NEWSY I WIDEO

Kibic chciał ratować Barcelonę z własnej kieszeni. Dał Laporcie pieniądze na transfery [WIDEO]

Finanse FC Barcelony wciąż budzą niepokój, a skala problemów jest tak duża, że do akcji wkroczyli nawet kibice. Jeden z fanów próbował wręczyć Joanowi Laporcie gotówkę na transfery.

Laporta nie chciał kasy na wzmocnienia

Sytuacja finansowa FC Barcelony pozostaje daleka od stabilności, ale w klubie liczą na stopniową poprawę. Letnie okno transferowe było tego najlepszym dowodem, ponieważ mistrz Hiszpanii wydał na wzmocnienia zaledwie 27 milionów euro. Do zespołu dołączyli Joan Garcia oraz Marcus Rashford, jednak Anglik trafił na Camp Nou tylko na zasadzie wypożyczenia z Manchesteru United.

W Barcelonie nie ukrywają, że ruchów kadrowych mogłoby być więcej, ale ograniczenia budżetowe skutecznie hamują zapędy działaczy. Klub nie może pozwolić sobie na transferowe szaleństwo, ponieważ w kasie wciąż brakuje środków.

Problemy są na tyle widoczne, że do sieci trafiło nagranie z niecodzienną sceną. Jeden z kibiców Barcelony próbował wręczyć Joanowi Laporcie kilka banknotów, ponieważ chciał pomóc w zakupie nowych piłkarzy. Prezes klubu zareagował natychmiast, podziękował za gest, ale zdecydowanie odmówił.

– Wiem, że w Barcelonie macie kłopoty z pieniędzmi, ale mam nadzieję, że sytuacja szybko się poprawi i będziecie mieć ich więcej. I chcę ci to dać na nowe transfery. Proszę, weź – powiedział fan.

– Jesteś bardzo uprzejmy, ale nie mogę tego przyjąć. Dziękuję ci bardzo – odpowiedział Laporta.

Źródło: X, Meczyki.pl

Fabiański zdecydowany ws. „jedynki” reprezentacji! Wskazał, na kogo powinien postawić Jan Urban

Łukasz Fabiański nie ma wątpliwości, kto powinien być nową „jedynką” reprezentacji Polski. Zdaniem byłego bramkarza reprezentacji Polski, Jan Urban powinien postawić na Łukasza Skorupskiego.




Fabiański przez lata rywalizował o miano pierwszego bramkarza kadry z Wojciechem Szczęsnym. Zazwyczaj przegrywał, jednak gdy już dostawał szansę – nie zawodził. „Fabian” wszedł do bramki między innymi na Euro 2016, gdzie wielokrotnie ratował naszą reprezentację.

Kto „jedynką”?

Obecnie ani Fabiański, ani Szczęsny nie są już w reprezentacji. Na ten moment nie wyklarował się jednak ich jednoznaczny następca. Rywalizacja głównie odbywa się między Łukaszem Skorupskim i Kamilem Grabarą.




W rozmowie z „TVP Sport”, Fabiański został zapytany o to, kto powinien być pierwszym wyborem Jana Urbana. Były bramkarz uznał, że na miejsce w bramce zasługuje jego imiennik – Łukasz Skorupski.

Był chyba jeszcze bardziej cierpliwy ode mnie, długo czekał na prawdziwą szansę i świetnie ją wykorzystał. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i będzie gotowy na barażeocenił.

Uważam, że kadra jest w bezpiecznych dłoniach i nie mamy problemu na tej pozycji. Kiedy w kadrze byłem ja i Wojtek rola „jedynki” i „dwójki” z reguły też była otwarta. Jedynie przy okazji wielkich imprez były podejmowane decyzje w tej kwestii, natomiast w trakcie eliminacji sporo się działo na tej pozycji. To było napędzanie rywalizacji, dzięki której podnosiliśmy swoje umiejętnościdodał.

Dziś też mamy bardzo dobrych bramkarzy. W marcu czekają nas baraże i jestem przekonany, że bramkarz – obojętnie, kto nim nie będzie – stanie na wysokości zadaniapodsumował Fabiański.

Źródło: TVP Sport.

