NEWSY I WIDEO

Puste trybuny i… drukarka. Smutny widok na Stadionie Narodowym [WIDEO]

Podczas meczu o Superpuchar Polski trybuny Stadionu Narodowego świeciły pustkami. Widać to na zdjęciach oraz nagraniach, które pojawiły się w sieci. Co więcej, pod stadionem utworzyła się duża kolejka do drukarki, gdyż kibice posiadający bilet w wersji elektronicznej nie byli wpuszczani na obiekt.




Superpuchar Polski od lat był rozgrywany latem. Z reguły mecz ten był rozgrywany tuż przed rozpoczęciem nowego sezonu. W tym, a w zasadzie zeszłym, roku było jednak inaczej. Meczu nie udało się rozegrać w lipcu z uwagi na mecze w europejskich pucharach zarówno Jagiellonii jak i Wisły. Po wielu miesiącach prób ustalenia terminu rozegrania spotkania w końcu udało się osiągnąć konsensus. Koniec końców oba kluby doszły do porozumienia odnośnie rozegrania meczu 2 kwietnia.

Pustki na trybunach

Wokół omawianego meczu było wiele kontrowersji. Nie tylko te, które opisaliśmy wyżej. Po ustaleniu terminu rozegrania meczu pierwotnie miał on zostać rozegrany na obiekcie mistrza Polski – Jagiellonii Białystok. Dopiero w ostatnim momencie podjęto decyzję o rozegraniu meczu na Stadionie Narodowym. To nie pozostało bez negatywnych skutków. W sieci pojawiło się dziś wiele nagrań oraz zdjęć, na których widać pustki na trybunach Stadionu Narodowego.




Kolejka do drukarki

Jeden z kibiców obecny na meczu zwrócił również uwagę na inny problem. Jak się okazuje, na mecz nie można było wejść z biletem elektronicznym – potrzebna była wersja fizyczna. W związku z tym pod stadionem utworzyła się ogromna kolejka do… drukarki.

Thomas Müller ma odejść z Bayernu. Niemcy chcą mu wybrać nowy klub

Thomas Müller zbliża się do końca swojej przygody z Bayernem Monachium. Według niemieckich mediów, „Die Roten” nie planują przedłużenia kontraktu 35-latka, a jego przyszłość może być związana z amerykańską MLS. Bawarczycy chcą mu nawet wybrać kolejny klub.

Bayern nie przedłuży umowy

Thomas Müller to bezsprzecznie jedna z legend Bayernu Monachium. Przez kilkanaście lat nieprzerwanej gry w pierwszym zespole zdobył wiele trofeów i był kluczową postacią w sukcesach bawarskiego klubu. Jednak wszystko wskazuje na to, że jego czas na Allianz Arenie dobiega końca.

Kontrakt Müllera wygasa z końcem czerwca i według informacji przekazanych przez Christiana Falka i Tobiego Altschaffla z „Bilda”, Bayern Monachium nie planuje oferować mu nowej umowy. 35-letni zawodnik w obecnym sezonie pełni głównie rolę rezerwowego pod wodzą Vincenta Kompany’ego. To z kolei sugeruje, że klub przygotowuje się do życia bez swojej legendy.

Statystyki Niemca są imponujące – 742 mecze, 247 goli i 273 asysty w barwach Bayernu. Mimo że nie odgrywa już tak ważnej roli na boisku, jego odejście będzie końcem pewnej ery w monachijskim klubie.

Wiele wskazuje na to, że Müller zdecyduje się na transfer do Stanów Zjednoczonych. Według doniesień „Bilda” zainteresowanie nim wykazują FC Cincinnati i San Diego FC, jednak Bayern Monachium najchętniej widziałby go w Los Angeles FC.

Nie jest to przypadkowe – klub z Miasta Aniołów jest partnerem biznesowym Bawarczyków, a przejście Müllera do LAFC mogłoby otworzyć drzwi do dalszej współpracy, w tym pełnienia przez niego roli ambasadora Bayernu na rynku amerykańskim.

Sam Müller może mieć inne plany. Jeśli nie zdecyduje się na przedłużenie współpracy z Bayernem, już 1 lipca stanie się wolnym agentem i będzie mógł podpisać kontrakt z dowolnym klubem. Możliwe, że Niemiec będzie chciał pozostać w Europie i jeszcze przez jakiś czas rywalizować na najwyższym poziomie.

