NEWSY I WIDEO

Kuriozalna wpadka bramkarza SA Bulo Bulo. To trzeba zobaczyć [WIDEO]

Rodrigo Saracho mógł zostać antybohaterem SA Bulo Bulo. Argentyński bramkarz popełnił fatalny błąd, który niemal kosztował jego drużynę utratę gola. Ostatecznie uratował sytuację w ostatniej chwili.

SA Bulo Bulo z wygraną w Copa Libertadores

W czwartek SA Bulo Bulo pokonało Olimpię Asuncion 3:2 w pierwszej kolejce fazy grupowej Copa Libertadores. Mecz dostarczył kibicom wielu emocji, a jednym z jego głównych bohaterów był Rodrigo Saracho.

31-letni golkiper zaliczył pięć udanych interwencji i zebrał pozytywne oceny za swój występ. Niewiele brakowało jednak, by został zapamiętany z zupełnie innego powodu.

Fatalny błąd bramkarza

Podczas jednej z akcji Saracho otrzymał podanie od kolegi z drużyny. Chciał przyjąć piłkę podeszwą lewego buta, lecz kompletnie się z nią minął. Futbolówka przeleciała tuż pod jego stopą i zaczęła zmierzać w kierunku bramki.

Bramkarz zareagował błyskawicznie. Natychmiast się odwrócił, ruszył w pogoń za piłką i wykonał desperacki wślizg na linii bramkowej. W ostatniej chwili zdołał ją wybić, ratując swój zespół przed kompromitującą stratą gola.

Kuriozalna sytuacja nie umknęła kibicom i błyskawicznie obiegła media społecznościowe. Wideo z interwencją Saracho stało się viralem. Mimo tej wpadki Argentyńczyk może być zadowolony. SA Bulo Bulo zanotowało ważne zwycięstwo.

Źródło: Copa Libertadores

Młody kibic poprosił gracza Liverpoolu o zdjęcie. Nagle kompletnie go rozbroił [WIDEO]

W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie z Curtisem Jonesem. Z gracza Liverpoolu zakpił jeden z młodych kibiców.




Minionej środy Liverpool wygrał derby z Evertonem (1-0). „The Reds” umocnili przewagę nad drugim w tabeli Arsenalem. Obecnie pewnie zmierzają po mistrzostwo Anglii z przewagą aż 12 punktów nad „Kanonierami”.

„Kopites”

Cały mecz na murawie w barwach Liverpoolu rozegrał Curtis Jones. 24-latek zebrał całkiem niezłe noty za swój występ. Dzień po derbach w mediach społecznościowych pojawił się z kolei film z jego udziałem.

Materiał został nagrany przez młodego kibica, który natknął się na Jonesa na jednej ze stacji benzynowych. Anglik zapozował do zdjęcia z fanem, a ten zaczął go nagrywać.




W pewnym momencie krzyknął: „Kopites są debilami!”, co odnosiło się do przydomka kibiców Liverpoolu. Jones zareagował na całą sytuację śmiechem, po czym wrócił do swojego samochodu.

Wróci wielki Widzew? Nowy właściciel zapowiada duże rzeczy. „Show musi być”

W niedalekiej przyszłości, Widzew Łódź może przejść przez spore zmiany. Robert Dobrzycki na łamach „Przeglądu Sportowego Onet” zdradził część swoich planów.




Przedsiębiorca niedawno został nowym właścicielem łódzkiego klubu. Nie ukrywa przy tym swoich kibicowskich konotacji.

Wróci wielki Widzew?

Jako kibic Widzewa, Dobrzycki chciałby przywrócić mu jego dawną chwałę. Mówił o tym otwarcie w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.

– Z punktu widzenia biznesowego to dobrze prowadzony klub i to miało olbrzymi wpływ na decyzję, by wejść do Widzewa. Ale też w znacznym stopniu kierowałem się sercem – zaznaczył biznesmen.

