Skandaliczny finał PNA. W tle zamieszki na stadionie i… próba kradzieży ręcznika [WIDEO]

Ten finał Pucharu Narodów Afryki miał jednego zwycięzcę, ale pozostawił wiele pytań. Senegal sięgnął po drugi tytuł w historii, jednak droga do triumfu prowadziła przez sędziowskie kontrowersje, zejście z boiska i karnego, który przejdzie do historii.

Minuty wstydu

Reprezentacja Senegalu po raz drugi w historii wygrała Puchar Narodów Afryki, pokonując w finale gospodarzy z Maroko 1:0 po dogrywce. Mecz rozegrany w Rabacie długo był zamknięty i pozbawiony klarownych sytuacji, ale jego końcówka przeszła do historii afrykańskiego futbolu, niestety w bardzo kontrowersyjnym tonie.

Przez ponad 90 minut bramki nie padły. Drużyny długo badały się nawzajem, dlatego emocji brakowało. Wszystko eksplodowało w doliczonym czasie gry.

Kongijski arbiter Jean-Jacques Ndala najpierw nie uznał gola dla Senegalu, dopatrując się faulu na Achrafie Hakimim, co wzbudziło ogromne zdziwienie ekspertów. Chwilę później podyktował rzut karny dla Maroka, a ta decyzja przelała czarę goryczy. Piłkarze Senegalu rozpoczęli gwałtowny protest i zeszli z boiska, nie zgadzając się z werdyktem sędziego.

Przerwa trwała kilkanaście minut, a sytuacja wymknęła się spod kontroli. Ostatecznie zawodnicy wrócili na murawę, głównie po interwencji lidera drużyny, Sadio Mane. Do wykonania jedenastki podszedł najlepszy strzelec turnieju, Brahim Diaz, jednak jego próba okazała się fatalna. Strzelił podcinką prosto w bramkarza, a Edouard Mendy bez trudu obronił uderzenie.

Po tej sytuacji sędzia zarządził dogrywkę, a w niej Senegal szybko przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. W 94. minucie potężnym strzałem popisał się Pape Gueye, który zapewnił „Lwom Terangi” złoty medal.

– Jesteśmy naprawdę rozczarowani z uwagi na wszystkich Marokańczyków. Kiedy w ostatniej minucie dostajesz rzut karny, zwycięstwo jest bardzo blisko, ale ostatecznie tak się nie stało – powiedział po meczu selekcjoner gospodarzy Walid Regragui.

Kontrowersje nie ograniczyły się jednak tylko do decyzji sędziego. W trakcie spotkania rezerwowy bramkarz Senegalu Yehvan Diouf musiał pilnować ręcznika stojącego w bramce Mendy’ego. Marokańscy piłkarze, podobnie jak wcześniej w półfinale z Nigerią, próbowali go zabrać. Dochodziło do przepychanek z zawodnikami, chłopcami do podawania piłek, a nawet oficjelami.

Najgoręcej było po podyktowaniu rzutu karnego dla Maroka. Wściekli senegalscy kibice próbowali wtargnąć na boisko, dlatego interweniowała policja, a tuż obok murawy doszło do starć. Na szczęście sytuację udało się opanować i mecz został dokończony.

Źródło: X, Super Express

Pietuszewski zachwycił portugalskie media. Co za słowa o Polaku

Oskar Pietuszewski nie potrzebował długiego wprowadzenia w nowy zespół. Już pierwsze minuty w barwach FC Porto ustawiły narrację. Debiut 17-latka był tak mocny, że portugalskie media natychmiast okrzyknęły go jednym z bohaterów meczu.

Świetne noty dla Pietuszewskiego

Na początku stycznia Oskar Pietuszewski zamienił Jagiellonię Białystok na FC Porto. Skrzydłowy obejrzał z ławki środowe starcie z Benficą w Pucharze Portugalii, jednak kilka dni później dostał swoją szansę w lidze.