Na ten moment Los Angeles FC zajmuje ósme miejsce w Konferencji Zachodniej MLS, a Bayern pozostaje liderem Bundesligi.

Źródło: BILD

Spore zmiany w Lechu Poznań? Dziennikarz przypomina słowa władz „Kolejorza”

Lech Poznań nie jest już głównym faworytem do zdobycia mistrzostwa Polski. Po serii słabszych wyników „Kolejorz” znalazł się w trudnej sytuacji, a brak trofeum może wywołać istotne zmiany w strukturach klubu. Według Damiana Smyka, konsekwencje mogą dotknąć pion sportowy.

Kolejny nieudany sezon?

Lech Poznań przystępował do sezonu z jasnym celem – odzyskanie tytułu mistrza Polski po rozczarowującej poprzedniej kampanii, w której zajął piąte miejsce i nie zakwalifikował się do europejskich pucharów. Na stanowisko trenera sprowadzono Nielsa Frederiksena. Początek sezonu dawał nadzieję, że decyzje te przyniosą oczekiwane rezultaty.

Duńczyk dobrze rozpoczął swoją pracę przy Bułgarskiej, a Lech przez długi czas przewodził tabeli PKO Ekstraklasy. Pierwszy poważny sygnał ostrzegawczy nadszedł jednak już we wrześniu, gdy „Kolejorz” skompromitował się w Pucharze Polski, odpadając po porażce z drugoligową Resovią Rzeszów.

Od tamtej pory forma zespołu zaczęła falować. Lech spadł na trzecie miejsce w tabeli i traci obecnie pięć punktów (a w zasadzie sześć, z uwagi na bilans bezpośredni z „Medalikami” – przyp. red.) do lidera, Rakowa Częstochowa. W kontekście walki o mistrzostwo oznacza to, że klub nie ma już wszystkiego w swoich rękach. Niektóre z wyliczeń sugerują, że poznański klub ma około 3,5% szans na triumf w lidze.

Władze Lecha od dłuższego czasu podkreślały, że klub nie może już pozwalać sobie na błędy. Z zespołu w trakcie sezonu odchodzili zawodnicy, którzy nie spełniali oczekiwań, np. Loncar czy Ba Loua. Jeśli poznaniakom nie uda się sięgnąć po tytuł, podobny los może spotkać osoby odpowiedzialne za pion sportowy.

– Doskonale pamiętam słowa ludzi z klubu przed sezonem: „Skończył się margines błędu”. Podejrzewam, że skoro Lech, który miał wszystko pod kontrolą, nie zdobędzie mistrzostwa, to dojdzie do jakiejś zmiany w pionie sportowym. Pytanie tylko, czy dotyczyć to będzie Tomasza Rząsy, czy Jacka Terpiłowskiego, bo nie sądzę, by klub zdecydował się na zmianę trenera. Wydaje mi się, że Niels Frederiksen będzie pracował także w przyszłym sezonie – przyznał Damian Smyk na kanale Meczyki.pl.

Dziennikarz dodał również, że jeśli „Kolejorz” zakończy sezon poza podium, może dojść wręcz do „trzęsienia ziemi” w strukturach klubu.

Tomasz Rząsa pełni funkcję dyrektora sportowego Lecha od 2018 roku. Były reprezentant Polski przeżywał już w Poznaniu wiele trudnych momentów. Kibice kilkukrotnie domagali się jego zwolnienia, szczególnie w momentach, gdy klub nie spełniał oczekiwań. Jeśli Lech ponownie zakończy sezon z pustymi rękami, fala krytyki może ponownie uderzyć w jego stronę.

Źródło: Meczyki.pl

Kibice Jagiellonii bojkotują Superpuchar. Wskazano dwa powody tej decyzji

Kibice Jagiellonii zdecydowali w sprawie Superpucharu Polski. Mecz z Wisłą zostanie przez nich zbojkotowany. Powody decyzji otwarcie przedstawił Adam Tołoczko ze Stowarzyszenia Kibiców Jagiellonii Białystok.