– Chcę, by Widzew wrócił wyżej niż w tej chwili, w historii, by wróciły lata 90., 80. Nie mogę tego gwarantować, ale liczę na to, że pomogę swoimi możliwościami – dodał.




Według medialnych informacji, Widzew może przeznaczyć nawet cztery miliony euro na transfery. Do tej kwestii także odniósł się Dobrzycki.

– Teraz czas na zmiany sportowe, w krótkim okresie. Co do organizacyjnych, będziemy się przyglądać. Na pewno sport na pierwszym miejscu, tutaj trzeba robić spore zmiany w krótkim okresie i one zaczęły się już wydarzać. I są pozytywne, idą w dobrym kierunku – oznajmił.

– Show też jest logiczny, ale najważniejszy jest wynik sportowy. To musi być wyważone. Jeśli będzie ktoś z nazwiskiem, a będzie wciąż miał jakość, to nie będziemy się tego bać. Show i marketing musi być, ale najważniejszy jest sport – podsumował.

Boniek vs Kulesza na Twitterze. Wpisowe przepychanki byłego i obecnego prezesa PZPN. „Po jaką cholerę kandydował?”

Zbigniew Boniek starł się na Twitterze z Cezarym Kuleszą. Zaiskrzyło pomiędzy działaczami po wyborach w UEFA.




Cezary Kulesza brał niedawno udział w wyborach do komitetu wykonawczego UEFA. Wcześniej w szeregach tego organu przez dwie kadencje zasiadał Zbigniew Boniek. Obecnemu prezesowi PZPN nie udało się jednak powtórzyć sukcesu swojego poprzednika.

Spięcie

Po nieudanych wyborach Kulesza opublikował wpis na Twitterze. Podkreślił w nim, że mimo braku wygranej, jest gotowy do pełnej współpracy z organizacją. Spotkało się to z reakcją Zbigniewa Bońka.




– Nie wiem kto to Prezesowi pisze, byłem totalnie oddalony od tych wyborów, ale czytając ten wpis, to narzuca mi się proste pytanie- to po jaką cholerę kandydował? – pytał Boniek.

Na odpowiedź zdecydował się obecny prezes PZPN. Kulesza tłumaczył, że tchórzostwem byłoby w tym przypadku nie spróbowanie swoich sił w starcie. Przypomniał przy tym, jak Boniek przegrał kiedyś w wyborach z Grzegorzem Lato i nie przeszkodziło mu to później w ostatecznym przejęciu stołka.

– Zbyszek tchórzostwem byłoby nie spróbować! Po to startowałem, żeby się dostać. To jasne. Delegaci wybrali inaczej – przyjmuje to ze zrozumieniem i w swoim wpisie przedstawiłem, jak to widzę. Wzmocnienie relacji z wieloma federacjami jest dobrym rezultatem samego faktu, że podjąłem rękawice. Sam mówiłeś „nic się nie stało” jak przegrałeś za pierwszym podejściem z Grześkiem. W kolejnych wyborach odniosłeś dwa zwycięstwa. Nie dostałem się, ale wynik nie jest powodem do wstydu. Gratuluję owocnych dwóch kadencji i dzięki za Twoje zaangażowanie w Komitecie Wykonwczym. Łączy Nas Piłka 🙂 – opowiedział Kulesza. [pisownia oryginalna]

Szczęsny zapytany o powrót ter Stegena. Wielka klasa Polaka

W rozmowie na łamach „TVP Sport” Wojciech Szczęsny został zapytany o zbliżający się powrót Marca-Andre ter Stegena. Polak przyznał, że nie będzie miał problemu z tym, by odstąpić miejsca niemieckiemu golkiperowi.

Marc-Andre ter Stegen jest obecnie poza grą z powodu kontuzji. Nabawił się jej we wrześniu ubiegłego roku. W efekcie klub zgłosił się po Wojciecha Szczęsnego. Polak został zakontraktowany, by tymczasowo zastąpić niemieckiego golkipera.