W niedzielnym meczu portugalskiej ekstraklasy przeciwko Vitorii de Guimaraes Pietuszewski pojawił się na boisku w 72. minucie. Wszedł bez kompleksów, a jego wpływ na grę był natychmiastowy. Już w pierwszych minutach wywalczył rzut karny, który Alan Varela zamienił na jedynego gola spotkania. Porto wygrało 1:0, ale to wejście młodego Polaka stało się jednym z głównych tematów po meczu.

Portugalskie media nie kryły zachwytu. Dziennik „A Bola” ocenił występ 17-latka na „siódemkę”, natomiast portal ZeroZero przyznał mu notę 7,1, jedną z najwyższych w całej drużynie. Komentarze były jednoznaczne, bo debiut określano jako wymarzony.

– Co za debiut. 17-letni Polak był kluczową postacią zwycięskiego meczu. To on wywalczył rzut karny, który Varela zamienił na jedynego gola spotkania: po przyjęciu piłki na lewej stronie wpadł w pole karne i został sfaulowany przez Telmo Arcanjo. W doliczonym czasie gry doprowadził też do jego wykluczenia, pieczętując triumf swojej ekipy – napisała „A Bola”.

Równie entuzjastyczny ton pojawił się w ZeroZero, gdzie podkreślono nie tylko ofensywę, ale też pracę bez piłki.

– Przybył, zobaczył i pomógł. Już pierwszym kontaktem z piłką wywalczył rzut karny, a także znacząco przyczynił się do gry w obronie. Zanotował wymarzony debiut na trudnym boisku – czytamy.

FC Porto zajmuje pierwsze miejsce w lidze portugalskiej. Ekipa z północy Portugalii ma 52 punkty po osiemnastu kolejkach i siedem punktów przewagi nad drugim Sportingiem CP.

Źródło: A Bola, ZeroZero, Meczyki.pl

Kibice wygwizdali piłkarzy Realu. Arbeloa odpowiedział [WIDEO]

Kibice Realu Madryt dali upust frustracji jeszcze przed pierwszym gwizdkiem dzisiejszego meczu. Po meczu z Levante trener Alvaro Arbeloa jasno wytłumaczył, jak „Królewscy” podchodzą do gwizdów z trybun.

Zdecydowana reakcja na Bernabeu

Ostatnie dni były dla Realu Madryt wyjątkowo trudne, ponieważ porażka z Barceloną w Superpucharze Hiszpanii zakończyła erę Xabiego Alonso na ławce trenerskiej. Jego następcą został Alvaro Arbeloa, ale debiut nie potoczył się po jego myśli. „Los Blancos” przegrali 2:3 z Albacete i pożegnali się z Pucharem Króla, dlatego napięcie wokół zespołu szybko wzrosło.

Kibice na Santiago Bernabeu nie zamierzali udawać, że nic się nie stało. Przed sobotnim spotkaniem z Levante wygwizdani zostali praktycznie wszyscy piłkarze, a reakcja trybun objęła także największe gwiazdy. Vinicius i Jude Bellingham również usłyszeli wyraźny sygnał niezadowolenia, mimo że w ostatnich sezonach stanowili filary zespołu.

Piłkarze Realu postarali się jednak odpowiedzieć tam, gdzie ma to największe znaczenie. Zespół zagrał dojrzale i odniósł spokojne zwycięstwo 2:0, co pozwoliło na chwilę oddechu. Po końcowym gwizdku Arbeloa został zapytany o zachowanie publiczności i nie unikał tego tematu.

– Zawsze odnosiłem się z wielkim szacunkiem do kibiców na Bernabeu. Ja też byłem często wygwizdywany, ale to, co czyni nas wyjątkowymi, to umiejętność traktowania tego z dystansem. Fani wiedzą, że stać nas na znacznie więcej, a my musimy sprostać tym oczekiwaniom – powiedział szkoleniowiec, cytowany przez „Marcę”.

Nowy trener Realu podkreślił, że presja jest naturalnym elementem gry w tym klubie, dlatego nie zamierza jej unikać ani łagodzić na siłę. Wręcz przeciwnie, uważa ją za paliwo napędowe dla zespołu.