W środę na Stadionie Narodowym czeka nas mecz o Superpuchar Polski. Zmierzą się w nim Jagiellonia i Wisła Kraków. Pierwsza z drużyn wygrała w poprzednim sezonie mistrzostwo, a druga – Puchar Polski.

Bojkot

Według przepisów, Superpuchar powinien odbyć się jednak na stadionie obecnego mistrza Polski. Spotkania w Białymstoku odmówili natomiast przedstawiciele Wisły. Wobec tego wydarzenie przeniesiono do Warszawy.




To z kolei spotkało się ze sprzeciwem kibiców Jagiellonii, którzy zamierzają dokonać bojkotu, o czym mówili otwarcie. W rozmowie z tvpsport.pl szerzej o całej akcji opowiedział jeden z członków Stowarzyszenia Kibiców Jagiellonii Białystok, Adam Tołoczko.

– Głównym powodem jest odebranie Jagiellonii meczu w Białymstoku. PZPN „zagroził” Jagiellonii wielomilionowymi karami z tego tytułu, gdyby Jagiellonia nie wpuściła kibiców Wisły Kraków. Padły argumenty, że jak Wiślacy nie wejdą, to mecz się nie odbędzie. Nie rozumiemy, dlaczego nasz klub miałby ponieść konsekwencje nierozegrania meczu i wszystkich kosztów organizacyjnych z tym związanych. Do tego przeniesiono mecz na Stadion Narodowy – tłumaczył Tołoczko.

– Chodzi tu o to, że kibice Wisły nie przystąpili do tzw. paktu kibiców o nieużywaniu sprzętu. Sympatycy wszystkich klubów w Polsce na to przystali z wyjątkiem kibiców Wisły. Konsekwencją tego jest, że nie tylko Jagiellonia, ale również inne kluby w Polsce bojkotują kibiców Białej Gwiazdy. Nasze zdanie jest podobne. Nie mamy wobec kibiców z Krakowa większych problemów, nie musimy się lubić, ale uważamy, że takie kwestie, jak zakaz używania ostrych narzędzi powinny być priorytetem w porozumieniu kibiców z całej Polski – dodał.

Brutalne podsumowanie Lecha Poznań. „Połowa zespołu się nie nadaje. Tutaj nie ma drużyny”

Lech Poznań znacząco oddalił się od tytułu mistrza Polski. Po ostatniej wpadce ze Śląskiem Wrocław (1-3), szanse na wygranie Ekstraklasie w bieżącym sezonie spadły bardzo mocno. Podobnie uważa Michał Goliński.




Ostatnia kolejka Ekstraklasy była bardzo interesująca. Wpadki zaliczyli kolejno Jagiellonia Białystok (0-1 z Lechią) i Lech (1-3 ze Śląskiem). Okazję wykorzystał z kolei Raków, który wygrał pewnie z Zagłębiem Lubin (2-0) i ma obecnie komfortową sytuację w tabeli.

„Błędy powinny się skończyć”

Na łamach „TVP Sport” ukazał się wywiad z Michałem Golińskim. Były pomocnik Lecha Poznań został zapytany między innymi o wiarę w mistrzostwo dla „Kolejorza”. Nie ukrywał sceptycyzmu w tej kwestii.

– Nie straciłem całkowicie wiary w mistrzostwo po spotkaniu ze Śląskiem, ale po wczorajszym meczu Rakowa z Zagłębiem już tak. Raków wygrał z Zagłębiem 2:0 i myślę, że ten zespół już tego nie wypuści – podkreślił.




Goliński spróbował zdiagnozować także problemy Lecha. Głównym ma być niezrównoważony skład i brak jakościowych zmienników.

– Jeśli oni sami w zespole nie potrafią się zmobilizować na takie mecze, jak ten ostatni ze Śląskiem czy Jagiellonią, to coś chyba jest nie tak – zauważył 5-krotny reprezentant Polski.

– Trzeba też otwarcie sobie to powiedzieć, że połowa tego zespołu nie nadaje się na grę w Lechu Poznań. Jeżeli my mówimy o tym, że mają problem z presją, to o co oni chcą grać? Trzeba jasno sobie powiedzieć to, że tutaj nie ma drużyny – dodał.