Pierwotnie ter Stegen miał być poza grą do końca tego sezonu. Jego rekonwalescencja przebiega jednak lepiej, niż zakładano. Ostatnio w hiszpańskich mediach pojawiła się informacja o tym, iż Niemiec wrócił do treningów z drużyną. Javi Miguel przekazał, że jeśli ter Stegen miałby jeszcze zagrać w tym sezonie, to nastąpi to co najwyżej w meczach z Villarrealem i/lub Athletikiem, czyli w dwóch ostatnich meczach ligi hiszpańskiej.

Na temat powrotu ter Stegena, po ostatnim meczu FC Barcelony z Atletico, wypowiedział się Wojciech Szczęsny. Polak podchodzi do tego tematu ze spokojem. Stwierdził, że nie będzie miał problemu z tym, jeśli Niemiec z miejsca wskoczy do wyjściowego składu Barcy.

Zaczyna z nami treningi treningi, potem raczej już nie przebywa z zespołem na treningach. Jest zdrowy, to najważniejsze. Nie będę miał absolutnie żadnego problemu, jeśli Marc wróci i to miejsce w bramce po prostu sobie weźmieskomentował Wojciech Szczęsny.

Chcę pomagać zespołowi i spisywać się jak najlepiej na boisku, ale jeśli trener uzna, że wraca kapitan zespołu i broni, to dla mnie jest to sytuacja zrozumiałauzupełnił Polak.





źrodło: tvp sport

Kulesza nie dostał się do Komitetu UEFA. Jego miejsce zajął kontrowersyjny Estończyk

Cezary Kulesza nie zdobył miejsca w Komitecie Wykonawczym UEFA. Zabrakło mu jednego głosu. Tymczasem do tego prestiżowego grona dołączył Aivar Pohlak, estoński działacz oskarżany o korupcję i przemoc domową.

Kulesza bez miejsca w UEFA

Przez ostatnie lata Polska miała swojego przedstawiciela w najważniejszym piłkarskim organie Europy. Był nim Zbigniew Boniek. Po zakończeniu jego kadencji o to stanowisko ubiegał się Cezary Kulesza. Prezes PZPN-u liczył na poparcie europejskich działaczy i próbował znaleźć się w gronie siedmiu wybranych spośród jedenastu kandydatów.

Niestety Kulesza zakończył głosowanie na ósmym miejscu. To oznacza, że nie będzie miał wpływu na kluczowe decyzje dotyczące futbolu na Starym Kontynencie. Tymczasem jedno z miejsc w Komitecie Wykonawczym UEFA otrzymał kontrowersyjny prezes Estońskiego Związku Piłki Nożnej – Aivar Pohlak.

Kim jest Aivar Pohlak?

62-latek od lat zarządza estońską piłką w autorytarny sposób. Nie toleruje sprzeciwu i skutecznie blokuje inicjatywy, które nie pasują do jego wizji. Dobitnym przykładem jest jego sprzeciw wobec powstania Ligi Bałtyckiej. Projekt zakładał rywalizację klubów z Estonii, Litwy i Łotwy, co mogłoby podnieść poziom tamtejszego futbolu.

Pohlak od lat faworyzuje również FC Flora Tallinn, klub, który sam założył i przez wiele lat prowadził jako prezes. Choć formalnie nie pełni już tej funkcji, jego syn przejął stery, a wpływy 62-latka pozostają niepodważalne.

Nowy członek Komitetu Wykonawczego UEFA był wielokrotnie oskarżany o korupcję. Pomimo tych zarzutów nie poniósł żadnych konsekwencji, a UEFA nie widzi problemu w przyznaniu mu decydującego głosu na kolejne cztery lata.

Cieniem na jego wizerunku kładzie się także sprawa rozwodu z byłą żoną Signe. Kobieta oskarżyła go o przemoc domową, w tym regularne upokarzanie i bicie podczas trwania małżeństwa. Sprawa trafiła do sądu, jednak została umorzona z powodu przedawnienia. Mimo to Pohlak nadal piastuje wysokie stanowiska w europejskim futbolu.