Majdan w ulicznej awanturze. Starł się z rowerowym aktywistą [WIDEO]

Radosław Majdan znalazł się na ustach opinii publicznej po nagraniu z warszawskiej ulicy Konstancińskiej, które obiegło internet. Były piłkarz wdaje się tam w ostrą wymianę zdań z aktywistą prowadzącym kanał „Samochodoza”.

Rower kontra SUV

Radosław Majdan został jednym z bohaterów filmu opublikowanego na kanale „Samochodoza”. Materiał pokazuje ostrą konfrontację przy ulicy Konstancińskiej w Warszawie. Kanał prowadzi Wojciech Galeński, który dokumentuje nieprawidłowe parkowanie.

Skupia się na kierowcach, którzy łamią przepisy, jednak często reagują agresją, gdy ktoś zwraca im uwagę. Autor określa to zjawisko jako uzależnienie od samochodu, dlatego nagrania mają pokazywać objawy i metody leczenia objawowego.

W najnowszym filmie Galeński poruszał się na rowerze, a według jego relacji Majdan zaparkował w miejscu niedozwolonym, utrudniając przejazd. Aktywista złożył więc lusterka w samochodzie byłego piłkarza oraz w aucie innej kobiety, ponieważ tak reaguje, gdy widzi złamane przepisy. Ta czynność wywołała gwałtowną reakcję, a słowna potyczka szybko przerodziła się w serię wulgarnych okrzyków.

– Dawaj k**wa policję, niech frajer k**wa płaci – słychać z ust Majdana.

– To nie pierwszy raz, to nie pierwszy k**wa raz. Tu jest k** szkoła. Poje** cię? – krzyczała kobieta, która awanturowała się jeszcze bardziej.

– Jesteś k*** zje***nym łbem? Jeszcze nagrywa… zobacz k**wa, co za… – dodawał były bramkarz.

– K**wa, debil je**ny. I się śmieje k**wa, dalej, śmiej się kut*** jeb*** – odpowiadała kobieta.

Autor nagrania podkreślił, że kobieta nie była żoną Majdana, a sam nie rozpoznał znanego piłkarza, ponieważ nie interesuje się piłką. To o tyle istotne, że w materiale nie ma śladu celowego ataku na celebrytę, lecz to zwykła uliczna sprzeczka.

W drugiej części filmu Galeński wrócił na Konstancińską i wyjaśnił swoje zachowanie. Tłumaczył, że ulica jest jednokierunkowa, ale nie dotyczy to rowerów, dlatego ma prawo jechać pod prąd. Dodał też, że zaparkowane auta utrudniają przejazd, ponieważ rowerzysta musi przeciskać się między samochodami i nadjeżdżającymi pojazdami.

Źródło: Samochodoza, Weszło

Maurizio Sarri otrzymał piłkarza, którego nawet nie zna. „Nie wiem, co powiedzieć”

Lazio Rzym sprowadziło nowego zawodnika. Jak się jednak okazuje, o piłkarzu nic nie wie trener tego klubu.




Lazio wykorzystuje zimowe okno transferowe. W styczniu do rzymskiego klubu trafiło już 2 zawodników. Pierwszym z nich jest Kenneth Taylor z Ajaxu, za którego Lazio zapłaciło blisko 17 milionów euro. Drugim wzmocnieniem jest Petar Ratkov, który trafił z RB Salzburg za 13 milionów euro.

Na temat transferu Petara Ratkova wypowiedział się Maurizio Sarri. Włoski szkoleniowiec przyznał, że nie wie za wiele o Ratkovie. Dodał jednak, że to normalne zjawisko, gdyż po prostu nie ma czasu na oglądanie ligi austriackiej.

– Nie znam tego zawodnika. Inni ludzie pracujący w tym klubie prawdopodobnie znają go lepiej niż ja. Ale szczerze mówiąc, nie wiem, co o nim powiedzieć – skomentował Maurizio Sarri.

– Nie znam go i to normalne, bo nie mam czasu na oglądanie ligi austriackiej. To nie przypadek, że kluby mają 7 czy 8 skautów, którzy śledzą rozgrywki; w Chelsea było ich 30 – wyjaśnił włoski szkoleniowiec.




Ouma nie poleci z Lechem na obóz w ZEA! Wiadomo, czym podpadł

Lech Poznań 11 stycznia rozpocznie obóz przygotowawczy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Z drużyną nie poleci Timothy Ouma. Portal sportowy-poznan.pl wyjaśnił powody odsunięcia Kenijczyka.