Lech po porażce ze Śląskiem znajduje się na 3. miejscu w tabeli, z 50 punktami. Jagiellonia wyprzedza „Kolejorza” o 1 punkt. Raków natomiast na fotelu lidera spoczywa z 55 „oczkami”.

Posiłki z zagranicy. Mecze Ekstraklasy poprowadzą obcokrajowcy

Część kwietniowych meczów Ekstraklasy oraz 1. Ligi poprowadzą sędziowie z Japonii. Jest to efekt współpracy w ramach programu wymiany między Polakami a Japończykami.

Sezon 2024/2025 zaczyna wkraczać w decydującą fazę. W Ekstraklasie rozegrano do tej pory 26 z 34 kolejek. Obecnie liderem jest Raków Częstochowa. W strefie spadkowej znajdują się Śląsk Wrocław, Zagłębie Lubin i Stal Mielec. Z kolei w I Lidze rozegrano dotychczas 25 z 34 kolejek. Liderem jest Arka Gdynia.




W kwietniu część meczów Ekstraklasy oraz I Ligi poprowadzą sędziowie z Japonii. Jest to efekt współpracy „The Referees Exchange Programme Japan/Poland” w ramach której oba kraje wymieniają się sędziami. Japończycy prowadzili już wcześniej mecze w naszym kraju. Tym razem przylecieli w składzie Yūsuke Araki (sędzia), Kota Watanabe i Jun Mihara (asystenci).

– Widzimy same plusy tej współpracy. Ma ona wartość szkoleniową, wymiany cennych doświadczeń i prowadzenia meczów w innych warunkach. To pewnego rodzaju wyjście ze swojej codziennej strefy komfortu arbitrów, co tylko sprzyja rozwojowi. Cieszymy się, że wznowiliśmy tę współpracę, która ma przecież swoje tradycje – przekazał Tomasz Mikulski, Przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN.

Współpraca między Polakami a Japończykami została wznowiona po kilku latach. Wcześniej obie strony wymieniały się sędziami w latach 2007-2017. W ubiegłym roku do Japonii udał się polski zespół sędziów w składzie: Damian Sylwestrzak, Marek Arys oraz Bartosz Heinig. Polacy poprowadzili wówczas 5 meczów.





źródło: pzpn

Haditaghi pewny po awansie do finału Pucharu Polski. „Przełamiemy klątwę”

Pogoń Szczecin zagra w finale Pucharu Polski. Po wygranej z Puszczą Niepołomice (3-0), „Portowcy” ponownie wystąpią na Stadionie Narodowym. Alex Haditaghi jest przekonany, że tym razem uda się wygrać trofeum.

Pogoń rok temu była bliska zdobycia Pucharu Polski. Na Stadionie Narodowym „Duma Pomorza” uległa jednak Wiśle Kraków (1-2). W bieżącym sezonie klub znowu ma szansę na zdobycie tego trofeum. Na etapie półfinału odprawili Puszczę (3-0).

„Przełamiemy klątwę”

Przed spotkaniem w Niepołomicach Haditaghi pochwalił się wypłaceniem piłkarzom zaległych pensji. W sumie miało to być około 9 milionów złotych, w tym na wynagrodzenie dla pracowników. Spłacono również 19 mln długu.

– Skąd się wzięły te pieniądze? Z ciężkiej pracy, z 25 lat mojej ciężkiej pracy. Nie mam żadnych innych inwestorów, to pieniądze z mojego konta. Warto to robić, ponieważ mamy wyjątkowy zespół. W perspektywie długoterminowej to dobra inwestycja – oznajmił nowy właściciel Pogoni.

Trudno nie zakochać się w polskim futbolu. Macie cudowną ligę, fani są wspaniali, stadiony również. Wasz kraj jest piękny i powinniście być z tego dumni – dodał.

Przełamiemy klątwę. Zrobimy to. Wierzę w ten zespół ze względu na jego charakter. Wiele razy ten klub znajdował się na krawędzi, mógł zbankrutować, stracić wszystko, ale zawsze potrafił przetrwać. Pogoń jest pełna wojowników, nie mówię tylko o piłkarzach, ale też trenerach, pracownikach, wszystkich członkach klubu. Cel na ligę? Chcemy zakończyć w czołowej trójce – podsumował Haditaghi.