– Wysokie oczekiwania publiczności tylko motywują zawodników, aby dawać z siebie wszystko. Nikt nie powinien zapominać o tym, czego dokonali ci piłkarze, co zrobił Vinicius dla tego klubu, jak niósł drużynę na barkach i zdobywał z nią trofea. Vini jest jednym z nas i pozostanie jeszcze przez długi czas – dodał Arbeloa.

Te słowa nie przeszły bez echa, ponieważ wielu odebrało je jako jasną deklarację w sprawie przyszłości Brazylijczyka. Kontrakt Viniciusa obowiązuje tylko do połowy przyszłego roku, dlatego temat jego przedłużenia wraca regularnie.

Real Madryt nie ma jednak czasu na długie analizy, ponieważ terminarz nie pozwala na chwilę spokoju. Już we wtorek „Królewscy” wrócą do gry w Lidze Mistrzów, gdzie zmierzą się z AS Monaco w siódmej kolejce fazy ligowej.

Źródło: Defcentral, MARCA, Meczyki.pl

Siemieniec rozpala Europę. Belgowie już pytają o trenera Jagiellonii

Adrian Siemieniec nie ogląda się za siebie i dalej wygrywa w Białymstoku, ale Europa zaczyna patrzeć w jego stronę. Zmiana agenta i świetne wyniki sprawiły, że pierwszy zagraniczny klub już ustawił się w kolejce po utalentowanego szkoleniowca.

Brugia patrzy na Jagę

Adrian Siemieniec od dawna przestał być tylko ciekawym trenerem z Polski, ponieważ jego praca w Jagiellonii Białystok budzi coraz większy respekt. Od 2023 roku konsekwentnie buduje zespół, sięgnął po mistrzostwo Polski i Superpuchar, a jego drużyna co sezon realnie walczy o najwyższe cele. Dlatego nie jest zaskoczeniem, że zainteresowanie rośnie, ale teraz przybrało ono bardzo konkretny wymiar.

Początek 2026 roku przyniósł informację, która wywołała spore poruszenie. Siemieniec zmienił agenta i dołączył do agencji SEG, tej samej, która reprezentuje między innymi Pepa Guardiolę czy Robina van Persiego. Dla wielu był to jasny sygnał, że trener Jagiellonii przygotowuje grunt pod kolejny krok, a tym krokiem ma być zagranica.

Tym bardziej że jego kontrakt wygasa po sezonie, choć klub zabezpieczył sobie opcję przedłużenia. To jednak nie uciszyło spekulacji, lecz wręcz je wzmocniło, ponieważ dobre wyniki i stabilny projekt działają na wyobraźnię zagranicznych skautów.

Jak poinformował Tomasz Włodarczyk z portalu meczyki.pl, jednym z klubów, które uważnie przyglądają się pracy polskiego szkoleniowca, jest Cercle Brugge. Belgowie notują słaby sezon i zajmują dopiero 15. miejsce w lidze, dlatego temat zmiany trenera pojawia się tam coraz częściej.

– Cercle Brugge, to jeden z klubów, który przygląda się Adrianowi Siemieńcowi. Nie zdziwiłbym się, gdyby trener Jagiellonii po tym sezonie poszukał pracy za granicą. Dzisiaj w cenie są tacy szkoleniowcy – przekazał Włodarczyk.

To zainteresowanie ma dodatkowy kontekst, ponieważ oba zespoły spotkały się już na europejskiej scenie. W 1/8 finału Ligi Konferencji Jagiellonia wygrała pierwszy mecz 3:0, a w rewanżu przegrała 0:2, jednak to drużyna Siemieńca awansowała dalej.

W obecnym sezonie Jaga znów jest w grze trofeum. Po rundzie jesiennej zajmuje trzecie miejsce w tabeli i traci tylko punkt do liderującej Wisły Płock, a do tego ma jedno spotkanie rozegrane mniej. Dlatego w Białymstoku nikt nie chce teraz słyszeć o rozstaniach, chociaż temat coraz wyraźniej wisi w powietrzu.

Najbliższy mecz Jagiellonia zagra 31 stycznia z Widzewem Łódź.