Ekstraklasa powróci 30 stycznia. Polskie drużyny szykują się do wznowienia rozgrywek na obozach przygotowawczych. Część z nich wyleci w tym celu poza granice naszego kraju.

Dyscyplinarka

Lwia część ekstraklasowej śmietanki wybrała, jak niemal co roku, Turcję. Wyłamał się między innymi Lech Poznań. Drużyna „Kolejorza” wyleci 11 stycznia do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zabraknie jednak Timothy’ego Oumy, o czym poinformował Niels Frederiksen.

– Z naszymi rezerwami ćwiczyć będzie również Timothy Ouma. Zachował się niezgodnie z zasadami panującymi w drużynie, dlatego postanowiliśmy nie włączać go do kadry na obóz w Abu Zabi. Zostanie w kraju i będzie przygotowywał się do rundy wiosennej z rezerwami i tylko od jego postawy zależy, jaka przyszłość czeka go w naszym pierwszym zespole – oznajmił szkoleniowiec Lecha.

O powodach takiej decyzji poinformował portal sportowy-poznan.pl. Według ustaleń, problemem były spóźnienia piłkarza. Ouma nie po raz pierwszy nie stawił się w klubie w wyznaczonym terminie.




– Problemem były spóźnienia zawodnika oraz zbyt późny powrót do klubu po przerwie urlopowej. Przypomnijmy, że piłkarze Lecha mieli stawić się w klubie 6 stycznia. Timothy Ouma nie pojawił się jednak w wyznaczonym terminie i co istotne, nie informował na początku o swojej nieobecności. Według naszych informacji Kenijczyk miał zameldować się w Poznaniu dopiero w piątek, 9 stycznia. Tego dnia trenował indywidualnie na siłowni, a nie z resztą zespołu – czytamy.

Kenijczyk trafił do Lecha minionego lata w ramach wypożyczenia ze Slavii Praga. Do tej pory zanotował 24 występy. Na koncie nie ma jednak ani gola, ani asysty.

Źródło: sportowy-poznan.pl

Agent Pietuszewskiego potwierdza! Były rozmowy z FC Barceloną

Agent Oskara Pietuszewskiego potwierdził, że w sprawie 17-latka były prowadzone rozmowy z FC Barceloną. Katalończycy mieli obserwować i oglądać polskiego zawodnika.




Kilkutygodniowa saga z Oskarem Pietuszewskim przed kilkoma dniami dobiegła końca. Jeden z największych – o ile nie największy – talent w polskiej piłce wybrał klub, w którym będzie kontynuował swoją karierę. 17-latek postawił na FC Porto. Portugalczycy zapłacili za Polaka około 10 milionów euro.

Pietuszewski był obserwowany przez wiele klubów. W mediach co i rusz pojawiały się nazwy topowych marek w Europie. Nic w tym dziwnego, wszak rzadko kiedy 17-letni zawodnik odgrywa tak znaczącą rolę w relatywnie silnej lidze, jaką jest Ekstraklasa.

W pewnym momencie w mediach pojawiła się nawet informacja o zainteresowaniu ze strony FC Barcelona. Jak się okazuje, te plotki nie były wyssane z palca. Zainteresowania Barcy potwierdził agent Pietuszewskiego, Mariusz Piekarski, na łamach „Meczyków”.

– Mamy bezpośredni kontakt do Deco i szefa skautingu. Nie będę ukrywał, że gdzieś na początku października rozmawialiśmy bezpośrednio z Barceloną – potwierdził Mariusz Piekarski.

– Byliśmy w kontakcie, Oskar był na liście, oglądali go i tak dalej. Ale od tego jest jeszcze daleka droga do transferu, bo klubów na takim etapie było mnóstwo – uzupełnił agent Pietuszewskiego.





źródło: Meczyki

Xabi Alonso skomentował zachowanie Diego Simeone w kierunku Viniciusa. „To nieakceptowalne”

Minione derby Madrytu wciąż budzą wielkie emocje. Uwaga głównie skupia się na spięciu między Diego Simeone a Viniciusem. Zachowanie trenera Atletico ostro skomentował Xabi Alonso.