Łukasz Piszczek obejmie drużynę w Ekstraklasie? „Miałoby to sens”

Były reprezentant Polski i legenda Borussii Dortmund, Łukasz Piszczek, zdecydował się na powrót do kraju po zwolnieniu Nuriego Sahina z BVB. Czy teraz zobaczymy go na ławce trenerskiej jednej z drużyn PKO Ekstraklasy?

Co dalej z „Piszczem”?

Łukasz Piszczek to postać, której nikomu w Polsce przedstawiać nie trzeba. Wieloletni filar Borussii Dortmund, uczestnik największych piłkarskich wydarzeń, a po zakończeniu kariery – przyszły trener.

W ostatnich miesiącach były prawy obrońca zbierał doświadczenie jako asystent Nuriego Sahina w niemieckim gigancie. Po odejściu Turka Piszczek zdecydował się jednak na powrót do rodzinnych Goczałkowic-Zdroju.

Powrót do Polski nie przeszedł bez echa. W minioną niedzielę Piszczek pojawił się na trybunach podczas meczu GKS-u Katowice z Górnikiem Zabrze, który był jednocześnie inauguracją nowego stadionu katowickiego klubu. Towarzyszył mu inny były reprezentant kraju – Jerzy Dudek, a wszystko uchwyciły kamery CANAL+ Sport.

Górnik Zabrze czeka na nowego trenera?

Nieobecność Piszczka w Borussii momentalnie rozbudziła spekulacje. Dziennikarze z Meczyki.pl zastanawiali się podczas jednego z programów, czy nie obejmie on zespołu z PKO Ekstraklasy. Chodziło im konkretnie o Górnika Zabrze.

Klub może wkrótce rozstać się z obecnym szkoleniowcem, Janem Urbanem, który prawdopodobnie nie przedłuży kontraktu.

– Niemiecka szkoła, miałoby to sens. Poza tym Łukasz mieszka w Katowicach, więc miałby blisko – stwierdził Jakub Polkowski.

Oczywiście sam zainteresowany na razie nie odnosi się do spekulacji. Wiadomo jednak, że Piszczek nie narzeka na brak propozycji.

Już wcześniej był łączony z pracą w reprezentacji Polski, choć współpraca z Michałem Probierzem jest raczej wykluczona. Piszczek miał bowiem dogadać się z Markiem Papszunem jeszcze przed wyborem obecnego selekcjonera.

Na razie przyszłość Piszczka pozostaje otwarta, ale jedno jest pewne – jego trenerska kariera dopiero się rozpoczyna. A plotki o potencjalnym przejęciu Górnika Zabrze przez legendę BVB pojawiały się już wiele miesięcy temu.

Czy zdecyduje się na samodzielną pracę w Ekstraklasie? Czas pokaże, ale jego obecność w polskiej piłce byłaby czymś ciekawym.

Źródło: Meczyki.pl

Gikiewicz wyrzucony ze stażu Legii. Poszło o obraźliwe przyśpiewki sprzed lat

Łukasz Gikiewicz niedawno został przyjęty na staż w Legii Warszawa. Portal Legia.net oznajmiło jednak, że współpraca błyskawicznie się zakończyła. Wszystko przez przeszłość zawodnika.




37-latek ma w swoim CV masę egzotycznych klubów. W ostatnim czasie skupił się jednak na graniu w Polsce. Tułał się po niższych ligach, reprezentując między innymi barwy KTS-u Weszło czy KS-u Raszyn.

Szybka współpraca

Gikiewicz niedawno postanowił rozpocząć staż w Legii Warszawa. Spotkało się to jednak ze sprzeciwem kibiców. Gdy napastnik w sezonie 2011/12 grał jeszcze w Śląsku Wrocław, śpiewał obraźliwe przyśpiewki w kierunku „Wojskowych”.




Według portal Legia.net, o tej historii nie wiedział Marek Śledź. Dyrektor akademii Legii gdy tylko się o niej dowiedział – zakończył staż Gikiewicza.