Źródło: Meczyki.pl

Polski streamer trafił kartę wartą fortunę. Merghani miał w paczce Messiego z autografem i kawałkiem koszulki [WIDEO]

Podczas niedawnej transmisji Merghaniego doszło do niezwykłego trafu. Streamer miał w paczce jedną z najrzadszych kart piłkarskich.

Niesamowity fart polskiego streamera

Influencer Merghani w trakcie streamu z otwierania piłkarskich kart trafił bardzo rzadką kartę Lionela Messiego. Co ciekawe, karty pochodziły ze sklepu Braci Malczyńskich.

Egzemplarz zawiera fragment oryginalnej koszulki Argentyńczyka, w dodatku z widocznym numerem, a także autograf piłkarza.

Tego typu karty należą do najbardziej pożądanych na rynku kolekcjonerskim, ponieważ łączą w sobie element meczowego trykotu i podpis zawodnika. Wartość trafionej karty szacowana jest nawet na około 70 tysięcy złotych.

Źródło: X

Były piłkarz Górnika ostro o kibicowskich układach. Wszystko przez koniec zgody z GKS-em

Informacja o zerwaniu wieloletniej zgody pomiędzy kibicami Górnika Zabrze i GKS-u Katowice wywołała duże poruszenie. Do sprawy w mocnych słowach odniósł się były piłkarz Trójkolorowych, Paweł Bochniewicz.

Zaskakujące doniesienia i mocny komentarz byłego kadrowicza

W sobotę pojawiły się informacje o zakończeniu zgody pomiędzy sympatykami Górnika Zabrze i GKS-u Katowice. Przyjaźń obu środowisk kibicowskich trwała ponad 16 lat, a jeszcze w sierpniu Śląski Klasyk był przedstawiany jako symbol tej relacji. Dlatego doniesienia o jej zerwaniu zostały odebrane jako spore zaskoczenie.

W tle sprawy mają znajdować się działania pseudokibiców związanych z oboma klubami. Chodzi o grupę przestępczą działającą co najmniej od 2014 roku, zajmującą się handlem narkotykami, pobiciami oraz wymuszeniami z użyciem przemocy. W związku z jej działalnością zatrzymano ponad 80 osób, a na początku grudnia kolejne sześć. To właśnie te wydarzenia miały bezpośrednio wpłynąć na zakończenie zgody.

Do sprawy odniósł się Paweł Bochniewicz, były obrońca Górnika, który rozegrał w barwach klubu 92 spotkania. Na platformie X opublikował obszerny i bardzo krytyczny komentarz.

– Zgody i kosy polskich kibiców w tych czasach to mega śmieszny mechanizm. Banda dilerów, których w ogóle nie interesuje piłka nożna, dyktuje normalnym kibicom, kogo mają lubić albo nie, bo jakiś inny przestępca zaczął opowiadać na policji o swoich nielegalnych akcjach. Potem inna grupa kryminalistów ich wyzywa, chyba że akurat pojawią się dobre warunki do wspólnych interesów, bo zwolnił się szlak narkotykowy. Wtedy nagle jest zgoda. A na końcu tego łańcucha czasami jeszcze próbują decydować, żeby piłkarz nie przechodził do klubu, z którym aktualnie jest kosa, mimo że to dla jego kariery lepsza opcja. No bo jak to tak? – napisał.

Bochniewicz od ponad pięciu lat jest zawodnikiem sc Heerenveen. Niedawno wrócił do gry po blisko rocznej przerwie spowodowanej zerwaniem więzadeł krzyżowych.

Źródło: X

Ograniczenia dla polskich kibiców. Czesi nie wpuszczą kibiców Lecha na swoje sektory

Sigma Ołuminiec ogłosiła, że Polacy nie wejdą na trybuny gospodarzy w meczu z Lechem Poznań. Klub argumentuje taką sytuację kwestiami bezpieczeństwa.

Utrudnienia z wejściem

Mecz szóstej kolejki Ligi Konferencji pomiędzy Sigmą Ołomuniec a Lechem Poznań odbędzie się w czwartek 18 grudnia o godzinie 21:00. Będzie to ostatnie spotkanie Kolejorza w 2025 roku.