Źródło: Marcin Jaz, Transfery.info

Piłkarz Manchesteru City z nietypowym przesądem. Od lat trzyma się jednej zasady

Ederson w rozmowie z BBC Football Focus opowiedział o swoim nietypowym przesądzie. Brazylijski bramkarz Manchesteru City wyjawił, że gra każdy mecz w tych samych bokserkach.

Manchester City w walce o trofea

„Obywatele” zajmują czwarte miejsce w tabeli Premier League. Mają 51 punktów na osiem kolejek przed końcem rozgrywek. Oprócz ligowych zmagań Manchester City skupia się także na Pucharze Anglii, gdzie w półfinale zmierzy się z Nottingham Forest.

W tym sezonie kluczową rolę w drużynie pełni Ederson. Brazylijczyk rozegrał już 31 spotkań i zachował osiem czystych kont. Nie obyło się jednak bez problemów. 31-latek zmagał się z kontuzjami i opuścił kilka meczów.

Mimo to, po powrocie do zdrowia nadal pozostaje pierwszym wyborem Guardioli. Jakiś czas temu bramkarz zwrócił na siebie uwagę nie tylko dobrą grą, ale też nietypowym wyznaniem. W rozmowie z BBC Football Focus ujawnił swój meczowy rytuał.

– Mam tylko jeden przesąd. Gram każdy mecz w tych samych bokserkach. (…) Osiem lat w tych samych bokserkach – przyznał Ederson.

W następnej kolejce Premier League Manchester City pojedzie na Old Trafford, aby zmierzyć się z Manchesterem United. To spotkanie 31. kolejki zaplanowano na 6 kwietnia o 17:30.

Źródło: BBC Football Focus

Kamil Grosicki otrzymał bardzo atrakcyjną propozycję kontraktu. Został jednak lojalny wobec Pogoni Szczecin

Kamil Grosicki mógł odejść z Pogoni Szczecin. Na ofercie miał lukratywną ofertę z… Wieczystej Kraków. O szczegółach poinformował Tomasz Hajto.

Pogoń we wtorek awansowała do finału Pucharu Polski po wyeliminowaniu Puszczy Niepołomice. Na Stadionie Narodowym „Portowcy” zmierzą się z Legią Warszawa. Będzie to kolejna szansa na zdobycie historycznego, pierwszego trofeum w historii klubu.




Oferta odrzucona

Liderem „Dumy Pomorza” wciąż pozostaje doświadczony Kamil Grosicki. Skrzydłowy mógł jednak zimą odejść ze Szczecina. Według Tomasza Hajty, zawodnik otrzymał bardzo atrakcyjną ofertę z Wieczystej Kraków. Propozycja transferu zbiegła się z problemami finansowymi Pogoni.




– Miał bardzo konkretną propozycję z Wieczystej Kraków. W styczniu mógł tam odejść, kiedy w Pogoni było potężne zamieszanie i nie płacili piłkarzom – powiedział Hajto na antenie „Polsatu Sport”.

– To była bardzo konkretna oferta, dużo lepsza finansowo od jego zarobków w Pogoni. On jednak został w Pogoni, utożsamia się z tym klubem i akceptuje to wszystko – dodał.

Reprezentacja Polski awansowała w rankingu FIFA. Wyprzedzili… wykluczoną reprezentację

Reprezentacja Polski awansowała o jedno miejsce w rankingu FIFA. „Biało-Czerwoni” zajmują obecnie 34. miejsce. Wyprzedzili tym samym reprezentację Rosji.




Po marcowych zgrupowaniach doszło do przetasowań w rankingu FIFA. Na samym szczycie obyło się jednak bez zmian. Pierwsze miejsce nadal zajmuje Argentyna, która powiększyła przewagę nad resztą stawki, dzięki zwycięstwom z Urugwajem i Brazylią.