Mateusz Borek wskazał faworyta do zastąpienia Michała Probierza. „Byłby wyśmienitym selekcjonerem”

Przyszłość Michała Probierza w reprezentacji Polski jest niepewna. Mateusz Borek wskazał swojego faworyta na następnego selekcjonera.




Reprezentacja Polski ma za sobą marcowe zgrupowanie, zakończone dwoma zwycięstwami w eliminacjach mistrzostw świata. Mimo wygranych na „Biało-Czerwonych” spadłą fala krytyki. Wszystko przez mizerny styl, jaki pokazali przeciwko Litwie i Malcie.

Idealny następca?

Wielu już w tym momencie domaga się natychmiastowej zmiany selekcjonera. Michał Probierz nie ma już takiego kredytu zaufania, jaki udzielono mu po Euro 2024. Na razie trudno spodziewać się, aby Cezary Kulesza dokonał zmiany, jednak Mateusz Borek pokusił się o wskazanie swojego faworyta, którym okazał się Jan Urban.




– Uważam, że to bardzo dobry trener. Byłby wyśmienitym selekcjonerem i jest fantastycznym człowiekiem – przyznał Borek w programie „Moc Futbolu”.

Na razie Urbanowi najbliżej wydaje się być do Legii Warszawa. W mediach przewija się teoria, że szkoleniowiec ma być następcą Goncalo Feio. Potencjalną posadę miałby przejąć w przyszłym sezonie.

Legia znalazła następcę Goncalo Feio? Możliwy powrót po wielu latach

Goncalo Feio nie będzie trenerem Legii w przyszłym sezonie. Według medialnych informacji Portugalczyk rozstanie się z „Wojskowymi” po zakończeniu bieżących rozgrywek. Działacze z Łazienkowskiej mieli znaleźć już nawet następcę.




Feio pracuje w Legii jako pierwszy trener od kwietnia 2024 roku. Współpraca nie układa się jednak po myśli klubu. Legioniści na razie zawodzą w Ekstraklasie, w której zajmują dopiero 5. miejsce i tracą już 11 punktów do liderującego Rakowa.

Nowy-stary trener

W stolicy ma obecnie panować dość nerwowa atmosfera. Przyszłość Goncalo Feio stoi pod sporym znakiem zapytania. Media przekonują jednak, że skłania się ona ku zwolnieniu Portugalczyka.




„Football Scout” przekazał, że Legia szuka kandydatów do zastąpienia Feio w przyszłym sezonie. Jednym z nich ma być dobrze znany w Warszawie Jan Urban. Kontrakt obecnego trenera Górnika Zabrze wygasa wraz z końcem bieżącego sezonu.

Gdyby faktycznie doszło do przejścia Urbana do Legii, mówilibyśmy o powrocie. Szkoleniowiec pracował w Warszawie w sezonach 2011/12-2012/13.

Cezary Kulesza zaniepokojony po słowach Roberta Lewandowskiego. Prezes PZPN boi się zgrzytów w kadrze

Robert Lewandowski udzielił wywiadu po meczu z Maltą w marcu. Słowa kapitana „Biało-Czerwonych” poniosły się szerokim echem. Według portalu meczyki.pl, zareagować miał na nie nawet Cezary Kulesza.




Reprezentacja Polski w marcu odniosła dwa zwycięstwa w eliminacjach mistrzostw świata. „Biało-Czerwoni” pokonali 1-0 Litwę oraz 2-0 Maltę. Po tym drugim spotkaniu, Robert Lewandowski skrytykował grę drużyny oraz podkreślił, że w kadrze brakuje młodych, wyróżniających się zawodników.

– Ostatnio rozmawiałem z chłopakami: „Zobaczcie, mamy mecze z Litwą i Maltą, na zgrupowaniu powinno być minimum pięciu 18-, 19- czy 20-latków. A poza Kacprem Urbańskim nie było żadnego”. To też pokazuje, że musimy skupić się na tym materiale, który mamy i rozwinąć go na 110 procent. I wyciągnąć z tego jak najwięcej – apelował Lewandowski.

Reakcja z góry

Na słowa kapitana reagował już Michał Probierz. Po części przyznał Lewandowskiemu rację. Wypowiedź poniosła się na tyle szerokim echem, że według portalu meczyki.pl, zareagować miał także Cezary Kulesza. Prezes PZPN miał się zaniepokoić, a nawet obawiał się zgrzytów na kolejnym zgrupowaniu.