Simeone przez cały mecz próbował wytrącić gwiazdora Realu z równowagi. Krytyczny moment nadszedł, gdy Vini schodził z boiska. Próbował ruszyć w kierunku trenera rywali, ale sytuację udało się jakoś uspokoić.

„Nie spodobało mi się to”

Viniciusa rozwścieczyły słowa, które w jego kierunku wykrzykiwał Simeone. Argentyńczyk sugerował, że kibice mają go dość.

– Vini, Vini, posłuchaj tłumu! Buczą na Ciebie, posłuchaj! – krzyczał Simeone.

Zachowanie trenera Atletico nie spodobało się Xabiemu Alonso. W dosadnych słowach odniósł się do niego na pomeczowej konferencji.




– Słyszałem, co Simeone powiedział Viniemu i nie spodobało mi się to. Nie możesz tak mówić, niektóre rzeczy przekraczają granice. On nie może tak mówić do moich piłkarzy, to nieakceptowalne – podkreślił Alonso.

Simeone podsumował spięcie z Viniciusem. „Co dzieje się na boisku, zostaje na boisku”

W miniony czwartek w Superpucharze Hiszpanii odbyły się derby Madrytu. Jak zwykle, emocji w nich nie zabrakło. Doszło między innymi do spięcia Diego Simeone z Viniciusem, co trener komentował po meczu.




Real Madryt wyeliminował wczoraj Atletico z Superpucharu Hiszpanii i awansował do finału, gdzie zmierzy się z FC Barceloną. Od samego początku derbów emocji nie brakowało. Przez całe spotkanie Diego Simeone próbował wyprowadzić z równowagi Viniciusa.

„Co się działo na boisku, zostaje na boisku”

Szkoleniowiec Atletico wykrzykiwał w stronę gwiazdora Realu różne rzeczy. Doszło nawet do tego, że Brazylijczyk ruszył w stronę Simeone, gdy schodził z boiska.




Sytuacja została opanowana, ale wciąż budziła ogromne emocje. Argentyńczyk był pytany o spięcie na konferencji prasowej. Nie chciał jednak roztrząsać tego, co działo się na murawie.

– Nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie. Od początku mojej kariery piłkarskiej powtarzam, że to, co dzieje się na boisku, zostaje na boisku – stwierdził Simeone.

– Mam ogromny szacunek dla Daniego Carvajala i wszystkich piłkarzy Realu Madryt. Wyraźnie powiedziałem mu, jak to wygląda z zewnątrz – dodał.

Robert Podoliński ostro o obcokrajowcach w Polsce: „To jest mój kraj, będziesz funkcjonował tak, jak mi się podoba”

Robert Podoliński udzielił wywiadu na łamach Weszło. Były trener, a obecnie telewizyjny ekspert, poruszył kwestię obcokrajowców, pracujących w naszym kraju.

W przeszłości Robert Podoliński przez wiele lat pracował w polskiej piłce jak trener. Był w takich klubach jak Radomiak, Podbeskidzie czy Cracovia. Od wielu lat pracuje on już jednak tylko w telewizji, gdzie występuje jako ekspert.

Od dłuższego czasu Robert Podoliński jest kojarzony przez kibiców jako osoba promującą polskich piłkarzy i polskich trenerów. Wśród kibiców na ten moment zaczęły pojawiać się wręcz memy. Jeśli jednak pojawiają się w polskiej lidze obcokrajowcy, to Podoliński szybko wymaga od nich mówienia w języku polskim. O swoim podejściu do tych kwestii wypowiedział się w ostatnim wywiadzie na łamach Weszło. W swojej wypowiedzi Podoliński nie mówi tylko o piłkarzach, ale również o innych obcokrajowcach pracujących w naszym kraju.

– Jako Polak, płacący w złotówkach piłkarzom tu za pracę, nie mam prawa wymagać, żeby w moim kraju zawodnicy, kierowcy Bolta, sprzedawcy w sklepie mówili po polsku? To jest wyraz czego, mojej buty, nacjonalistycznych poglądów? – powiedział Robert Podoliński.

– Jesteś w tym kraju, to jest mój kraj, będziesz funkcjonował tak, jak mi się podoba. Zarabiasz tu pieniądze. Nie szanujesz tego, nie podoba ci się, to się pakuj chłopie. Przeszkadza ci bicie dzwonów, to się pakuj – skomentował 50-latek.