Roszady

Za plecami „Albicelestes” zameldowała się natomiast Hiszpania, która zrzuciła na 3. pozycję wicemistrzów świata – Francję. Kolejne miejsca zajmują niezmiennie Anglicy i Brazylijczycy.

Do przetasowań doszło natomiast na 6. pozycji. Holendrzy zamienili się z Portugalią. Dalej, na ósmym, dziewiątym i dziesiątym miejscu znajdują się: Belgia, Włochy i Niemcy. 11. lokatę zajmują natomiast Chorwaci, którzy pukają do pierwszej topowej dziesiątki.




Reprezentacja Polski dzięki dwóm marcowym zwycięstwom awansowali na 34. miejsce. „Biało-Czerwoni” po wygranych z Litwą i Maltą wyprzedzili Rosję. Choć „Sborna” została wykluczona z rozgrywek międzynarodowych, to jej mecze towarzyskie wciąż są liczone do ogólnoświatowego rankingu.

Puste trybuny i… drukarka. Smutny widok na Stadionie Narodowym [WIDEO]

Podczas meczu o Superpuchar Polski trybuny Stadionu Narodowego świeciły pustkami. Widać to na zdjęciach oraz nagraniach, które pojawiły się w sieci. Co więcej, pod stadionem utworzyła się duża kolejka do drukarki, gdyż kibice posiadający bilet w wersji elektronicznej nie byli wpuszczani na obiekt.




Superpuchar Polski od lat był rozgrywany latem. Z reguły mecz ten był rozgrywany tuż przed rozpoczęciem nowego sezonu. W tym, a w zasadzie zeszłym, roku było jednak inaczej. Meczu nie udało się rozegrać w lipcu z uwagi na mecze w europejskich pucharach zarówno Jagiellonii jak i Wisły. Po wielu miesiącach prób ustalenia terminu rozegrania spotkania w końcu udało się osiągnąć konsensus. Koniec końców oba kluby doszły do porozumienia odnośnie rozegrania meczu 2 kwietnia.

Pustki na trybunach

Wokół omawianego meczu było wiele kontrowersji. Nie tylko te, które opisaliśmy wyżej. Po ustaleniu terminu rozegrania meczu pierwotnie miał on zostać rozegrany na obiekcie mistrza Polski – Jagiellonii Białystok. Dopiero w ostatnim momencie podjęto decyzję o rozegraniu meczu na Stadionie Narodowym. To nie pozostało bez negatywnych skutków. W sieci pojawiło się dziś wiele nagrań oraz zdjęć, na których widać pustki na trybunach Stadionu Narodowego.




Kolejka do drukarki

Jeden z kibiców obecny na meczu zwrócił również uwagę na inny problem. Jak się okazuje, na mecz nie można było wejść z biletem elektronicznym – potrzebna była wersja fizyczna. W związku z tym pod stadionem utworzyła się ogromna kolejka do… drukarki.

Thomas Müller ma odejść z Bayernu. Niemcy chcą mu wybrać nowy klub

Thomas Müller zbliża się do końca swojej przygody z Bayernem Monachium. Według niemieckich mediów, „Die Roten” nie planują przedłużenia kontraktu 35-latka, a jego przyszłość może być związana z amerykańską MLS. Bawarczycy chcą mu nawet wybrać kolejny klub.

Bayern nie przedłuży umowy

Thomas Müller to bezsprzecznie jedna z legend Bayernu Monachium. Przez kilkanaście lat nieprzerwanej gry w pierwszym zespole zdobył wiele trofeów i był kluczową postacią w sukcesach bawarskiego klubu. Jednak wszystko wskazuje na to, że jego czas na Allianz Arenie dobiega końca.

Kontrakt Müllera wygasa z końcem czerwca i według informacji przekazanych przez Christiana Falka i Tobiego Altschaffla z „Bilda”, Bayern Monachium nie planuje oferować mu nowej umowy. 35-letni zawodnik w obecnym sezonie pełni głównie rolę rezerwowego pod wodzą Vincenta Kompany’ego. To z kolei sugeruje, że klub przygotowuje się do życia bez swojej legendy.