– Cezary Kulesza pytał otoczenie Roberta Lewandowskiego o słowa kapitana kadry w rozmowie z TVP. Prezes PZPN chciał wyjaśnić całą sytuację, by nie było żadnego napięcia na następnym zgrupowaniu – oznajmił Tomasz Włodarczyk w „Programie Piłkarskim” na antenie „Meczyków”.

Reprezentacja Polski kolejne mecze rozegra w czerwcu. Najpierw „Biało-Czerwoni” zmierzą się towarzysko z Mołdawią (06.06), a następnie w ramach eliminacji MŚ z Finlandią (10.06).

Roman Kosecki rozczarowany minutami młodzieżowców Legii. „Jestem po prostu zdruzgotany tym”

W dzisiejszym odcinku „Cafe Futbol” przeprowadzono dyskusję na temat liczby minut młodzieżowców w poszczególnych klubach Ekstraklasy. Rozczarowany postawą Legii w tym aspekcie był Roman Kosecki.




Za nami 25 pełnych kolejek PKO BP Ekstraklasy. Na tym etapie rywalizacji liderem w klasyfikacji liczby rozegranych minut przez młodzieżowców jest Korona Kielce (6652). Podium uzupełniają Zagłębie Lubin (4267) i Lech Poznań (3994). Na przeciwległym biegunie znajdują się Legia Warszawa (1761), GKS Katowice (1996) i Cracovia (2182). Dane zostały przedstawione w dzisiejszym „Cafe Futbol”.

Do powyższej klasyfikacji w „Cafe Futbol” odniósł się obecny w studio Roman Kosecki. Byłego reprezentanta szczególnie zadziwiła niska pozycja Legii Warszawa. Zaapelował do Michała Żewłakowa, który objął ostatnio posadę dyrektora sportowego, by ten przyjrzał się tej sprawie.

– Wstawiłeś teraz taką tabelę, że ja jestem w szoku. Wydawało mi się, że Legia jest gdzieś zdecydowanie wyżej. Nie patrzyłem na to, nie śledziłem tego – rozpoczął Roman Kosecki.

– Jestem w szoku, że mając akademię Książenice – jeden z najlepszych ośrodków. I jesteś na szarym końcu, promując swoich zawodników? – zapytał retorycznie.

– Nie no ale ludzie, panowie z Legii, akademio, Marku Śledziu… Michał Żewłakow mam nadzieję, że też teraz to jakoś prześwietli. Bo Michał był za czasów, gdzie grało w Legii bardzo dużo młodych chłopaków, gdzie byli też promowani i później sprzedawani do innych klubów. Mam nadzieję, że Michał też się temu przyjrzy – skomentował 59-latek.

– Ja jestem po prostu zdruzgotany tym, co ty teraz pokazałeś. Jak słowo honoru – nie śledziłem tego. Wstyd, Legia Warszawa wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd. Takie kluby jak Lech, jak Legia, to powinny być na topie. My często się czasem czepiamy Rakowa Częstochowa, a Raków jest wyżej niż Legia Warszawa. Tu jest jakiś błąd – zakończył Roman Kosecki.




„To zakrawa o zbrodnię”. Mocne słowa Dawida Kubackiego o Thomasie Thurnbichlerze

W kadrze polskich skoczków narciarskich zapowiedziano zmianę na stanowisku pierwszego trenera. Swoją opinią w tym temacie podzielili się Aleksander Zniszczoł i Dawid Kubacki.

Dziś zakończono sezon 2024/2025 w skokach narciarskich. Z perspektywy polskich kibiców nie był to zbyt udany sezon. Na tegorocznych Mistrzostwach Świata polscy skoczkowie nie zdobyli żadnego medalu. W Pucharze Świata Polacy nie odnieśli żadnego zwycięstwa. Najwyżej sklasyfikowanym reprezentantem Polski w klasyfikacji generalnej PŚ był Paweł Wąsek, który zakończył zmagania na 14. lokacie.

