Legia znalazła następcę Oyedele? Reprezentant Polski na celowniku

Legia Warszawa prowadzi poszukiwania nowego defensywnego pomocnika. Według portalu athlosnews.gr doszło już do konkretnych rozmów z potencjalnym następcą. Ma nim zostać Damian Szymański.




Kilka dni temu z Legii odszedł Maxi Oyedele. Młody Polak trafił do Strasbourga, natomiast „Wojskowi” muszą znaleźć dla niego zastępcę. Tym ma zostać inny reprezentant Polski.

Z Grecji do Polski?

Mowa konkretnie o Damianie Szymańskim, który został skreślony przez AEK. O pomocnika stara się jednak nie tylko Legia. Chętna na jego zakontraktowanie ma być także Pogoń Szczecin.




Natomiast to właśnie ekipa z Łazienkowskiej ma być faworytem w tym wyścigu. Dojść już nawet miało do spotkania z zawodnikiem Michała Żewłakowa. Negocjacje okazały się ponoć na tyle udane, że sprawa jest już mocno zaawansowana.

Sam Szymański ma być otwarty na powrót do Polski. Wcześniej grał już w barwach Wisły Płock czy Jagiellonii Białystok. 30-latek może wrócić do ojczyzny na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu, lub transferu definitywnego.

Paweł Dawidowicz zagra w Arabii Saudyjskiej. Wiadomo, ile zarobi

Wszystko wskazuje na to, że Paweł Dawidowicz zasili szeregi jednego z saudyjskich klubów. Mateusz Borek ujawnił, na jakie zarobki będzie mógł liczyć Polak.




Przez ostatnie 7 lat Paweł Dawidowicz reprezentował barwy włoskiego Hellasu Verona. Jednak wraz z końcem czerwca jego kontrakt wygasł. Zatem od ponad 3 tygodni Polak pozostaje wolnym zawodnikiem. W barwach Hellasu 30-latek rozegrał 180 meczów.

Nowy klub Dawidowicza

W ostatnich dniach pojawiało się coraz więcej medialnych plotek z udziałem Pawła Dawidowicza. Teraz jest już niemal pewne, że przeniesie się on do Arabii Saudyjskiej. 30-latek ma zasilić szeregi Al Hazem SC. Kontrakt ma zostać podpisany na rok.




Szczegóły kontraktu

Szczegóły odnośnie kontraktu Pawła Dawidowicza przekazał Mateusz Borek. Na łamach „Kanału Sportowego” ujawnił, że Dawidowicz zarobi 1,3 mliona euro netto za rok gry. Dowiadujemy się także, że Dawidowicz miał oferty z Turcji, Korei Południowej, Włoch i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Wczoraj ostatecznie została podjęta decyzja. Kontrakt podpisany na rok – chcieli Saudowie, by ta umowa była dłuższa, ale tak postanowił sam Dawidowicz – przekazał Mateusz Borek.

Dawidowicz miał również oferty z Emiratów Arabskich, była propozycja z Kocaelisporu, beniaminka ligi tureckiej. Była oferta z Korei, coś tam jeszcze proponowali Włosi. Natomiast jeśli my mówimy o 1,3 miliona euro netto za rok grania, to są to pieniądze gigantyczne. To jest ponad sto tysięcy euro netto miesięcznieujawnił dziennikarz.

źródło: Kanał Sportowy

Pululu trafi do Serie A? Kibice Jagiellonii zaniepokojeni usuniętymi zdjęciami. Klub uspokaja

Nadal nie wiadomo, jaka przyszłość czeka Afimico Pululu. Gwiazdor usunął ostatnio ze swojego profilu na Instagramie wszystkie zdjęcia związane z Jagiellonią. Narosło tym samym plotek o jego potencjalnym transferze do Serie A. Aktualizację w temacie przedstawił z kolei Tomasz Włodarczyk.




Pululu świetnie pokazał się w poprzednim sezonie na arenie międzynarodowej. Napastnik został królem strzelców Ligi Konferencji. Przez cały sezon był zresztą bardzo ważnym ogniwem w drużynie Adriana Siemieńca.

Serie A?

Nie wiadomo jednak, czy szkoleniowiec będzie mieć go do dyspozycji także w obecnie trwających rozgrywkach. W ostatnich dniach pojawiło się sporo informacji odnośnie możliwego odejścia Pululu do Pisy. Włosi mieli być bardzo zainteresowani jego transferem.