Robert Podoliński podzielił się również swoim nietypowym pomysłem. Jego zdaniem, piłkarze z zagranicy powinni mieć zapisany w kontrakcie obowiązek komunikacji w języku polskim.

– Ja bym to zastrzegał w kontraktach! Piłkarze z zagranicy muszą się komunikować w języku polskim. To dla nas powinno być ważne – ocenił Robert Podoliński.

Źródło: Weszło

Zalewski wreszcie w odpowiednim miejscu? Włoskie media jednogłośne po kolejnym występie Polaka

Nicola Zalewski coraz mocniej zaznacza swoją obecność w Atalancie Bergamo. Włosi nie mają już wątpliwości, że reprezentant Polski odnalazł rolę, w której daje drużynie realną wartość.

Palladino znalazł dla niego właściwą pozycję

Nicola Zalewski z tygodnia na tydzień rośnie w oczach kibiców Atalanty. 23-latek długo walczył o miejsce w wyjściowej jedenastce po transferze z Interu Mediolan. Początek nie należał do łatwych, bo uraz mięśnia dwugłowego uda wykluczył go z gry na kilka tygodni jesienią.

Systematyczna praca oraz kolejne wejścia z ławki stopniowo budowały jego pozycję. Przełom przyniosło spotkanie z AS Romą. Zalewski asystował wtedy przy golu Giorgio Scalviniego, a mimo że spędził na boisku 59 minut, włoskie media uznały go za jednego z najlepszych zawodników meczu.

Środowe starcie z Bologną było trzecim z rzędu, w którym trener Raffaele Palladino postawił na Polaka od pierwszej minuty. I znów się nie zawiódł, ponieważ Zalewski był aktywny i napędzał akcje ofensywne. Mógł też zaliczyć kolejną asystę, ale Ederson nie wykorzystał jego bardzo dobrego podania.

Bardzo dobrą pierwszą połowę zauważył mediolański dziennik „Il Giorno”, który przyznał Zalewskiemu notę 7 w dziesięciostopniowej skali.

Świetna pierwsza połowa jako ofensywny pomocnik, z kilkoma świetnymi okazjami. Zalewski staje się ważnym ogniwem w drużynie – podsumowała gazeta.

Jeszcze szerzej do tematu podszedł „L’Eco di Bergamo”, który opisał drogę Polaka do pierwszego składu.

Czasami stajesz przed problemem, który potem przeradza się w szansę. Dotyczy to nieobecności Lookmana i Kossounou, która otworzyła drogę do powrotu Scalviniego oraz odkrycia Palladino, które uwolniło Zalewskiego od taktycznego dylematu bycia bocznym obrońcą i umieściło go tam, gdzie staje się prawdziwym atutem, czyli w ataku – napisał dziennik z Bergamo.

Atalanta kolejne spotkanie rozegra w sobotę 10 stycznia, gdy do Bergamo przyjedzie Torino. Gospodarze chcą odrabiać straty do czołówki, ponieważ walczą o miejsca dające europejskie puchary. W tej chwili szóste Como ma 33 punkty, a Atalanta po 19 kolejkach zgromadziła o pięć mniej i rozegrała jeden mecz więcej.

Źródło: L’Eco di Bergamo, Il Giorno, Sport.pl

Topowy skaut bliżej Motoru niż Rakowa. Pracował w Manchesterze United

Jeden z najbardziej cenionych polskich skautów pracujących za granicą jest o krok od powrotu do Ekstraklasy. Jeszcze niedawno łączono go z Rakowem Częstochowa, ale wszystko wskazuje na to, że trafi do Motoru Lublin.

Motor wchodzi do gry

Piotr Sadowski ma w CV między innymi siedem lat pracy w Manchesterze United, dlatego jego nazwisko od dawna budzi zainteresowanie w Polsce. Jeszcze kilka tygodni temu wiele wskazywało na to, że dołączy do Rakowa Częstochowa, jednak ten scenariusz właśnie się rozsypuje.

Jak informuje Łukasz Olkowicz z „Przeglądu Sportowego Onet”, nowym pracodawcą Sadowskiego ma zostać Motor Lublin. Sam zainteresowany nie ukrywał, że myśli o pracy w kraju. Argumentował to m.in. rozwojem ligi.