Organizatorzy poinformowali, że bilety do sektorów gospodarzy będą mogli kupić wyłącznie obywatele Czech lub osoby posiadające stały pobyt na terenie Republiki Czeskiej. Decyzja została podjęta na wniosek służb bezpieczeństwa, które uznały spotkanie za mecz podwyższonego ryzyka.

Pod względem sportowym oba zespoły mają po siedem punktów. Lech Poznań, według wyliczeń Piotra Klimka, ma około 99 procent szans na awans do kolejnej rundy. Sigma również pozostaje w grze, jednak ma wyraźnie gorszy bilans bramkowy od poznaniaków.

Źródło: Sigma Ołumuniec, X

Kibice Lecha tracą cierpliwość. Coraz więcej głosów o zwolnieniu Frederiksena

Lech przeżywa trudny okres. W związku z tym rośnie presja na Nielsa Frederiksena. Według portalu KKSLech.com, Duńczyk powinien odejść natychmiast.

Kryzys wciąż obecny

Lech od kilku tygodni nie potrafi wrócić na właściwe tory. Drużyna skomplikowała swoją sytuację zarówno w Lidze Konferencji, jak i w Ekstraklasie. Strata do liderującego Górnika wynosi osiem punktów, dlatego margines błędu drastycznie się zmniejszył. Zespół musi wykonać zdecydowany zwrot, ale sygnałów poprawy jak na razie brakuje.

Frederiksen traci poparcie kibiców, ponieważ jego decyzje i konferencyjne wypowiedzi budzą coraz większe wątpliwości. Po porażce z Arką Gdynia próbował uspokoić nastroje.

– Nie boję się o swoją przyszłość, ale głupio byłoby gdybym powiedział coś innego – stwierdził.

KKSLech.com ocenił go wyjątkowo surowo. Portal uważa, że współpraca nie ma już sensu. W długiej analizie wskazano, że trener nie panuje nad zespołem, ponieważ nie potrafi poprawić gry w obronie i faz przejściowych. Podkreślono również, że jego obecna sytuacja przypomina końcówkę pracy w Brondby, kiedy zmęczenie intensywnym rytmem doprowadziło do rozstania.

Według serwisu projekt Frederiksena stracił dynamikę już dawno. Według wspomnianego źródła każdy kibic, który uważnie obserwuje drużynę, widzi brak pomysłu na dalszy rozwój. Portal twierdzi, że zwolnienie Duńczyka byłoby najkorzystniejszym rozwiązaniem.

W klubie jednak nie widać oznak nadchodzącej zmiany. Ewentualne decyzje najprawdopodobniej mogłyby zapaść dopiero zimą.

Źródło: KKSLech.com

Ronaldo wyjaśnił, dlaczego nie pojawił się na pogrzebie Joty. „Były dwa powody”

Cristiano Ronaldo w rozmowie z Piersem Morganem wypowiedział się w sprawie śmierci Diogo Joty. Portugalczyk opowiedział o emocjach po tragedii i wyjaśnił powód swojej nieobecności na pogrzebie.

Dwa powody nieobecności

Śmierć Diogo Joty kilka miesięcy temu wstrząsnęła całym środowiskiem piłkarskim. Portugalczycy grali razem w kadrze przez ponad pięć lat, dlatego wiadomość o tragicznym wypadku dotknęła Ronaldo wyjątkowo mocno. Piłkarz Al-Nassr przyznał w rozmowie z Piersem Morganem, że moment, w którym poznał prawdę, był dla niego niezwykle trudny.

– Byłem na siłowni z Georginą, kiedy usłyszałem te wieści. Długo płakałem. Georgina może to potwierdzić – powiedział Cristiano.

Fani zastanawiali się, dlaczego Ronaldo nie pojawił się na pogrzebie. Portugalczyk przyznał, że decyzja nie była łatwa, ale była świadoma.

– Były dwa powody. Po śmierci mojego ojca nigdy więcej nie byłem na żadnym cmentarzu. Po drugie, gdziekolwiek nie pójdę, będzie cyrk. Cała uwaga skupiłaby się na mnie, a tego nie chciałem – podkreślił.