Kibice zaniepokoili się dodatkowo faktem, że zawodnik usunął ze swojego profilu na Instagramie wszystkie zdjęcia związane z Jagą. Tomasz Włodarczyk uspokoił nieco nastroje, twierdząc, że otoczenie klubowe na razie nie bije na alarm.

– Niepokój kibiców w Białymstoku wzbudził fakt, że na Instagramie piłkarza nie ma zdjęć w koszulce Jagiellonii. W klubie twierdzą jednak, że jest tak od dawna i na razie nic się nie dzieje – przekazał Włodarczyk.

„Gorące” powitanie Jagiellonii w Serbii. Kibice Novi Pazar dali o sobie znać jeszcze przed meczem [WIDEO]

Jagiellonia Białystok rozpoczyna dziś walkę w eliminacjach Ligi Konferencji Europy. W pierwszym meczu zmierzy się na wyjeździe z FK Novi Pazar. Serbscy kibice nie czekali jednak do pierwszego gwizdka. Już w nocy dali o sobie znać pod hotelem polskiego zespołu.

Jaga obudzona w środku nocy

Po udanym poprzednim sezonie w europejskich pucharach, Jagiellonia Białystok ponownie staje do walki o fazę ligową Ligi Konferencji Europy. Pierwszym rywalem mistrza Polski jest FK Novi Pazar.

Mecz odbędzie się w Serbii, gdzie,jak można się było spodziewać, już od pierwszych chwil panuje gorąca atmosfera. Kibice gospodarzy dali o sobie znać jeszcze przed spotkaniem, organizując głośne „powitanie” pod hotelem, w którym zakwaterowana jest drużyna z Białegostoku.

– Atmosfera jest gęsta. Pod hotelem skandują. Poproszono nas o nie wychodzenie z pokojów – relacjonował wczoraj wieczorem na portalu X prezes Jagiellonii, Ziemowit Deptuła.

Dziś rano przekazał kolejne szczegóły.

– Było grubo. Policja przekazała nam, że pod hotelem było ok. 2000 osób. Było głośno, skandowanie i petardy. Hotel był przerażony, ale stanął na wysokości zadania. Będzie dzisiaj gorąco. I dosłownie i w przenośni – przyznał.

W sieci pojawiły się nagrania z nocnych wydarzeń. Widać na nich tłum kibiców Novi Pazar, skandujących hasła w kierunku polskiej drużyny. Nie zabrakło wulgaryzmów i wyzwisk, w tym okrzyków „Jagiellonia k*rwa”.

Źródło: X, Weszło

Kosecki o opasce kapitańskiej reprezentacji: „To powinno zostać rozwiązane w szatni”

Roman Kosecki zabrał głos w sprawie kapitańskiej opaski w reprezentacji Polski. Były kadrowicz uważa, że Robert Lewandowski powinien odzyskać funkcję kapitana, ale przestrzega przed medialną burzą wokół decyzji Jana Urbana.

Kosecki o Lewandowskim, Zielińskim i atmosferze w kadrze

We wrześniu reprezentacja Polski rozegra dwa mecze: z Holandią (4 września) i Finlandią (7 września). Dla Jana Urbana będzie to debiut w roli selekcjonera. Jednym z tematów, które musi rozwiązać jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, jest kwestia kapitana drużyny narodowej.

– To nie jest miejsce, abyśmy rozwiązywali ten problem, który rzeczywiście powstał. Mam nadzieję, że znajdziemy rozwiązanie, bo to jest potrzebne. Dobra atmosfera jest niezbędna. Muszę spotkać się z kilkoma zawodnikami i potem podejmiemy odpowiednią decyzję – mówił Urban na konferencji prasowej po objęciu stanowiska.

Głos w sprawie opaski zabrał Roman Kosecki. W podcaście Eurosportu były reprezentant podkreślił, że decyzja powinna zapaść wewnątrz drużyny, bez udziału mediów.

– Dla mnie jest naturalne, że Lewandowski ma najwięcej występów, tyle lat prowadził kadrę, że powinien prowadzić kadrę i być jej kapitanem. To powinno być rozwiązane w szatni, nie może nic wyjść. Będzie wybór. Jak zostanie Robert, to wszyscy się rzucą na Zielińskiego i tych, którzy byli przeciwko. Jak będzie Piotr, wszyscy się rzucą na Lewandowskiego. Wiadomo, taki jest świat mediów – powiedział.