Powrót do Polski nie był pierwotnym planem, ponieważ skaut pracował w Blackburn Rovers. Ze względów rodzinnych musiał jednak przerwać pobyt w Anglii, dlatego szybko znalazł się na radarze klubów z naszej elity. Wydawało się, że to Raków ma najlepszą pozycję, ale sytuacja wyraźnie się zmieniła.

Motor Lublin od dłuższego czasu szuka wzmocnienia w strukturach sportowych. Właściciel klubu Zbigniew Jakubas narzekał niedawno, że Pawłowi Golańskiemu nie udało się zbudować silnego działu skautingowego. Dlatego nazwisko Sadowskiego idealnie wpisuje się w aktualne potrzeby. Dla Motoru to może być ruch o strategicznym znaczeniu.

Sadowski dał się poznać jako specjalista od wyławiania talentów, ponieważ to właśnie dzięki jego rekomendacji do Manchesteru United trafił Amad Diallo. Polak opiniował także bardzo udane transfery Ardy Gülera do Realu Madryt oraz Jeremy’ego Doku do Manchesteru City. To tylko podkreśla jego pozycję w środowisku.

Motor w ostatnich miesiącach miał wyraźny problem z trafianiem wzmocnień. Właściwie tylko Karol Czubak okazał się jednoznacznym strzałem w dziesiątkę, dlatego klub pilnie potrzebuje świeżego spojrzenia na rynek.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

Jakub Kamiński pośród najlepszych w całej Bundeslidze! Znalazł się w elicie

„Kicker” ocenił piłkarzy Bundesligi za pierwszą część sezonu. Wysoko na liście znalazł się Jakub Kamiński. Polak zajął 6. miejsce.




Latem minionego roku „Kamyk” odszedł z Wolfsburga na wypożyczenie. Wybór piłkarza padł na FC Koeln, co okazało się strzałem w „dziesiątkę”. W 17 spotkaniach Kamiński strzelił 5 goli i zanotował asystę, a wypożyczenie przekształciło się w transfer definitywny.

Klasa krajowa

Kamiński jest regularnie chwalony w niemieckich mediach za swoje występy. Nie mogło być inaczej w przypadku corocznej klasyfikacji „Kickera”, w której oceniono zawodników Bundesligi za pierwszą połowę sezonu.




Polaka sklasyfikowano na 6. miejscu wśród skrzydłowych, przyznając mu „klasę krajową”. Jest to trzecia najwyższa możliwa nota. Wyżej umieszczono jedynie Luisa Diaza, Yana Diomande, Saida El Mala, Jamie’ego Lewelinga (również klasa krajowa) i Michaela Olise (klasa światowa).

Fot. Screen – Eleven Sports

Szczegóły transferu Oskara Pietuszewskiego. Klauzula wykupu, prowizja dla agenta i wiele więcej

FC Porto opublikowało szczegóły transferu Oskara Pietuszewskiego oraz jego kontraktu. W oświadczeniu poznajemy konkretne kwoty.




Stało się. Po kilku tygodniach spekulacji Oskar Pietuszewski został piłkarzem FC Porto. O zainteresowaniu ze strony portugalskiego klubu mówiło się od dłuższego czasu. Portugalczycy wyrośli na faworyta do pozyskania Polaka jeszcze w ubiegłym roku, jednak o 17-latka walczyło wiele uznanych klubów w Europie.

Oficjalne potwierdzenie transferu Oskara Pietuszewskiego do FC Porto otrzymaliśmy w środę. Jagiellonia otrzyma za swojego zawodnika 10 milionów euro. Dodatkowo, Białostoczanie zapewnili sobie 10% od kolejnego transferu Pietuszewskiego. Sam zawodnik związał się z Porto 3-letnim kontraktem obowiązującym do stycznia 2029 roku. W jego umowie została zawarta klauzula wykupu opiewająca na 60 milionów euro.

Co ciekawe, w komunikacie opublikowanym przez FC Porto zawarta została również informacja o „opłacie za usługi pośrednictwa”. Możemy zakładać, że jest to prowizja dla agenta. Kwota ta ma wynieść 400 tysięcy euro.