Statystyki Niemca są imponujące – 742 mecze, 247 goli i 273 asysty w barwach Bayernu. Mimo że nie odgrywa już tak ważnej roli na boisku, jego odejście będzie końcem pewnej ery w monachijskim klubie.

Wiele wskazuje na to, że Müller zdecyduje się na transfer do Stanów Zjednoczonych. Według doniesień „Bilda” zainteresowanie nim wykazują FC Cincinnati i San Diego FC, jednak Bayern Monachium najchętniej widziałby go w Los Angeles FC.

Nie jest to przypadkowe – klub z Miasta Aniołów jest partnerem biznesowym Bawarczyków, a przejście Müllera do LAFC mogłoby otworzyć drzwi do dalszej współpracy, w tym pełnienia przez niego roli ambasadora Bayernu na rynku amerykańskim.

Sam Müller może mieć inne plany. Jeśli nie zdecyduje się na przedłużenie współpracy z Bayernem, już 1 lipca stanie się wolnym agentem i będzie mógł podpisać kontrakt z dowolnym klubem. Możliwe, że Niemiec będzie chciał pozostać w Europie i jeszcze przez jakiś czas rywalizować na najwyższym poziomie.

Na ten moment Los Angeles FC zajmuje ósme miejsce w Konferencji Zachodniej MLS, a Bayern pozostaje liderem Bundesligi.

Źródło: BILD

Spore zmiany w Lechu Poznań? Dziennikarz przypomina słowa władz „Kolejorza”

Lech Poznań nie jest już głównym faworytem do zdobycia mistrzostwa Polski. Po serii słabszych wyników „Kolejorz” znalazł się w trudnej sytuacji, a brak trofeum może wywołać istotne zmiany w strukturach klubu. Według Damiana Smyka, konsekwencje mogą dotknąć pion sportowy.

Kolejny nieudany sezon?

Lech Poznań przystępował do sezonu z jasnym celem – odzyskanie tytułu mistrza Polski po rozczarowującej poprzedniej kampanii, w której zajął piąte miejsce i nie zakwalifikował się do europejskich pucharów. Na stanowisko trenera sprowadzono Nielsa Frederiksena. Początek sezonu dawał nadzieję, że decyzje te przyniosą oczekiwane rezultaty.

Duńczyk dobrze rozpoczął swoją pracę przy Bułgarskiej, a Lech przez długi czas przewodził tabeli PKO Ekstraklasy. Pierwszy poważny sygnał ostrzegawczy nadszedł jednak już we wrześniu, gdy „Kolejorz” skompromitował się w Pucharze Polski, odpadając po porażce z drugoligową Resovią Rzeszów.

Od tamtej pory forma zespołu zaczęła falować. Lech spadł na trzecie miejsce w tabeli i traci obecnie pięć punktów (a w zasadzie sześć, z uwagi na bilans bezpośredni z „Medalikami” – przyp. red.) do lidera, Rakowa Częstochowa. W kontekście walki o mistrzostwo oznacza to, że klub nie ma już wszystkiego w swoich rękach. Niektóre z wyliczeń sugerują, że poznański klub ma około 3,5% szans na triumf w lidze.

Władze Lecha od dłuższego czasu podkreślały, że klub nie może już pozwalać sobie na błędy. Z zespołu w trakcie sezonu odchodzili zawodnicy, którzy nie spełniali oczekiwań, np. Loncar czy Ba Loua. Jeśli poznaniakom nie uda się sięgnąć po tytuł, podobny los może spotkać osoby odpowiedzialne za pion sportowy.