Zdaniem Koseckiego selekcjoner powinien porozmawiać z liderami kadry i zapobiec eskalacji niepotrzebnych emocji.

– Wszystkich na pewno czeka rozmowa w szatni, usiądą, spotkają się. Może Urban ma inny pomysł, będzie dzwonił i rozmawiał, jak gdzieś pojedzie. Myślę, że to nie jest najważniejsze. Jak my będziemy się kłócić o opaskę przed meczem z Holandią, wyjdziemy tam i dostaniemy 0:5, to będziemy o tym mówić, że Lewandowski nie wyszedł z opaską? Tego nie życzę chłopakom. To nie powinien być główny temat przed meczem z Holandią, nie powinni sobie zaprzątać tym głowy – zaznaczył.

Były reprezentant przypomniał także przykład z Cristiano Ronaldo i drużyny Portugalii. Przytoczył sytuację z jego drugiego pobytu w Manchesterze United, kiedy Portugalczyk publicznie skrytykował atmosferę w szatni. Bruno Fernandes miał być wyraźnie poirytowany tą wypowiedzią i nie podał mu ręki. Mimo napięcia, to właśnie Ronaldo pozostał kapitanem reprezentacji Portugalii.

Źródło: Eurosport

Marek Papszun narzeka na wyjazd na Węgry. Został szybko wyjaśniony

Marek Papszun nie jest zadowolony z losowania III rundy eliminacji Ligi Konferencji. Najbardziej nie podoba mu się „daleki” wyjazd na Węgry.

W czwartek Raków Częstochowa rozpoczyna grę w europejskich pucharach. W II rundzie eliminacji Ligi Konferencji Medaliki zmierzą się z MSK Zilina. Jeśli Raków pokona Słowaków, to w III rundzie zagra ze zwycięzcą pary Torpedo Zhodino – Maccabi Haifa.

Obaj potencjalni rywale Rakowa w III rundzie swoje mecze w tym sezonie europejskich pucharów rozgrywają na neutralnym terenie. Białorusini w w Szombathely, a Izraelczycy w Kisvardzie. Z perspektywy Rakowa zdaje się to być korzystniejsze, aniżeli potencjalna podróż do Izraela czy na Białoruś.




Narzekanie na wyjazd

Na konferencji prasowej Marek Papszun wyraził swoje niezadowolenie z losowania III rundy eliminacji. Stwierdził, że wyjazd na Węgry jest zbyt daleki. Powiedział, że przejazd autokarem to prawie 700 kilometrów, a najbliższe lotnisko jest oddalone o 2 godziny drogi.

– Obie drużyny grają na Węgrzech. To jest daleko… Autokarem to nie jest wcale wyśniona podróż. To jest prawie 700 kilometrów. Najbliższe lotnisko jest 2h drogi. To tylko się tak wydaje, że to losowanie z punktu widzenia logistyki było dobre – powiedział Marek Papszun cytowany przez „TVP Sport”.

Papszun skontrowany

Wypowiedź Papszuna cytowana przez „TVP Sport” szybko poniosła się po polskich mediach, szczególnie na Twitterze. Trener Rakowa szybko został skontrowany przez dziennikarza Tomasza Urbana, który wyjaśnił, że do Kisvardy (gdzie gra faworyzowane Maccabi) Raków ma nie 700, a 500 kilometrów. Do Szombathely jest to około 570-580 kilometrów, jednak szansa na potyczkę z białoruskim zespołem jest znikoma.




Przykład siatkarzy

Do wypowiedzi Marka Papszuna ustosunkował się także Wojciech Żaliński, były siatkarz. Podzielił się on swoją historią, jak w 2022 roku ZAKSA Kędzierzyn-Koźle jechała na mecz Ligi Mistrzów do Mariboru autokarem przez ponad 600 kilometrów.

Robert Podoliński z zarzutami do Mikaela Ishaka. Poszło o język polski

Robert Podoliński zarzucił Mikaelowi Ishakowi nieznajomość języka polskiego. Chciałby, aby kapitan Kolejorza mówił w naszym języku.