źródło: FC Porto

Spięcie w reprezentacji Nigerii na PNA! Osimhen chciał… odejść z kadry? [WIDEO]

Reprezentacja Nigerii awansowała w poniedziałek do ćwierćfinału Pucharu Narodów Afryki. Rozbili przy tym Mozambik w 1/8 aż 4-0. Mimo wysokiego zwycięstwa nie obyło się bez kontrowersji.




Nigerii zabranie na mistrzostwach świata, które odbędą się w tym roku. Zdecydowanie lepiej radzą sobie natomiast w Pucharze Narodów Afryki. Po wygranej z Mozambikiem w ćwierćfinale zmierzą się z Algierią.

Kłótnia liderów

Dublet we wspomnianym meczu skompletował Victor Osimhen. Starł się przy okazji z Ademolą Lookmanem. To gra zespołowa, posłuchaj mnie krzyczał w kierunku kolegi z kadry Osimhen. – Ale ty strzeliłeś dwa gole! – odbijał Lookman.

Wokół spięcia narosła bardzo negatywna narracja. Według niej, Osimhen miał rozważać rezygnację z gry w kadrze. Doniesienia zdementował jednak rzecznik prasowy reprezentacji Nigerii.




– Główne przyczyny i następstwa boiskowej kłótni Victora Osimhena i Ademoli Lookmana podczas meczu z Mozambikiem zostały omówione wewnętrznie. Prosimy o zignorowanie medialnych doniesień, sugerujących coś innego – komentował Promise Efoghe.

Lewandowski znów w pierwszym składzie? Hiszpańskie media widzą zmianę u Flicka

Robert Lewandowski może odzyskać miejsce w wyjściowej jedenastce Barcelony. „Marca” i „Sport” informują, że Hansi Flick poważnie rozważa postawienie na Polaka w półfinale Superpucharu Hiszpanii z Athletic Club. Nie wszyscy jednak tak uważają. Według AS, Lewandowski może znów usiąść na ławce.

Statystyki stoją po stronie Polaka

W ostatnich tygodniach Hansi Flick rotował obsadą ataku, dlatego Lewandowski częściej zaczynał mecze na ławce rezerwowych. Teraz jednak sytuacja sprzyja Polakowi, ponieważ jest wypoczęty i ma za sobą bardzo dobre liczby w rozgrywkach o Superpuchar.

Tak przynajmniej twierdzą „Marca” i „Sport”, które wskazują go jako jednego z głównych kandydatów do gry od pierwszej minuty w środowym półfinale rozgrywanym w Arabii Saudyjskiej.

Hiszpańskie media podkreślają, że przewaga Lewandowskiego nad Ferranem Torresem wynika nie tylko z doświadczenia, ale też z historii jego występów w tych rozgrywkach. Od momentu dołączenia do Barcelony zagrał we wszystkich sześciu meczach Superpucharu. W pięciu z nich trafiał do siatki i dorzucił dwie asysty.

Zdobywał bramki w półfinałach edycji 2023 i 2024 z Betisem i Osasuną oraz w trzech finałach z Realem Madryt. Jedyny raz nie trafił przeciwko Athletic Club w styczniu 2025 roku, o czym przypomina „Marca”.

Rywal z Bilbao należy jednak do tych, przeciwko którym Polak czuje się pewnie. Lewandowski grał z Athletic Club osiem razy i strzelił sześć goli. To może dodatkowo wzmocnić jego argumenty przed nadchodzącym półfinałem.

Nic więc dziwnego, że „Sport” pisze o uprzywilejowanej pozycji kapitana reprezentacji Polski w wewnętrznej rywalizacji. Ciekawą kontrę stawia „AS”, który przewiduje, że Flick ponownie posadzi Lewandowskiego na ławce.

Statystyki turniejowe również działają na korzyść Polaka. Lewandowski zajmuje szóste miejsce w klasyfikacji strzelców wszech czasów Superpucharu Hiszpanii. Jego pięć goli daje mu pozycję za Leo Messim, Karimem Benzemą, Raulem, Hristo Stoiczkowem i Aitorem Begiristainem. Co istotne, w obecnej edycji rozgrywanej w Arabii Saudyjskiej nikt nie zdobył więcej bramek niż on.

W trwającym sezonie La Ligi Lewandowski ma na koncie dziewięć goli.

Źródło: Marca, Sport, AS, Przegląd Sportowy Onet


TROLLNEWSY I MEMY

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.