– Doskonale pamiętam słowa ludzi z klubu przed sezonem: „Skończył się margines błędu”. Podejrzewam, że skoro Lech, który miał wszystko pod kontrolą, nie zdobędzie mistrzostwa, to dojdzie do jakiejś zmiany w pionie sportowym. Pytanie tylko, czy dotyczyć to będzie Tomasza Rząsy, czy Jacka Terpiłowskiego, bo nie sądzę, by klub zdecydował się na zmianę trenera. Wydaje mi się, że Niels Frederiksen będzie pracował także w przyszłym sezonie – przyznał Damian Smyk na kanale Meczyki.pl.

Dziennikarz dodał również, że jeśli „Kolejorz” zakończy sezon poza podium, może dojść wręcz do „trzęsienia ziemi” w strukturach klubu.

Tomasz Rząsa pełni funkcję dyrektora sportowego Lecha od 2018 roku. Były reprezentant Polski przeżywał już w Poznaniu wiele trudnych momentów. Kibice kilkukrotnie domagali się jego zwolnienia, szczególnie w momentach, gdy klub nie spełniał oczekiwań. Jeśli Lech ponownie zakończy sezon z pustymi rękami, fala krytyki może ponownie uderzyć w jego stronę.

Źródło: Meczyki.pl

Kibice Jagiellonii bojkotują Superpuchar. Wskazano dwa powody tej decyzji

Kibice Jagiellonii zdecydowali w sprawie Superpucharu Polski. Mecz z Wisłą zostanie przez nich zbojkotowany. Powody decyzji otwarcie przedstawił Adam Tołoczko ze Stowarzyszenia Kibiców Jagiellonii Białystok.




W środę na Stadionie Narodowym czeka nas mecz o Superpuchar Polski. Zmierzą się w nim Jagiellonia i Wisła Kraków. Pierwsza z drużyn wygrała w poprzednim sezonie mistrzostwo, a druga – Puchar Polski.

Bojkot

Według przepisów, Superpuchar powinien odbyć się jednak na stadionie obecnego mistrza Polski. Spotkania w Białymstoku odmówili natomiast przedstawiciele Wisły. Wobec tego wydarzenie przeniesiono do Warszawy.




To z kolei spotkało się ze sprzeciwem kibiców Jagiellonii, którzy zamierzają dokonać bojkotu, o czym mówili otwarcie. W rozmowie z tvpsport.pl szerzej o całej akcji opowiedział jeden z członków Stowarzyszenia Kibiców Jagiellonii Białystok, Adam Tołoczko.

– Głównym powodem jest odebranie Jagiellonii meczu w Białymstoku. PZPN „zagroził” Jagiellonii wielomilionowymi karami z tego tytułu, gdyby Jagiellonia nie wpuściła kibiców Wisły Kraków. Padły argumenty, że jak Wiślacy nie wejdą, to mecz się nie odbędzie. Nie rozumiemy, dlaczego nasz klub miałby ponieść konsekwencje nierozegrania meczu i wszystkich kosztów organizacyjnych z tym związanych. Do tego przeniesiono mecz na Stadion Narodowy – tłumaczył Tołoczko.

– Chodzi tu o to, że kibice Wisły nie przystąpili do tzw. paktu kibiców o nieużywaniu sprzętu. Sympatycy wszystkich klubów w Polsce na to przystali z wyjątkiem kibiców Wisły. Konsekwencją tego jest, że nie tylko Jagiellonia, ale również inne kluby w Polsce bojkotują kibiców Białej Gwiazdy. Nasze zdanie jest podobne. Nie mamy wobec kibiców z Krakowa większych problemów, nie musimy się lubić, ale uważamy, że takie kwestie, jak zakaz używania ostrych narzędzi powinny być priorytetem w porozumieniu kibiców z całej Polski – dodał.

Brutalne podsumowanie Lecha Poznań. „Połowa zespołu się nie nadaje. Tutaj nie ma drużyny”

Lech Poznań znacząco oddalił się od tytułu mistrza Polski. Po ostatniej wpadce ze Śląskiem Wrocław (1-3), szanse na wygranie Ekstraklasie w bieżącym sezonie spadły bardzo mocno. Podobnie uważa Michał Goliński.




