

Piłkarze na wylocie z Lecha

Pierwszym zawodnikiem, którego chce się pozbyć Kolejorz to Adriel Ba Loua. Iworyjski skrzydłowy nie spełnił oczekiwań sztabu szkoleniowego i kibiców. Według doniesień Sebastiana Staszewskiego zawodnik cieszy się zainteresowaniem klubów z Rosji, Azerbejdżanu, Turcji, Ukrainy oraz dwóch zespołów PKO Ekstraklasy.

Przypomnijmy, że zawodnik dołączył do Lecha w 2021 roku za ponad 1 milion euro. Wówczas na jego transfer mocno naciskał Maciej Skorża. Teraz wiele wskazuje na to, że Iworyjczyk opuści Poznań.

Loncar, Andresson i Hoffmann

Stjepan Loncar to kolejny piłkarz, który nie zdołał zaistnieć w pierwszym składzie Lecha. Bośniacki pomocnik nie spełnił wymagań trenera i ma opuścić klub w najbliższych tygodniach.

W jego miejsce do Lecha może trafić talent z Islandii – Gisli Thordarson. 20-letni zawodnik z Vikingura ma wzmocnić środek pola.

Problemy z formą dotyczą także bocznych obrońców Lecha Poznań. Elias Andersson oraz Ian Hoffmann nie przekonali trenera Nielsa Frederiksena. W przypadku tego pierwszego możliwy jest powrót do Skandynawii ze względu na sytuację rodzinną – takie informacje padły w programie Okno Transferowe na antenie Meczyków.

Co z Szymczakiem?

Ostatnim zawodnikiem z wahającą się przyszłością w Kolejorzu jest Filip Szymczak. Polak zaliczył przeciętną rundę jesienną. Zaledwie dwa zdobyte gole nie spełniły oczekiwań zarówno sztabu, jak i kibiców.

Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się jego wypożyczenie. W gronie zainteresowanych klubów wymienia się Koronę Kielce oraz GKS Katowice. Według Tomasza Włodarczyka to właśnie beniaminek jest faworytem do pozyskania Szymczaka.

Dla zawodnika i obu klubów wygląda to na najlepsze rozwiązanie. Lech regularnie wypożycza zawodników w tym kierunku i zazwyczaj wychodzi z tego zadowolony, GKS potrzebuje napastnika, a Szymczak musi złapać rytm meczowy, aby odnaleźć formę przed mistrzostwami Europy do lat 21.

Według doniesień Włodarczyka więcej informacji w sprawie napastnika Kolejorza powinniśmy spodziewać się w następnym tygodniu.

Przygotowania Lecha do sezonu

Lech Poznań rozpoczął przygotowania do rundy wiosennej. Klub wznowił treningi i już 6 stycznia wyrusza na zgrupowanie do Turcji. W kadrze na obóz zabraknie Adriela Ba Louy i Loncara.

Według doniesień Dawida Dobrasza na treningu pojawił się nieobecny od dawna Filip Dagerstal. Szwed nie pracował jednak z pełnym obciążeniem. Ali Gholizadeh z kolei został na siłowni i pracował z fizjoterapeutą.

Dobrą wiadomością dla fanów Kolejorza jest jednak powrót Alexa Douglasa do treningów z pełnym obciążeniem.

Źródło: Meczyki.pl (Dawid Dobrasz, Tomasz Włodarczyk), Sebastian Staszewski

Nietypowy incydent przed meczem Afrykańskiej Ligi Mistrzów. Piłkarze odmówili wejścia do autokaru [WIDEO]

W Afrykańskiej Lidze Mistrzów doszło do niecodziennego incydentu tuż przed meczem czwartej kolejki. Young Africans z Tanzanii podejmą na swoim stadionie kongijskie Mazembe, a wydarzenia poprzedzające to spotkanie wywołały spore poruszenie. Wszystko przez zawodników, którzy nie chcieli wejść do autokaru.

Kontrowersje przed starciem Young Africans z Mazembe

Środowe przybycie drużyny Mazembe do Tanzanii nie przebiegło zgodnie z planem. Zaraz po wyjściu z terminala lotniskowego zawodnicy odmówili wejścia do autokaru podstawionego przez gospodarzy. Powód? Kongijski zespół uznał, że podróż tym pojazdem mogłaby być ryzykowna w kontekście zbliżającego się meczu.

Aby uniknąć potencjalnych problemów, piłkarze Mazembe skorzystali z pomocy swoich kibiców, którzy zorganizowali dla nich alternatywny środek transportu. Zamiast autokaru gospodarzy, zawodnicy odjechali do hotelu wynajętymi małymi busami.

Mazembe i Young Africans, znajdują się w dolnej części tabeli grupy A Afrykańskiej Ligi Mistrzów. Kongijski zespół zgromadził do tej pory dwa punkty, natomiast Tanzanii udało się zdobyć zaledwie jedno „oczko”. Spotkanie odbędzie się w sobotę, 4 stycznia o godzinie 14:00.

Źródło: Afrykański Futbol

Media z Hiszpanii zgodne. Padła data potencjalnego debiutu Szczęsnego w Barcelonie

Wojciech Szczęsny jest o krok od debiutu w barwach Barcelony. Polak ma szansę po raz pierwszy stanąć między słupkami w sobotnim meczu Pucharu Króla przeciwko UD Barbastro.

Polak zadebiutuje w Barcelonie?

Wszystko wskazuje na to, że Wojciech Szczęsny w sobotę po raz pierwszy wystąpi w bramce Barcelony. Hiszpańskie media zapowiadają, że polski bramkarz dostanie swoją szansę w meczu Pucharu Króla przeciwko czwartoligowemu UD Barbastro.

Według medialnych doniesień Hansi Flick, chce dać szansę zawodnikom, którzy dotąd rzadko pojawiali się na boisku.

– Jedynym zawodnikiem, który jeszcze nie zadebiutował, jest Wojciech Szczęsny – przypomina gazeta Mundo Deportivo.

– Wszystko jest gotowe do oficjalnego debiutu Szczęsnego w FC Barcelonie. Jeśli Hansi Flick nie zmieni zdania, to Polak będzie miał możliwość rozegrania pierwszego meczu już w sobotę w Pucharze Króla – podkreśla z kolei Sport.

Polski bramkarz dołączył do zespołu na początku października. Nie rozegrał jednak jeszcze ani jednej minuty w oficjalnym meczu. Pomimo deklaracji gotowości do gry, Flick konsekwentnie stawiał na Inakiego Penę. I to nawet mimo kilku gorszych występów wychowanka klubu.

Spekulacje na temat debiutu Szczęsnego pojawiały się już przy okazji ligowych spotkań oraz meczów Ligi Mistrzów. Jednak dopiero teraz Polak ma realną szansę, aby zaprezentować swoje umiejętności.

Po meczu z UD Barbastro Duma Katalonii uda się do Rijadu, gdzie w ramach Superpucharu Hiszpanii zmierzy się w półfinale z Athletikiem.

Źródło: PAP, Mundo Deportivo, Sport

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.