Lech Poznań rozpoczął walkę o fazę ligową Ligi Mistrzów. Za nami pierwszy mecz Kolejorza w II rundzie eliminacji. We wtorkowy wieczór poznaniacy pewnie pokonali islandzki Breidablik aż 7:1. Tym samym Lech jest już niemal pewny awansu do III rundy eliminacji, choć za tydzień czeka ich jeszcze rewanż.

We wtorkowym meczu 3 bramki dla Lecha zdobył Mikael Ishak. Był to pierwszy hat-trick Szweda w barwach Kolejorza. Po ostatnim meczu jednak nie każdy wypowiedział się w samych superlatywach na temat Ishaka. Krytycznie spojrzał na niego Robert Podoliński. Ekspert TVP Sport wymaga od Szweda, by ten – jako kapitan Lecha – potrafił mówić w języku polskim.




Żeby była jasność, ja niesamowicie cenię, jak ważnym piłkarzem stał się Ishak. Ale chciałbym, żeby zaczął mówić trochę po polsku To wyraz szacunku, żeby komunikacja była na jak najwyższym poziomieskomentował Robert Podoliński.

To jest tylko moje oczekiwanie jako kibica piłki. Żeby kapitan klubu, w którym jest tyle lat, zrobił w kontekście języka, w jakim mówi się w tym kraju, jakiś mały gest uzupełnił.

źródło: TVP Sport

Absolutny hit! Takim filmem przywitano w Turcji Łukasza Zwolińskiego [WIDEO]

Łukasz Zwoliński został nowym zawodnikiem tureckiego Sakaryasporu. Film, jaki przygotowano z okazji przybycia polskiego piłkarza jest absolutnym hitem.




Po roku Łukasz Zwoliński zdecydował się na opuszczenie Wisły Kraków. 32-letni napastnik skorzystał z oferty przenosin do Turcji. Podpisał on kontrakt z drugoligowym Sakaryasporem. Zwoliński w barwach Białej Gwiazdy rozegrał 43 mecze, w których strzelił 13 bramek i zanotował 5 asyst.




W związku z przybyciem Łukasza Zwolińskiego w tureckich mediach pojawiło przywitanie w formie wideo. Zostało ono usunięte. Jak jednak wiemy, w internecie nic nie ginie i szybko skopiowano nagranie.

Polski sędzia pokazał czerwoną kartkę w el. LM. Decyzja wspomoże Lecha Poznań? [WIDEO]

Damian Kos prowadził pierwszy mecz pomiędzy Lincoln Red Imps a Crveną Zvezdą Belgrad w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Polski arbiter pokazał czerwoną kartkę jednemu z zawodników serbskiej drużyny. Czy ta decyzja wspomoże Lecha Poznań?




Lech Poznań w pierwszym meczu II rundy eliminacji Ligi Mistrzów pewnie pokonał islandzki Breidablik. Tym samym Kolejorz jest już niemal pewny awansu do kolejnej rundy kwalifikacji. A w niej Polacy zmierzą się ze zwycięzcą starcia Lincoln Red Imps – Crvena Zvezda Belgrad. Zdecydowanym faworytem tego dwumeczu jest drużyna z Serbii.

Za nami pierwsze starcie między Lincoln Red Imps a Crveną Zvezdą Belgrad. Starcie to nie do końca potoczyło się po myśli Serbów, gdyż gibraltarczycy napsuli im nieco krwi. Spotkanie to zakończyło się wygraną Crveny jedynie 1:0, zatem kwestia awansu wciąż pozostaje otwarta. Z perspektywy Lecha lepiej by było, gdyby Lincoln Red Imps sprawiło niespodziankę.




Nie ma co ukrywać, że Crvena sama utrudniła sobie wyzwanie. A to za sprawą czerwonej kartki, jaką otrzymał jeden z zawodników w 41. minucie gry. Leżąc na murawie, kopnął rywala. Damian Kos, prowadzący to spotkanie, nie zawahał się i wyciągnął czerwoną kartkę. Niewykluczone, że za tego typu zagrania piłkarza będzie czekać dłuższa przerwa niż tylko 1 mecz pauzy. A to by oznaczało, że Crvena przystąpiłaby do meczu z Lechem bez swojego kluczowego piłkarza. A pamiętajmy, że po wygranej zaledwie 1:0 w rewanżu Gibraltarczycy mogą pokusić się o sprawienie niespodzianki.