Ronaldo wspominał Jotę z dużym szacunkiem.

– Diogo Jota był świetnym facetem i cichą osobą. Naprawdę lubiłem z nim rozmawiać. Jego przypadek dowodzi, że trzeba żyć chwilą. Trzeba się cieszyć, że tu jesteśmy, bo nikt nie zna przyszłości – zakończył.

Źródło: Piers Morgan

Marciniak wraca do Ligi Mistrzów. Polscy sędziowie dostali dwa mecze w elitarnych rozgrywkach

UEFA wyznaczyła Szymona Marciniaka do prowadzenia hitu Ligi Mistrzów. Wyróżnienie otrzymał także Damian Sylwestrzak.

Dwóch Polaków zaufaniem z zaufaniem od UEFA

Szymon Marciniak ponownie poprowadzi mecz fazy ligowej Champions League. W tym sezonie sędziował już spotkanie Borussii Dortmund z Athletikiem oraz rywalizację Newcastle z Benfiką. Oba mecze przebiegły pod pełną kontrolą Polaka, dlatego UEFA sięgnęła po sprawdzone rozwiązanie.

Na początku tygodnia federacja przydzieliła mu hit 4. kolejki. Manchester City zmierzy się z Borussią Dortmund w środę 5 listopada o 21.00. Marciniak poleci do Anglii razem z Tomaszem Listkiewiczem i Adamem Kupsikiem. Funkcję sędziego technicznego obejmie Paweł Raczkowski. W wozie VAR zasiądą Tomasz Kwiatkowski oraz Piotr Lasyk.

Mecz ma duże znaczenie, ponieważ oba zespoły zdobyły do tej pory siedem punktów. Borussia wróciła z Turynu z remisem 4:4. Manchester City podzielił się punktami z AS Monaco po wyniku 2:2. Stawką starcia będzie kontrola nad grupą, dlatego presja na arbitrów będzie naturalnie wysoka.

Mecz dla Sylwestrzaka

Dobre wieści dotyczą też Damiana Sylwestrzaka. We wtorek 4 listopada o 21.00 poprowadzi spotkanie FK Bodo/Glimt z AS Monaco. Towarzyszyć mu będą Paweł Sokolnicki i Adam Karasewicz. Rolę sędziego technicznego obejmie Marcin Kochanek. VAR obsłużą Lasyk i Kwiatkowski, więc duet znany z pracy przy meczu w Manchesterze ponownie pojawi się na europejskiej arenie.

Źródło: UEFA

Lech znowu traci punkty. Trener wytłumaczył spadek formy

Lech Poznań zremisował z Motorem Lublin, dlatego znów stracił dystans do czołówki. Kibice się niecierpliwią, jednak Niels Frederiksen znalazł wytłumaczenie na spadek formy zespołu.

Brak rytmu i brak punktów

Lech regularnie gubi punkty. W pięciu ostatnich kolejkach wygrał tylko raz, 5 października z GKS-em Katowice. Teraz presja rośnie. Zwłaszcza, że po drodze przytrafiła się kompromitująca porażka z Lincoln Red Imps w Lidze Konferencji.

Pucharowa wygrana 2:1 z Gryfem Słupsk uspokoiła przez wynik, ale nie styl. Na Bułgarskiej narasta więc irytacja, ponieważ drużyna się nie rozwija. Trener po niedzielnym meczu z Motorem (2:2) wytłumaczył spadek jakości intensywnością gry co kilka dni.

– Nasza gra w obronie i w Poznaniu to rozczarowanie. Rywale nie potrzebują wielu szans do zdobywania goli, z przodu też nie jesteśmy na tym poziomie, na którym byliśmy w tamtym sezonie. Nie mamy rytmu w ofensywie, bo mamy za mało czasu na trening, jest mniej okazji do treningów przez grę co 3-4 dni – powiedział Niels Frederiksen.

Szkoleniowiec podkreślił plan na Motor, chociaż wykonanie widocznie kulało.