Ostatnia kolejka Ekstraklasy była bardzo interesująca. Wpadki zaliczyli kolejno Jagiellonia Białystok (0-1 z Lechią) i Lech (1-3 ze Śląskiem). Okazję wykorzystał z kolei Raków, który wygrał pewnie z Zagłębiem Lubin (2-0) i ma obecnie komfortową sytuację w tabeli.

„Błędy powinny się skończyć”

Na łamach „TVP Sport” ukazał się wywiad z Michałem Golińskim. Były pomocnik Lecha Poznań został zapytany między innymi o wiarę w mistrzostwo dla „Kolejorza”. Nie ukrywał sceptycyzmu w tej kwestii.

– Nie straciłem całkowicie wiary w mistrzostwo po spotkaniu ze Śląskiem, ale po wczorajszym meczu Rakowa z Zagłębiem już tak. Raków wygrał z Zagłębiem 2:0 i myślę, że ten zespół już tego nie wypuści – podkreślił.




Goliński spróbował zdiagnozować także problemy Lecha. Głównym ma być niezrównoważony skład i brak jakościowych zmienników.

– Jeśli oni sami w zespole nie potrafią się zmobilizować na takie mecze, jak ten ostatni ze Śląskiem czy Jagiellonią, to coś chyba jest nie tak – zauważył 5-krotny reprezentant Polski.

– Trzeba też otwarcie sobie to powiedzieć, że połowa tego zespołu nie nadaje się na grę w Lechu Poznań. Jeżeli my mówimy o tym, że mają problem z presją, to o co oni chcą grać? Trzeba jasno sobie powiedzieć to, że tutaj nie ma drużyny – dodał.

Lech po porażce ze Śląskiem znajduje się na 3. miejscu w tabeli, z 50 punktami. Jagiellonia wyprzedza „Kolejorza” o 1 punkt. Raków natomiast na fotelu lidera spoczywa z 55 „oczkami”.

Posiłki z zagranicy. Mecze Ekstraklasy poprowadzą obcokrajowcy

Część kwietniowych meczów Ekstraklasy oraz 1. Ligi poprowadzą sędziowie z Japonii. Jest to efekt współpracy w ramach programu wymiany między Polakami a Japończykami.

Sezon 2024/2025 zaczyna wkraczać w decydującą fazę. W Ekstraklasie rozegrano do tej pory 26 z 34 kolejek. Obecnie liderem jest Raków Częstochowa. W strefie spadkowej znajdują się Śląsk Wrocław, Zagłębie Lubin i Stal Mielec. Z kolei w I Lidze rozegrano dotychczas 25 z 34 kolejek. Liderem jest Arka Gdynia.




W kwietniu część meczów Ekstraklasy oraz I Ligi poprowadzą sędziowie z Japonii. Jest to efekt współpracy „The Referees Exchange Programme Japan/Poland” w ramach której oba kraje wymieniają się sędziami. Japończycy prowadzili już wcześniej mecze w naszym kraju. Tym razem przylecieli w składzie Yūsuke Araki (sędzia), Kota Watanabe i Jun Mihara (asystenci).

– Widzimy same plusy tej współpracy. Ma ona wartość szkoleniową, wymiany cennych doświadczeń i prowadzenia meczów w innych warunkach. To pewnego rodzaju wyjście ze swojej codziennej strefy komfortu arbitrów, co tylko sprzyja rozwojowi. Cieszymy się, że wznowiliśmy tę współpracę, która ma przecież swoje tradycje – przekazał Tomasz Mikulski, Przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN.

Współpraca między Polakami a Japończykami została wznowiona po kilku latach. Wcześniej obie strony wymieniały się sędziami w latach 2007-2017. W ubiegłym roku do Japonii udał się polski zespół sędziów w składzie: Damian Sylwestrzak, Marek Arys oraz Bartosz Heinig. Polacy poprowadzili wówczas 5 meczów.





źródło: pzpn


TROLLNEWSY I MEMY