Lech Poznań zdeklasował rywala w eliminacjach Ligi Mistrzów. Islandzkie media: „Breidablik upokorzony”

Lech Poznań rozpoczął eliminacje Ligi Mistrzów w imponującym stylu. Mistrz Polski rozgromił Breidablik Kopavogur aż 7:1. Islandzkie media nie miały wątpliwości: ich zespół praktycznie pożegnał się z marzeniami o grze w Lidze Mistrzów.

Rozstrzygnięcie już w pierwszym meczu?

Po inauguracji sezonu Ekstraklasy przyszedł czas na europejskie puchary. W drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów Lech Poznań zmierzył się z Breidablikiem Kopavogur. Pierwszy mecz rozegrano we wtorek na stadionie przy Bułgarskiej i zakończył się wysokim zwycięstwem gospodarzy 7:1.

Breidablik zdołał wyrównać w 28. minucie, ale sytuacja na boisku zmieniła się diametralnie po czerwonej kartce dla Viktora Oerna Margeirssona. Faul na Mikaelu Ishaku sprawił, że goście musieli kończyć mecz w osłabieniu. Lech wykorzystał przewagę w pełni, zdobywając aż siedem bramek.

Hat-trickiem popisał się Mikael Ishak, a do siatki trafiali też Antonio Milić, Joel Pereira, Leo Bengtsson i Filip Jagiełło.

Po spotkaniu pojawiły się pierwsze komentarze w islandzkich mediach. Na portalu mbl.is napisano, że Breidablik poniósł dotkliwą porażkę i prawdopodobnie zagra w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy.

Bardziej krytyczny ton przyjął serwis visir.is, który skomentował mecz słowami:

„Breidablik praktycznie odpadł z eliminacji Ligi Mistrzów po rozczarowującym występie w Polsce. Wynik był remisowy do czerwonej kartki. Gospodarze strzelili następnie cztery gole przed końcem pierwszej połowy. Ostatecznie zakończyli mecz i pojedynek w drugiej połowie trzema kolejnymi golami”.

Dziennikarze zwrócili także uwagę na wyraźną przewagę Lecha.

„Lech rozpoczął dziś mecz lepiej i dobrze utrzymywał się przy piłce, podczas gdy Breidablik był nieco nerwowy, miał problemy ze znalezieniem partnerów z drużyny”.

Z kolei portal dv.is zatytułował swoją relację „Breidablik upokorzony w Polsce”, dodając, że drużyna z Islandii nie poradziła sobie z siłą polskiego mistrza.

„Wygląda na to, że Breidablik nie zagra w Lidze Mistrzów po dzisiejszym meczu z polskim klubem Lechem Poznań. Nasz zespół miał trudne zadanie w rundzie wstępnej, ale Lech ma niezwykle silny zespół i dziś okazał się zbyt dużym wyzwaniem” — oceniono.

„Musimy się uczyć gry z VAR-em”

Po meczu głos zabrał także trener gości, Halldor Arnason. Przyznał, że jego drużynie trudno było poradzić sobie po czerwonej kartce i decyzjach sędziego.

– Źle weszliśmy w mecz, choć pierwsze 30 minut nie było takie złe. Umieliśmy grać z piłką przy nodze, radziliście sobie po odbiorze piłki, wyrównaliśmy po karnym, a potem straciliśmy gola. Cały czas musimy się uczyć z gry z VAR-em, bo u nas w kraju go nie ma. Dziś cierpieliśmy grając w dziesięciu, chcieliśmy jak najlepiej poradzić sobie z tą sytuacją. Później gospodarze dostali prezent gwiazdkowy od sędziego, Lechowi nie należał się rzut karny, po którym posypała się nasza gra. Za nami trudny mecz, trudna druga połowa, jesteśmy po tym spotkaniu w ciężkiej sytuacji — powiedział szkoleniowiec.

Rewanż odbędzie się w środę o godzinie 20:30 na Islandii. Lech jest już jedną nogą w trzeciej rundzie eliminacji. Jeśli przypieczętuje awans, jego rywalem będzie zwycięzca pary Lincoln Red Imps – Crvena Zvezda Belgrad. Wiele wskazuje jednak na to, że to Serbowie będą tym rywalem. Jest to zdecydowany faworyt tego dwumeczu, a po pierwszym spotkaniu Crvena Zvezda prowadzi 1:0. Drugi mecz zagrają u siebie, co tym bardziej ułatwia im zadanie.