– Chcieliśmy dziś nadawać ton, dyktować warunki, a wtedy siłą rzeczy rywal będzie szukał szans po fazach przejściowych. W pierwszych 20 minutach nie radziliśmy sobie z fazami przejściowymi Motoru, później było lepiej na tym polu. Przy naszej grze rywal jedynie po fazach przejściowych i po stałych fragmentach mógł nam zagrozić – dodał.

Lech musi szybko odzyskać pewność, ponieważ terminarz nie wybacza. Już 6 listopada czeka Rayo Vallecano. Następnie przed przerwą reprezentacyjną dojdzie mecz z Arką Gdynia.

Źródło: KKSLech.com, Lech Poznań

Kibice Lecha Poznań najlepsi na świecie? Pomóżmy im wygrać z Galatasaray

Od kilku dni na portalu X odbywa się turniej o tytuł najlepszych kibiców na świecie. Pomóżmy Kolejorzowi wygrać finał tych internetowych zawodów.

Kto jest sprawcą zamieszania?

Finn Agostinelli, znany jako „Fiago” to twórca internetowy, który dociera do szerokiego grona odbiorców. Jego Instagram ma ponad 700 tysięcy obserwacji, podobnie YouTube, a profil na X ma ich 100 tysięcy.

O co chodzi?

Wspomniany twórca zorganizował niedawno turniej, w którym użytkownicy mogą wybrać najlepszych kibiców na świcie. W internetowych zawodach wystartowały cztery polskie drużyny: Pogoń Szczecin, Wisła Kraków, Lech Poznań i Legia Warszawa. Wśród zagranicznych znalazło się wielu gigantów z całego świata.

Zaangażowanie klubów

Portowcy odpadli najszybciej z polskiego grona, jednak reszta ekip trzymała się bardzo mocno, a kibice z całej polski zjednoczyli się i pchnęli polskie zespoły do kolejnych rund. W całe zamieszanie włączyły się także oficjalne profile klubów, także tych zagranicznych.

Ostatecznie w półfinale Wisła odpadła z Lechem, a Legia z Galatasaray. Aktualnie kibice Kolejorza przy wsparciu fanów z całej polski walczą z tureckim gigantem o miano najlepszych.

Pomóżmy mistrzom Polski

Post z głosowaniem znajduje się poniżej, a my zachęcamy do oddawania głosu na polską ekipę. Poprzednie rundy pokazały zjednoczenie całej kibicowskiej Polski (tak, nas też to dziwi, że np. Lech i Legia idą za pan brat w tym przypadku, ale to jest w tym piękne) i w tym przypadku jest podobnie, jednak „Galata” to spore wyzwanie.

Źródło: X

Zmiana w Kolegium Sędziów. Stanowski odpowiedział anegdotą z młodości

Dziennikarz CANAL+ Sport, Krzysztof Marciniak, poinformował w mediach społecznościowych o wyborze nowego przewodniczącego Kolegium Sędziów. Na jego wpis szybko zareagował Krzysztof Stanowski, który przy okazji podzielił się zabawną historią z młodości.

Nowy szef KS

Krzysztof Marciniak przekazał na platformie X, że nowym szefem Kolegium Sędziów został Marcin Szulc.

– Marcin Szulc nowym przewodniczącym Kolegium Sędziów. Nikomu nie trzeba mówić, że czeka go wiele wyzwań. Dużo czasu musiało minąć, by wybrać człowieka, który cały czas był na miejscu – napisał dziennikarz CANAL+ Sport.

Wpis Marciniaka wywołał reakcję Krzysztofa Stanowskiego. Właściciel Kanału Zero przypomniał historię z młodości związaną z panem Szulcem.

– Hahaha, miałem 14 lat, wytknąłem mu złe sędziowanie w meczu III ligi na lokalnych stronach Przeglądu Sportowego, a on przed następnym spotkaniem podszedł i powiedział, żebym uważał co piszę, bo dużo o mnie wie. Chyba chodziło o trójkę z biologii – napisał Stanowski.

Miejmy jednak nadzieję, że zmiana w Kolegium Sędziów spowoduje poprawę w kontekście sędziowania na polskich boiskach, a wytykanie błędów nie spotka się z syndromem oblężonej twierdzy.

Źródło: X

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.