W piątek odbyła się konferencja Polskiego Związku Narciarskiego. Podczas niej ogłoszono ważną zmianę w kadrze polskich skoczków. Wraz z końcem tego sezonu ze stanowiskiem trenera żegna się Thomas Thurnbichler. Austriak pracował z polskimi skoczkami przez 3 ostatnie lata. Jego następcą został mianowany Maciej Maciusiak.




Decyzję o zmianie trenera dobrze przyjął Aleksander Zniszczoł. Jego zdaniem zmiana była konieczna. Stwierdził, że w kadrze brakowało ostatnio atmosfery.

– Bardzo dobra. Jestem bardzo zadowolony z tej decyzji. Moim zdaniem Maciek [Matusiak – przyp.red.] już dawno powinien objąć to stanowisko – ocenił Aleksander Zniszczoł.

– W mojej ocenie po prostu atmosfera była nie taka, jaka powinna być. Na pewno coś nie zagrało w przygotowaniach, systematyczności nie było. Potem już byłoby ciężko nawet jakby Thomas został, to w tej drużynie byłoby 30% mniej zaangażowania – powiedział 31-latek.

– Jeżeli nie ma atmosfery, to zaczyna tutaj coś nie grać, zaczyna tam coś nie grać. Musimy być drużyną. Wczoraj była pierwszy raz walka w tym sezonie o cokolwiek – przyznał Zniszczoł.




Jeszcze mocniejszej wypowiedzi udzielił Dawid Kubacki. Z jego ust padły naprawdę mocne słowa. 35-latek skrytykował austriackiego trenera za jego podejście do Kamila Stocha.

– Jak się widzi że ktoś rzuca kłody pod nogi zawodnikom i jest to główny trener, to trudno żeby było fajnie. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale to co robił, żeby zrobić pod górkę Kamilowi, to zakrawa o zbrodnię – skomentował Dawid Kubacki.

Widzew Łódź na drodze rewolucji. Wielkie plany nowego inwestora

Widzew Łódź wchodzi w nową erę. Klub ma nowego właściciela, który chce przywrócić mu dawną świetność. Według mediów na liście potencjalnych transferów pojawiają się wielkie nazwiska.

Robert Dobrzycki przejmuje stery

Widzew Łódź zmienił niedawno właściciela. Klub trafił w ręce Roberta Dobrzyckiego, prezesa Panattoni. Nowy właściciel chce zainwestować duże środki i odbudować potęgę drużyny. Dzięki temu Widzew może stać się czołowym klubem Ekstraklasy. W związku z tym do klubu może dojść wielu nowych zawodników. Lista potencjalnych transferów może budzić emocje.

Według Tomasza Włodarczyka z Meczyków klub dostanie aż cztery miliony euro na transfery. W polskiej piłce to ogromna kwota – to poziom najlepszych drużyn z Ekstraklasy. Drużyna walczy o utrzymanie, ale w przyszłym sezonie ma ambitniejsze cele. Dzięki nowym zawodnikom Widzew chce walczyć o czołowe miejsca.

Mariusz Stępiński na liście wzmocnień

Jednym z głównych celów transferowych jest Mariusz Stępiński. 29-letni napastnik gra w Omonii Nikozja i ma świetny sezon. Strzelił 16 goli i jest najlepszym strzelcem zespołu. Kibice Widzewa dobrze go pamiętają, bo to właśnie w Łodzi zaczynał poważną karierę.

Największe emocje budzą jednak doniesienia o możliwych transferach gwiazd. Widzew rozważa sprowadzenie Ivana Perisicia i Ivana Rakiticia. Perisić, 142-krotny reprezentant Chorwacji, gra obecnie w PSV Eindhoven. Rakitić, który rozegrał 106 meczów w kadrze, występuje w Hajduku Split.

Jak donosi „Łódzki Sport”, sprowadzenie tak znanych piłkarzy nie jest wykluczone.

„Choć w tym momencie te informacje brzmią nieprawdopodobnie, to nie przekreślalibyśmy szansy ściągnięcia przez Widzew piłkarzy podobnego formatu” – czytamy na portalu.

Przed klubem kluczowe tygodnie. Nowe inwestycje mogą sprawić, że Widzew wróci do krajowej czołówki.

Źródło: Łódzki Sport, Meczyki


TROLLNEWSY I MEMY