Źródło: Interia Sport, visir.is, mbl.is, dv.is

Mateusz Klich blisko wielkiego powrotu do Ekstraklasy! Czekano na to 14 lat

Już wkrótce możemy być świadkami kolejnego głośnego powrotu do Ekstraklasy. Według portalu meczyki.pl, Mateusz Klich jest na dobrej drodze, żeby ponownie zagrać w Cracovii.




Atlanta United postanowiła rozstać się z Mateuszem Klichem. Polak trafił do niej raptem kilka miesięcy temu z DC United. Teraz musi sobie jednak szukać nowego pracodawcy.

Powrót?

W ciągu najbliższych 24 godzin Klicha może zatrudnić dowolny inny klub z MLS. Taki scenariusz jest jednak mało prawdopodobny. Wkrótce będzie mógł podpisać kontrakt z dowolnym zespołem, także spoza USA.




Według Tomasza Włodarczyka z portalu meczyki.pl, głównym kandydatem do zatrudnienia Klicha ma być Cracovia. Pomocnik powróciłby do Krakowa po długiej przerwie. Ostatni raz miał na sobie koszulkę „Pasów” aż 14 lat temu.

Kolejne osłabienie Lecha po meczu z Breidablikiem. Gwiazda drużyny z kontuzją

Wysokie zwycięstwo Lecha Poznań na Breidablikiem okazało się dość kosztowne. W spotkaniu ucierpiała jednak z największych gwiazd „Kolejorza”.




W pierwszym meczu eliminacji Ligi Mistrzów, Lech rozbił aż 7-1 islandzki Breidbalik. Tym samym rewanż na terenie rywali wydaje się być jedynie formalnością.

Złe wieści

Efektowne zwycięstwo przypłacono jednak kontuzją Afonso Sousy. Portugalczyk opuścił boisko jeszcze w pierwszej połowie. W 37. minucie wybił piłkę na aut, po czym usiadł na murawie. Mimo próby powrotu do gry, musiał zostać zmieniony.




Maksymilian Dyśko podaje, że Sousa poczuł ukłucie w mięśniu. Na razie brakuje dokładniejszych informacji. Wygląda jednak na to, że przez jakiś czas Lech będzie musiał sobie radzić bez swojej gwiazdy.

To nie jedyne kontuzje w drużynie „Kolejorza”. Z gry na kilka tygodni wypadł niedawno Radosław Murawski. Patrik Walemark i Daniel Hakans przeszli natomiast operacje i najpewniej opuszczą całą pierwszą połowę sezonu.

Zamieszanie po zmianach w hiszpańskim komitecie sędziowskim. Wśród nowych twarzy zadeklarowany fan Realu Madryt

Hiszpańska federacja ogłosiła nowy skład Komitetu Technicznego Sędziów. Funkcję przewodniczącego objął Francisco Soto Balirac. Jednym z członków został Chema Alonso, znany ze swojej sympatii do Realu Madryt.

Nowy skład CTA i technologia z madryckim akcentem

W Hiszpanii ruszają przygotowania do nowego sezonu ligowego. Zmiany dotyczą również struktur sędziowskich. Ogłoszono skład nowego Komitetu Technicznego Sędziów. Za poprawę jakości pracy arbitrów odpowiadać ma Francisco Soto Balirac, który został mianowany nowym szefem CTA.

Wraz z jego nominacją zaprezentowano cały skład komitetu. Wśród członków znalazł się między innymi Chema Alonso. Jego zadaniem będzie wdrażanie innowacji technologicznych związanych ze sztuczną inteligencją.

Alonso w przeszłości zamieszczał w mediach społecznościowych liczne wpisy i zdjęcia, w których wyraźnie okazywał przywiązanie do Realu Madryt. W jednym z postów napisał, że jego jedyną wadą jest kibicowanie największemu klubowi w historii, kończąc wiadomość słowami „Hala Madrid” (poniżej wspomniany wpis z kwietnia 2011 roku).

Hiszpańscy kibice nerwowo zareagowali na tę nominację. Niektórzy z nich zarzucają federacji nawet korupcję. Wiele wskazuje więc na to, że sprawa będzie dość szeroko omawiana na Półwyspie Iberyjskim.

Klub z Madrytu rozpocznie nowy sezon 19 sierpnia meczem przeciwko Osasunie.

Źródło: MARCA, Meczyki.pl

Lech walczył o pomocnika z LaLiga 2. Rutkowski: „Wysyłaliśmy ofertę za ofertą”

Lech Poznań mocno zabiegał o sprowadzenie Aritza Aldasoro z Racingu Santander. Mimo wielu prób transfer nie doszedł do skutku, ale jak ujawnił Pablo Rodríguez sam zawodnik byłby zachwycony możliwością dołączenia do „Kolejorza”. Poznański klub nie mówi jednak ostatniego słowa.

Aldasoro poza zasięgiem

Lech Poznań oficjalnie zainaugurował sezon Ekstraklasy od prezentacji kolejnych dwóch nowych piłkarzy – Timothy’ego Oumy oraz Pablo Rodrígueza.

To właśnie ten drugi został sprowadzony z myślą o wzmocnieniu środka pola i potencjalnym zastąpieniu Afonso Sousy, który może pożegnać się z klubem. W kulisach transferu Rodrígueza pojawiło się jednak inne nazwisko, które wzbudziło niemałe emocje wśród kibiców.

Z opublikowanego przez Lecha materiału wideo dowiadujemy się, że na liście życzeń poznaniaków od dłuższego czasu znajdował się Aritz Aldasoro. To 24-letni pomocnik Racingu Santander.

– Rozmawiałem wczoraj z Aldasoro, jakieś 30 minut. Bardzo by się cieszył, gdyby tutaj trafił – zdradził Pablo Rodríguez w oficjalnym nagraniu klubu.

Zainteresowanie „Kolejorza” nie było jedynie plotką transferową. Prezes Lecha, Piotr Rutkowski, wprost potwierdził, że klub z Poznania wyszedł z konkretną inicjatywą.

– Próbowaliśmy… próbowaliśmy z Santander, ale to nie było wykonalne. Nie było nawet szans, żeby zacząć rozmowy. Chcieliśmy zacząć negocjacje. Wysyłaliśmy ofertę, ofertę, ofertę. I nic. To było naprawdę nie do zrobienia. Może w kolejnym roku – powiedział Rutkowski.

Aldasoro to piłkarz wychowany w akademii Realu Sociedad. W 2022 roku, bez debiutu w pierwszym zespole, przeniósł się definitywnie do Racingu Santander. Od tego czasu stał się jedną z kluczowych postaci drużyny z północy Hiszpanii. Do tej pory uzbierał niemal 120 występów.

Źródło: Lech Poznań, transfery.info

Kolejny hitowy transfer w Ekstraklasie?! Kapitan i 96-krotny reprezentant kraju na oku kilku polskich klubów

To może być kolejny transferowy hit w Ekstraklasie. Alireza Jahanbakhsh jest łączony z transferem do kilku polskich klubów. Kiedy Brighton zapłaciło za niego 22,5 miliona euro.




Podczas trwającego okna do Ekstraklasy trafiło kilka bardzo ciekawych nazwisk. Mowa tu o takich zawodnikach jak Luis Palma, Mileta Rajović czy Samuel Akere. Niebawem do tego grona może dołączyć kolejne spore nazwisko.

Kiedyś Birghton, dzisiaj Polska?

Azjatyckie media podają, że na celowniku kilku polskich klubów znalazł się Alireza Jahanbakhsh. 31-latek to kapitan reprezentacji Iranu oraz 96-krotny reprezentant kraju. Ostatnio grał w Herenveen, a teraz pozostaje bezrobotny.

Według źródeł z bliskiego wschodu, Jahanbakhsh odrzucił kilka propozycji Korei Południowej. Obecnie zgłaszać się mają po niego natomiast drużyny z Holandii czy Turcji oraz Polski.




W naszym kraju najbardziej zainteresowane mają być trzy kluby: Lech Poznań, Widzew Łódź i Pogoń Szczecin. To jednak z Łodzi miał otrzymać konkretną ofertę.

W sezonie 2017/18 Jahanbakhsh był królem strzelców Eredivisie z 21 golami na koncie. Po świetnym sezonie wyjechał z Holandii do Brighton, które zapłaciło za niego PSV 22,5 miliona euro. W sumie w Premier League rozegrał 50 meczów, ale po trzech latach powrócił do poprzedniej ligi.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.